Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśli anektowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśli anektowane. Pokaż wszystkie posty

30 lipca 2024

MILLER - IMAGINE - LENNON

 

W całości przytaczam wypowiedź Leszka Millera w odpowiedzi na zawieszenie babiarza z komentowania Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Mała uwaga – Przemek babiarz został zawieszony, nie zaś zwolniony w pracy w TVP.

John Lennon

"Dla mnie, podobnie jak dla milionów ludzi na całym świecie, piosenka „Imagine” jest jednym z najpiękniejszych utworów, jakie powstały po II wojnie światowej. W swoim tekście, John Lennon wyobraża sobie świat bez granic, religii, własności i konfliktów, co można interpretować jako utopijną wizję pokoju, jedności i harmonii. Sam autor widział w niej bardziej wyraz nieziszczalnych marzeń niż rzeczywisty manifest polityczny. W jednym z wywiadów przyznał, że piosenka ta jest raczej o nadziei na lepszy świat niż o promowaniu konkretnej ideologii, jak np. komunizm. Lennon był świadkiem i aktywnym uczestnikiem rewolucji kulturalnej i społecznej, która miała miejsce w latach 60. i 70. XX wieku. Ruchy takie jak prawa obywatelskie, antywojenne protesty, ruchy feministyczne i ekologiczne miały na niego duży wpływ. Jego własne doświadczenia jak i zespołu, który stał się ikoną epoki, również odgrywały rolę w jego zaangażowaniu w kwestie społeczne.

„Imagine” zawiera uniwersalne przesłanie dotyczące różnych filozofii społecznych i politycznych, podkreślając znaczenie pokoju i zrozumienia między ludźmi. Nie był to jedyny utwór tego typu w dorobku Lennona, który jako artysta i działacz społeczny często wyrażał swoje poglądy na temat pokoju, równości i sprawiedliwości społecznej. Był krytyczny wobec wojen, skorumpowanej władzy, nierówności i ucisku, co można dostrzec w jego twórczości, w utworach takich jak "Working Class Hero", "Give Peace a Chance", "Power to the People", "Revolution", "Gimme Some Truth". Reakcje na polityczne utwory Johna Lennona były zróżnicowane — od entuzjastycznych po krytyczne, w zależności od kontekstu społecznego i politycznego, oraz od indywidualnych poglądów słuchaczy.

"Give Peace a Chance" szybko stał się hymnem ruchu przeciwko wojnie w Wietnamie, śpiewanym na każdej antywojennej demonstracji. "Gimme Some Truth" wyraża frustrację z powodu kłamstw i dezinformacji szerzonych przez polityków i media, będąc ostrą krytyką hipokryzji i niesprawiedliwości w polityce. "Power to the People" jest wyrazem poparcia dla ruchów społecznych i politycznych walczących o prawa ludzi. "Working Class Hero" krytykuje klasową strukturę społeczeństwa, co jest związane z pochodzeniem członków The Beatles.

Członkowie zespołu dorastali w rodzinach z klasy robotniczej w przemysłowym Liverpoolu, co miało wpływ na ich twórczość i postawę. To pochodzenie uczyniło ich bliskimi dla wielu fanów, którzy widzieli w nich autentycznych reprezentantów swojej klasy społecznej. Krzysztof Teodor Toeplitz w książce „Akyrema” nazywa Beatlesów "proletariackimi aniołami", analizując ich twórczość w kontekście kultury masowej i podkreślając ich wpływ na młode pokolenie. Beatlesi, według Toeplitza, symbolizowali zmiany społeczne i kulturowe, które przyniosły nowe wartości i postawy, szczególnie wśród młodzieży z niższych warstw społecznych. Toeplitz opisuje Beatlesów jako przedstawicieli młodej generacji, którzy osiągnęli globalny sukces i stali się ikonami kultury popularnej. Ich muzyka, teksty i styl bycia były wyrazem dążenia do wolności i wyrażania siebie, co Toeplitz postrzegał jako istotny element rewolucji kulturalnej lat 60.

Pamiętam, jakie wrażenie wywarł na mnie utwór „A Hard Day's Night", wydany w Wielkiej Brytanii latem 1964 roku. Jako szczęśliwy posiadacz magnetofonu „Tonette”, nagrałem tę wspaniałą kompozycję z radiowej Trójki i powtarzałem ją, aż nauczyłem się jej niemal na pamięć. Piosenka zaczyna się charakterystycznym akordem o jasnym, dynamicznym brzmieniu, które doskonale wprowadza w energię całej kompozycji. Tekst opowiada o trudach codziennej pracy i radości z powrotu do domu, gdzie czeka ukochana osoba. W przeciwieństwie do ckliwych banałów lat 50., Beatlesi śpiewają o skrajnym wyczerpaniu po intensywnym dniu pracy, używając idiomu porównującego zmęczenie do ciężkiej pracy psa.

Na koniec, kilka słów o Przemysławie Babiarzu. W czasach Jacka Kurskiego był on członkiem dworu prezesa i jako propagandysta powinien już dawno zostać zwolniony. Wiedząc, że to nieuchronne, czekał na okazję, aby odejść z hukiem i dymem, co ostatecznie mu się udało. Wykorzystał moment, a teraz śmieje się w kułak. Tak to jest, kiedy zwleka się z decyzjami, które już dawno powinny być podjęte".


[30.07.2024, Toruń]

11 marca 2024

LALKA KAFKI

 



W wieku 40 lat Franz Kafka (1883–1924), który nigdy nie ożenił się i nie miał dzieci, przechodził przez park w Berlinie. Kiedy zobaczył płaczącą dziewczynkę, zatrzymał się i zapytał:

- Dlaczego płaczesz?

- Zgubiłam moją ulubioną lalkę.

Ona i Kafka długo i bezskutecznie szukali lalki.

Kafka zaproponował, żeby poszukali jeszcze trochę następnego dnia.

- Spotkamy się tu i znowu zaczniemy jej szukać.

Następnego dnia, gdy nadal nie znaleźli lalki, Kafka dał dziewczynce list „napisany” przez lalkę W tym liście było napisane: „Proszę nie płacz. Wyruszyłam na wycieczkę, aby zobaczyć świat. Napiszę ci o moich przygodach”.

Tak rozpoczęła się historia, która trwała do końca życia Kafki. Podczas kolejnych spotkań z dziewczynką spotkań Kafka czytał listy lalki. Były w nich starannie opisane przygody. Siedzieli i rozmawiali. A dziewczynka była zauroczona.

W końcu Kafka przyniósł lalkę (którą po prostu kupił).

- Ona ... Ona, wcale nie wygląda jak moja lalka ! - powiedziała dziewczyna.

Kafka wręczył jej kolejny list, w którym lalka napisała: „Podróże mnie zmieniły”. Dziewczynka przytuliła nową lalkę i wróciła z nią szczęśliwie do domu.

Rok później Kafka zmarł. Wiele lat później dorosła już dziewczyna znalazła list wewnątrz lalki. W maleńkim liście podpisanym przez Kafkę napisane było:

„Wszystko, co kochasz, prawdopodobnie zostanie utracone, ale ostatecznie miłość powróci w inny sposób.”

Historia ta została opisana w książce Gerda Schneidera pt.: „Lalka Kafki”.


[11.03.2024, Toruń]

26 grudnia 2023

KLASYKA - EPIKUR - ŻYCIE SZCZĘŚLIWE (1)

 


Epikur, czyli o życiu szczęśliwym (1)

W centrum Aten, na frontonie bramy prowadzącej do domu otoczonego ogrodem, widniał napis:

„Gościu, tutaj będzie ci dobrze, tutaj najwyższym dobrem jest przyjemność".

    Obietnica szczęścia miała skłonić przechodnia do przekroczenia bramy, porzucenia świata, owego teatru krwawych wydarzeń—wojen, przewrotów politycznych, wstrząsów społecznych... Tylko z dala od wojennego zamętu i politycznych namiętności można osiągnąć prawdziwy spokój. I tylko wiodąc życie uporządkowane i rozumne, wśród przyjaciół, na łonie natury, z dala od walk partyjnych, można zdobyć szczęście. Jest ono bowiem sprawą indywidualnej świadomości człowieka i w nim samym się znajduje. Dlatego należy usunąć się ze świata politycznego czynu i lathe biosas (żyć w ukryciu).

    Taka była deklaracja nowej szkoły filozoficznej, założonej w 306 roku p.n.e. przez Epikura. Charakteryzowała ją postawa rezygnacji ze społecznego i politycznego działania, będąca wynikiem tragicznych doświadczeń: świadomości potęgującego się kryzysu, który zapowiadał nieuchronny zmierzch świata greckiego.

    Epikur żył w okresie szczególnie dramatycznym. Jako młodzieniec obserwował narodziny i rozkwit imperium Aleksandra Wielkiego. Jako mąż dojrzały, był świadkiem jego rozkładu i zażartych walk diadochów o sukcesję po Aleksandrze. Ojczyzna filozofa, Ateny, stała się areną wyniszczających wojen i przewrotów politycznych. Pustoszony i podbijany przez obcych, kraj był jednocześnie osłabiany przez wewnętrzne waśnie zwalczających się partii i nieustanne zmiany rządów, potęgujący się zaś opór niewolników coraz częściej przeradzał się w otwarte bunty.

    Epikur głęboko bolał nad nieszczęściami ojczyzny. Czuł się jednak bezradny, stronił więc programowo od udziału w życiu politycznym. Odwracając się od polityki, cały swój wysiłek skierował ku jednostkom, zabiegając o ich dobro i szczęście. W czasach wojennego zdziczenia i bezładu moralnego pracował nad programem moralnej odnowy, w czasach cierpienia tworzył wizję życia szczęśliwego, zapowiadając jej urzeczywistnienie. To właśnie filozofia Epikura miała być czynnością, która za pomocą dociekań zapewni szczęście.

    Wartość filozofii nie polega na czystej wiedzy, nie jest ona przecież mądrością dla samej mądrości, sztuką dla sztuki. Tak jak nie cenimy wiedzy lekarskiej dla niej samej — powiadał Epikur —lecz ze względu na zdrowie, tak jak nie chwalimy sztuki sterowania dla niej samej, lecz ze względu na jej pożyteczność, tak mądrość, ta sztuka życia, gdyby nie służyła do niczego, nie byłaby godną pożądania.

    Wartość filozofii polega przede wszystkim na tym, że pozwala nam ona rozumnie i skutecznie działać. Wynikają z niej praktyczne reguły postępowania, czyli właściwa mądrość, która jest wiedzą o tym, czego należy pragnąć, a czego unikać, aby osiągnąć szczęście. W każdym momencie naszej egzystencji znajdujemy się na rozdrożu, mogąc wybrać najróżniejsze możliwości i kierunki, choć tylko jedna droga prowadzi do szczęścia. Cóż więc robić, aby ją rozpoznać i wybrać? Epikur odpowiadał: filozofować, bo tylko filozofia może uczynić nasze życie świadomym, postępowanie — rozumnym, wybór zaś — szczęśliwym. Dlatego niech nie myśli młody, że ma czas na filozofię, i niech się do niej nie zniechęca stary. Nikt bowiem nie jest ani za młody, ani za stary na to, aby mieć zdrową duszę.

    Najwyższym dobrem jest dla człowieka szczęście. Ale nim człowiek o szczęście pocznie zabiegać, musi uwolnić się od strachu, który go deprawuje i niweczy wartość jego życia, czyniąc zeń koszmar. Musi tedy uwolnić się od obawy przed bogami. Albowiem ludzie przyznali bogom wszechmoc i uroili sobie, że to bogowie kierują światem i losem ludzkim. To urojenie sprawiło, że pogrążyli się w otchłani nieszczęścia. Stało się ono źródłem fałszywej religii, opartej na lęku przed wszechmocnymi i mściwymi bogami. Religia zmusza człowieka do pokory, uprzytomnia mu jego nędzę i małość w obliczu bezmiaru potęgi bogów, odbierając życiu ludzkiemu samoistną wartość i autonomię. Człowiek przestaje być panem własnego losu. Okazuje się pionkiem w rękach przeznaczenia, dominującym zaś motywem jego działań staje się strach przed pośmiertną karą, strach, który kazi prawdziwą radość życia. Tak oto podporządkowane religii życie ludzkie traci samoistny sens, przestaje być dobrem najwyższym, stając się tylko środkiem, który służy uzyskaniu pośmiertnej nagrody i uniknięciu straszliwej kary.

[…]


[26.12.2023, Toruń]

16 grudnia 2023

LUDZIE FILMU I TEATRU (2) TOMASZ ZALIWSKI

 

Tomasz Zaliwski i Barbara Krafftówna w filmie "Czterej pancerni i pies"


Tomasz Zaliwski to świetny aktor pamiętany z „Pancernych”, gdzie żywiołowo zagrał rolę Magneta. Ale aktor znany był także z licznych ról teatralnych’ grał w teatrze telewizji, w takich filmach jak „Polonia Restituta”, „Zamach stanu”, „Popioły”, „Rękopis znaleziony w Saragossie”, lecz najlepszą, moim zdaniem rolę zagrał w filmie Andrzeja Kondratiuka „Pasja”. Jak się wydaje postać Wojtka (architekta, który ucieka z miasta i stara się nawiązać głębszy kontakt z naturą i żyć biologicznym rytmem przyrody) jest rolą przystającą do jego pozafilmowego życia.

Tomasz Zaliwski w filmie "Pełnia"

Poniżej garść informacji o aktorze, w tym opowieść Teresy Lipowskiej o nim jako o jej mężu.

Tomasz Zaliwski przez 44 lata był żonaty z aktorką Teresą Lipowską. Aktor chciał tylko ślubu cywilnego, zaś pani Teresa kościelnego. -"Mój mąż był niewierzący. Był komunistą, ideologiem, wierzył święcie w ideę, że każdy powinien mieć po równo, że wszystkim powinno być dobrze. Był wierny swoim zasadom do końca, nawet wtedy, gdy większość wcześniej zdeklarowanych partyjnych przechodziła na drugą stronę. Nigdy nie był chorągiewką. Ale za to na jego pogrzebie byli wszyscy: z prawej, lewej strony, wierzący i niewierzący. I wszyscy mówili, że bardziej prawego i uczciwego człowieka nie spotkali. Wspominali, ilu ludziom pomógł, że nigdy nie wziął nic dla siebie" - opowiadała Teresa Lipowska w "Gościu.pl". W końcu pan Tomasz dał się namówić na rozmowę z księdzem i poetą Janem Twardowskim. To on przekonał go do ślubu kościelnego i udzielił im go w 1963 roku. -"Byłam w Tomku zakochana. Wiedziałam, że to porządny człowiek, czułam się przy nim bezpiecznie" - wspomina pani Teresa. -"Potem, w ciągu prawie pół wieku małżeństwa, Tomek nigdy nie utrudniał mi praktyk religijnych, a nawet - ponieważ był tradycjonalistą - chodził ze mną do kościoła np. święcić jajka na Wielkanoc. W Boże Narodzenie oczywiście była choinka, prezenty, a potem śpiewanie kolęd. Zawsze wtedy grałam na pianinie, a syn na gitarze" - dodaje. Oboje mieli mocne charaktery. -"Byliśmy przeciwieństwami: ja - żywiołowa, lubiłam się bawić, tańczyć, uwielbiałam być wśród ludzi. On - samotnik, najchętniej odpoczywał na łonie natury, nie znosił przyjęć, na które przecież byliśmy często zapraszani" - mówiła w jednym z wywiadów. Jednak dzięki kompromisom i wzajemnemu szacunkowi pokonywali szczęśliwie wszystko, co mogło zagrozić ich miłości. Pragnęli zostać rodzicami, jednak pani Teresie przez 10 lat nie udawało się zajść w ciążę. Była zrozpaczona. Nie wyobrażała sobie życia bez dzieci. I kiedy już niemal zdecydowali się na adopcję, okazało się, że jest w ciąży. W 1974 roku parze urodził się syn Marcin. -"Na początku mąż nie bardzo wyobrażał sobie, że on - ideowiec, komunista, może wychowywać dziecko na praktykującego katolika. Ja postawiłam sprawę jasno: będę dziecko chrzcić, a potem wychowywać w wierze. Argumentowałam, że w przyszłości syn sam wybierze. Ale przynajmniej będzie miał z czego wybrać. I mąż się z tym zgodził. Syn został ochrzczony. Do dziś jest głęboko wierzącym katolikiem" - mówi pani Teresa. -"Były i kryzysy - na przykład w pewnym momencie mąż za bardzo sięgał do kieliszka. Gdy urodził się nasz syn, mąż przysiągł, że syn nie zobaczy go pijanego. I słowa dotrzymał" - dodaje. Swoje miejsce na ziemi stworzyli na warszawskich Kabatach. Ale pan Tomasz z żoną kochali też Augustów. Przez 40 lat wyjeżdżali tam w każde wakacje. Najpierw sami, potem z synkiem Marcinem. -"Augustów to też moje miejsce na ziemi. Myślę o nim przez cały rok. A dokładnie o tym, kiedy tam znów pojadę. Już na miejscu jestem przeszczęśliwa" - mówi aktorka. Po każdej premierze pan Tomasz wręczał żonie kwiaty z bilecikami. Na jednym z ostatnich napisał: "Starość nigdy nie chroni przed miłością, ale miłość często chroni przed starością. Dlatego serce nie ma zmarszczek…". W 2003 roku lekarze wykryli u aktora złośliwy nowotwór. Przez następne 3 lata walczył z chorobą. -"Cierpiał w potwornych bólach. Cały czas musiał przyjmować morfinę. Ja to wszystko z nim przeżywałam. Bardzo" - opowiada pani Teresa. Tomasz Zaliwski zmarł 13 lipca 2006 roku w wieku 76 lat. Pochowany jest na Cmentarzu w Pyrach na warszawskim Ursynowie. -"Nadal z nim rozmawiam, tak jak rozmawiałam całe życie. Nadal kocham męża, czuję jego obecność. On nie pozwoliłby, żebym czuła się samotna. Bo jeżeli samotność, to tylko w jego towarzystwie. Byliśmy cały czas razem i niczego więcej nie potrzebowaliśmy. (...) Myślę, że to, że wciąż jestem lubiana i mam dużo zawodowych propozycji, to również jego zasługa. Tomasz jest moim Aniołem Stróżem. Choć nie był praktykującym katolikiem, myślę, że jest bardzo wysoko i blisko świętego Piotra" - mówi wzruszona pani Teresa. -"Jasne, że samotność czasem mi doskwiera. Szczególnie, jak po pracy pomyślę, że znów będę musiała wrócić do pustego mieszkania. Nie zastanę męża, który ze mną porozmawia, przytuli, zapyta, czy napiję się z nim herbaty. To boli…" - dodaje. -"Każdemu życzę tak cudownego męża, jakiego ja miałam. Szanowaliśmy nawzajem siebie i swoje poglądy" - podsumowuje pani Teresa Lipowska.


Tomasz Zaliwski z Piotrem Łysakiem w filmie "Wśród nocnej ciszy"


[16.12.2023, Toruń]

22 listopada 2023

HISTORIA LITERATURY I KRYTYKA LITERACKA [2] – MARIA DŁUSKA - MODERNISTYCZNY BAROK ŻEROMSKIEGO – STUDIUM PROZY POETYCKIEJ PISARZA

 



Pani profesor Maria Dłuska (ur. 24 marca 1900 w Kursku, zm. 30 marca 1992 w Rząsce pod Krakowem) – polska polonistka, językoznawczyni i teoretyczka literatury pozostawiła po sobie pośród wielu innych prac tekst „Modernistyczny barok Żeromskiego: studium prozy poetyckiej pisarza”, który opublikowany został w Pamiętniku Literackim, nr 1/1966.

Celem tej pracy było wykazanie artyzmu autora „Syzyfowych prac” pod kątem stylu jego pisarstwa, gdy chodzi o inwersję [przestawnię] polegającą na odmienną od przyjętej normami stylistyki kolejność wyrazów w zdaniu, tudzież stosowanie wielosłowia, powtórzeń oraz wyliczeń. Z uwagi na fakt iż interesuje mnie ta materia, a i często powołuję się na Gombrowiczowskie „Słowacki wielkim poetą był”, publikacja pani profesor zaciekawiła mnie tym bardziej, że i ja sam dostrzegłem już przed laty ów niespotykany walor prozy poetyckiej Żeromskiego; nadto przyszło mi onegdaj, w czwartej klasie liceum przygotować pracę maturalną pod tytułem „Oblicze moralne bohatera utworów Stefana Żeromskiego”, a przy tej okazji poznałem niemal całą twórczość autora „Siłaczki”. Pozwólmy w tym miejscu oddać głos pani profesor:

<U Żeromskiego […] inwersja, po pierwsze, nigdy nie zaciemnia sensu; po wtóre, nie jest też sztuką dla sztuki. Zawsze czemuś służy, ma określoną funkcję. Zasadniczo jest ich dwie: primo, z pomocą inwersji Żeromski wysuwa na plan pierwszy i sugeruje czytelnikowi to, co uważa za najważniejsze; secundo, posługuje się inwersją dla stylizacji. Niejednokrotnie przy tym to pierwsze łączy się z drugim, tj. inwersja służy ogólnie stylizacji, a w szczegółowym rozłożeniu i ukształtowaniu jednocześnie wysuwa na plan pierwszy to, co najistotniejsze. Najczęstszą przy tym postacią inwersji u Żeromskiego jest wysuwanie orzeczenia lub członu orzeczenia na początek, w przeciwieństwie do przeciętnego szyku zdania, które się zwykle zaczyna od podmiotu i jego członu. Oto przykłady:

„Zastawił hetman strażami wyjście z obozu.

Lecz o ciemnej nocy uciekł z obozu Gracjan hospodar.

Uciekł z obozu Walenty Kalinowski, starosta, uprowadzając ze sobą tysiąc pięćset podjudzonego żołnierza.

Uciekł mężny Jan Odrzywolski z chorągwią.

Uciekł Stefan Chmielecki z chorągwią.

Uciekł w noc ciemną piorun na Turki, Samuel książę Koreckie.

Uciekł Janusz Tyszkiewicz ze swoimi.

Uciekł Moskwy najezdnik i krwiożerca Mikołaj z Komarowa Struś halicki”.

Wszędzie tu orzeczenie stoi na pierwszym miejscu. Bo najważniejsze jest to, że zastawił hetman strażami wyjście, a jednak uciekali. O ciemnej nocy. Następuje szereg anaforyczny aż 6-krotny. Powtarza się na naczelnym miejscu zdania najważniejszy element sytuacji: u c i e k ł. W charakterystyce jej tragizmu i grozy mało nam znane historyczne nazwiska, imiona i herby są najmniej ważne. Istotny jest goły fakt ucieczki każdego z nich. Złowrogość jej, paniczność, uplastycznia się dodatkowo, jeżeli uciekającymi są wodzowie znani ze swego bojowego męstwa, dlatego przed nazwiskiem, a nie po — idą takie określenia, jak „piorun na Turki” albo „Moskwy najezdnik i krwiożerca”>.

[…]

I jeszcze inne przykłady inwersji zastosowane przez Żeromskiego obecne w „Dumie o hetmanie”. [zdania ponumerowane to te, w których występuje inwersja]

1. „W śniadym dymie i w chmurach ponad morzem wyrosłych jesienne słońce połyska”.

Jesienne słońce połyska w śniadym dymie i w chmurach wyrosłych ponad morzem

2. „W gęstej kurzawie, wyrzuconej ze stepu stratowanego przez kopyta tatarskich koni, mdłe światło gore”.

Mdłe światło gore w gęstej kurzawie wyrzuconej ze stepu stratowanego przez kopyta tatarskich koni.

3. „Niezliczona ćma kruków, lecąca niby skrzydła czarnego anioła, napełniła szerokość niebieską i nad dzikim krąży polem”.

Niezliczona ćma kruków, lecąca niby skrzydła czarnego anioła, napełniła szerokość niebieską i krąży nad dzikim polem.

4. „Głuchy tętent oddaje ziemia sucha”.

Sucha ziemia oddaje głuchy tętent.



[22.11.2023, Toruń]

06 stycznia 2023

POEZJA (29) TADEUSZ RÓŻEWICZ – DOLA - JABŁKO

 



(Pamięci kaprala „Smukłego”)

DOLA

Leżał nagi partyzant

śpiewały ptaki

i mrówki wędrowały

po woskowych dłoniach

zakazali żandarmi

pod karą pogrzebać

niech tak gnije

ścierwo bandyty

ziemia ojczysta

uległa poruszona

jasną głowę przygarnęła

i wklęsła

leżał pod lasem cicho

jakby pił z źródełka wodę

pochylony nad

swoją dolą dołem.



JABŁKO

Daj mi jabłko

powiedział mąż

i wyciągnął dłoń

z miseczki glinianej

sączył słodkie mleko

domowy łagodny wąż

czarny z pomarańczową błyskawicą

w kolebce mały człowiek

ssał wielki palec u stopy

ździebko większej

niż kwiat „pantofelek".

Pająk połączył

wskazówki zegara

które wytykały wieczność

szczęśliwym

a kiedy pękła słaba nić

żona czerwone jabłko

podała mężowi

i cicha

usiadła na progu

rodzinnego gniazda.



[06.01.2022, Toruń]

05 sierpnia 2022

PRZEDRUKI - SKIBA - KABARET PAŃSTWOWY

 




Lubię wypowiedzi Skiby

Podaję za Wikipedią:

„Krzysztof Mieczysław Skiba (ur. 7 lipca 1964 w Gdańsku) – polski muzyk, autor tekstów, satyryk, publicysta, aktor, konferansjer, artysta rozrywkowy, felietonista, autor happeningów, wokalista rockowy, a także dziennikarz radio-telewizyjny”.

Skiba udziela się na fb. Oto jego satyryczny tekst, który pozwolę sobie przedstawić w całości.


KABARET PAŃSTWOWY

W związku z szokującym skeczem kabaretu Neo Nówka, w którym kabaret powiedział prawdę o władzy i wyborcach PiS jest pomysł rządu, aby kabarety w Polsce upaństwowić.

Tak jak w większości państwowe są teatry i państwowy jest Zespół Pieśni i Tańca Mazowsze. Wszystkimi kabaretami w Polsce będzie od teraz zarządzał koncern stworzony przez ministra aktywów państwowych Jacka Sasina. Jest szansa, że ponieważ państwowe są kopalnie i nie ma węgla, państwowy jest koncern spożywczy Sasina i nie ma cukru, tak też porządek zrobi się wreszcie z kabaretami.

Zdaniem rządu to ostatni już moment, aby rynek kabaretów jakoś w Polsce uporządkować, bo to co jest, woła o pomstę do nieba. Nie może być bowiem tak , aby każdy opowiadał sobie żarty jakie chce.

Specjalny zespół złożony z fachowców takich jak Jan Pietrzak, Wojciech Cejrowski i Jarek Jakimowicz, opracuje zestaw tematów, z których można do woli żartować. Na tej liście znajdą się prawdopodobnie kelnerzy, kurierzy, lekarze i kominiarze oraz nauczyciele i posłowie opozycji. Będzie można także naśmiewać się do rozpuku i urwania boków z Angeli Merkel i Donalda Tuska.

Wzorem dla kabaretów powinien być Jarosław Kaczyński, który podczas swojej trasy Stand Up Comedy naśmiewał się z osób transpłciowych. Można korzystając z tych wskazówek naśmiewać się także z łysych, rudych, niepełnosprawnych, kulawych i niewidomych.

Dobrym przykładem żartów są żarty prezydenta Andrzeja Dudy, który uwielbia dowcipy rasistowskie, a szczególnie te o kanibalach w Afryce. Pewną inspiracją dla państwowych kabaretów, powinno być śmieszkowanie Janusza Korwina Mikke, który serwuje wyśmienite żarty o LGBT czy feministkach.

Całkowity zakaz będzie natomiast obejmował żarty o TVP i Kościele. Ostatnio trudno odróżnić te dwie instytucje, ale obie dobrze służą władzy i jako takie podlegać muszą państwowej ochronie. Oczywistą sprawą jest, że żarty z instytucji państwowych i polityków władzy będą dla dobra demokracji i życia społecznego wykluczone.

Na temat żartów Neo Nówki wypowiedział się już rzecznik rządu i kilku proboszczów. Niebawem wypowie się także minister kultury, szefowa Trybunału Konstytucyjnego oraz premier Morawiecki. Zdaniem samych Polaków, to osoby jak najbardziej kompetentne i właściwe do omawiania i analizowania programów kabaretowych.

Minister Sasin potwierdza, że gdy kabaret Neo Nówka przekształci się już w Państwowy Zespół Żartów i Dowcipów Neo Nówka im. Jana Pawła II, jest szansa na duży recital podczas Festiwalu w Opolu i transmisję w TVP. Frekwencja i oklaski murowane, bowiem bilety będą rozdawane za darmo zorganizowanym wycieczkom, tak jak na pamiętny jubileusz Pietrzaka.


[05.08.2022, Toruń]

04 sierpnia 2022

WE FRAGMENTACH - BOLESŁAW PRUS - „LALKA” - MAJĄTEK W ZASŁAWIU POZYTYWISTYCZNIE

 

Janowiec posłużył reżyserowi serialu "Lalka, Ryszardowi Berowi
do przedstawienia uroczego dworku w Zasławiu prezesowej Zasławskiej



    Bardzo sympatyczny, wartościowy i odpowiadający moim poglądom i wyobrażeniom fragment „Lalki” Bolesława Prusa, fragment być może niedoceniany, gdyż nieco odległy od romansowego wątku tyczącego się stosunku Wokulskiego do panny Łęckiej.

    Zaprawdę powieść tę można przyswajać sobie na różne sposoby.


[...]

„— O, ma pan, jaka to oryginalna kobieta z tej prezesowej! — rzekł Ochocki wskazując na sztachety. — Widzi pan te pałace?… To wszystko czwórniaki, mieszkania parobków. A tamten dom — to ochrona dla parobcząt; bawi się ich ze trzydzieści sztuk, wszystkie umyte i obłatane jak książątka… A ta znowu willa to przytułek dla starców, których w tej chwili jest czworo; uprzyjemniają sobie wakacje czyszcząc włosień na materace do gościnnych pokojów. Tułałem się po rozmaitych okolicach kraju i wszędzie widziałem, że parobcy mieszkają jak świnie, a ich dzieci harcują po błocie jak prosięta… Ale kiedym tu pierwszy raz zajechał, przetarłem oczy. Zdawało mi się, że jestem na wyspie Utopii albo na kartce nudnego a cnotliwego romansu⁷⁷⁸, w którym autor opisuje, jakimi szlachcice być powinni, lecz jakimi nigdy nie będą. Imponuje mi ta staruszka… A gdybyś pan jeszcze wiedział, jaką ona ma bibliotekę, co czyta… Zgłupiałem, kiedy raz zażądała, abym jej objaśnił pewne punkta transformizmu, którym dlatego tylko brzydzi się, że uznał walkę o byt za fundamentalne prawo natury.

    Na końcu alei ukazała się panna Felicja.

— Cóż, idziemy, panie Julianie? — zapytała Ochockiego.

— Idziemy i pan Wokulski z nami.

— Aaa?… — zdziwiła się panienka.

— Pani nie życzy sobie? — spytał Wokulski.

— Owszem, ale… myślałam, że panu będzie przyjemnie w towarzystwie pani Wąsowskiej.

— Moja panno Felicjo! — zawołał Ochocki — tylko proszę nie bawić się w uszczypliwość, bo się to pani nie udaje. Obrażona panna poszła naprzód w stronę sadzawki, panowie za nią. Łowili ryby do piątej wieczorem, na spiekocie, gdyż dzień był gorący. Ochocki złapał dwucalowego kiełbia, a panna Felicja oberwała sobie koronkę u rękawa. Skutkiem czego wybuchnął między nimi spór o to, że młode panny nie mają pojęcia o trzymaniu wędki, a panowie nie mogą jednej chwili usiedzieć bez gadania.

    Pogodził ich dopiero dzwonek wzywający na obiad. Po obiedzie baron oddalił się do swego pokou (o tej godzinie zawsze chorował na migrenę), reszta zaś towarzystwa miała zebrać się w parku, w altanie, gdzie zwykle jadano owoce”. [...]


[…]

    „Wokulski teraz dopiero zrozumiał cel wyprawy na folwark, gdy w dziedzińcu wybiegło naprzeciw prezesowej całe stado kur, którym ona rzucała ziarno z kosza. Za kurami ukazała się ich dozorczyni, stara Mateuszowa, donosząc pani, że wszystko jest dobrze, tylko że z rana krążył nad dziedzińcem jastrząb, a po południu jedna z kur trochę udławiła się kamieniem, ale już ją minęło.

    Po przeglądzie drobiu, prezesowa obejrzała obory i stajnie, gdzie parobcy, po większej części ludzie dojrzałego wieku, składali jej raporta. Tu o mało nie zdarzył się wypadek. Ze stajni bowiem nagle wybiegło spore źrebię i rzuciło się na prezesową przednimi nogami jak pies, który staje na dwu łapach. Szczęściem, Ochocki pohamował figlarne zwierzę, a prezesowa dała mu zwykłą porcję cukru…

— On babcię kiedy skaleczy — odezwał się niezadowolony Starski. — Kto widział przyzwyczajać do takich pieszczot źrebięta, z których później wyrastają konie!

— Zawsze mówisz rozsądnie — odpowiedziała mu prezesowa głaszcząc źrebaka, który kładł głowę na jej ramieniu, a później biegł za nią tak, że parobcy musieli go zawracać do stajni.

    Nawet niektóre krowy poznawały swoją panią i witały ją stłumionym rykiem, podobnym do mruczenia.

„    Dziwna kobieta” — pomyślał Wokulski patrząc na staruszkę, która umiała budzić miłość dla siebie nie tylko w sercach zwierząt, lecz — nawet ludzi.” [...]


[04.08.2022, Toruń]

02 sierpnia 2022

WE FRAGMENTACH - JAN WŁADYSŁAW DAWID - O DUSZY NAUCZYCIELSTWA

 



    Podczas moich pedagogicznych studiów spotkałem się z psychologią wychowawczą i pedagogiką Jan Władysława Dawida, który należy do najwybitniejszych psychologów i jednocześnie pedagogów, który podejmował i opisywał różnorakie badania nad światem wyobrażeń dziecka, jego myśleniem i inteligencją, tudzież rozwojem umysłowym, wolą i procesami rozwoju umiejętności i działania.

    Zaczynając onegdaj pracę pedagogiczną starałem się wykorzystać wiedzę zaczerpniętą z doświadczeń wybitnego psychologa, nie ograniczając się jedynie do akademickiej konieczności poznania konieczności przynajmniej jego książki „Inteligencja, wola i zdolność do pracy”.

    W jaki sposób dzisiaj kształceni są nauczyciele, trudno powiedzieć. Zapewne sposób komunikowania się Dawida z czytelnikiem, nauczycielami trąci nieco myszką, bo też świat współczesny różni się bardzo od tego, w którym funkcjonował ten wybitny pedagog, jednakowoż przesłanie mistrza jest aktualne do dziś… problem w tym, czy do współczesnych nauczycieli ono dociera…


Jan Władysław Dawid [1859, Lublinie – 1914, Warszawa] – „O duszy nauczycielstwa”, Nasza księgarnia, Warszawa 1932, fragment.


[…]

Kierowniczym czynnikiem wychowania jest to, czem jest nauczyciel, a raczej za co się ma i czem jeszcze chciałby być. Dlatego w żadnym zawodzie c z ł o w i e k nie ma tak wielkiego znaczenia, jak w zawodzie nauczycielskim. Architekt może być złym człowiekiem i zbudować dom ładny i wygodny; inżynier, który przebił tunele, przeprowadził wielkie drogi, pobudował mosty — mógł być człowiekiem lichym. Już mniej to jest możliwe u lekarza; zapewne nie chciałby nikt leczyć się u takiego, o którym w iedziałby napew no, że jest złym człowiekiem. 

    A już nauczyciel — zły człowiek jest sprzecznością w samem określeniu, niemożliwością. Nauczyciel taki może tego lub innego czasem nauczyć rzeczy oderwanych, przypadkowych, ale pozostanie uczniowi obcym, w życiu jego żadnego wpływu nie odegra. Dlaczegóż tak jest? Co stanowi istotę nauczyciela, co sprawia, że ktoś jest nauczycielem „z urodzenia’’, z powołania? Ażeby nie gubić się w dowolnych wytworach fantazji, zapytajmy raczej: jacy nauczyciele są, jakich spotykamy, i jaki śród nich typ uznać należy za najdoskonalszy, za właściwy typ nauczyciela.

    Jest jeden objaw duchowego życia, u każdego w pewnym stopniu spotykany, w pewnych okolicznościach u niektórych ludzi występujący w wyjątkowym stopniu. Jest to potrzeba i zdolność sympatyzowania, wzajemnego przenikania się, udzielania swoich i uczestniczenia w cudzych stanach duchowych, dążenie do zgodności, harmonji jedności z duchowem życiem innych. [...]

[podkreślenia moje, oryginalną pisownię zachowano]


[02.08.2022, Toruń]

22 czerwca 2022

WE FRAGMENTACH - ZOFIA NAŁKOWSKA - MEDALIONY - CZŁOWIEK JEST MOCNY.

 




Medaliony to zbiór opowiadań najwyższej jakości, znacznie przewyższający popularną w latach trzydziestych i powojennych "Granicę". Ten cykl powojennych opowiadań będących efektem pracy autorki w Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskiej w Polsce stanowi zarówno cenny dowód historyczny hitlerowskich zbrodni, jak i też jest ukoronowaniem nowoczesnej behawiorystycznej prozy Zofii Nałkowskiej charakteryzującej się afabularnością, oszczędnością środków wyrazu, dyskretnym zawieszeniem głosu, a tematycznie proza ta poświęcona jest życiu prostych, doświadczonych okrucieństwami wojny ludzi, których autorka charakteryzuje za pomocą kilku wyrazistych cech. W swych miniaturach prozatorskich potrafiła autorka "Domu nad łąkami zrezygnować z pisarskich przyzwyczajeń i stworzyć dzieło krótkie, zwięzłe, lecz niosące rozległą problematykę i dogłębnie poruszające serca i wyobraźnię czytelników.

Człowiek jest mocny

[…] - Pracowałem wtedy, przy rozłożeniu starej stodoły z polecenia Komitetu Żydowskiego w Ugaju, więc nie byłem w spisie, kiedy wywozili Żydów z Koła.

Niektórzy się bali. Wtedy Siuda, żandarm wojskowy z polskich folksdojczów, powiedział im: “Nie bójcie się, zawiozą was na stację Barłogi, a stamtąd pojedziecie dalej na roboty”. Więc się nie bali. Niektórzy nawet sami chcieli jechać.

Żydów z Koła wywozili przez1 pięć dni. Na końcu wywieźli Żydów chorych, ale szoferom kazali jechać z nimi wolno i ostrożnie.

Na początku stycznia 1942 roku zabrali mnie w Ugaju razem z czterdziestoma innymi Żydami na posterunek żandarmerii. Na drugi dzień zajechał samochód ciężarowy z Izbicy i w tym samochodzie było piętnastu Żydów z Izbicy. Załadowali nas razem z nimi i zawieźli do Chełmna. Wszyscy w tym samochodzie to byli ludzie silni, zdolni do najcięższej pracy. [...]

Zabrali nas trzydziestu do samochodu, zawieźli do lasu Żuchowskiego, dali łopaty i kilofy. O ósmej rano przyjechał pierwszy samochód z Chełmna. Kto pracował w rowie, nie wolno było obrócić się do samochodów, nie dali patrzyć. Ale widziałem. Niemcy - jak otworzyli drzwi - odskoczyli od auta. Ze środka szedł ciemny dym. W miejscu, gdzieśmy stali, nie czuć było żadnego zapachu.

Potem weszło do auta trzech Żydów i oni wyrzucali trupy na ziemię. W aucie leżały jedne na drugich prawie do połowy wysokości. Niektóre trzymały się w objęciu. Takim, co jeszcze żyły, Niemcy strzelali w tył głowy. Po wyrzuceniu trupów auto odjeżdżało do Chełmna.

Potem dwóch Żydów podawało trupy dwom Ukraińcom. Oni byli w ubraniu cywilnym. Wyrywali obcęgami złote zęby trupom, z szyi im ściągali woreczki z pieniędzmi, z rąk zegarki, obrączki z palców.

Obszukiwali trupy bardzo, aż do obrzydliwości.

Do tego czasu robili to we trzech. Ale akurat tego dnia jednego Ukraińca przy ładowaniu wepchnęli razem z Żydami do gazowego auta. Krzyczał, ale inni także krzyczeli, tak że się Niemcy nie połapali. I tak udusił się z tymi Żydami, co ich miał rewidować.

Jak auto przyszło do lasu, to tego Ukraińca rozpoznali i bardzo go chcieli odratować. Robili mu sztuczne oddychanie, ale już nie pomogło.

- Niemcy sami nie rewidowali trupów, ale zawsze dobrze patrzyli Ukraińcom na ręce przy tej robocie. A co tamci znaleźli, Niemcy wkładali do osobnej walizki.

Bielizny z trupów już nie kazali zdjąć.

[…] - Jednego dnia - to był wtorek - z trzeciego samochodu, który przyjechał tego dnia z Chełmna, wyrzucili na ziemię zwłoki mojej żony i moich dzieci, chłopiec miał siedem lat, dziewczynka cztery. Wtedy położyłem się na zwłokach mojej żony i powiedziałem, żeby mnie zastrzelili.

Nie chcieli mnie zastrzelić. Niemiec powiedział: “Człowiek jest, mocny, może jeszcze dobrze popracować”. I bił mnie drągiem, dopóki nie wstałem.

Tego wieczora powiesiło się w piwnicy dwóch Żydów. Chciałem się też powiesić, ale odmówił mię człowiek pobożny.

Wtedy ugodziłem się z jednym, żeby razem uciec w drodze. Ale właśnie na ten raz on pojechał drugim samochodem. Więc już powiedziałem sobie, że ucieknę sam.

Gdy wjechaliśmy w las, poprosiłem konwojenta o papieros. Dał. Cofnąłem się, a inni go obiegli też o papierosy. Rozciąłem nożem płachtę przy szoferce i wyskoczyłem z samochodu. Strzelali za mną, ale nie trafili. W lesie strzelał do mnie Ukrainiec na rowerze, też nie trafił. Uciekłem. [...]


[22.06.2022, Toruń]