Sokrates
W
podeszłym już wieku Sokrates
nauczył
się grać na lirze, mówiąc, że nie widzi nic złego w uczeniu się
rzeczy, której się dotychczas nie umiało. A wedle wiadomości,
przekazanej przez Ksenofonta w Uczcie, chętnie i często tańczył,
uważając, że jest to ćwiczenie sprzyjające zachowaniu dobrej
kondycji fizycznej.
Sokrates
utrzymywał, że jego daimonion [duch
opiekuńczy] przepowiada
mu przyszłość; że dobry
początek jest już niemałym osiągnięciem, a zaczynać należy od
małego;
że
on sam nie wie nic poza tym, że wie, iż nic nie wie.
Powiadał
też, że ludzie, którzy płacą wysoką cenę za wczesne owoce,
sami pozbawiają się owoców naprawdę dojrzałych.
Na
pytanie, co jest największą cnotą u człowieka młodego,
odpowiedział: „Umiar1".
Wyszedł
w środku przedstawienia Auge Eurypidesa, usłyszawszy ze sceny
następujące słowa na temat cnoty: „Najlepiej zostawić ją jej
własnemu losowi” 2.
Absurdem
jest —
powiedział, tłumacząc ten swój postępek — robić
wielką sprawę z poszukiwania niewolnika, którego nie można
odnaleźć, a równocześnie pozwalać, by zginęła cnota.
Kiedy
ktoś go prosił o radę, czy ma się żenić, czy nie, odpowiedział:
„Którąkolwiek
z tych dwóch rzeczy wybierzesz, będziesz żałował swego wyboru".
Mówiąc
o rzeźbiarzach, dziwił
się, że zadają sobie tyle trudu, aby kamień uczynić jak
najbardziej podobnym do człowieka, a nie dbają ani trochę o to,
aby sami nie byli bardziej podobni do głazów niż do ludzi.
Młodzieńcom
zalecał,
by jak najczęściej przeglądali się w zwierciadle; pięknym będzie
to przypominać
— mówił — aby
się zachowywali odpowiednio do swego wyglądu, brzydkim zaś, że
zdobywając wiedzę, będą mogli zakryć swoją szpetotę.
1
Dosłownie: Nic
ponad miarę, nic zanadto
— słynna sentencja, której autorstwo przypisywano Solonowi.
1
Dramat Auge nie zachował się; cytowany tu wiersz znajduje się w
zachowanej Elektrze
Razu
pewnego zaprosił do domu ludzi bogatych; kiedy Ksantypa wstydziła
się, że przyjęcie będzie zbyt skromne, uspokoił ją tymi słowy:
„Nie
martw się. Albowiem jeżeli są to ludzie rozsądni, będą
zadowoleni z tego, co otrzymają; jeżeli zaś są to pospolici
głupcy, to nie warto się nimi przejmować".
Zwykł
był też mówić, że podczas
gdy inni żyją po to, żeby jeść, on je po to, żeby żyć.
Powiadał
też, że ten,
kto się liczy z opinią tłumu, postępuje jak człowiek, który
odmówiłby przyjęcia jednej tetradrachmy, rozpoznawszy,
że jest fałszywa, a za dobry pieniądz uznałby stos złożony z
samych takich fałszywych monet.
Kiedy
Aischines powiedział mu: „Jestem
biedny i nie mogę ci nic ofiarować, tylko siebie samego ci daję"
— odparł: „Czy
nie widzisz, jak wielki jest twój dar?"
Człowiekowi,
który skarżył się przed nim, że nie odgrywa żadnej roli, odkąd
nastało panowanie Trzydziestu, odpowiedział: „I
ty się tym martwisz?"
Kiedy
mu przyniesiono wiadomość, że Ateńczycy skazali go na śmierć,
powiedział:
„A na nich ten sam wyrok wydała przyroda".
Żonę,
kiedy żaliła się, że został skazany niesprawiedliwie, zapytał:
„Wolałabyś,
żebym umierał z wyroku sprawiedliwego?"
Miał
w więzieniu sen, że ktoś mówi do niego: Na trzeci dzień
przybędziesz do urodzajnej Ftyi1.
1
Wiersz
z Iliady (IX 363), cytowany przez Platona w Kritonie 44 B. Obudziwszy
się, powiedział do Aischinesa: „Za
dwa dni umrę".
Kiedy
miał już wypić cykutę, Apollodor ofiarował mu piękny płaszcz,
żeby go włożył przed śmiercią. „Jakże
— powiedział Sokrates — to
mój płaszcz był dosyć dobry, żeby w nim żyć, a nie jest
wystarczająco dobry, żeby w nim umrzeć?"
Kiedy
mu powtarzano, że ktoś źle o nim mówi, odpowiadał: „Widać
nie umie dobrze mówić".
Kiedy
Antystenes tak odwrócił swój płaszcz, by widać było, że jest
dziurawy, Sokrates zauważył: „Przez
dziury w twoim płaszczu prześwieca twoja próżność".
„Ten
a ten cię obraził, czy nie czujesz się dotknięty?"
— zapytał go jeden z przyjaciół. „Ani
trochę, bo nie widzę, jaki związek ze mną mają jego obelgi."
Uważał,
że nie należy się obawiać komediopisarzy, ale przeciwnie, z całym
spokojem wystawiać się na ich krytykę; jeżeli wyszydzają cię za
coś, co jest w tobie rzeczywiście, to będziesz się starał
poprawić; a jeżeli za coś, czego w tobie wcale nie ma, to cóż
cię to może obchodzić.
Kiedy
razu pewnego Ksantypa naprzód mu nawymyślała, a potem wylała mu
na głowę kubeł wody, oświadczył: „czy
nie mówiłem, że kiedy Ksantypa grzmi, to potem lunie deszcz?"
Gdy
Alkibiades zauważył, że wymysły Ksantypy są nie do zniesienia,
odpowiedział: „Ja
się przyzwyczaiłem, tak jak się można przyzwyczaić do ciągłego
warkotu kołowrotka. A ty na przykład, czy dobrze znosisz gęganie
gęsi?"
— „Tak
— odparł Alkibiades — ale
one
dają
mi jaja i pisklęta".
A na to Sokrates: „A
mnie Ksantypa urodziła synów".
Przyjaciele,
widząc jak razu pewnego na rynku Ksantypa w złości zdarła zeń
płaszcz, wzywali go, żeby ją uderzył. „Nie,
na Zeusa! Piękna to byłaby scena: my walczymy ze sobą na pięści,
a z was jedni mówią: «Dobrze, Sokratesie!», drudzy zaś: «Lepiej,
Ksantypo!»".
Mówił,
że pojął za żonę jędzę, tak jak jeźdźcy wybierają sobie
narowiste konie. „I
tak jak oni — dodawał — jeżeli potrafią ujeździć takiego
konia, dadzą sobie radę ze wszystkimi, tak i ja, dzięki temu, że
mogę wytrzymać z Ksantypą, potrafię współżyć ze wszystkimi
ludźmi".
Takie
to lub im podobne były słowa i czyny filozofa; potwierdzeniem jego
pięknych wypowiedzi i pięknego postępowania była sławna
odpowiedź Pytii, udzielona Chajrefontowi:
Ze
wszystkich ludzi Sokrates najmędrszy.
[02.01.2025, Toruń]