Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

17 lutego 2016

NIESFORNY O'SULLIVAN


Korzystając z oczekiwania patrzę sobie na "Welsh Open" w snookerze, a mam zaległości, bo przed ostatnią podróżą nie mogłem obejrzeć londyńskiego "Masters Snooker 2016" i dopiero po powrocie dowiedziałem się, że zwyciężył mój ulubieniec, niesforny Ronnie O'Sullivan.
Faktycznie O'Sullivan jest najlepszy, a gra przychodzi mu z wielką łatwością i tak sobie myślę, że gdyby Ronnie tak calkiem poważnie podchodził do swojej gry, to byłby absolutnie nie do pobicia.
Snookera lubię i ze sportów snooker to może jedynie siatkówce ustępuje. Wymądrzę się pewnie ale w snookerze podoba mi się nie tylko to, że wciąga, że jest emocjonujący, ale nade wszystko, że uprawiają go inteligentni ludzie. Tak, tak, tu nie chodzi tylko o sprawne przemieszczanie po zielonym suknie stołu bil i umieszczanie ich w kieszeniach, co daje graczowi punkty. W tym sporcie oprócz fizycznej sprawności i cierpliwości chodzi też o wybieganie myślami naprzód, o przewidywanie, o kreowanie przyszłych zagrań, wreszcie o dawanie takich "odstawnych", które sprawią kłopot przeciwnikowi, uniemożliwiając mu skuteczną grę. Pod tym względem snooker przypomina szachy, gdzie przewidywanie ruchów przeciwnika i własnych to klucz do sportowego sukcesu.
Oczywiście w tym toczeniu bil po stole ważna jest sprawność i spora znajomość fizyki i geometrii. Oczywiście można się tego nauczyć ale do zwyciężania, do stworzenia prawdziwej sztuki z gry polegającej na wbijaniu bil do sześciu kieszeni stołu potrzebny jest jeszcze ten swoisty dar od Niebios, z którym albo człowiek się rodzi, albo też popiera swój talent ciężką pracą.
Trudno mi powiedzieć ile "Boga" jest w O'Sullivanie a ile pracy. Jak by nie było, jego grę ogląda się z przyjemnością - jest szybka, dynamiczna; nie na darmo Ronnie nosi przydomek "Rakieta". 
Ronnie jest do tego kontrowersyjny, zachowuje się niekonwencjonalnie, jest pewny siebie i, dla wielu, za bardzo szanuje swój talent, skupiając się na merkantylnych celach gry. W obecnym "Welsh Open" w jednym z pojedynków celowo zrezygnował z zaliczenia maksymalnego "brejka" (maksymalna ilość punktów, jaka można zdobyć przy jednym podejściu do gry), wybierając uderzenie różowej bili, za którą dostaje się 6 punktów zamiast wartej 7 punktów czarnej i w ten sposób zamiast 147 punktów zaliczył o jeden mniej. A jak to tłumaczył?
"- Mogłem wychodzić na czarną. Wiedziałem jednak, że nagroda za uzyskanie 147 punktów wynosiła 10 tysięcy funtów. Jeśli byłoby więcej, to grałbym tak, aby wywalczyć maksymalnego brejka. Taka suma za takie osiągnięcie nie jest wystarczająca. Kiedy nagroda będzie wyższa, to mogę atakować maksa ponownie".
Cały Sullivan. Niby wypowiedź pyszałka, a jednak Ronnie zna swoją wartość i tak sobie myslę, że we współczesnym sporcie, sporcie zawodowym, aby odnosić sukcesy, potrzebna jest odrobina przynajmniej szaleństwa.
Nie mam mu tego za złe, bo Ronnie O'Sullivan jest jeden i niepowtarzalny, a przecież dzieciństwo miał nieciekawe (można znaleźć w internecie sporo na ten temat, więc przytaczać nie muszę), a jednak zdołał osiągnąć w sporcie, który uprawia prawie wszystko, a ta jego niesforność i zdolność powiadania tego, co dla innych jest tematem tabu, przydaje jego sportowej  wielkości dodatkowego, pieprznego smaku.
Poniżej pojedynek O'Sullivana z Tianem Pengfei. Jeśli kto raczy sobie obejrzeć w wolnej chwili, prosze zwrócić uwagę na dynamizm gry mistrza z przeciwnikiem, z którym dotąd dwa razy przegrał.


O'Sullivan trafił zresztą do Księgi Rekordów Guinnessa za najszybszybciej w historii zdobyty maksymalny brejk. Słowo daję, że nie jest to takie łatwe. Poniżej obszerny fragment tego wyczynu.


Cóż jeszcze dobrego można powiedzieć o snookerze? Może to, że powinien być atrakcyjny dla kobiet, albowiem mężczyźni pieknie ubrani, w kamizelkach, przepięknych bucikach, "pod muchą". Co ciekawe, trzeba mieć zezwolenie sędziów na grę bez zakładania muszki (np. z powodu astmy).
I jeszcze jedna ważna rzecz - jest to jeden z nielicznych sportów, w których oprócz młokosów grają panowie w średnim lub wręcz w nieco starszym wieku i to raczej ci starsi, z racji doświadczenia, cieszą się handicapem. 
W Polsce snooker zdobywa coraz więcej zwolenników, tak wśród ogladających jak i chętnych do uprawiania tego sportu. Na świecie dominują Brytyjczycy, którym zaczynają deptać po piętach Azjaci... ale póki co, Ronnie jest najlepszy. 

[17.02.2016, Dobrzelin]

2 komentarze:

  1. Moi panowie czasem oglądają, ja zerkałam ledwie... nie powiem aby mnie to pasjonowało, ale pełna podziwu jestem dla umiejętności zawodników.

    OdpowiedzUsuń
  2. Snooker dopiero od niedawna znany większości młodych, o starszych nie wspomnę. Tu trzeba mieć pewną rękę i niezwykłą inteligencję. O'Sullivan rzeczywiście genialny, ma nadzwyczajny talent. Ogląda się go z wielką przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń