Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

11 lutego 2016

ROZMOWA W PŁONĄCEJ MGLE

Mogła to być sobota albo niedziela, albo też inny do tych dwu niepodobny dzień, ale musiało się to stać wcześnie, o poranku, który porankiem jeszcze nie był, bo chociaż biel panowała nad światem, to nie była to jeszcze jasność. Nagle coś w tym jeszcze nie dniu przydarzyło się, coś rozwarło i zatrzepotało purpurowymi skrzydłami. Wstało to coś, jakiś krwisty krąg, do horyzontu przytulony i wtem postał pożar, chciwy, niespożyty i głodny, pożerający w okamgnieniu tę rozpostartą nad światem całym mgłę, co była jak te białe, uchwycone w locie suknie tancerek Degasa. Krąg słoneczny unosił się, żółkniał i coraz to mniejszym się stawał, a kiedy wtoczył się ponad palczaste kikuty drzew broniących dostępu do niewysokich wzgórz po wschodniej stronie widnokręgu nie dość, że nie przygasał, to jeszcze ciepłotę swoja wzmagał, a te baletnic tiule, jedwabie i szyfony unosiły się ogniskami dymów w przestworza, lubo też opadały na traw nieśmiałą zieleń, nasycając ją powodzią miliardów kropli rozlanego mleka.
W takiej właśnie chwili, w tej przemianie nocy w dzień, co światła się domagał, po ciżemkowskich łąkach przechadzali się Piotr z Joanną, co ze zwierzyńcem swoim przylgnęli do tego miejsca przed rokiem; przechadzał się z nimi radca Krach z inżynierem Bekiem za towarzystwo mając Wołodię, który tak jak w sen zapadał szybko, tak prędko się z niego wyzwalał.
A ileż do powiedzenia sobie mieli!
- Zanim dostaniemy się do głębi ziemi, wydostając z niej gorące źródła - rozmyślał głośno Piotr - weterynarz - moglibyśmy tę rzeczkę ująć w karby, tamując jej przedwiosenne wody i uczynić w ten sposób jeziorko, w którym…
- … w którym moglibyśmy pławić konie - dopowiedziała Joanna.
- … które, gdyby połączyć z pobliskim stawem, mogłoby się stać miejscem nie byle jakich połowów - dorzucił pan radca.
- … które mogłoby się stać miejscem, wokół którego zbieraliby się wczasowicze - dodał pan inżynier.
- Ja użie eta wiżu - rozmarzył się Wołodia.
- Tak, tak, proszę koleżeństwa - odezwał się pan radca ponownie. - Zanim, w co wierzyć nie przestaję, wybudujemy tutaj uzdrowiskową lecznicę, zanim źródło wytryśnie, powinniśmy już dzisiaj przygotować okolicę do tego, co ją czeka. Jak pan widzi ten sam początek, inżynierze?
Temu wystarczyło dwa razy przyjrzeć się tej podłużnej niecce wzdłuż rzeki położonej, która w czasie gwałtownych opadów napełniała się wód nadmiarem, wystarczyło technicznym okiem rzucić i mózgiem nieprzeciętnym wymierzyć, a potem wypowiedzieć się gładko i sensownie.
- Należałoby postawić nie tak bardzo kunsztownie wyszukaną tamę. Ta wody powstrzyma i w tej dolince je zgromadzi, a kiedy napełni ją, kiedy naturalnie połączy się ze stawem, można wtedy jej nadmiar oddawać wstrzymanemu nurtowi rzeki. Korzyścią dodatkowa będzie to, że obrzeża miasteczka dzięki temu przedsięwzięciu nie zaznają już przykrych w skutkach podtopień.
- To znaczy - mówił Piotr - że nie potrzebne są tak duże nakłady, których się bałem?
- Na moje oko ten teren tak naturalnie jest położony, że nie ma potrzeby ingerować w naturę ciężkim sprzętem - uspokajał inżynier Bek. - Oczywiście należy dokonać odpowiednich pomiarów, aby postawić tamę ani za niską ani za wysoką, aby woda nie rozlała się na łąki, na których państwo młodzi gospodarują.
- Musimy jednak wiedzieć o tym, że tereny po tamtej stronie powstałego w ten sposób akwenu należeć będą do leśnictwa; te po naszej stronie do was, młodzi przyjaciele i do ciebie, Włodzimierzu. Wypadałoby więc zapoznać z tym przedsięwzięciem pana leśniczego. Myślę, że się zgodzi, bo to także szansa i dla niego, ale co z tym fantem zrobi, to już jego sprawa - powiedział pan radca.
- Myślę, że toń wodna przybliży się do granicy pomiędzy ziemią leśnictwa, choć jej nie przekroczy - zauważył z kolei pan inżynier - a to dobrze, bo gdyby pan leśniczy miał jakieś od swoich zwierzchników zastrzeżenia, to ważne, aby ta inwestycja dotyczyła jednak jedynie prywatnej państwa własności - tu spojrzał na Wołodię i młodą parę. - A ten teren do wykupienie pod odwierty i późniejsze sanatorium to gdzie się znajduje? zapytał.
- Po naszej stronie, przyjacielu - uspokoił pana inżyniera radca Krach. - Spójrz tam, to, co do wykupienia położone jest po tej stronie rzeczki, za leśnym domkiem, gdzie te nieużytkowane pola i ta garść starego drzewostanu, który nie przylega bezpośrednio do lasu, a jest szerszym w tamtym miejscu nurtem rzeki oddzielona.
- A zatem, drodzy państwo, ja nie widzę przeszkód w konstruowaniu sztucznego zbiornika - powiedział inżynier Bek.
- Cieszę się bardzo - wyrzekł Piotr. - Kiedyśmy tę posiadłość kupowali - kontynuował - dowiedziałem się, że ta niska cena jaką zapłaciliśmy, wynikała stąd, że był to właśnie teren zalewowy. 
- Otóż to - poparł Piotra pan radca. - Ja, kupując tę sąsiednią posiadłość z leśnym domkiem, choć znajduje się ona nieco powyżej waszego gospodarstwa, również skorzystałem z tego, że te tereny położone na południowym brzegu rzeczki wykazane zostały w planach przestrzennych gminy za zalewowe… więc my je przepięknie zalejemy - roześmiał się radca Krach.
I poszli na herbatkę do Piotra i Joanny.
A mgła tymczasem spłonęła doszczętnie w radosnym słońcu poranka.

[11.02.2016, Dobrzelin]

4 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że na takie przedsięwzięcie potrzebna jest kupa pieniędzy i same dobre projekty i szczere chęci oraz zapał nie wystarczą, o czym przekonał się pewien ojciec z Torunia.
    Pięknie opisałeś wstający świt, około 20 epitetów.
    P.S. Przypominam, że mój blog, to "Życie Anny"

    OdpowiedzUsuń
  2. ...wszelako w Ciżemkach i w kawiarence wszystko zdarzyć się może, albowiem i czas w tamtych stronach inaczej słonecazny zegar odmierza, i ludzie niby tacy sami jak gdzie indziej, lecz inni, a pieniądz nie rządzi w tej krainie tak samowładnie... a i owszem... znam Twój blog i gdy tylko czas, ten rzeczywisty pozwala, zaglądam... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Opis wschodu słońca znakomity.Poranek we mgle skojarzony z ulotnymi tancerkami Degasa, a potem w krwisty krąg horyzontu przechodzący. Miło mi powitać radcę Kracha i inż. Beka rozmawiających o rozsławieniu okolicy poprzez powstanie lecznicy z uzdrawiającymi źródłami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się akurat składa, że ten "źródlany" wątek w tej opowieści ma swoje źródełko w miejscowości, w której mieszkam i okolicach. Otóż ponoć żyję na termalnych wodach, głęboko pod ziemią ukrytych, na co wskazuje struktura warstw skalnych i swego czasu wiele mówiono o tym, że należałoby wykonać odwierty, aby dotrzeć do tych źródeł, które nie dość, że ciepłe, to bogate w minerały z przewagą żelaza. Obawiam się jednak, że za mego życia to skał drązenie nie nastapi...

      Usuń