Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

21 grudnia 2024

ZAPISKI (1342) NIE DALI OGONA

 

1342.

A nie pisałem, że policja świadoma tego, że pisowscy przestępcy będą uciekać gdzie pieprz rośnie, powinna była „puścić” za romanowskim „ogona”, coby wiedzieć, gdzie czmychnął ten hultaj. Jak tak dalej pójdzie, będziemy mieli do czynienia z kolejną wielką, tym razem pisowską organizacją. Ale, jak wiadomo, polscy policjanci nie są od chwytania przestępców, to nie ich domena. Specjalizują się w ochronie pewnego pana z kotem, potrafią przyłożyć pałką kobietom, tudzież trysnąć im gazem w oczy lub też zorganizować strzelanie z granatnika w gmachu komendanta głównego policji. Jeśli kto myśli, że wraz z władzą zmienili się policjanci, to jest w głębokim błędzie. Oczywiście nie znaczy to, że każdy policjant tłucze kobiety albo strzela im w oczy, ale coś mi się wydaje, że policjant łatwiej złapie gościa, który pozbawi dyskont spożywczy wafelka, aniżeli pochwyci bandziora z pisu. Widziałem w telewizorze taką „czwórkę klasową” policjantów, którzy udawali się pod jeden z adresów, gdzie przestępczy wiceminister sprawiedliwość mógł przebywać. Wyobraźnia podpowiada mi taki dialog:

- Starszy posterunkowy Sałatka, czy przypadkiem nie widziała pani poszukiwanego Marcina R,?

- Ależ skąd, proszę pana. W tym roku do mnie nie zachodził, choć winien mi jest pewną sumę za spotkanie, za które nie zapłacił. Proszę sprawdzić w pałacu prezydenckim. Tam podobno za friko jest się przyjętym.

I w taki sposób pan starszy posterunkowy Sałatka wraz z trzema posterunkowymi oddala się miejsca sprawdzenia wyznaczonego przez zwierzchników.

Jak niemożliwie powoli wloką się te sprawy sprzątania stajni Augiasza. A w ogóle, jak długo będzie trwał ten dziadowski cyrk?



[21.12.2024, Toruń]

18 grudnia 2024

ZAPISKI (1341) REKOLEKCJA PRZEDŚWIĄTECZNA

 

1341.

Ziemniaki? Są. Margaryna? Jest. Paprykarz szczeciński? Jest. Mortadela? Jest. Kiszona kapusta? Jest. Herbatniki? Są. Woda mineralna? Jest. Chrzan, musztarda, keczup, serdelki, parę jajek, kasza – jeszcze są. Możemy więc zaczynać święta. Oj, chudy będzie w te święta Mikołaj, chudy… nie szkodzi.

Pożywimy się przeszłością, kiedy Święta Bożego Narodzenia coś jeszcze znaczyły, i dla mnie, i dla rodziny, i dla szkoły, dla koleżanek i kolegów w pracy. Znaczyły też dla kapłanów, którzy drzewiej nie byli tak rozbestwieni jak dzisiaj, gdy jedynymi wartościami, które liczą się dla nich to kasa i władza. Powiem więcej, wstydziłbym się z księżmi zasiadać przy jednym stole i dzielić się z nimi opłatkiem, bo wyobraźnia podpowiada mi, że jedynym, czym oni chcą się dzielić, to moją kasą. Dawniej było inaczej, gdyż władze, jakie tam w PRL-u nie były, to trzymały księży za podbródek, a dopiero kiedy nastała nowa, jedynie słuszna władza, któreś tam z przykazań dla księży brzmiało: „Hulaj dusza, póki jest co owieczkom i barankom zagarnąć”.

I tak nasz świętej pamięci kościół katolicki hierarchów poszedł w prawo – tam gdzie kasiora, i aby być zgodnym z własnym sumieniem, należało ten zbór podłych, upolitycznionych władców kraju opuścić.



[18.12.2024, Toruń]

17 grudnia 2024

ZAPISKI (1340) NIE MA O CZYM

 

1340.

Nie ma, naprawdę nie ma niczego optymistycznego w tej grudniowej atmosferze tego roku. Bo o czym pisać? Czy o tym, że tchórz wielki, kombinator i złodziej czmychnął policji i na los szczęścia, Baltazarze, szukać go trzeba. Ja się naszej ukochanej policji dziwię, bo przecież było wiadome, że były minister niesprawiedliwości będzie się ukrywał i wobec tego, czy nie było właściwym rozpuścić za nim ogon? A tak to szukaj diabła w stogu siana.

Czy pisać o tej posadzie dla pisowskiego prezydenta, jaką załatwił mu karierowicz piesiewicz oraz ci wszyscy prezesi sportowych związków, którzy za friko pojechali sobie na wycieczkę do Paryża, no i teraz prezesuńciowi się odwdzięczają?

Czy pisać o panu wieczorku – ministrze tak zwanej lewicy, spryciarzu o lepkich łapkach zagarniających kasiorę dla siebie.

Czy pisać o drożyźnie? A może o sukcesach Ukrainy w wojnie z Rosją?

Nie warto.



[17.12.2024, Toruń]

POEZJA (75) LEOPOLD STAFF - DZIEŃ DZISIEJSZY

 


Dzień dzisiejszy

Jakaż nam przyszłość?... Jakaż nasza droga?...

Zachód krwią spłynął... mrok smutkiem się ścieli...

Ktoś się z rozpaczy zaparł swego Boga

I potępieni są wszyscy anieli...


Szatani serca swe rozpaczą jedzą,

Piekło swe krwawym oplwali urągiem...

Bóg się przeraził swoją własną wiedzą,

Czołem uderzył przed strachu posągiem...


I wszechmoc swoją podeptał szalenie,

Wieczność swą cisnął w czarny mrok nicości...

Chrystus w swe własne zwątpił odkupienie

I nie mógł w sercu swym znaleźć miłości...


Poszedł u ludzi żebrać sił otuchy -

Ucznie rzucali sieci na jeziorze,

Lecz go nie chciały poznać dawne druhy,

Szyderstwo jego cisnąwszy pokorze...


Matka Bolesna, w obłędzie zgubiona,

Dla Syna miała twarz kamienną, głuchą,

A Magdalena, rozpuście wrócona,

Poszła frymarczyć pokutą i skruchą...


W gospodzie dzwonią srebrniki na ławie

I pełna wina rozpienia się czasza,

A Jan skroń w niecnej zastygłą niesławie

Miłośnie oparł na piersi Judasza...


I ujrzał Chrystus zaparcie i zdradę,

W niewiarę rzucił swe daremne trudy,

Gorzkimi łzami zwilżył lica blade

I beznadziejny - poszedł... zbawiać ludy...

z tomu „Ptakom niebieskim” (1905)



[17.12.2024, Toruń]

12 grudnia 2024

MUZYCZNE POCZTÓWKI - JEAN - PHILIPPE RAMEAU - EGIPCJANKA - ALEKSANDRA DOVGAN

 

Z radością polecam utwór działającego w XVIII wieku kompozytora francuskiego Jeana-Philippe’a Rameau – „Egipcjanka”… z tym większą przyjemnością, że wykonuje go młodziutka pianistka rosyjska (w czasie nagrania miała lat 11) Aleksandra Dovgan; rok urodzenia – 2007.




ALEKSANDRA  DOVGAN


[12.12.2024, Toruń]



11 grudnia 2024

TAK WŁAŚNIE (4)

 

4.

Ranek odetchnął prawdziwie wiosennym powietrzem z przytaszczonymi z wysokiego świata promieniami słonecznymi, które odcisnęły swoją balsamiczną moc na strudzonych dotąd głowach mieszkańców miasteczka, głowach, które zanurzone były w przedwiosennej mgle i wilgoci utrzymującej się aż po nastanie prędkiej jeszcze nocy. Grzechem byłoby zaniechać wstawania tuż po wschodzie słońca; należało czerpać radość z nagłej zmiany pogody tak potrzebnej po niezbyt mroźnej ale nieprzyjemnej zimie.

Wydobywając się z sennej pościeli Adam zastanawiał się nad tym, kto przewidział tak śliczny poranek i doszedł do wniosku, że uprzedniego wieczoru spędzonego w miejskiej karczmie „Pod złotą podkową” słyszał był jak przez mgłę słowa jednego z gości, który powiązał mającą nastąpić przemianę pogody na lepszą, z zanikającymi bólami jego kręgosłupa. Podobno meteoropaci mają zdolność przepowiadania pogody, ale sądził, że potrafią przepowiedzieć jedynie złą pogodę, bo to w plecach czy kolanach zawsze dzieje się coś niedobrego, ani chybi na zmianę na gorsze. Adam nie zagłębiał się dalej w te przepowiednie – miał dzisiaj napięty plan działań: miał wpaść do domu kultury, zaczekać na panie z opieki społecznej, zdecydować wraz z nimi, czy warto brać do sądu panią Weronikę, a w tym miejscu warto wspomnieć, że kobieta ma w końcu trudności z poruszaniem się. Najpierw jednak otworzył szufladę biurka, wyjął z niej zeszyt formatu A3 pełniący rolę rękopisu, zasiadł do biurka i zaczął pisać. Każdego poranka albo w nocy poświęcał dwie godziny na pisanie drugiej już powieści. Nawet kiedy opiekował się Kornackim, nie zaniedbywał pisania.

Pani Weronika wiedziała o tym procederze, nie wiedziała jednak, że Karski przywiązuje do swego hobby tak wielką wagę. Nie wiedziała też, że lada moment wyjdzie jego pierwsza powieść, która według zapowiedzi wydawcy może stać się prawdziwym hitem. Adam opowiada w niej o życiu pacjentów w szpitalu psychiatrycznym, a temat podrzuciła mu siostra dyrektorki domu kultury, pani Alina, która już od dziesięciu lat pracuje w psychiatryku.

Wydaje się, że praca nad drugą powieścią nabrała rumieńców w czasie, gdy stan zdrowia starego Kornackiego znacznie się pogarszał. Karski mówił wtedy do siebie, że pisanie książki jest zbawienne dla jego psychiki i że ta czynność była niejako odskocznią od spraw, które nie należały do przyjemnych.

Pani Weronika pojawiła się w pokoju Adama w mniej niż godzinę później, odkąd zaczął kontynuować pisanie. Na lekkich i cichych nogach podeszła do piszącego i zapytała się, czy nie miałby nic przeciwko temu, aby na śniadanie zjadł dzisiaj jajecznicę na boczku i z cebulką. Skinął głową, że tak i wtedy pani Weronika podzieliła się przed Adamem radosną wiadomością:

- Wie pan, że mój staw biodrowy przestał mnie zupełnie boleć? Jakiś cud albo pogoda poprawiła się na tyle, że wyniósł się precz ten paskudny ból.

- Bardzo się cieszę, ale chyba jednak nie uniknie pani operacji. Coś trzeba zrobić z tym stawem. Słyszałem, że chirurdzy mają już na to sposoby. Gdzieś czytałem o szpitalach w Gdańsku, Warszawie czy gdzieś na Śląsku.

- Daleka to droga – stwierdziła krótko pani Weronika.

- Zaczniemy więc od posłania pani do sanatorium – podsumował Adam.

Nie chcąc nadwyrężać cierpliwości mężczyzny, kobieta pozostawiła wiadomość, że śniadanie będzie za pół godziny. W gruncie rzeczy była mu wdzięczna za okazane jej zainteresowanie. Myśląc racjonalnie pani Weronika doceniała też pomysł z sanatorium, tyle że nigdy wcześniej w nim nie była, a taka nowość w jej wieku mogłaby być uciążliwa, choć w końcu kobieta lubiła przebywać w towarzystwie innych kobiet, więc jej lęki chyba były nieuzasadnione.

Przygotowując śniadanie po raz pierwszy tego roku otworzyła na całą szerokość okno, aby do pomieszczenia dostać się mogło zdrowe i, jak sądziła, z południowego-zachodu przywiane powietrze.

Adam z przyjemnością jadł śniadanie, uważając jedynie na to, aby nie za bardzo pospieszać, co było wynikiem próśb pani Weroniki, która upraszała go, aby jadł wolniej, a to jedynie polepszy trawienie; dodawała też, że pośpiech przy spożywaniu posiłków nie świadczy o kulturze jedzącego. Tak ostre stanowisko kobiety, która łączyła jedzenie posiłku z kulturą, Adam przyjmował bez sprzeciwu, gdyż zdążył się przyzwyczaić do tego, że w sprawach kuchennych pani Weronika jest niepodważalnym guru.

Po śniadaniu należało się udać do domu kultury, którego był pracownikiem odpowiadającym za kontakty z ludowymi artystami, kołami gospodyń wiejskich, a także zajmował się koordynacją imprez organizowanych przed dom kultury takich jak plenery artystyczne oraz rozmaite konkursy. Chciał sprawdzić, czy rzeczywiście dyrektorka, trochę za jego plecami, dała mu jeszcze tydzień wolnego, aby ochłonął po ostatnich wydarzeniach.

- Pozazdrościć takiej dyrektorki jaką mam – myślał Karski przemierzając niespiesznie drogę od domu do ośrodka kultury.

Dominika Szydłowska była kobietą w średnim wieku i zawołaną społeczniczką, co odziedziczyła w genach po przodkach po kądzieli. Pani dyrektor była współczesną odmianą Siłaczek, Joanny Podborskiej i trafiła na kierownicze stanowisko w domu kultury z powołania i przekonania, że może w tej mieścinie zrobić więcej, aniżeli wielu innych animatorów kultury działających na podobnych stanowiskach w większych miejscowościach. Adam Karski liczący obecnie lat trzydzieści jeden, absolwent kulturoznawstwa wydał się jej idealnym człowiekiem, z którym mogłaby pociągnąć naprzód zadania jakie postawiła przed sobą kierując ośrodkiem. Przyjęła go bez wahania i sprzeciwu kogokolwiek z ratusza, intuicyjnie przewidując, że komunikują się z sobą na tej samej, odpowiedzialnej fali, a do tego słusznie prognozowała, że Adam jest tym, kto nie tylko pomoże jej w realizacji zaczętych projektów, ale i wykaże aktywność w przygotowywaniu własnych projektów. Tak też się stało i to właśnie Karski stał za powołaniem przy ośrodku dyskusyjnego klubu filmowego, zorganizował konkursy literackie dla dorosłych i dla dzieci (w tym drugim wydatnie pomogła mu kolejna „dusza” ośrodka zajmująca się ukulturalnianiem dzieci). Ściśle współpracował też z przyległymi gminami organizując wieczorki muzyczno-artystyczne i kursy tańca towarzyskiego.

Kiedy Szydłowska dowiedziała się (huczało o tym całe miasto), że Karski podjął się pomocy ciężko choremu Kornackiemu, który cieszył się szacunkiem mieszkańców całego miasteczka nie tylko dlatego, że był człowiekiem uczciwym i zawsze pomocnym każdemu, kto by się o pomoc nie zwrócił, to w czasie wojny wykazał się niezwykłą odwagą i poświęceniem, co nie mogło ujść uwadze społeczności miasteczka; kiedy więc dowiedziała się o wyciąganej co i rusz pomocnej dłoni Adama Karskiego w stosunku do znakomitego obywatela miasteczka, postanowiła wziąć na siebie znaczną część zadań nałożonych wcześniej na mężczyznę.

Karski podążył do jej gabinetu nie zatrzymany przez sekretarkę. Szydłowska przyjęła go serdecznie, podejrzewając cel jego wizyty. Przy herbacie wymienili z sobą kilkanaście zdań.

- Myślę, że przyda się panu te siedem dni odpoczynku. Zaraz potem bierzemy się za tę wielkanocną imprezę w ośrodku. Dotarłam do dokumentacji sprzed roku, podzwoniłam tam gdzie trzeba. Wszyscy są na tak i wspominają pana zeszłoroczne zaangażowanie – mówiła nie przerywając dyrektorka.

- Jestem wdzięczny – odparł – ale ja już odpocząłem…

- Doszły do mnie wieści, że w najbliższym czasie będzie pan reprezentował w sądzie panią Żarnicką i jej dzieci… a gdy nie odpowiadał dodała natychmiast – widzi pan, to nasze miasteczko jest naprawdę małe.

Nie próbował nawet odpowiedzieć.

- Kolejny akt człowieczeństwa z pana strony. Miałam jednak nosa, gdy przed czterema laty zatrudniłam pana.

Pani dyrektor Szydłowska miała tę osobliwą cechę, którą posiada wiele kobiet, cechę polegającą na tym, że lubiła mówić, długo i wręcz artystycznie, co jednak wyglądało tak, jakby nie dopuszczała do siebie odpowiedzi interlokutora. Ponieważ Karski znał ją doskonale, wiedział, że w końcu nastąpi moment, w którym będzie mógł się wypowiedzieć i to do końca, bo pani Dominika tak jak potrafiła się szeroko wypowiedzieć w danej kwestii, tak była wierną i cierpliwą słuchaczką.

- Pani mi schlebia – wdarł się przemocą w jej słowa. - A czy nie zastanowiła się pani nad tym, że ta moja pomoc, którą okazuję innym ludziom, ma swój przykry początek w tym, że kiedyś bardzo kogoś zawiodłem i może nie była to jedyna osoba, jaką zawiodłem… potem przyszło opamiętanie i wielka przemiana.

Pochyliła się nad nim i nie wiedzieć czemu uniosła swą szklankę herbaty, po czym trąciła jego szkło. Wypadało wypić równocześnie choćby kilka łyków brunatnego napoju.

- Ja wiem – powiedziała - że pasowałoby lepiej, gdybyśmy stuknęli się kieliszkami wypełnionymi choćby koniakiem. Musimy jeszcze wrócić do tej rozmowy.



[11.12.2024, Toruń]

KARTKA Z KALENDARZA - 11.12.2024

 

Kartka z kalendarza na dzień 11. grudnia 2024 roku

Środa


Imieniny dzisiaj obchodzą: Artur, Daniel, Waldemar oraz Damazy, Gościwit, Hieronim, Maria, Poncjan, Sabin, Stefan, Walenty, Walentyn, Wilburga, Wojmir


Przysłowie na dziś:

W zimie odkryte ucho, to w lecie sucho


Słońce

Świt: 06:52

Wsch. Sł.: 07:32

Zenit: 11:29

Zach. Sł.: 15:25

Zmierzch: 16:06


Cytat dnia:

Gdyby ludzie od jaskiniowej epoki robili tylko to, co wyglądało na możliwe, do dzisiaj siedzieliby w jaskiniach” - Stanisław Lem


11 grudnia 1810 roku w Paryżu urodził się Alfred de Musset - francuski poeta i pisarz epoki romantyzmu, członek Akademii Francuskiej. [zm. 2 maja 1857 roku w Paryżu]



Poniżej wiersz poety „Gwiazda wieczorna” w tłumaczeniu Marii Ilnickiej.


GWIAZDA WIECZORNA


Gwiazdo wieczorna, posłannico z dali,

Na niebios toniach, posępna i blada,

Gdzie płyniesz, wolno, wśród błękitu fali. —

Gdy mgła pomroką na tę ziemię spada,

A burza cichnie i milczące bory

Łzawemi perły oblewają wrzosy;

Gdy tylko motyl przelatuje skory,

Po wonnej łące pijąc krople rosy?

Czego ty szukasz na uśpionej błoni?

Ale już widzę, jak twój promień biały,

Smętna królowo nocnych cisz i woni,

Z uśmiechem żalu zapuszczasz za skały.

Gwiazdo, co błądzisz po cichej dolinie,

Smętna łzo srebrna z ciemności zasłony,

Za tobą tęskny wzrok pasterza płynie,

Gdy swoją trzodą wiedzie zamyślony;

Gwiazdo, gdzie pędzisz tak szybkiemi loty?

Czy szukasz brzegu, by usłać twe łoże?

Pośród bezmiernej tej nocnej tęsknoty,

Czemu tak piękna zapuszczasz się w morze?


Jeśli twą jasność przy dalekim brzegu,

W bezdenne tonie zanurzyć ci trzeba,

Gwiazdo miłości! powstrzymaj się w biegu —

I choć przez chwilę nie opuszczaj nieba.



[11.12.2024, Toruń]


08 grudnia 2024

SZTUKA - REMEDIOS VARO - SURREALIZM

 

    Remedios Varo Uranga była jedną z niewielu uznanych malarek surrealistycznych pierwszej połowy XX wieku. Przeciwstawiła się zdominowanemu przez mężczyzn artystycznemu światu tamtej epoki poprzez swoje unikalne i osobliwe podejście do surrealizmu. Kamienie milowe dla jej oryginalnej formy surrealizmu zostały ustawione we wczesnym dzieciństwie i okresie dojrzewania, napędzane przez wielokulturowe pochodzenie i wychowanie. Ogromny wpływ miał również jej ojciec, który zaszczepił w niej pewne podstawowe wartości, takie jak żarliwy perfekcjonizm i wolność myśli, które później przybrały kształt w jej twórczości.

    Ojciec Varo, z zawodu inżynier, pielęgnował artystyczny potencjał swojej córki, mentorując ją w rozwijaniu umiejętności rysunku technicznego. Otworzył również drzwi do jej bujnej wyobraźni, prezentując jej książki fantasy i przygodowe. Będąc pod wpływem technicznym i filozoficznym ojca oraz duchowym głęboko religijnej matki, Varo była rozdarta między tymi dwoma światami. Dlatego też zaczęła dryfować w kierunku surrealizmu i przyjęła go jako styl, w którym wyrażała zmagania swojego wewnętrznego świata.

    W swoich obrazach Varo znalazła bezpieczne miejsce do buntu przeciwko katolickim praktykom ze strony matki, które artystka uważała za dość ograniczające. Połączyła mistyczne istoty i utopijne maszyny, aby stworzyć swój unikalny i czarujący styl. Artystka przyjęła mistycyzm i okultyzm jako swój główny temat i odrzuciła chrześcijańską i religijną symbolikę.

    Poprzez swoją sztukę Varo wyrażała swoje feministyczne przekonania i potrzebę przeciwstawienia się wyższości męskich artystów tamtej epoki. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku malarki nie były w pełni uznawane za prawdziwe artystki przez męskich odpowiedników, dlatego Varo i jej koleżanki surrealistki walczyły o miejsce w centrum uwagi na scenie zdominowanej przez mężczyzn. W całej jej karierze widzowie mogą znaleźć powtarzający się motyw zamkniętej kobiety - uwięzienie kobiecych postaci w ciemnych lub odizolowanych przestrzeniach, ukrytych przed światem zewnętrznym. Innym stale pojawiającym się symbolem jest półksiężyc - element symbolizujący aspekt kobiecy, a także cienistą i introwertyczną naturę malarki, która starała się sprawić, by widz poczuł, jak to jest być kobietą-artystką na początku XX wieku.


1. Trubadur - 1959



2. Dusze gór -1938



3. Flecista - ?



4. Harmonia – 1956




5. Ból reumatyczny – 1948




6. Objawienie (zegarek) – 1955




7. Lady Godiva – 1959




8. Odkrywanie źródła rzeki Orinoko - ?





[08.12.2024, Toruń]

06 grudnia 2024

RZYM (2) ETRUSKOWIE

 

Etruskowie


Etruskowie (Etrusci lub Tusci) był to lud zamieszkujący w starożytności północną Italię (Etrurię). Pochodzenie Etrusków nie są jasne, choć wiadomo że nie byli Indoeuropejczykami. Ich pochodzenie było przedmiotem dyskusji już w starożytności.

Pochodzenie

Według greckiego historyka Herodota Etruskowie przybyli do Italii morzem z Lidii w Azji Mniejszej. Ponieważ w paru punktach Morza Egejskiego spotykamy nazwę Tyrrhenów, jest bardzo prawdopodobne, że Etruskowie byli spokrewnieni z przedgrecką ludnością na Morzu Egejskim. W Egipcie w XIII i XII wieku p.n.e. za panowania Ramzesa II znano lud Tursza, morskich korsarzy, których współcześnie identyfikuje się z Etruskami. Prawdopodobnie około 1000 roku p.n.e. Etruskowie osiedlili się w Italii. Pierwotne ich siedziby były w południowej części Etrurii nad brzegiem morza. Przybysze pomieszali się w Etrurii z ludnością tam zamieszkałą, w znacznej mierze italską, i utworzyli nowy naród, który osiągnął wielkie znaczenie dla całego półwyspu italskiego. Na pochodzenie Etrusków z Azji Mniejszej lub innej części Bliskiego Wschodu wskazują badania genetyczne.

Istnieje jednak jeszcze jedna teoria na temat pochodzenia Etrusków, a mianowicie, że byli rdzennymi mieszkańcami Italii zamieszkującymi środkową część tego terenu przed napływem Indoeuropejczyków. Chętnie budowali polis, czyli miasta-państwa. Najważniejsze z nich to Caere, Veii, Tarquinii, Vulci, Volterrae. To przekonanie prezentuje Dionizos z Halikarnasu. 

650-500 p.n.e. Polityczna dominacja Etrusków w środkowej i północnej Italii.

Na kształtowanie się cywilizacji etruskiej silny wpływ wywarła kultura Villanova*.

Cywilizacja Etrusków



Kultura i cywilizacja Etrusków

w wywarła przypuszczalnie wielki wpływ na Rzymian, istnieje nawet pogląd, że cywilizacja rzymska jest w istocie kontynuacją cywilizacji etruskiej pod inną nazwą i z innym językiem. Rzymianie mogli zapożyczyć od Etrusków wiele mitów (Eneasz), rytuałów religijnych (np. z całą pewnością etruskie pochodzenie ma sztuka wróżenia z wnętrzności zwierząt ofiarnych, haruspicina), ubiór, urządzenia państwowe, odznaki itp. Z powodu szczupłości danych o cywilizacji etruskiej są to jedynie hipotezy – wymienione rzeczy mogły zostać zapożyczone od innych ludów lub mogą mieć pochodzenie rdzennie rzymskie.

Bagnoregio

... jest starożytnym miastem w Italii założonym przez Etrusków w VI wieku p.n.e.



Etruskowie uprawiali medycynę, astronomię, przy czym początkiem dnia było u nich południe. Dzielili czas na miesiące księżycowe. System rachuby mieli dwunastkowy. Pismo etruskie to nieco przystosowany alfabet zachodniogrecki używany w Kyme Chalcedońskim. Z kolei alfabet etruski został zapożyczony przez inne ludy zamieszkujące środkową Italię. Cywilizacja i religia Etrusków pozostawała pod wielkim wpływem cywilizacji greckiej, kwitnącej w greckich koloniach w Italii.

Religia Etrusków

...była posępna. Składali niekiedy ofiary z ludzi, nadzwyczaj rozwinięte było wróżbiarstwo: z wątroby zwierząt (haruspicja), ze zjawisk niebieskich. Duże znaczenie w ich religii miała wiara w życie pozagrobowe.

Od Greków przejęli Dionizosa. Z własnych bóstw etruskich najwybitniejsze są: Nortia – bogini losu, Mantus – bóg podziemnego świata, Lares – duchy opiekuńcze rodziny (nazwa ta i pojęcie przeszły do Rzymian). Niektórzy uważają, że etruskiego pochodzenia jest bóg przyrody Vertumnus, mimo iż jego imię jest wyraźnie starołacińskie. Ważną rolę pełniła trójca bóstw zwanych Tinia (odpowiednik indoeuropejskiego Jowisza), Uni (czyli Junona) oraz Menrva (czyli Minerwa). Zostały one przypuszczalnie zapożyczone od mieszkających dookoła indoeuropejczyków.

Pod względem politycznym Etruskowie tworzyli związek miast (najprawdopodobniej było ich dwanaście) zwany lukumonią etruską, w których początkowo mieli panować królowie (lars/lukomon). Na miejscu królów później pojawili się dygnitarze zmieniający się co rok, a ustrój z monarchii zmienił się w republikę arystokratyczną. Ludność składała się z rodów panujących i z prostego ludu. Corocznie zbierano się wokół świątyni bogini Voltumny, koło miasta Volsinii, gdzie składano ofiary, odbywano igrzyska, wybierano głównego kapłana i na wypadek wojny dowódcę wojsk związkowych.

Sztuka etruska



Sztuka Etrusków zawsze była pod silnym wpływem Fenicjan, Kartagińczyków, Greków, z którymi Etruskowie utrzymywali ciągłe stosunki. W architekturze pozostały po nich w wielu miastach toskańskich ruiny murów, wodociągi, świątynie. Do dziś w Tusculum zachowała się ciekawa budowla Etrusków. Przed świątyniami Etrusków były obszerne dziedzińce z rzadko rozstawionymi kolumnami. O domach etruskich dają pojęcie urny, mające postać domów. W grobowcach zachowało się bardzo dużo zabytków malarstwa ściennego. Najdawniejsze zabytki zdradzają wpływy greckie, z czasem sztuka Etrusków stawała się coraz oryginalniejsza i osiągnęła szczyt swej doskonałości. Obrazy na ścianach z tej epoki przedstawiają sceny z codziennego życia i kultu zmarłych. W sztuce Etruskom nie chodziło o naśladowanie natury, raczej tylko o wrażenia wzrokowe, dlatego też np. konie są niekiedy malowane na niebiesko. Wysoko stała sztuka stosowana. W grobowcach znaleziono piękne lustra z brązu oraz różne naczynia z brązu i złota, jak np. broń, trójnogi, świeczniki, kociołki itp. W sztukach plastycznych przeważnie używano gliny. Wielkie posągi z gliny umieszczano na sarkofagach a także w świątyniach. Z kamienia i marmuru pozostało po Etruskach niewiele rzeźb. W Jeziorze Trazymeńskim znaleziono posąg z brązu Aulusa Metiliusa, należący do najlepszych wzorów sztuki etruskiej. Jedynym znanym z imienia artystą etruskim był słynny rzeźbiarz Vulca, główny przedstawiciel szkoły rzeźbiarskiej w Wejach.

Rzeźba etruska to oczywiście nie tylko dzieła mające zastosowanie do zdobienia grobowców. Tworzono także portrety w postaci stojących posągów (tzw. Arringatore, Mówca z III w. p.n.e.), figurki dekoracyjne (często o tematyce rodzajowej), wotywne i sakralne zarówno z terakoty, jak i z brązu. Pod koniec VI w. p.n.e. większe posągi z brązu były odlewane metodą tzw. pustego odlewu.

Malarstwo etruskie jest najlepiej zachowaną dziedziną sztuki etruskiej. Liczne freski figuralne zdobiły wnętrza grobowców. Najstarsze, pochodzące z VII i VI w. p.n.e. są w stylu orientalnym. Ich tematyka to sceny rodzajowe i z mitów greckich. Barwne malowidła z postaciami o zaznaczonym konturze i zróżnicowanej kolorystyce w zależności od płci (dla kobiet zarezerwowano barwę białą, dla mężczyzn brunatną).

Głównym materiałem używanym w budownictwie była cegła i drewno. Kamień stosowano przede wszystkim w budowlach obronnych, natomiast terakotę do ozdoby.

* Kultura Villanova, kultura willanowiańska – kultura wczesnej epoki żelaza. Odegrała decydującą role w dziejach Italii w okresie IX – VIII wiek p.n.e. Charakterystyczne dla tej kultury są urny stożkowo zdobione rytymi motywami geometrycznymi. Urny umieszczane były w grobowcach szybowych. Archeolodzy rozróżniają dwie główne grupy:

- północna na terenach wokół Bolonii

- południowa (nadmorska) obejmująca Toskanię i północne Lacjum – wyróżniająca się urnami z przykryciami w kształcie hełmu.

Nazwa kultury pochodzi od miejscowości Villanova (nieopodal Bolonii), gdzie w 1853 roku odkryto pierwsze jej ślady. Kultura ta wywarła również silny wpływ na kształtowanie się cywilizacji etruskiej.

Grób z okresu kultury Villanova


[06.12.2024, Toruń]

05 grudnia 2024

ZAPISKI (1337 – 1339) OSTATNI RAZ? PO KSIĄŻKI. ZANIKAJĄCE WIĘZI.

 

1337.

Mam nadzieję, że to ostatni raz w szpitalu. We wtorek miałem cystoskopię – dosyć bolesna, ale udało mi się nie tylko przeżyć, ale mieć w końcu świadomość, że to może ostatni raz, odpukuję! Szpital to nic wspaniałego; zdaje się, że niemal każdy to powie. Ważne, że już po wszystkim i to co miało się zagoić, zagoiło się. Problem pojawił się zupełnie gdzie indziej – mam spore kłopoty z zasypianiem. W ostatnim tygodniu trzykrotnie nie potrafiłem zasnąć i było zero snu. Wprawdzie przed południem udało mi się zdrzemnąć (jakaś godzinka, z przytupem dwie) ale to nie to samo. Owszem, od liceum byłem nocnym Markiem, więc niby powinienem machnąć na brak snu ręką, ale tak nie jest.

Swoją drogą fajnie byłoby, gdyby człowiek nie potrzebował snu; od tak położyć się i odpocząć – ledwie 30 minut drzemki by wystarczyło,


1338.

Wczoraj przeszedłem parę kilometrów do biblioteki i z powrotem. To chyba najdłuższy mój spacer od miesiąca. Wprawdzie w jedną stronę bolały mnie łydki (brak ruchu?), ale z powrotem było już lepiej. Najważniejsze, że mam nowe książki do czytania. Wypożyczyłem pięć: cztery to literatura iberoamerykańska, a piąta to powieść Okudżawy. Zacząłem od „Egzaminu” Julio Cortazara – pierwsze wrażenia pozytywne.


1339.

Czy to prawda, że we współczesnym świecie zanikają więzi międzyludzkie? Że przestajemy o sobie pamiętać? Że izolujemy się, nie chcąc wręcz pamiętać o tym, iż dawniej poświęcaliśmy sobie nawzajem czas. Dzisiejszy świat stał się antyhumanitarny, by użyć wielki słów i zwyczajnie nieprzyzwoity, aby posłużyć się językiem prostym jak nitka w kieszeni. Nie wiem, jak jest u kogo, ale u mnie teza o zaniku więzi pomiędzy ludźmi sprawdza się co do joty… a może być jeszcze gorzej.



[05.12.2024, Toruń]