Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

28 lutego 2016

SZCZĘŚLIWY CHŁOPIEC

- Jak ci minął kolejny dzień, chłopcze niezłomny? - zapytała, widząc jak przysiadł na murku przed gankiem.
Wyczerpany taszczeniem walizki oparł się o nią łokciem i zapalił papierosa. Skrywał go w lewej dłoni przemienionej w łódeczkę.
- Kolejny szczęśliwy dzień - powiedział z zachwytem. - Dzisiaj przeszedłem najdłuższą ulicę miasta, która zaczyna się przy dworcu kolejowym a kończy tam, gdzie zaczyna się las.
- Jeśli wiem, o jaką ulicę ci chodzi, zrobiłeś dobre pięć kilometrów - uśmiechnęła się i siadła na murku naprzeciwko niego. Był ciepły. Wieczór nie zdołał jeszcze wystudzić czerwonych cegieł, na które padały promienie zachodzącego słońca.
- Cóż znaczą te kilometry dla moich niestrudzonych nóg. Mógłbym odbyć kilka takich tras, lecz bardzo często przystawałem. Rozmawiałem z ludźmi.
- Ty zaczynałeś rozmowę? Przystawali?
- Jakże by mogło być inaczej. Pierwsza kobieta z jaką rozmawiałem była stara, stara i piękna - podkreślił. - Miałem dla niej łańcuszek z talizmanem świętej Rity. Powiedziałem jej, że jeśli go będzie nosiła, każdą przykrą i niemożliwą do rozwiązania sprawę święta Rita pomoże jej rozwikłać. Usiedliśmy na ławeczce. Opowiadała mi o tym, że trzech mężów pochowała, straciła syna i ciężko zachorowała.
- Kupiła od ciebie ten talizman? - zapytała.
Uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Już, już uzgadnialiśmy cenę. Oceniła, że jak na świętą Ritę to wcale nie tak wiele.
- Zszedłeś pewnie z ceny?
Wypuścił z ust kłąb najpiękniejszego papierosowego dymu, jaki znał świat. Dostrzegła z jaką ulgą uwolnił tę niezwykłą, delikatną mgiełkę.
- Doszliśmy do porozumienia - jeszcze raz się uśmiechnął i oddał najcudowniejszym, niezmąconym marzeniom.
- Sprzedałeś więc…
- Powiedziała, że innym razem kupi, wierząc, że święta Rita, ta od spraw niemożliwych, da jej szczęście.
- Oj, chłopcze najmilszy! - spojrzała na jego promieniejącą ze szczęścia twarz, te oczy tak doskonale ufne, nie skażone podłością. - A twój ostatni klient?
- Miałem owalny kamień przecięty na pół, seledynowo-brązowo-niebieski. Ten od kogo go miałem powiedział, że jest to opal. Mógł to być również jakiś inny szlachetny lub półszlachetny kamień, tego nie wiem… ale ten kamień, o czym zapewniał mnie sprzedawca, dawał szczęście w miłości…
- Ja wiem, że mógłbyś opowiadać o nim bez końca - przerwała mu. - Streszczaj się, bo kolacja ostygnie.
I znów ten pokorny, czarowny uśmiech na jego twarzy.
- Niedaleko stąd, w parku, na ławce pod latarnią siedziała zapłakana dziewczyna. Przysiadłem się do niej. Pokazałem jej ten kamień, opowiedziałem o jego niezwykłej mocy, bo o jego urodzie sama się przekonała patrząc na niego, trzymając go w otwartej dłoni, pocierając. Powiedziałem jej, że jak na przedmiot, który przynosi ludziom szczęście w miłości, wcale nie jest drogi i każdy może sobie na niego pozwolić.
- Kupiła?
- Nie. Wahała się, ale nie kupiła. Nie sprzedałem jej tego kamienia.
Westchnął głęboko i odpłynął myślami w jakąś nietkniętą grzechem krainę szczęścia.
- Pokażesz mi ten kamień? - poprosiła.
- Nie mam go - powiedział, ale nawet w tym momencie nie był zmartwiony. Przeciwnie - kąpał się w szczęściu.
- Nie masz go?
- Dałem go dziewczynie. Myślę, że bardzo go potrzebowała.
- Mój ty chłopcze najmilszy… oddałeś go… chodź już na kolację. Pościeliłam ci. Musisz wypocząć przed kolejnym dniem pracy.
- Nie wiem, jak pani dziękować - speszył się.
- Już mi podziękowałeś. Chodźmy.
Wstali oboje. Chłopiec podniósł energicznie walizkę, która była ciężka, ale jednak lżejsza niż nad ranem, lżejsza o kamień, który mógł być opalem, ale nie musiał nim być.
- Oby jutrzejszy dzień był równie piękny i udany dla mnie jak dzisiejszy - powiedział.
Zabrzmiało to jak prośba w modlitwie.
Kobieta już tego zaklęcia nie słyszała.

[24.02.2016, Elne we Francji]

3 komentarze:

  1. Na przykładzie tego chłopca można udowodnić, że można być szczęśliwym nawet wówczas, gdy nic nie sprzedał, choć przeszedł te pięć kilometrów z pełną walizką towaru. Szczęście bowiem nie zależy od ilości pieniędzy, a od tych dobrych drgań w sercu, które powodują zadowolenie wewnętrzne. Chłopiec dał amulet osobie, która go potrzebowała i to dało mu poczucie szczęścia tak wielkie, że zapragnął, by następny dzień był równie piękny i udany. Takie zaklęcia są zaczarowane i pełne magii. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, handel mizerny, ale jakie rozmowy i jakie doświadczenie - dotykanie życia w każdej postaci... a zarobek?
    Cóż, nie samym chlebem człowiek żyje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękną bajkę napisałeś...

    OdpowiedzUsuń