Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

29 lutego 2016

POD MOSTEM

Chłopak ma dwadzieścia cztery lata i mieszka w namiocie pod przysłowiowym mostem pod Nancy. W namiocie pozostawił jeden śpiwór (dwa nosi z sobą w plecaku), maszynkę gazową, mała butlę i sakiewkę z drobnymi w różnych walutach. Wstaje skoro świt, wypija kawę, czasami chińską zupkę i krąży pomiędzy Ludres i Nancy. Kiedy spotyka polskich kierowców, prosi ich o polskie gazety do poczytania. Kiedy pada deszcz bierze te gazety z sobą i idzie do marketu, aby je poczytać w ciepełku. Czasami prosi o tytoń, robi małe skręty; innym razem dostaje coś do jedzenia albo pożycza niewielkie sumy od koczujących wraz z nim Polaków. Stara się oddać, bo jeśli nie odda, drugi raz mu nie pożyczą. Przypomina sobie, jak jeden Polak zrobił mu awanturę o sześćdziesiąt centów, których nie zwrócił na czas.
Wyjechał z Polski zaraz po wigilii przed czterema laty po kłótni z ojcem. Sprzedał samochód, zebrał wszystkie pieniądze jakie miał, zabrał z sobą dziewczynę i ruszyli w Europę na „stopa” przez Czechy, Austrię, Szwajcarię, potem Włochy z docelowym przystankiem w Saragossie w Hiszpanii. Pracował w budowlance przy wykańczaniu wnętrz. Zarabiał niewiele. Zatrudniali go na czarno albo na umowę o dzieło, co nie jest korzystne. Znacznie lepiej jest pracować na „kontrakcie”. Nie narzekał. Raz był przy kasie, innym razem ledwo starczało na mierne życie. Dziewczyna na jakiś czas musiała wrócić do Polski. Zachorowała jej matka.
Wyjechał do Szwecji, gdzie jakiś czas pracował w branży budowlanej. Przyjechała tam do niego i zaszła w ciążę. Przenieśli się do Francji. Pracował to tu, to tam, głównie u Polaków. Robił też z czterema Polakami pracującymi dla Francuza na kontrakcie. Ci dostawali więcej. Co miesiąc Francuz zbierał te czwórkę i osobiście wręczał im wypłatę w kopercie, aby nikt nie dowiedział się, ile zarobił kolega. Opowiada, że gdyby znali zarobki kolegów i okazałoby się, że jeden zarobił więcej od pozostałych, oznaczałoby to koniec przyjaźni. Może nawet doszłoby do bójki. Przed wigilią Francuz dawał każdemu z pracujących u niego ekstra dodatek w wysokości 50 euro, ale robił to w tajemnicy przed innymi. Dając te 50 euro rozmawiał z każdym na osobności, że dostaje gratis tę kwotę jako jedyny, bo jego zdaniem, jest najlepszym pracownikiem. Prosił, aby ten zachował to w tajemnicy. I tak z każdym. I każdy był zadowolony, bo sądził, że ta dodatkowa kasa została wypłacona tylko jemu. Po zakończonym kontrakcie wszystko się wydało. Francuski pracodawca sam to powiedział.
Mój rozmówca mówi, że jeśli chodzi o pieniądze, to trzeba uważać. najlepiej nie wiedzieć ile kto zarabia, bo Polacy to tak mają, że z zazdrości zawsze jakąś świnie podłożą.
Stracił pracę i poszedł pod most. Nie jest źle, bo w Nancy jest wprawdzie chłodno w zimie, ale tęgich mrozów nie ma, a śniegu to tej zimy w ogóle nie było. Cieszy się z tego, że udało mu się załatwić dla swojej kobiety miejsce w domu dla samotnych matek. Spotykają się czasami, po trzynastej, ale rzadko, bo przecież kobieta musi się zajmować dzieckiem. On był wprawdzie w noclegowni, ale przebywał tam jako jedyny „biały” i nie mógł spać w nocy, więc lepiej pod namiotem, w śpiworach. Niedawno miał fart, bo z jednej z knajpek jego znajomy dostarczał kanapki, które „nie schodziły” danego dnia, a Francuzi nie chowają ich do lodówek, nie odgrzewają następnego dnia, tylko wyrzucają. No może nie wyrzucają dosłownie - pod tę knajpę każdego ranka przyjeżdża jakiś farmer i zabiera te kanapki dla swoich świń.
Trudno powiedzieć, czy wróci do kraju. Mówi, że w kwietniu powinno się coś ruszyć, a jeśli się nie ruszy tutaj, to może pojedzie do Niemiec albo do Hiszpanii. Nie chciałby spędzić kolejnej wigilii takiej, jaką miał w minionym roku. Parę kawałków chleba i pasztet z puszki. Tyle miał. Musiało wystarczyć. Ale na sylwestra to zdobył trochę pieniędzy, przekazał kobiecie, a ona kupiła dziecku prezent.
Dobre i to.

[28.09.2016, Nancy we Francji]

8 komentarzy:

  1. Czyli i tam i u nas podobnie...a niektórzy gonią za nigdy nie spełnionym marzeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... trudno powiedzieć.... ja go pytałem, czy wróci, bo osobiście będąc w takiej sytuacji, pewnie bym powrócił

      Usuń
  2. Przypomniało mi się jak kilka lat temu odwiedziliśmy w Edynburgu syna, który po obronie i po beznadziejnym szukaniu pracy w W-wie zdecydował się wyjechać tam na pół roku. Na ulicach widzieliśmy siedzących na śpiworach młodych mężczyzn. Żebrali chowając twarze. Podobno to byli Polacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, najgorzej jest, szczególnie pod Paryżem, z cyganami, oczywiscie pomijajac juz obecna sytuacje z imigrantami

      Usuń
  3. Kawałek życia. Nie każdemu pisane bajkowe życie. Nie każdy umie szukać i znaleźć pracę. Polacy wyjeżdżający za granicę nie znają z reguły języka i nie są przygotowani do faktu, że pracę mogą stracić. Nie wiedzą do kogo się zwrócić. "Jakoś to będzie" za granicą nie działa. Realistyczny obrazek z życia może innych wiele nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety masz rację. Po powrocie do kraju z reguły nie wspomina się o tym, że ten i ów znalazł sie w takiej sytuacji

      Usuń
  4. A jednak szacun się chłopcu należy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem... podziwiam go.... chyba sam bym tak nie potrafił

      Usuń