Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

18 stycznia 2014

Przywłaszczone z Księgi Koheleta bez komentarza

12.
 Postanowiłem
przyjrzeć się mądrości,
a także szaleństwu i głupocie.
Bo czegoż jeszcze dokonać może człowiek,
który nastąpi po królu,
nad to, czego on już dokonał?
13.
 I zobaczyłem,
że mądrość tak przewyższa głupotę,
jak światło przewyższa ciemności.
14.
Mędrzec ma w głowie swojej oczy,
a głupiec chodzi w ciemności.
Ale poznałem tak samo,
że ten sam los
spotyka wszystkich.
15.
Więc powiedziałem sobie:
«Jaki los głupca,
taki i mój będzie.
I po cóż więc nabyłem
tyle mądrości?»
Rzekłem przeto w sercu, że i to jest marność.
16.
 Bo nie ma wiecznej pamięci po mędrcu
tak samo, jak i po głupcu,
gdyż już w najbliższych dniach
w niepamięć idzie wszystko;
czyż nie umiera mędrzec tak samo jak i głupiec?
17.
Toteż znienawidziłem życie,
gdyż przykre mi były wszystkie sprawy,
jakie się dzieją pod słońcem;
bo wszystko marność i pogoń za wiatrem.
[Koh. 12-17] 

Gęba ministrantowi Radkowi nie dorówna

- Niedoczekanie wasze - wrzasnęła Gęba lico swe krnąbrne i nieposłuszne od ekrana odwróciwszy. Dalij chlapnęła sobie garść setki wyborowej, abo innego domestosa ku dezynfekcji jęzora, wystawionego poza ludzką miarę wystawiania, jako ta żmija sycząca jadem bolesnym, a ostatecznym. 
- Nie będzieta tu mi  konkurencyi  nijakiej wystawiać na pośmiewisko gawiedzi. Do Gęby wszak należy onych tłumów bawienie a rozweselanie, nie do was, ancychrysty jedne.
Chlapnęła po raz drugi, tą razą jako ta z lustra, do towarzystwa pierwszej. Ulga jej odetchnęła, a z rozlazłego cielska spłynęły na klepisko siódme poty.
Bo też i słusznie oburzoną była, na twitterowej krainie ministranta Sikorskiego Radka poemę obaczywszy, w której Onże wielce zatroskan kondycyją Rzplitej, apostrofę do piątej kolumny - tych naszych ludków w Brytanii - wzion i nadał. W nij to tako beło:
"Posłuchajcie, Bracia miła. Une tam w Brytaniji już wos nie kcom, na dziciesków piniendzy nie zycom se dawać, bide wom strasznom szykujom, obgadujom wos jako te baby pode chałupom na  ławie... Dlatego, upraszom wos do nos. Miast bide i poniwierke klepać na anlosaskiej trawie, pódźcie ku nam, wrocojcie. Toć u nos lepi. Mam słupy rosno, a jak rosno... na zielono. Ciepta ta robota, najdźta proma czy innego wiertaliota i do dom przyndźcie, haj".
Tako to Radkowe przesłanie w świat poszło, a po tym Gęba drgawek dostała, dakarowym pyłem się wkurzyła i rzecze a krzyczy:
- Szlag najjaśniejszy mię trafi, trzymajta moją podłą figurę, a szczeznąć nie dajcie. Toż gdyby tak nasi ludkowie w Brytaniji ministranta posłuchali i do tych łąk zielonych, na ojczyzny łono, jak jeden mąż powrócili, ciekawa jestem, jaką to robotę Radek by im doł? Pewnikiem długopisów składanie, lubo też telefoniczne, przez uszy wciskanie jakiego gówna, co się przedać z chińskim łajnem nie do. Abo na kredyt starych babć naciąganie, abo ubezpieczanie ode śmierci czy innej cholery bez lekarskiego badania, abo długów ściąganie od tych babć naciągniętych, abo zegarków zaprzeszłego ministranta przedawanie na targu pcheł, abo Ambera Golda Dwa skombinowanie. I to za caluśkie tysiąc sto na łapę, bo tela u nas dajom na tych zacnych zawodów uprawianie. Toć przecie u nas przy korytach ze świeżom paszom juże siedzom i dobrze się majom. A co bendzie, jeśli ten circa milijon z małej litery gąb przybendzie? A jak ludkowie z Niderlandów się zwąchają? A te, co z Napoleonem ze z Francyi siedzom a robiom? A te Bismarcowskie jak się zlezom? A te z krainy włoskiej do Polszczy jak przybendom? Mamyż tela urzędów bezrobotnych. Tak to się mo z jedny strony, a z drugiej?  A jak się tak inne, zarubieżne narody dowiedzom, że w Rzplitej jest lepij niż w Brytaniji? Dziwie się, o jak sie dziwię, że te głuptoki anglijskie pielgrzymki po robote do Polszczy nie wszczynajom, kiej lepij u nas niż u nich.
Tako też Gęba przemyślała sobie uczonego ekonoma plany i dziwota taka ją wzięła, czyliż ministrantowi Sikorskiemu jego cynizm jak po śliskim karpiu spływa, czy nie stało rozumu pode czachą. Pewnieć jedno z drugim wspólne. Abo też ministrant Radek mo nas za głuptoków, co to Oxfordy w pipidówku pokończyły, nie to co on.
Gęba też i dla siebie wniosek wysuwa, że kolejną razą głosa puści na Radka, co by było u nos jeszcze głupiej i śmieszniej, haj.


17 stycznia 2014

Ciemności

Półmrok przysiadł na gałęziach, na parapecie, na wilgotnej, zmrożonej bieli śniegu, lecz przede wszystkim panoszy się w powietrzu, wszędzie go pełno i chciałby się te przeciwsłoneczne okulary zdjąć. Nic z tego. Ciemność z chłodem w parze nabierają sił, anektują zaokienną przezroczystość dnia. Ciemność, która bywa teraz przyjaciółką, gdy przychodzi nie w porę, zdecydowanie za wcześnie, gra na nerwach. Człowiek potrzebuje światła i kiedy go brak, zamiera jak trawa, która nie che być zieloną; spowalnia jak napakowany sadłem niedźwiedź na czas zimowego odrętwienia.
Ciemność ma też inne oblicza, kiedy wzrok nie jest konieczny, a zmysły koncentrują się na dotyku. Wprawdzie czasami ten dotyk jest bolesny. Zwłaszcza przy przedostawaniu się pomiędzy pomieszczeniami. Niby znasz topografię terenu, ale zawsze wyrośnie przed twoim czołem jakaś krawędź ściany, jakiś but pozostawiony własnemu losowi na samym środku arterii komunikacyjnej, albo, co gorsza, bogu ducha winne kocie ciało, bezwstydnie rozłożone, oddające się drzemce przy wtórze kojącego murmurando.
I jest też ciemność kochanków z tak bardzo dominującym dotykiem, że aż dłonie parzy. I kiedy już, tuż, tuż; kiedy źrenice jak kosmiczne czarne dziury odbierają biel białkom, wchodzi ten niezapraszany, z wyciągniętą ręką sięgającą klawisza włącznika światła.
- Mamo, pić mi się zachciało!
I staje się jasność.

14 stycznia 2014

Brak słów

Kurwa mać!!! Kto do jasnej cholery rządzi w tym kraju? XXI wiek, sonda na Marsa, wymyślna broń, internet i te wszystkie inne pierdoły, a odległość pomiędzy Kutnem a Łodzią to 50 kilometrów. Trzy godziny próżnego czekania. Trzeba było zadzwonić. Pojechałbym za to pieprzone pogotowie. Teraz zaczną się badania: kto zawinił? Może to a może owo. Rozejdzie się po kościach, jak zwykle. 
Palanci, zróbcie coś z tym, albo spieprzajcie!!!

Tak, tak

Względność i jeszcze raz względność. Z jednej strony żal, że pojęcia oczywiste przestają nimi być. Małżeństwo, rodzina, przyjaźń, honor. Ba, czy kto wymienia dziś publicznie słowo "honor"? Cóż to jest? Co jest dobrem, a co złem? Czy naprawdę nie ma obiektywnego dobra? Podejrzewam też, że czasami szafujemy złymi intencjami, o które podejrzewamy innych. Trochę zboczyłem z tematu. To kwestia ostatniej godziny, może dwu godzin.
Małżeństwo zdegradowane do partnerskiego związku. Rodzina w rozsypce. Przyjaźń w piaskownicy. Z pewnością czas zbyt szybko ucieka i zamiast nacieszyć się chwilą, nieufność, skargi i pretensje. A prawda? Gdzież ona? Czy musi być ich tak wiele? Być może zaściankowe to myślenie, gdy odwołuje się człowiek do zaprzeszłych wartości. Fakt, że zawężały one pole obserwacji, lecz porządkowały świat: miasteczko, wieś, kamieniczki,  chałupy, ratusz, kościół, rytm życia podług przemijania pór roku. I tak dalej i dalej.
Z drugiej strony przestrzeń kultury wychodzi poza ustalone granice. Banalne pytanie: Gdyby Szopen komponował dzisiaj, czy robiłby to w klimacie Pendereckiego, a może Seweryna Krajewskiego? A może kogoś, kto nie mieści się w naszej wyobraźni. Czy taki Penderecki, Lutosławski, Baird, Panufnik to akuratni kontynuatorzy muzyki klasycznej? A może klasyką stają się dzieła, które niejako z założenia wiążemy z pop artem, a więc czymś, co odbiega od ustalonych kanonów muzyki, tak zwanej, poważnej i przeznaczonej dla słuchacza o przeciętnie rozwiniętym zmyśle odbierania dźwięków.
Tymczasem okazuje się, że wcale nie tak mało jest przykładów na to, że w tej masie komercji istnieją dzieła, którym trudno zarzucić miałkość i banalność. Czy takiemu Markowi Grechucie bliżej jest do Schuberta, czy do wykonawcy piosneczek w konkursie Eurowizji. Mniemam, że to pierwsze jest słuszne, bo i też ani przed, ani po Grechucie, nie pojawił się i daleka jest droga do pojawienia się podobnego geniusza.
Dzisiaj z przykrością zauważam swój niegdysiejszy błąd. Błąd polegający na niedocenieniu Grzegorza Ciechowskiego. Aż wstyd, bo ten muzyk i poeta niesłusznie bywa zapominany, a przecież przeważająca większość jego utworów każe sprzeciwić się stwierdzeniu, jakie pojawiło się w jednym z nich, że "ta piosenka jest śpiewana dla pieniędzy". Co za przekora!
A jakie refleksje wynikają z tego fragmentu...
(...)
"dopiero teraz
gdy nie słyszy nikt
(bądź spokojny - w domu jesteś sam)
do wanny wlałeś ciepłą wodę i
ogłaszasz w lustrze
że chcesz zmienić świat

ja wiem że - trochę się starasz
lecz powiedz mi
ile przed lustrem - spędziłeś dni?
tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten sam
tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten sam" (...)
Ogłaszać w lustrze zmianę świata. Toż to niezwykły i oryginalny wniosek skierowany do nas wszystkich. W lustrze stajemy się odważni, skłonni do zmian naszego życia na lepsze. 
- Niestety, tylko w lustrze - powiedział ktoś po opuszczeniu sali lustrzanej należącej do jednego z posłów.



11 stycznia 2014

Kobieta zmienną jest, czyli dla słyszących

Jak przez sen wchodzi muzyka, Adam doświadczył dwukrotnie. Za pierwszym razem wpłynął do jego snu Vivaldi i w nim pozostał; drugi przypadek miał miejsce na zielonej łące północnych Mazur, kiedy to w uśpionym, chłopięcym mózgu pojawiła się zjawiskowa Izabela Trojanowska. A brzmiało to tak:

Jakkolwiek motyw przewodni, ukazujący perfidną niedostępność niewiasty w słowach „całej nie dostaniesz mnie i tak” wielce bulwersuje także przerosłego Adama K., kosmiczna melodia  Romualda Lipki, przedziwnie współgrająca z tekstem Andrzeja Mogielnickiego i podstępną jak diabli (podówczas, o ile pamięć nie myli Adama) Panną Izabelą, w której kochał się i Działoszyn, i Lądek Zdrój, pozostała równie intrygująca w czasach podlejszych, wyrywających włosy z głowy, lubo też szroniących niecne męskie skronie.
Zaraz też odezwały się wspomnienia muzyczne innego rodzaju, których autorami są m.in. Kraftwerk, Mike Oldfield, Tangerime Dream, Klaus Schulze i Jean Michel Jarre. Kosmiczne były to czasy.


O ile Izabela Trojanowska jawi się jako mroczny a niedostępny przedmiot pożądania (zapożyczenie rzecz jasna z Luisa Buñuela), o tyle Małgorzata Pieńkowska wręcz inaczej, o czym uświadamia mnie ta oto pieśń żartobliwie miłosna:
Ech….

[Obie pieśni, w celach wyłącznie edukacyjnych oraz terapeutycznych, udostępniono dzięki uprzejmości pana You Tube.]

10 stycznia 2014

Był sobie człowiek

Pierwsze to zapomnieć a drugie i ostatnie zasnąć.
Kiedyś był sobie człowiek.
Napełniał kieszenie jabłkami, po które wspinał się na palce, przyciągał gałązka po gałązce ku ziemi. Ech, co to były za jabłka! Szare renety, papierówki i kosztele.
Wyrzuć to z pamięci! Wyrzuć!
Najadłeś się człowieku, nasyciłeś. Wystarczy. A z cudzego drzewa nie brałeś? Zakazanego owocu?
Nie brałem, Panie. Jeno tyle co w kieszeniach i dłoniach, albo w koszuli z młodego ciała zdjętej i na czas zbioru rozłożonej niczym sieć pajęcza. Rozdawałem raczej, aniżeli'm przywłaszczał dary. Wszak wiesz o tym.
Był sobie człowiek.
Po coś, człowiecze rósł? Po coś wspinał się na palce? Siedzisz sobie teraz i myślisz o bezradności i bezcelowości odpowiedzi. Po co? Dla jakiej przyczyny? Dla wspomnień?
Czasami Ty uderzasz twardą dłonią, pięścią w łeb walisz, opuszczasz gilotynę. Tak lepiej. Wtedy jednym posunięciem niweczysz w człowieku pamięć. A mnie każesz czekać, abym każdego dnia umierał coraz bardziej i w milczeniu.
A pamięć jest najgorsza. Wije się za tobą jak dym z komina walczący z mgłą podczas bladej ciszy wieczoru.
Pamięć złą chciałoby się skasować za jednym dotknięciem czarodziejskiej różdżki, aby nie zarażała umysłu.
Pamięć dobrą należy zapomnieć, aby nie doprowadzała do rozpaczy w konfrontacji z tym dzisiejszym dniem, w którym jeszcze przechadza się człowiek

09 stycznia 2014

Anna Polony, czyli życie jest teatrem

Anna Polony powiedziała, że najbardziej ceni sobie teatr pomiędzy latami sześćdziesiątymi a dziewięćdziesiątymi ubiegłego wieku. W obecnym, awangardowym, nie znajduje dla siebie miejsca. Przekonuje, że przywykła do pracy nad wybitnymi tekstami i trudno jej przychodzi posługiwać się tekstem przypominającym bełkot. Oczywiście artyści (np. reżyserzy) mają prawo tworzyć teatr nowoczesny, lecz ona nie jest w stanie w nim uczestniczyć.
Niedoskonałe streszczenie wypowiedzi wybitnej aktorki ma na celu niedoskonale wyrażone przyznanie Jej racji i upoważnia do stwierdzenia, że Anna Polony mądrą kobietą jest, a życie jest teatrem.
Na kanwie jej wypowiedzi udzielonej w TVP Kultura należy zwrócić uwagę, że pani Anna Polony dociera do sedna poglądu wyrażanego przez Adama K. poglądu na współczesność. Adam K. unika uczestnictwa w bełkocie nowego, a jeżeli już, otwiera się na niewielką grupę przyjaciół, z którymi egzystuje na przekór rzeczywistości. Jeżeli już chce zabrać głos publicznie, to dostosowując się do klimatu epoki, musi koniecznie pastwić słuchających i czytających bełkotem.
W przedstawionym powyżej wątku fikcja miesza się z rzeczywistością. Adam K. jest postacią poczętą przez wyobraźnię. Anna Polony jest inteligentną kobietą, uwielbianą przez fikcyjnego Adama K. aktorką o tysiącu i jednej pięknych twarzach.
Adama K. i Anną łączy bardzo solidna i trwała nić porozumienia.


Z "Procesu" Kafki skradzionych zdań kilka

(...)"- Nie szukam oratorskiego sukcesu - mówił K. idąc za tokiem swych myśli - nie wmawiam sobie, jakobym go mógł zdobyć. Pan sędzia śledczy najprawdopodobniej mówi o wiele lepiej, to należy przecież do jego zawodu. Ja pragnę jedynie omówienia pewnego publicznego zła. Proszę posłuchać: przed niespełna dziesięcioma dniami zostałem aresztowany;sam śmieję się z faktu aresztowania, ale to teraz do rzeczy nie należy. Naszli mnie rano w łóżku - sądząc z tego, co powiedział pan sędzia śledczy, nie jest wykluczone, że miano rozkaz aresztować jakiegoś malarza pokojowego, który równie jak i ja jest niewinny, dość, że wybrano mnie. Dwóch ordynarnych strażników zajęło sąsiedni pokój. Nawet gdybym był niebezpiecznym bandytą, nie można było wykazać większej ostrożności. Ci strażnicy, była to zresztą zdemoralizowana hołota, uszy bolały od ich głupiej gadaniny, chcieli się dać przekupić, próbowali pod różnymi pozorami wyłudzić ode mnie ubrania i bieliznę, żądali pieniędzy, aby mi rzekomo przynieść śniadanie, gdy poprzednio na moich oczach najbezwstydniej zjedli moje własne. Nie dość na tym. Zaprowadzono mnie do trzeciego pokoju, przed nadzorcę. Był to pokój damy, którą bardzo cenię, i musiałem być świadkiem, jak ten pokój z mego powodu, ale nie z mojej winy, został niejako splugawiony obecnością strażników i nadzorcy. Niełatwo było zachować zimną krew, ale udało mi się to mimo wszystko i zapytałem nadzorcę z całkowitym spokojem - gdyby tu był, musiałby to potwierdzić - dlaczego jestem aresztowany. Ale cóż mi odpowiedział ten nadzorca, którego jeszcze teraz przed sobą widzę, jak siedzi na krześle wspomnianej pani, niby uosobienie tępej buty? Panowie, w samej rzeczy nic mi nie odpowiedział, może naprawdę nic nie wiedział, zaaresztował mnie i był zadowolony". (...)

07 stycznia 2014

Ostatni sztach

"Co dobrego możesz zrobić dla innych, witając nowy dzień. Promieniuj radością i dziel się okruchami szczęścia,  jakbyś pomnażał chleb a wodę zamieniał w wino. Nie zamykaj przed sobą serca. W ten sposób zwrócona ci będzie miłość i przyjaźń tych, którym ofiarowałeś siebie."
Mężczyzna zwinął przeczytaną karteczkę w rulonik, skrzesał ogień i podpalił ostatniego papierosa, jakiego miał w paczce. Zaciągnął się, odczuwając zniewalającą rozkosz, wywołującą pulsację żył w skroni. Jeszcze jeden taki haust i poczuł ciepło całego ciała, zwłaszcza nóg i ramion. Po ostatnim zaciągnięciu, wsunął się głębiej pod ławkę, nasuwając na siebie spłowiałą derkę, a na głowę kartonowe pudło.
- Że też chce im się drukować takie głupstwa - pomyślał i momentalnie zasnął.