Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

16 września 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXV

 

PIEŚŃ XXV

(Krąg VIII. Tłumok VII. Ciąg dalszy: Przemiana.)


To rzekłszy, złodziej podniósł pięści obie,

W każdej sterczała figa³⁷⁵ jak gwint w śrubie,

A krzyczał bluźniąc: «Boże, przyjm to sobie!»

Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię³⁷⁶,

Ścisnął za szyję bluźniercę, oszusta,

Jakby rzekł: «Więcej nie zbluźnią twe usta».

Drugi ramiona w węzły i pierścienie

Tak jemu związał i gryzł jego ręce,

Że stał, jak gdyby skamieniały w męce.

Pistojo! Zatlij żagwie w oka mgnieniu,

Spal sama siebie i zniknij w płomieniu,

Gdy w złym tak lubi płużyć³⁷⁷ twe nasienie.

Pomiędzy piekła czarnymi kręgami

Duch takiej pychy nie był wobec Boga,

Nawet bluźnierca, co legł pod Tebami³⁷⁸.

Złodziej zmykając, nie przemówił słowa.

Biegł za złodziejem Centaur, pogoń nowa,

Krzycząc: «Gdzie pyszny? Krótka jego droga!»

Wątpię, czy tyle jest gadów w Maremmie³⁷⁹,

Ile tam wężów krzyż dźwigał Centaura,

Skąd się poczyna człowiecza figura.

Na jego barkach z rozpiętymi skrzydły,

Buchając ogniem, siedział smok obrzydły,

Kto się doń zbliżał, trząsł żary na ziemię.

Mistrz rzekł: «To Kakus w Centaura postaci,

Z jego przyczyny awentyńskie skały

Często się krwawą posoką zbrukały;

On się oddzielił od reszty swej braci,

Bo jak wilk chytrze pasterzy napadał,

Sąsiednie trzody rad po nocach kradał³⁸⁰,

Lecz dożył końca, złe broił niedługo.

Sto razy ciął go Herkules maczugą³⁸¹,

Choć tych cięć nie czuł i dziesiątej części³⁸²».

Już Centaur zniknął, gdy mistrz ciągnął mowę.

Wtenczas pod nami jakieś duchy nowe

Biegły samotrzeć, a każdy był nagi;

Wodza i moje uszliby uwagi,

Gdy krzyk ich dziko w uszach nam zachrzęści:

«Kto wy jesteście?» Mistrz z zapałem żywym

Mówiący, mowę przerwał w oka mgnieniu.

Ja ich nie znałem, lecz trafem szczęśliwym

Jeden drugiego nazwał po imieniu, […]

----------------------------------------------------------------------

³⁷⁵podniósł pięści obie, w każdej sterczała figa — gest wyrażający pogardę i szyderstwo.

³⁷⁶Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię — Poeta polubił węże, odkąd widział, jak jeden z nich ducha bluźniącego Bogu ukarał.

³⁷⁷płużyć (daw.) — mieć powodzenie; mieć się dobrze; mieć znaczenie; popłacać.

³⁷⁸Nawet bluźnierca, co legł pod Tebami — Kapaneus (Patrz o nim Pieśń XIV).

³⁷⁹Wątpię, czy tyle jest gadów w Maremmie — Maremmy, bagna wzdłuż brzegów morskich pomiędzy Pizą a Sieną.

³⁸⁰kradać — kraść jako czynność zwyczajowa; por. jeść i jadać.

³⁸¹Sto razy ciął go Herkules maczugą — Gdy Herkules, pasąc bydło Geriona na górze awentyńskiej, zasnął, Kakus, sławny rozbójnik i złodziej, uprowadził pasące się bydło, ciągnąc je tyłem za ogony do swojej jaskini, ażeby tym wybiegiem ukryć ślad swojej kradzieży; lecz ryk bydła wydał kryjówkę złodzieja, a Herkules zabił go maczugą.

³⁸²Choć tych cięć nie czuł i dziesiątej części — Herkules wściekły uderzył go sto razy, chociaż może przed dziesiątym uderzeniem już nie żył.

----------------------------------------------------------------------

[…] Gdy rzekł: «Cianfa³⁸³, gdzieżeś? Ja tu jestem».

Uwagę mistrza chcąc zaostrzyć gestem,

Pod nos od brody przytknąłem mój palec.

Jeśli z pół wiarą będziesz, czytelniku,

Słuchał, co powiem, tych dziwów bez liku,

Nic w tym dziwnego, bo wyznam ci szczerze,

Ja, com to widział, sam zaledwo wierzę.

Gdym na te duchy oczy me obrócił,

Wąż sześcionożny, potworny padalec³⁸⁴,

Z przodu jednemu aż na piersi wskoczył

I na nim cały sam sobą zawisnął.

Wnet mu średnimi łapami brzuch ścisnął,

Przednie jak uścisk na barki zarzucił,

Gryzł mu policzki i we krwi pysk broczył.

Potem, gdy tylne łapy uda gniotły,

Pomiędzy nogi wśliznął się ogonem,

Którym wzdłuż krzyża wodził przez pacierze³⁸⁵;

Nigdy bluszcz silniej ramieniem zielonem

Nie splótł się z drzewem, jak z nim ten gad-zwierze.

Dwie te istoty tak razem się splotły,

Tak się stopiły z sobą dwa stworzenia,

Jak wosk przygrzany gorącem płomienia,

I barwy swoje pospołu zmieszały:

Tak papier, upał gdy czuje pożarny,

Skręca się w zwoje, jeszcze nie jest czarny,

Więcej brunatny, ale już nie biały.

Dwaj drudzy patrząc, z podziwu krzyknęli:

«Jak ty zmieniony, spojzyj, o Agneli!

Ni w dwóch, ni jeden!» Już ich obie głowy

Stały się jedną, patrzącym się zdało,

Że gad i człowiek tworzył jedno ciało:

Ze czterech ramion dwa tylko zostało;

Brzuch, tułów cały, lędźwie i golenie,

Tworzyły widok cudacki i nowy,

Takie potworne było przemienienie!

I kształt przyrodny tak przeobrażony,

Chwiejąc się krokiem w te i owe strony,

Odszedł leniwo, niestety, po czasie³⁸⁶!

A jak jaszczurka, w skwarny dzień lipcowy

Gdy krzak przemienia, pełna zwinnych ruchów,

Skacząc przez drogę błyskawicą zda się;

Tak mała żmija jednemu z dwóch duchów,

Na brzuch skoczyła, świecąc na pół czarną,

Pół modrą skórą, jakby pieprzu ziarno.

I w tę część ciała żądłem go ujadła,

Kędy w żywocie człowiek swej macierze³⁸⁷, [...]

³⁸³Cianfa — florentyńczyk ze szlachetnej rodziny Donatich. Ze szlachetnych rodzin Florencji pochodzili także Agnello Brunelleschi, Buoso Donati, Puccio Galigai, o których poeta później wspomina. Nie wiemy o nich nic więcej i nie możemy rozstrzygnąć, czy przywłaszczali sobie własność prywatną czy publiczną.

³⁸⁴Wąż sześcionożny, potworny padalec — Mianowicie Cianfa. Dwaj złodzieje łączą się tak silnie, że się stają jedną postacią zupełnie innego rodzaju, a która nie wiedzieć, czy to jedno stworzenie czy dwa.

³⁸⁵pacierze — kręgosłup.

³⁸⁶Odszedł leniwo, niestety, po czasie — Wąż, który był złodziejem za życia, zranił w okolicy pępka innego złodzieja, który się zjawił w ludzkiej postaci. Gdy wąż upadł, z jego pyska i z rany ukąszonego bucha dym, zamieniają obydwa swe postacie, członek po członku, człowiek („grzesznik”) staje się wężem, wąż („gad”) człowiekiem.

³⁸⁷macierze — dziś popr. forma D.lp: macierzy; matki.

----------------------------------------------------------------------

[…] Nim wyjdzie na świat, pierwszy pokarm bierze,

Potem jak długa pod nogi mu padła.

Raniony żądłem żmii niżej żebra,

W milczeniu na nią spoglądał i ziewał,

Jakby go senność dręczyła lub febra.

Patrzyli na się, dymem na przemiany

Buchając ciągle, ta z pyska, ten z rany.

Niech milczy Lukan z pieśnią, gdzie opiewał

Zgon pośród gadów Sabella, Nazyda³⁸⁸,

Ja nie zazdroszczę przemianie Owida³⁸⁹

Kadmusa w smoka, Aretuzy w strumień;

Przemiano moja, te obie zarumień,

Dwóch natur wobec siebie, których ciało

Gotowe było zmienić treść swą całą.

Tak z człekiem gad się przeobrażał srogi,

Gad szczepał³⁹⁰ ogon swój na dwie odnogi,

A duch potężnie ścisnął obie nogi,

Że ich złączenia nie dojrzałbyś śladu.

I w kolej ogon rozszczepiony gadu

Przybierał kształty wzięte od człowieka,

Ten z siebie ciało, a ten łuskę zwleka:

Ręce człowieka kryły się w podpasze,

Gad krótkie nogi nad zdziwienie nasze

Z przodu przedłużał, w miarę jak skrócona

Ręka grzesznika wchodziła w ramiona.

Plotąc się razem tylne nogi żmije

Tworzyły członek, jaki człowiek kryje,

Ten u grzesznika przyjął kształt dwunożny.

Podczas gdy z ran ich dym buchając różny,

Na przemian kształty ich krył barwą nową,

Tu puszczał włosy, tam łuskę wężową;

Ten padł, ów powstał z podniesioną głową,

I dziko na się patrzący zbrodniarze,

W oczach swych swoje zamieniali twarze:

Stojący twarz swą zaokrąglał z pyska,

Nawlekał ciałem, dwoje uszu tryska

Z płaskich policzków, z zbytniej reszty ciała,

Co w tył nie schodząc tam się zatrzymała,

Nos ostry lepił i wargi wydymał.

Ten, co się czołgał, pysk naprzód wysunął,

Jak ślimak rogi, skrył uszy do głowy,

Język człowieka skory do rozmowy

Rozpadł się w widły z jednego kawała;

Wąż skrył swój język i dym się zatrzymał.

Pobiegła sycząc dusza w gad zmieniona,

Drugi coś mówił i z góry nań plunął,

Do gadu nowe wyciągnął ramiona

I rzekł: «Buoso³⁹¹, teraz gadu ciałem

Czołgał się tutaj, jak się ja czołgałem».[...]

-----------------------------------------------------------------------

³⁸⁸Zgon pośród gadów Sabella, Nazyda — Lukan w swojej Farsalii wspomina dwóch żołnierzy Katońskich w pochodzie przez piaski libijskie ukąszonych od wężów, Sabella i Nazyda. Pierwszy po ukąszeniu węża na proch się rozsypał, drugi tak obrzękł, że aż pancerz na nim pękł.

³⁸⁹przemianie Owida — Metamorfozy Owidiusza.

³⁹⁰szczepał — dziś popr. forma: rozszczepiał.

³⁹¹Do gadu nowe wyciągnął ramiona i rzekł: Buoso — Buoso w gadzinę przemieniony i drugi, który oblekł się w jego kształty, musieli za życia w jakichś szczególnych być z sobą stosunkach. Najprawdopodobniej, że Buoso wciągnął Kawalkanta do występku i winy swojej cały ciężar na niego zwalił; dlatego to Buoso przez Kawalkanta karanym jest w piekle.

-------------------------------------------------------------------

[…] Tak w siódmej jamie natura z naturą

Mieniały kształt swój; kto to czytać raczy,

Przez wzgląd na nowość niechaj mi wybaczy,

Jeśli kreśliło niemistrzowskie pióro.

Choć z trwogi w oczach było mi aż ciemno,

Żaden z tych duchów nie skrył się przede mną;

Z trzech jeden tylko, Pucio Sciancato,

Był niezmienionym: ten, co zbiegł przed chwilą;

To Kawalkante³⁹², nad którego stratą

Pomimo woli płaczesz, o Gawillo! [...]

----------------------------------------------------------------------

³⁹²To Kawalkante — Franciszek Kawalkante w okolicy zwanej Gawilla był zamordowany. Familia zamordowanego mszcząc się jego śmierci, wielu mieszkańców tej okolicy wymordowała. On i Buoso zamienili dopiero co swe postacie; jeden, który miał postać wężową, odzyskał ludzką, drugi stał się wężem. Poprzednio Cianfa i Brunelleschi złączyli się w jedną postać. Tylko Puccio pozostaje, jakim był.



[16.09.2026, Toruń]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz