Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

23 marca 2019

OBCHÓD

- Nie wiem, jak wygląda, nie spotkałem go, ani też innych - myśli... mówi... pisze.
Po prostu nie interesował się nimi. Słusznie? Odpowiedział tym samym. Oni również o nim zapomnieli i teraz też go nie odwiedzą. Gdyby przyszli, odwróciłby się do nich tyłem. Tak by zrobił.
To zastanawiające, jak wielki problem mają niektórzy ludzie z pamięcią. Co innego, gdy jesteś aktywny, w pełni sił i zdrowia, a już bezwzględnie wtedy, gdy są od ciebie zależni. Wtedy czułe, pochlebiające ci słowa, okazywanie szacunku (jakże urocze zakłamanie), okazywanie pomocy, serdeczności i tak dalej.
A zatem nie odwiedzą go, bo i po co.
Popada w senność i nawet nie wie, czy kiedy otworzy oczy, będzie to sobota czy jeszcze piątek.
Obchód. A zatem piątek. Za oknem szarówka i tylko srebrne świata odległej ulicy błyszczą jak rój meteorów.
- A z panem jeszcze nie skończyliśmy, chociaż udało nam się powstrzymać niekontrolowane skoki ciśnienia. Wyniki badań krwi są jednak w dalszym ciągu niewystarczające, podobnie z pracą serca. W takiej sytuacji nie ma co mówić o tym, aby położyć pana pod nóż - słyszy donośny głos lekarza dyżurnego, tego co to nie owija w bawełnę pacjentom, w jakim są stanie zdrowia.
- Pani Nataszo, leków nie zmieniamy, zalecam picie większej ilości płynów; poza tym dieta, więcej spacerów... niech wreszcie pan zakosztuje ruchu.
Siostra Natasza wtchodzi z jego pokoju ostatnia i porozumiewawczo snaga go spojrzeniem ciepłym i przestronnym.

[23.03.2019, Dover, Kent w Anglii]

22 marca 2019

ZMAGANIA Z PRZECIWNOŚCIAMI LOSU

1.
No cóż, trzeci dzień po awarii i nic się nie dzieje. Mechanik już drugi dzień przyjeżdża, a ja rozważam także wariant ewakuacji, gdy się okaże, że jednak nie dojedzie. Trzeba przyznać, że szczęścia to ja jakoś nie mam, ale zawsze w takich chwilach powołuję się na dzieci z Somalii czy Etiopii, które mają gorzej. No i w końcu mogłem się urodzić jako kaczyński czy pawłowiczowa, albo jakikolwiek inny pisiak... jakiż to byłby dla mnie wstyd. Nie zdzierżyłbym tego. Więc jest jak, choć nieciekawie, lecz mogło być gorzej.
Ale w takim, bądź co bądź, stresie, w tym niewiadomym, to i nawet czytanie mi nie wychodzi; z pisaniem jest podobnie. A przede mną trzecia noc na parkingu, nieopodal wiat, gdzie angielscy celnicy przeszukują auta. Na tym parkingu jestem sam, a tak naprawdę to jest on przeznaczony dla autek, które z jakichś technicznych względów nue zostały przez kontrolerów dopuszczone do ruchu. Mojego nawet nie kontrolowano - zjechałem nim sobie "z górki na pagórki" i stoję. Różnica pomiędzy moim autkiem a innymi jest taka, że wszystkie inne czekają na naprawę maksimum dobę; moje zaś oczekuje na pomoc już trzy noce i dnie.
Wifi portowe się zrywa, a zatem korzystam z roamingu, ale najkrócej jak się da, bo to kosztuje. Szczęśliwie teksty do kawiarenki mogę wpisywać w trybie off-line, co nie wpływa negatywnie na koszty transmisji danych.
2.
Po przeczytaniu pierwszej części "Międzywojnia" Brzękowskiego, czyli "Startu", zabrałem się za czytanie "Zawiści" Tadeusza Brezy. To wybitnie psychologiczna, jeśli nie psychoanalityczna powieść, w której można odnaleźć elementy prozy Prousta, Kafki i Conrada. Nie powiem, aby czytanie "Zawiści" szło jak po maśle. Breza jest wprawdzie łatwiejszy w interpretacji niż Proust, ale wymaga skupienia. To książka, którą całkiem dobrze czyta się na głos, no i język świetny, choć jak mówię, do Brezy trzeba się przyłożyć.
Nie jest to typ literatury, który sam chciałbym uprawiać. Sam raczej skłaniam się ku prozie behawiorystycznej, w której opisy uczuć zredukowane są do pewnych zachowań; stan uczuć przedstawionych postaci ma natomiast odkryć czytelnik. Wcale to jednak nie oznacza, że zaproponowana przez Brezę narracja jest mnudj dla mnie wartościowa, wręcz przeciwnie, znajduję w niej to, czego wyrazić sam prawdopodobnie nie potrafię.

[22.03.2019, Dover, Kent w Anglii]

OLIWNE GAJE...

Oliwne gaje mojego dzieciństwa
szumiały bezłzawą radością wierzb,
cyprysy - topole sadzone własną ręką,
bananowce - ciemna zieleń buraczanych pól,
skaliste wybrzeża - kopczyki kamieni na miedzach,
piaszczyste plaże - połacie zapuszczonych ugorów.
I tylko słońce nade mną to samo,
i księżyc kąpiący się w kryształowym lustrze stawów.

W czas wielkiej powodzi
nienawistne fale
porwały korzenie mojej młodości,
skamieniała równina
rozlała się po kres horyzontu,
nie zdążyłem na ostatnią Arkę,
spoglądam w bezchmurne niebo
wypatrując gołębia,
który przywróci mi pamięć,
uwije gniazdo tuż obok
kamiennego wezgłowia
człowieka - trupa.

[22.03.2019, Dover, Kent w Anglii]

21 marca 2019

W SZKOLE

- Przyjdą na pewno. Jutro z samego rana zmienię panu pościel.
Przysiadła obok niego na łóżku. Przywykły do kierowania wzroku ku nieokreślonemu punktowi zawieszonemu pomiędzy zacienioną linią łączącą sufit ze ścianą a stojakiem do zawieszania na nim plastykowych butelek z lekarstwem w płynie, odwrócił głowę, aby móc widzieć lewy profil kobiety.
- Gdzie dzisiaj pan był? - zapytała poważnie zmieniając temat.
- W szkole - odparł sucho i zwięźle.
- Lubił pan szkołę? 
- Bardzo - odpowiedział bez namysłu poruszając powiekami, a kąciki jego ust rozsunęły się, tak jakby chciały wskrzesić przyszły uśmiech.
- Czy pani wie, że do szóstej klasy szkoły podstawowej miałem na świadectwie same piątki i przynosiłem do domu nagrody?
- Świetnie! - zareagowała pełnym uśmiechem.
- Miałem kolegę z podwórka, który uczył się gorzej ode mnie, lecz jego matka wracając z nim z zakończenia roku szkolnego, gdy przechodziła obok kiosku, kupowała mu książkę. Wtedy on idąc na osiedle, trzymał tę książkę w ręku, zaglądał do niej, a wszystko wyglądało to tak, jakby cieszył się ze szkolnej nagrody jaką dostał.
- Ciekawe. Może matce było przykro, że jej syn nie jest najlepszym uczniem.
- Na pewno. Widziałem go dzisiaj, gdy byłem w szkole.
Spojrzała na niego ciepłym, pełnym wyrozumiałości wzrokiem.
- Chciałbym, wie pani, aby mnie jutro odwiedził... pogadalibyśmy sobie.
- Nie dziwię się. Wspomnienia z najodleglejszych lat są najpiękniejsze.
- Chyba tak - wyrzekł bez przekonania i za chwilę dodał: - Mogłaby mi siostra nie przynosić już więcej tabletek? Może wtedy byłoby mi łatwiej...
- Co też pan mówi! - obruszyła się. - A ból? A to wszystko?! Nie mogę i nie chcę tego dla pana zrobić.
Odwrócił od niej wzrok, a po chwili...
- Niech pani już idzie. Chciałbym jeszcze raz pójść do szkoły.

[21.03.2019, Dover, Kent w Anglii]

NA BALKONIE

Będąc w okopach snu uniknął ostrzeliwania jakiemu był narażony każdego dnia. Odnalazł się na balkonie domu patrzącego na południowy wschód. Wiosną wystarczyło spojrzeć w górę na krawędź dachu obejmującą swym podcieniem jedną trzecią powierzchni balkonu. Tam w wąskich szczelinach pomiędzy rynną spadzistym okapem dachu uwiły sobie gniazdka i para jaskółek. Obserwował całodzienne kursy dorosłych ptaków przylatujących do gniazd z porcjami świeżo złowionych owadów. Nad balkonem rozlegało się ustawiczne szwargotanie piskląt, a z ptasich, utkanych z wiotkich gałązek i wysuszonych łodyżek chwastów domków wystawały szeroko rozdziawione dzioby wiecznie głodnych nielotów.
Zimą do przymocowanego do balustrady karmnika przylatywały wróble i sikory, a czasem pojawiały się gawrony, aby prawen kaduka uszczknąć dla siebie większy kąsek wędzonego boczku lub kawałek posiekanej kiełbasy.
- Proszę się obudzić! Termometr dla pana - usłyszał matowy dźwięk głosu pielęgniarki.
Otworzył oczy.
- Czy to długo jeszcze potrwa? - zapytał.
- Ma pan na tyle silny organizm, że stawi pan czoła chorobie, która panu dokucza.
Przyjął te słowa z obojętnością przewlekle chorego pacjenta, któremu nie wróżono wyzdrowienia, choć nie powiedziano mu tego wprost.
-Wolałbym, żebym już... - nie dokończył.
- Opowiada pan głupstwa - usłyszał nad sobą.
Zasnął ponownie.
Stał na balkonie. Prószył śnieg.

[21.03.2019, Dover, Kent w Anglii]

20 marca 2019

JAK PECH TO PECH

No i doczekałem się atrakcji, które jednak atrakcjami trudno nazwać.
Mój ostatni kurs miał się odbyć spod Walencji do Bognor Regis niedaleko Portsmouth. Po przejechaniu ponad 1500 kilometrów, przed Chartres coś złego stało się ze skrzynią biegów w mojej renówce. To coś złego oznaczało, że pozostał mi tylko jeden bieg (trójka), na którym przebyłem około 300 kilometrów i dojechałem aż do Dover. Wiem, że to szaleństwo, ale towar (tona płytek ceramicznych) trzeba dowieźć. Autko jakoś sobie radziło, ale najwyraźniej klimat brytyjski mu nie posłużył i w nocy zniknął także ten ostatni bieg.
 Na domiar złego stoję bez możliwości ruchu bezpośrednio na zjeździe z promu, W miejscu kontroli celnej i tamuję ruch. Ochrona otoczyła autko palikami, a mnie przyszło wydzwaniać z prośbą o pomoc.
Moje prywatne ubezpieczenie assistance nie obejmuje auta, a moja szefowa wykupiła assistance "na kraj", a zatem nawet sholowanie autka na jakiś parking jest płatne. Niestety wyszukane w internecie telefony "holowników" i mechaników albo nie odpowiadają, albo ich auta nie podejmą się próby odholowania mojego. Na razie dwie osoby obiecały mi pomóc, ale muszę, jak widać, uzbroić się w cierpliwość.
Czyli czekam. Prawdopodobnie, co wiem od szefowej, skrzynia biegów wymieniona zostanie w Anglii, lecz pozostaje jeszcze kwestia przeładunku tony płytek na inne auto.

[20.03.2019, Dover, Kent w Anglii]

17 marca 2019

NA ŁĄCE, czyli na wagarową nutę

Na alei kwitną kasztany,
a my na łące
jabłkowe wino popijamy.
Słońce gorące,
oczy w mgle utarzane,
w gębach chwiejne słowa,
a jeszcze nad ranem
Jesienin w głowach
drobnym maczkiem spisany,
wyśpiewany skowronkiem,
na obrazku wymalowany
dźwięczącym majowym dzwonkiem. 
Tymczasem urzekła nas łąka;
w niej nasze miłości nieszczęśliwe,
niezasłużona rozłąka
i te wspomnienia tkliwe.
Ech, z krwią się mieszają myśli pijane...
mogłabyś teraz w stokrotek wianku na głowie
jasności słońcu ubliżyć jak diament,
oddać się na... lecz nic już nie powiem...
ciąży na piersi jabłkowe wino;
topię w nim rozpustne pragnienia,
zapadam w sen z koślawą miną,
wskrzeszam twój obraz... ciebie nie ma.

[17.03.2019, Picassent, Wspólnota Walencji w Hiszpanii]

16 marca 2019

NOWA FIRMA - NOWA TRASA (6,7)

6.
Zeszłotygodniowy kurs z Francji przez Luksemburg i Belgię do Anglii (okolice Derby) miał tę niedogodność, że przeprawa przez Kanał promem zajęła mi 10 godzin zamiast czterech (wliczam kolejkę przed wjazdem na prom), a to z powodu strajku sportowców (tym razem nie żółte kamizelki), przez co spóźniłem się z dostawą i rozładowałem się w sobotę rano.
Tejże soboty i w niedzielę rano spedytor zlecił mi dość nietypowy kurs: sześć załadunków; te dwa główne to przeprowadzka i kanapy do Hiszpanii. Włożyłem też 3 telewizory, skuter, całkiem nowy motocykl hondę, A na zakończenie, już w poniedziałek z Paryża zabrałem z antykwariatu statuetkę i złoty wisiorek - to za, bagatela - 5.500 euro.
Dwa pierwsze rozładunku miałem w centrum Madrytu. Z komodą mieszczącą we wnętrzu sprzęt stereo (z "second-hans shop w Leicester) nie było kłopotu, gorzej było z hondą, którą nijak nie mogliśmy wyładować. Trzeba było podjechac do odległego od centrum warsztatu samochodowego i tam zainstalować prowizoryczny podjazd. Udało się, ale do Malagi, gdzie (także w jej okolicach) miałem cztery kolejne rozładunku nie udało mi się podjechać na czas. Wrzuciłem "przeprowadzkę" następnego dnia rano i... zaczął się koszmar.
Klient, któremu pomagałem wnieść do mieszkania kanapy, telewizory i materace, nie zapłacił mi za kurs. Czmychnął, zanim przekazałem mu do podpisania dokumentów; próbowałem wprawdzie go zatrzymać, ale jakoś nie uśmiechał mi się tarasowanie jego drogi ucieczki (odjechał furgonetką) własnym ciałem. Zdążyłem jedynie zapamiętać numer jego auta, po czym zadzwoniłem na 112. Tam przyjęli moje zgłoszenie i kazali czekać na radiowóz.
Po pół godzinie przyjechali dwaj policjanci, odpowiedziałem tę historię, weszliśmy do bloku, wskazałem mieszkanie, gdzie wraz z tym oszustem nosiłem towar.
Policjanci mieli właściwie wszystkie namiary na tego gościa, wzięli numer mojego telefonu i podali adres komendy, pod który miałbym podjechać, aby dowiedzieć o rozwoju śledztwa. Problem w tym, że miałem jeszcze dwa miejsca rozładunku poza Malagą, dodajmy dwa adresu nie do odnalezienia i było wręcz niemożliwe, że wstawię się na komendzie tego samego dnia.
Pikantnego smaczku tej historii dodaje fakt, że spedytor, którego powiadomiłem o incydencie, skontaktował się że złodziejem, który w rozmowie telefonicznej oświadczył, że wręczył mi przy świadku owe 525 euro za fracht. Byłem zatem zdecydowany udać się na komendę nazajutrz, tymczasem dostałem z rana kolejny kurs z miejsca oddalonego o 100 kilometrów na zachód od Malagi do Walencji (750 km), a rozładować miałem się maksymalnie na 22 tego samego dnia.
Niestety nie starczyłoby mi czasu na podjazd na komendę, więc ruszyłem w drogę wzdłuż pięknego wybrzeża Morza Śródziemnego w Andaluzji, potem wyjechałem w góry Sierra Nevada omijając od północy Grenadę i wysokie pasmo ośnieżonych gór; następnie wyjechałem do nizinnej, rolniczej Murcji i dalej po Walencję. Dojechałem pół godziny przed czasem.
Od piątku stoję na parkingu, czekając na kolejne zlecenie, mając po prawej ręce Walencję. Pogoda dopisuje. Jest słonecznie, temperatura w nocy nie schodzi poniżej +14 stopni; w dzień przekracza 25.

7.
Mam wyjątkowo dużo wolnego czasu, który poświęcam głównie na czytanie. Po skończeniu "Komediantki" Reymonta i odłożeniu czytania "Autoportretu z kobietą" Szczypiorskiego (nie pociąga mnie ta lektura), wziąłem się za "Czarną Julkę" Morcinka. Świetna powieść napisana z wersją i humorem, jakże bliska poetyce Hrabala... polecam.

10 marca 2019

NOWA FIRMA - NOWA TRASA (4-5)

4.
"Konsolacja" to jeden z wariantów tytułu.
Właściwie to trzy momenty najważniejsze: narodziny, ślub/wesele i śmierć. Można jeszcze do tego dodać urodziny dziecka (Jeśli jest ono komuś pisane); można ubarwić własną biografię szkołą i pierwszą pracą, a i znalazłoby się także miejsce na kilka innych przełomowych w życiu każdego człowieka.
O narodzinach i śmierci z punktu widzenia tego, co rodzi się  i umiera wie się najmmiej, albowiem w obu przypadkach nie sposób odnotować tych stanów w pamięci. O swoich narodzinach nie wiemy nic; podobnież w przypadku śmierci trudno uchwycić moment rozstawania się że światem.
Mnie zainteresowały te chwile, minuty, godziny, także dnie po śmierci, rejestrowane przez kogoś z zewnątrz.

5.
Punktem wyjścia będzie zatem śmierć.
Bohater opowieści dożywszy sędziwego wieku odszedł do innego wymiaru czasoprzestrzeni. Sporządził przed śmiercią testament, w którym zawarł między innymi wskazania co do przebiegu uroczystości żałobnej, miejsca pochówku i oczywiście, co jest typowe dla tego rodzaju dokumentów, dokonał przed śmiercią rozrachunku z posiadanym mieniem, rozporządzając nim notarialnie. 
Upoważnione przez zmarłego osoby wypełniły wprawdzie sumiennie wolę nieboszczyka, ale jak to często bywa w takich sytuacjach, postanowienia naszego bohatera są nierzadko kontestowane, ot choćby jego prośba, aby powiernikiem przeprowadzenia pogrzebu był pewien leciwy ksiądz, nawiasem mówiąc jego rówieśnik.
Jakkolwiek niewiele czasu upłynęło od śmierci naszego bohatera, obecni na uroczystości pogrzebowej i nieodłącznej w takich wypadkach konsolacji, wzniecają bezlitosne spory dotyczące "podmiotu", dla którego się zebrali, wspominając jego życie.
Stąd najprostsza droga do uwikłania się w dysputę znacznie szerszą, niebezpiecznie przypominającą odwieczne kontrowersje przytoczone przez Wyspiańskiego w "Weselu.

[10.03.2019, St. Albans, Hertz w Anglii]


08 marca 2019

DZIEŃ KOBIET

Wszystkim Kobietom w Dniu Ich Święta najserdeczniejsze goździkowo-tulipanowe życzenia zdrowia i wszystkiego lepszego pomimo śmiesznych czasów życzy kawiarennik.

Ps. życzenia dotyczą też moich czworonożnych pań, Adelki i Maszy.