Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

08 lutego 2016

PARYŻ

Po raz nie wiadomo już który jestem w Paryżu. Tym razem na cały weekend. Oczywiście nie ma czasu na zwiedzanie, zresztą, nie ma ku temu pogody: wiatr na przemian z ulewami i mżawką. Cóż zrobić - mamy zimę.
Do Paryża zjeżdżam z przepięknej Bretanii, z półwyspu Bretońskiego - krainy łąk, pastwisk, lasów i koni.
Wcześniej z Melle w Belgii biorę jakieś paczki ciuchów do Les Fougerets właśnie w Bretanii. Mniej więcej na setnym kilometrze od granicy we Francji policja zatrzymuje mnie do kontroli. Szukają albo niebezpiecznych migrantów, albo niekoniecznie świątecznych bombek. Policjant gramoli się po spiętych kartonach i wyrywkowo rozcina niektóre z nich. Na szczęście nie przewoziłem ładunku trotylopodobnego, więc dano mi spokój i w dokumentach przewozowych odnotowano, że autko poddane zostało kontroli. To ważne, bo nigdzie nie praktykuje się otwierania zawartości paczek przez kierowców i mógłbym mieć spore przez to kłopoty na rozładunku.
Szczęśliwie dojeżdżam do celu podróży, choć przed Rennes czeka mnie objazd (w drodze powrotnej, do Paryża będzie podobnie) z powodu blokady autostrady przez rolników. Rolnicy protestują we Francji głównie z powodu niskich cen skupu mięsa wołowego, które napotyka silną konkurencję z importu. Tym razem na autostradzie płonęły opony. Sam tego nie widziałem, ale jeden „nietoperz”, gdy go spotkałem na parkingu pokazywał mi uroczy film z tego zdarzenia.
Zatem zjawiam się w tym Les Fougerets  nieco później niż przewidywałem. Strajki odebrały mi dobrą godzinę snu, ale nic to, mówię. Na miejscu cisza przecudna, ciemność, bezwietrzność, delikatny przymrozek, ale nade wszystko gwiazdy jakich w mieście byle jakim się nie zobaczy.
Po porannym rozładunku jadę do jeszcze głębszej prowincji, nazywającej się Scaer. Ku zaskoczeniu załadowany będę dziesięcioma świerkowymi choinkami. Żartuję nawet, że szykują się chyba kolejne święta.
Jadę więc z tymi drzewkami wprost do Paryża, a konkretnie do takiego uroczego miejsca - Parc Floral de Paris. Domyślam się, że droga zaprowadzi mnie w miejsce mniej ludne - jakiś park, jakiś ogród botaniczny, coś w tym rodzaju.
Mam pewien dylemat, z którym mierzą się zapewne wszyscy kierowcy ciężarówek podążający do Paryża: jechać bezpośrednio do celu, czy też zatrzymać się gdzieś na autostradzie, jakieś 60-80 kilometrów przed celem.  Powód jest prosty: w stolicy Francji znalezienie porządnego parkingu graniczy z cudem. A jednak ryzykuję, „Parc” w adresie sugeruje, że może jednak znajdzie się miejsce dla mojej renówki. I miałem rację. Podjeżdżam pod prywatna posiadłość, która charakteryzuje się tym, że, jak się później okaże, odbywają się na niej liczne wystawy i ekspozycje, a choinki (pozbawione korzeni) będą elementem dekoracji takiego właśnie wydarzenia.
Przesypiam zatem noc przed wjazdem do posiadłości a już przed dziewiątą rano dnia następnego jestem rozładowany. Odjeżdżam nie daleko. Jakieś 200 metrów od Parc Floral de Paris znajduje się obszerne rondo, wokół którego są miejsca do parkowania. Wprawdzie są one przeznaczone dla osobówek, ale ryzykuję. Zakazu nie ma, a zatem żaden Francuz mnie stamtąd nie wygoni.
Wokoło rozciąga się teren parkowy. Spotykam miłośników kolarstwa, bieganie, szybkich spacerów z kijkami; są też tacy, którzy podążają wytyczonymi ścieżkami konno.
Późne popołudnie przesypiam i budzę się po 22-iej. I proszę, kolejna niespodzianka. W sąsiedztwie Parc Floral de Paris znajduje się olbrzymia sala widowiskowo-taneczna. To tam właśnie wczesną nocą zmierzają tysiące (nie przesadzam), tysiące ludzi w wieku przedprodukcyjnym. Ćwierć Paryża zawzięło się i pomimo deszczu przyszło i przyjechało na dyskotekę, która, o zgrozo, skończyła się dnia następnego przed siódmą rano. No i noc z głowy… nie z powodu muzyki, ale tych ciągnących tłumów, ocierających się niemal o moje autko. Rzecz jasna w Polsce w takiej sytuacji miałbym się na baczności, bo taka masa ludzi idzie na imprezę lub z niej wraca podchmielona i w bardzo wojowniczych nastrojach. Tutaj w Paryżu, choć uważać trzeba, nic podobnego nie miało miejsca, żadnej agresji, pijaństwa, nic z niebezpiecznych klimatów. Przeżyłem ten najazd młodych Paryżan i Paryżanek w spokoju i bezpiecznie, aczkolwiek po raz kolejny przestawił mi się biologiczny zegar czasu.

Jeden z bloków na osiedlu w Pantin

Conservatoire National Superieuue de Musique et de Dans de Paris

Przy Avenue Jean Jaures

Autostradą przez Paryż

[31.01.2016, Paryż]

1 komentarz:

  1. Dzięki temu wpisowi odwiedziłam i ja Paryż. Zdjęcia plus osobiste refleksje dopełniają reszty.Fantastycznie się czyta, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń