Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alternatywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alternatywa. Pokaż wszystkie posty

31 grudnia 2022

ŻARTOBLIWIE I NA POWAŻNIE - MARIA CZUBASZEK - MARCUS TULLIUS CICERO

 Złote myśli Marii Czubaszek

  • „Niepalący też żyją tylko do śmierci".
  • „Młodość musi się wyszumieć, a starość wypalić".
  • „Każda kobieta powinna w pewnym wieku ustalić ile ma lat i już się tego trzymać".
  • „Jestem w rozwojowym okresie późnej dojrzałości".
  • „Zero ruchu. Przez sport do kalectwa".
  • „Lepiej być młodym niż starym, ale lepiej być starym niż martwym".
  • „Wszyscy myślą, że jestem optymistką, a to nie prawda. Ja jestem pesymistką, ale pogodną".
  • „Niektórzy pytają, dlaczego czasem tracę płynność finansową. Trudno jej nie tracić, gdy ma się męża jazzmana. Karolak ma co prawda emeryturę artystyczną - 719 złotych. To masa pieniędzy, ale w ludziach jest tyle pazerności... że czasem dorabia koncertami".
  • „Co ja z tym zdrowiem zrobię, przecież do grobu go nie wezmę".
  • „Natchnienie to miał Mickiewicz. Do takich głupot jak ja piszę, nie potrzeba natchnienia. Ja muszę mieć motywację. Dla mnie to są zawsze trzy niezapłacone rachunki".
  • Podczas jednego ze spotkań, 5-letnia dziewczynka zapytała Marię Czubaszek czy ta także była kiedyś młoda.
- Dawno, dawno temu, w co trudno, uwierzyć byłam młoda, ale świadków już nie ma, bo wszyscy umarli – odpowiedziała Czubaszek.
- A czy była Pani ładna ? – zapytała dziewczynka
- Młoda rzeczywiście byłam, ale urodę zawsze miałam nienachalną - odpowiedziała Czubaszek.



Marcus Tullius Cicero (Cyceron) - Myśli
  • „U przyjaciół wszystko jest wspólne” [Amicorum omnia sunt communia]
  • „Dobro ludu – najwyższym prawem” [Salus populi suprema lex]
  • „Głód jest najlepszym kucharzem" [Fames est optimus coquus]
  • „O, czasy! O, obyczaje!” [O tempora! O mores!]
  • „Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy” [Postea vero quam Tyrannio mihi libros disposuit, mens addita videtur meis aedibus]
  • „Pewnego przyjaciela poznasz w sytuacji niepewnej”  [Amicus certus    in re incerta cernitur]
  • „Nie wolno pozwolić żadnej jednostce ani grupie jednostek, żeby skupiła w swoich rękach zbyt dużą władzę; polityka jest profesją, a nie zajęciem dla dyletantów”
  • „Wykreślić ze świata przyjaźń […] to jakby zgasić słońce na niebie, gdyż niczym lepszym ani piękniejszym nie obdarzyli nas bogowie”

[31.12.2022, Toruń]

12 grudnia 2022

WE FRAGMENTACH - JANUSZ KORCZAK - JAK KOCHAĆ DZIECI - DOM SIEROT

 

Poniżej przedstawiam fragment edukacyjnej książki – wspomnień Janusza Korczaka, opublikowanej w roku 1920 pod tytułem „Jak kochać dzieci”, a w podtytule mamy do czynienia z „Domem sierot”. Czytając ten tekst można się zorientować, jak wnikliwym obserwatorem i kreatorem życia wychowawczego był Janusz Korczak.



DOM SIEROT


1. Technika prowadzenia internatu w jego drobnych a decydujących szczegółach zależna jest od budynku, w którym się mieści, i terenu, na którym go zbudowano. Ile cierpkich zarzutów spada na głowy dzieci i personelu za błędy budowniczego, ile zbędnych utrudnień, pracy i udręki sprowadza niedopatrzenie w planie budowli. Jeśli możliwa jest przeróbka, ile trudu potrzeba, aby dostrzec i o jej konieczności przekonać. Są błędy, których poprawić nie można.

Dom sierot zbudowany został pod znakiem nieufności do dzieci i personelu. Wszystko widzieć, wiedzieć, wszystkiemu zapobiec. Ogromna sala rekreacyjna — to plac otwarty, rynek. — Jedna czujna osoba wszystko ogarnia. Toż samo — wielkie koszarowe sypialnie. Taki budynek ma duże zalety, pozwala szybko rozpoznać dziecko; właściwy dla kolonii letnich i dla centrali, skąd dzieci przechodziłyby do innych i inaczej budowanych internatów, nuży tym, że nie ma w nim „spokojnego kąta“. Hałas, rwetes, potrącanie się wzajemne, dzieci skarżą się i słusznie się skarżą.

Gdyby w przyszłości można było dobudować piętro, przemawiałbym za systemem hotelowym: korytarz i małe po obu stronach pokoje...

Prócz pokoju izolacyjnego, pomieszczenia dla dziecka chorego, koniecznym jest udzielenie miejsca dla dzieci niedomagających. Nogę stłukło, głowa boli, w nocy nie spało, w gniewie podniecone, niech ma kąt zaciszny, samo lub z towarzyszem może spędzić czas pewien. Takie jedno plączące się, potrącane między rozbawionymi, rozżalone, osamotnione, budzi współczucie, niekiedy gniewa otoczenie...

Klozet nocny i pisuar stanowić muszą całość z dużą sypialnią, jeśli nie, mieścić się nawet w sypialni. Oddzielanie ich sionkami i korytarzami jest bezsensowne. Im bardziej ukryjemy klozet, tym będzie brudniejszy...

Zaciszne mieszkanie dyrektora zakładu z dala od dzieci usuwa go od istotnych wpływów wychowawczych. Może kontrolować kancelarię, rachunkowość, reprezentować instytucję, korespondować z władzami, ale obcy będzie, gość a nie gospodarz internatu. Bo internat, to „drobne szczegóły“, o tym zapominać nie wolno. Budowniczy obowiązany jest tak umieścić kierownika zakładu, by musiał być wychowawcą, widział i słyszał dziecko nie tylko wówczas, gdy na wezwanie wchodzi do gabinetu.


2. Spotkałem gdzieś zdanie, że filantropia, nie lecząc żadnej z ran społecznych, nie zaspokajając żadnej z potrzeb, spełnia dwa ważne zadania. Wyszukuje niedomagania, których państwo jeszcze nie dostrzegło, nie doceniło. Bada, rozpoczyna, a widząc bezsilność, żąda zasiłków; wreszcie narzuca obowiązek gminie czy państwu, które mogą nieść pomoc w całej rozciągłości.

Drugim zadaniem jest nowatorstwo, wyszukiwanie nowych dróg w tym, co państwo robi schematycznie, rutynowo i tanio.

Obok państwowej wszędzie istnieje i prywatna opieka nad sierotami, bywa ona lepsza: gmachy okazalsze, dieta obfitsza, budżet swobodniejszy, kierunek elastyczniejszy. Jednakże tu tyranię biurokratycznego regulaminu może zastąpić nieobliczalny i groźny kaprys możnego dobroczyńcy.

Jeśli zważymy, że niekiedy cała inicjatywa, wszystkie wysiłki kierowników sprowadzają się do dogodzenia smakom opiekunów niedoświadczonych, nie znających ani trudności ani tajemnic zbiorowego wychowania dzieci, zrozumiemy, dlaczego do pracy w dobroczynnych instytucjach wychowawczych z trudem naginają się osobniki bardziej wartościowe, a lgną męty i nieużytki.

Gdyby możni protektorowie wiedzieli, jaką trucizną dla instytucji jest nieodpowiedni pracownik, może by raz na zawsze zrzekli się narzucania a bodaj tylko polecania, osób wprawdzie nieodpowiednich, ale „zasługujących na poparcie.“ System protekcyjny jest występkiem, przestępstwem.

Protegowane dzieci też wymagają omówienia:

 — Dziecko musi być przyjęte. Położenie wyjątkowe.

Niewłaściwie zakwalifikowane dziecko, przynosząc wszystkim szkodę, samo nie odnosi pożytku. Wszelki już nie gwałt nawet a nacisk, by wychowawca miał w zakładzie dziecko wbrew swemu przekonaniu, jest niedopuszczalny.

Wychowawca musi mieć prawo powiedzieć: „to dziecko jest szkodliwe.“ Musimy mu ufać. Wychowawca musi mieć wiele praw, bo praca internatu jest ciężka. W sprawach, dotyczących wychowania, jego głos jest decydujący.

Wychowawca powinien mieć pewną sumę miesięczną do swego wyłącznego rozporządzenia; bo są przedmioty, które się wydać mogą zbędnymi, są wydatki kosztowne, które można by odroczyć, dla wychowawcy są konieczne i natychmiast.

Ważny punkt:

Jeśli internat ma kilku opiekunów, winna być książka, do której opiekunowie wpisują swe uwagi, żądania i pytania. Będzie ich mniej, będą oględniejsze, nie będzie sprzecznych zarządzeń.

Słów parę o honorowych pracownikach. Przynoszą znaczny pożytek, dają instytucji luksus opieki, na którą pogrążony w szarej codziennej pracy personel nie ma ani czasu ani fantazji. Ktoś przychodzi bajkę opowiedzieć, inny zabierze grupę dzieci na wycieczkę, kilkorgu udziela dodatkowych lekcji. Ale niech osobą swą nie obarcza personelu, niech najściślej stosuje się do regulaminu, niech sam radzi sobie, o nic nie pyta się i niczego nie żąda.


3. Rok budowy Domu Sierot był rokiem znamiennym. Nigdy lepiej nie rozumiałem modlitwy pracy i piękna realnego działania. Dzisiejszy kwadracik na planie, papierze, jutro przeobrażał się w salę, pokój, korytarz. Przywykły do sporów o poglądy, zasady, przekonania, tu byłem świadkiem budowania. Każda lotna decyzja była dyrektywą dla rzemieślnika, który ją ucieleśniał, na zawsze. Każda idea musi być oszacowana, obliczona na koszt, na możność i celowość. I zdaje mi się, że niedokształconym jest wychowawca, który nie wie, że z drzewa, blachy, tektury, słomy, drutu można wykonać dziesiątki przedmiotów, ułatwiających, uproszczających pracę, oszczędzających czas drogocenny i — myśl. — Półeczka, tabliczka, gwóźdź, wbite w miejscu odpowiednim, rozwiązują dotkliwe zagadnienie...

Dom miał być gotów w lipcu, niewykończony był w październiku. I oto w mroczne, dżdżyste popołudnie do pełnego rzemieślników gmachu, z hałasem, zziębnięte, podniecone, zuchwałe, uzbrojone w kije i pałki, przyjechały ze wsi dzieci. Rozdano im kolację i ułożono spać. Dawny przytułek mieścił się w wynajętym, nieodpowiednim lokalu, z przypadkowym umeblowaniem, zniszczoną odzieżą i niedołężną opieką głupiej gospodyni i sprytnej kucharki.

Liczyłem, że wraz z nowym pomieszczeniem, nowymi warunkami i rozumną opieką, dzieci od razu zaakceptują i nowy regulamin współżycia. A one wypowiedziały walkę, zanim zdołałem zdać sobie sprawę z sytuacji. Sądziłem, że kolonijne doświadczenie zabezpieczy mnie przed niespodziankami. Myliłem się. Po raz drugi spotkałem się z dziećmi, jako groźną gromadą, wobec której stałem bezsilny, po raz drugi w bolesnych doświadczeniach wykuwać się poczęły mocne i jasne prawdy.

Wobec żądań, dzieci zajęły stanowisko bezwzględnego oporu, którego słowo nie było w stanie złamać, a przymus budził niechęć. Nowy dom, o którym marzyły rok cały, stawał się nienawistny. Znacznie później dopiero zrozumiałem sentyment dzieci dla dawnego ich życia. W jego nieładzie, w cygańskiej nędzy warunków i nicości środków, było pole dla wolnej inicjatywy, polot pojedynczych, mocnych i krótkich wysiłków, fantazja bujnej swawoli, brawura mocnego czynu, potrzeba zaparcia się siebie, beztroska o jutro. Dzięki autorytetowi kilkorga, nagle zjawiał się porządek na krótko. Tu miał być stały ład z mocy bezosobowej konieczności. Oto dlaczego zbladły i zawiodły te dzieci, na pomoc których najbardziej liczyłem. I zdaje mi się, że wychowawca, zmuszony do pracy w bezładzie i ubóstwie środków, nie powinien zbytnio wzdychać do ładu i komfortu — są w nim duże trudności i znaczne niebezpieczeństwa.


4. W czym przejawiał się opór dzieci? W drobiazgach, które zrozumieć może tylko wychowawca. Drobne to, nieuchwytne, a tym dokuczliwe, że liczne. Powiadasz, że nie wolno z chlebem odchodzić od stołu; jedno pyta się, dlaczego tak ma być, kilkoro chleb ukrywa, jedno wstaje manifestacyjnie: „nie zdążyłem zjeść“. — Nie wolno chować nic pod poduszkami i siennikami: „z kasetki mi zabiorą“. — Znajdujesz pod poduszką książkę, — „myślał, że książkę wolno“. — Zamyka się umywalnię: „Prędzej“. Odpowiedź: „zaraz wyjdę“. Dlaczego nie wiesza ręcznika? „Przecież muszę się spieszyć“. — Jedno się obraziło, troje naśladuje. — Podczas obiadu pogłoska, że w zupie był robak — zmowa: nie chcą jeść zupy. — Widzisz paru jawnych przewodników uporu i oporu, przeczuwasz kilkoro ukrytych. Widzisz podstępne psucie tego, co uważałeś za ustalone, spotykasz nieprzewidziane trudności w każdem zapoczątkowaniu. Wreszcie zatracasz świadomość, co jest przejawem przypadku, niezrozumienia, a co świadomie złej woli. — Ginie klucz, po chwili się znajduje; i słyszysz ironiczną uwagę:

 — Pan myślał pewnie, że to ja schowałem?

Tak jest: myślałeś...

Na pytanie: „kto to zrobił?“. — otrzymujesz stałą odpowiedź: „nie wiemy“. — „Kto wylał, stłukł, złamał?“ Tłumaczysz, że się nic złego nie stało, prosisz, by się przyznały. Milczenie — nie obawy, a spisku.

 Bywało, że podczas przemowy głos mi się załamywał, i łzy bezradne napływały do oczu. Te ciężkie godziny musi przeżyć każdy młody wychowawca, każdy nowy wychowawca. Niech się nie zraża, niech przedwcześnie nie mówi: „nie umiem, nie można“. — Słowa pozornie tylko nie działają, z wolna budzi się zbiorowe sumienie, z dnia na dzień, zwiększać się będzie liczba zwolenników dobrej woli wychowawcy i rozumniejszego kierunku, wzmacnia się obóz stronników „nowego kursu“.

Wspomnienie:

Jeden z naszych największych urwisów stłukł podczas sprzątania dość drogi fajansowy pisuar. Nie gniewałem się. W parę dni później ten że chłopiec rozbił butlę z pięciu litrami tranu. I tym razem zrobiłem mu tylko łagodną wymówkę.

Pomogło: sojusznik...

Jak łatwy jest kierunek, gdy wychowawca panuje nad gromadą, jakiem piekłem jest praca, gdy wychowawca miota się bezsilny, a gromada wie, czuje i mściwie szczuje. Jak bardzo mu grozi, że zgodzi się na system najbrutalniejszego gwałtu gwoli własnemu bezpieczeństwu.


5. Pół setki dzieci, które przeniesiono do Domu Sierot z dawnego przytułku, były bądź co bądź tym wiadomym, które wiązały z nami wspólne przeżycia i nadzieje, które łączył duży sentyment z panną Stefanią, wychowawczynią Domu Sierot, które opierały się organizacji, ale były do niej zdolne. W krótkim czasie przyjęto nowych 50, więc nowe trudności.

W domu naszym urządzono szkołę dla dzieci przychodnich, co pozwoliło mi stwierdzić, jaka przepaść dzieli arystokratę — nauczyciela od kopciuszka — wychowawcy dzieci.

Organizacyjny rok zakończył się naszym tryumfem. — Jedna gospodyni, jedna wychowawczyni, stróż i kucharka, — na sto dzieci. Uniezależniliśmy się od byle jakiego personelu i tyranii przytułkowej służby. Gospodarzem, pracownikiem i kierownikiem domu stało się — dziecko. — Wszystko, co poniżej, jest dziełem dzieci, nie naszym. [...]


[12.12.2022, Toruń]


21 sierpnia 2022

W CAŁOŚCI - ZYGMUNT ANASTAZY PIETKIEWICZ - NIECO O ISTOCIE KWESTJI KOBIECEJ

 





Zygmunt Anastazy Pietkiewicz

[1959 - 1934] - pisarz, publicysta, działacz socjalistyczny.

[wielce interesujący artykuł omawiający kwestię roli kobiet w końcu XIX i na przełomie XIX i XX wieku z perspektywy pisarza - socjalisty, wrażliwego na sprawy kobiet współczesnych autorowi oraz zarysowanie roli tychże w przyszłości]

NIECO O ISTOCIE KWESTJI KOBIECEJ



    Dużo u nas się mówiło i pisało o tak zwanej „kwestii kobiecej“ i sporo pod jej adresem naplotło się koszałek-opałek, a jednak pomimo, iż źródło jej w ogóle tkwi w rozwoju społecznym okresu dzisiejszego, mało kto dotąd jeszcze rozumie u nas właściwą jej istotę, chociaż i nasze życie jest nieodłączną cząstką tego rozwoju. Zbliżano się do prawdy, łapano ją za ogon, czego rzeczowym dowodem może być niejedna powieść naszych wybitniejszych autorek, budzicielek „samodzielności kobiecej“. I przyznać im trzeba, że dając w ideałach powieściowych wyraz wymaganiom chwili, łapały istotnie prawdę za omyk, ale pomimo ich całej spostrzegawczości, on się wymykał, w palcach zostawało kilka strzępków sierści, z której trudno zgadnąć, co to za zwierzę? Pochodziło to stąd, że albo ręce były za krótkie, albo oko ćmiło się łzą starej sielankowości, albo nareszcie stąd, że chociaż ręka sięgająca kwestii kobiecej była dość długa, ale dłoń krępowała rękawiczka uszyta ze skórki różowo-błękitnych ekonomistów i socjologów. „Kwestję kobiecą“ zacieśniono więc do obrębu saloników drobnoziemiańskich i drobnomieszczańskich, nie wiedząc o tym, że ona w rzeczywistości jest czymś rozleglejszym; daje się porównać do rośliny niepodzielnej, mającej nie tylko kwiat o tak ckliwej woni, jak „feminizm“ z p. Szeligą, jego kielichem, ale i łodygę, bujnie już rozrosłą na gruncie naszego życia, i liście, aż pożółkłe z dojrzałości. Jest rośliną, wijącą się nieprzerwanie po przez wszystkie piętra gmachu społecznego.

     Zrodziła się ona u nas razem z upadkiem pańszczyzny i wtargnięciem w nasz organizm gospodarczy pieniądza, jako jedynego bodźca i kierownika wytwarzania, a maszyny, jako nieodzownego narzędzia produkcji towarowej, obliczonej na szybsze i rozleglejsze zaspokojenie „spożywczości” krajowej i rynków dalej leżących. Od lat trzydziestu, na wszystkich szczeblach społecznych, trwa proces rozkładu naszej „jednostki ekonomicznej“, t. j. rodziny, zarówno chłopskiej, jak rzemieślniczej, małomieszczańskiej itd. Cicha dotychczas i ustronna „komórka“ społeczna, wystawiona na potężne wpływy nowoczesnej gospodarki, przestaje być tym, czym dawniej była: skarbnicą cnót domowych, uprawianych przez niewiastę-kapłankę. Darzono ją — a filisterstwo i obecnie darzy hojnie — zaszczytem kapłaństwa, ale ono miało i dziś jeszcze miewa inny sens życiowy: było zręczną hipnotyzacją mężczyzny-władcy, usiłującego odciągnąć uwagę swojej poddanki od jej właściwej roli. Rola ta zaś polegała na tym, że kobieta między jednym porodem a drugim pielęgnowała dzieci albo na wyłącznie domowy użytek: przędła, tkała, cerowała, szyła, chleb piekła, prała i pilnowała garnków. Dziś jeszcze większość naszych kobiet, zwłaszcza w sferze chłopskiej i małomieszczańskiej, pędzi żywot nałożnic, nianiek i kucharek.

    Pierwotność techniki wytwórczej domowego przemysłu, obliczonego tylko na potrzeby członków rodziny, czyniła pracę kobiet mało wydajną, a więc przewlekłą, żmudną, mozolną. Nic przeto dziwnego, że póki życie kobiety upływało przy kołowrotku, krosnach, stępie, dzieży i w dreptaniu około statków kuchennych, żeby temu wszystkiemu podołać, musiała ona wytężać wszystkie swoje siły. Nic też dziwnego, że całkiem pochłonięta tak pracowitym „kapłaństwem“, tem samem nie mogła swoim bytem nastręczyć realnego wątku do tak zwanej „kwestii kobiecej“.

    Ta „kwestia“ — powtarzam raz jeszcze — zjawia się u nas w związku z dokonaniem reformy włościańskiej i rozkwitem produkcji wielkoprzemysłowej, jest więc z istoty swej najczystszym wytworem stosunków ekonomicznych, podległych ogólnym prawom rozwoju cywilizacji tegoczesnej. To zaś, co o niej mówi się w piśmiennictwie naszym, jest tylko wtórnym, ideowym, lecz, niestety! półświadomym dopiero odbiciem. Przebieg jej dziejowy, przedmiotowo pojęty, odbywa się w następujący sposób: Zniesienie pańszczyźnianej zawisłości chłopa wciągnęło nasze rolnictwo w wir gospodarki pieniężnej i przywróciło setkom tysięcy bezrolnej ludności wiejskiej prawo swobody osobistej. Wraz z tym zapanowała era pracy najemnej i produkcji rolniczo-towarowej. Życie ziemiańsko-chłopskie, skostniałe ongi w powijakach patriarchalnego feudalizmu, zadrgało i potoczyło się szlakiem namiętnych wyścigów i walk zażartych o pieniądz. Pod jego wszechwładną dyktaturą musiały nastąpić głębokie zmiany i w cichej, ustronnej komórce społecznej — w rodzinie.

    Pogoń za pieniądzem, jako jedynym środkiem gromadzenia zasobów na jutro i zaspakajania potrzeb codziennych wysunęła na pierwszy plan (z małymi wyjątkami) u nas prawie wszędzie na produkcję i sprzedaż. Ta zaś wywarła potężny wpływ, na społeczny podział pracy. Domowy przemysł kobiecy, uprawiany za czasów pańszczyźnianych pod strzechą kmiecą dla bezpośredniego spożycia i dziesięciny dworskiej, uległ także ogólnemu prądowi: przedzierzgnął się na równi z chłopskim rolnictwem w wytwarzanie towarowe. Jednocześnie, z początku sztucznie, zawdzięczając bodźcom polityki protekcyjnej, później i organicznie, w następstwie rozpętania mocą aktu prawodawczego milionowej rzeszy bezrolnej, która skutkiem tego stała się cennym zbiorowiskiem siły roboczej, zakwitnął u nas wielki przemysł maszynowy. Jednocześnie też z drugiej strony wysiliła się, również w kierunku produkcji towarowej, wielka i średnia uprawa roli. A punktem zbornym dla wytworów naszego przemysłu i rolnictwa bez różnicy jego kalibru wciąż jest rynek krajowy, wcale nie osamotniony, lecz stanowiący integralną cząstkę wymiany wszechświatowej i wywierającej na nią nacisk bardzo doniosły w następstwa. Kogo raz ten nurt zdradziecki porwie, ten tańczyć musi iście tańcem diabelskim: zręczność i siła przemóc muszą nieudolność i słabość.

     Patrzmyż, co się dzieje.  W starciach współzawodniczych ziarna ziemiańskiego na rynkach krajowych z chłopskim, a z amerykańskim, indyjskim, australijskim itp. na rynkach światowych, nieruchome dotąd majątki zaczęły żywo przebiegać z rąk do rąk. To gospodarcze trzęsienie ziemi zburzyło setki tysięcy „cichych“ komórek rodzinnych i przerzuciło je na bruk miejski, pomnażając nimi szeregi różnych warstw społecznych, najwięcej zaś urzędniczą. Chłopska rodzina zachwiała się także w posadach swoich. Przemysł kobiecy, tak pochłaniający swą wytwórczynię, o ile napotkał przyjazne warunki rozwoju, urósł w zyskowne źródło zarobku, o ile zaś nie mógł sprostać potędze wielkiego przemysłu, zniknął bezpowrotnie. Okazało się chłopu zbyt kosztownym odziewać się w samodział, kożuchy i płótno wyrobu domowego, od kiedy Łódź z Białymstokiem itd., tanimi tkaninami, a wielcy przedsiębiorcy wytworami kuśnierskimi nawodnili jarmarki mało-miasteczkowe. Prastare krosna i kołowrotki ustąpiły miejsca tkalniom i przędzalniom parowym. Żarna i stępa także przestały więzić w domu kobietę, od kiedy przekupki jarmarczne zaczęły sprzedawać po cenach dość przystępnych tzw. „leguminy“ i mąki z młynów parowych lub wiatraków, kierowanych ręką męską.

    Tu i owdzie w okolicach podmiejskich nawet dzieża zamienia się w szaflik na pomyje dla trzody chlewnej i krów, od kiedy tuczenie wieprzów, wyrabianie nabiału i uprawa warzyw na potrzeby miasta rozwinęły się w korzystniejsze gospodarstwo kobiece, niżeli wypiekanie chleba prostackiego, który wybornie dziś zastępują piekarnie parowe pieczywem nierównie delikatniejszym. Zresztą zboże hoduje się także wyłącznie na sprzedaż, dla pokrycia ciężarów publicznych i długów lichwiarskich.

    Ku ostatecznemu utrapieniu sielankowych obrońców starodawnej roli kobiet, maszyna wielkiego przemysłu nie tylko zdruzgotała krosna i kołowrotek, ale ręce obsługujące je dotąd wprzęgła do warsztatów przędzalniano-tkackich. Co gorsza, ręce te, okrzyczane za nieudolniejsze i mniej wydajne od męskich, okazały się dla celów wielkiej produkcji maszynowej daleko bardziej pożądanymi.

    Fabryki Łodzi, Tomaszowa, Pabianic, Żyrardowa i Zgierza zatrudniają obecnie prawie tyle kobiet, co i mężczyzn. Istnieje w kraju naszym prócz tkacko-przędzalnianego, wiele innych jeszcze gałęzi przemysłu, gdzie praca kobiet znalazła lub wciąż znajduje szerokie zastosowanie. Dość nadmienić ceglarstwo, roboty budowlane itp., gdzie siła robocza niespecjalna kobiet, dostarczana przez włościaństwo upadające, jest bardzo poszukiwaną.

    A kobiety klasy średniej niemajętnej, w znacznej swej części stanowiącej żywioł zrujnowanych ziemian i małomieszczan (córek majstrów, średnich kupców)? One także musiały wkroczyć do królestwa mężczyzny, stanąć na jego polach zarobkowych. Pod tym względem dokonały one szerokiego podboju. Telefonia, telegrafia, buchalteria, pedagogia, medycyna, a nawet piśmiennictwo i sztuka należą już u nas do posterunków dawno przez nie zdobytych.

     Ma się rozumieć, że wobec tego nie może już dziś być mowy o powrocie naszych kobiet do dawnego trybu życia, jakkolwiek mocno to byłoby pożądanym przez niejednego filistra. Nowe siły społeczne, raz je wyrwawszy z ciasnoty ogniska domowego, poprowadzą je po drodze dalszego wyzwolenia. Ale ono stanie się całkowitym nie wcześniej, aż kwestia społeczna, której „sprawa kobieca“ jest tylko cząstką organiczną, zostanie rozwiązaną, nie w myśl wstecznictwa, usiłującego odwrócić lub powstrzymać logiczny bieg dziejów, lecz w myśl postępu socjologicznego, który pcha ludzkość ku ideałowi największej sprawiedliwości, zapewniającej jednostce ludzkiej na ziemi najszerszy, najpełniejszy rozwój ducha.


[21.09.2022, Toruń]

15 sierpnia 2022

TYMCZASEM NA KUBIE

 



Mieszkańcy Santiago de Cuba, reprezentujący naród kubański, oddali hołd historycznemu przywódcy rewolucji kubańskiej, naczelnemu dowódcy Fidelowi Castro Ruzowi, na cmentarzu ojcowskim Santa Ifigenia, 13 sierpnia, w 96. rocznicę jego urodzin.

Złożyli kwiaty przed kamiennym pomnikiem, na którym spoczywają prochy Kubańskiego Bohatera w Korytarzu Honorowym cmentarza wschodniego miasta.

Od wczesnych godzin sobotnich w hołdzie uczestniczyli robotnicy, członkowie Komitetów Obrony Rewolucji i Federacji Kobiet Kubańskich, studenci, bojownicy Rewolucji, członkowie Rewolucyjnych Sił Zbrojnych i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. 

Na Twitterze prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel napisał: Wszystkiego najlepszego, drogi Fidelu. Czujemy Cię wśród nas w trudnych godzinach ostatnich dni i niezbywalnych marzeniach zawsze. Podążamy Twoimi śladami. Zwyciężymy!


[15.08.2022, Toruń]

06 sierpnia 2022

WIATR ZE WSCHODU


Ponieważ Rosja, w tym kultura rosyjska jest ostatnimi czasy tematem tabu, a dotyczy to nie tylko artystów żyjących [dowiedziałem się, że nie pozwolono wjechać do Włoch na konkurs skrzypcowy młodej skrzypaczce ormiańskiej, której winą było to, że pobierała nauki w Rosji], lecz również tych, którzy żyją jedynie we wspomnieniach realnie żywych postanowiłem zapoczątkować cykl dotyczący rosyjskiej kultury, tj. literatury, malarstwa i muzyki traktujący zarówno o dokonaniach współczesnych, jak i tych, które z racji przynależności do kultury rosyjskiej są obecnie rugowane z pamięci. 


Jewgienij Jewtuszenko w młodości. 
Zdjęcie: © Sovfoto / Universal Images Group / East News



Poeta w Rosji to więcej niż poeta”

Tekst autorstwa Elizawiety Miszczenko

 w swobodnym tłumaczeniu kawiarennika


    Jewgienij Jewtuszenko to jeden z najwybitniejszych poetów lat sześćdziesiątych. Oprócz poezji pisał prozę, był reżyserem i aktorem. Jewtuszenko, który wojnę poznał jako dziecko, wybrał później wątek antywojenny jako jeden z kluczowych motywów swojej twórczości, a ze względu na swój krytyczny stosunek do kręgów rządzących przez długi czas nie był ulubionym autorem przez władze.

    Jewgienij Gangnus [nazwisko po ojcu, następnie przybrał nazwisko Jewtuszenko po matce] urodził się 18 lipca 1932 r. w mieście Niżnieudinsk w obwodzie irkuckim. Dorastał w twórczej rodzinie. Jego ojciec, Alexander Gangnus (z pochodzenia bałtycki Niemiec), pracował jako geolog, ale lubił poezję. Matka również z zawodu geolog, grała w teatrze. Otrzymała tytuł Honorowego Robotnika Kultury RSFSR. Rodzice starali się zaszczepić synowi miłość do literatury od dzieciństwa. Już jako dziecko Jewtuszenko zaczął czytać tzagranicznych klasycznych autorów jak Miguel de Cervantes, Alexandre Dumas i Gustave Flaubert.

    W 1944 roku rodzina przeniosła się do Moskwy, a wkrótce potem rodzice rozwiedli się. Istnieje też wersja, że ​​zrobiono to po aresztowaniu dziadków obu matki Jewtuszenki – Zinaidy (ojciec Zinaidy został zastrzelony). Zinaida Jewtuszenko zmieniła nazwisko na panieńskie, zaś mały Jewtuszenko miał problemy w szkole, gdyż nie podobało się uczniom i nauczycielom niemiecko brzmiące nazwisko i stąd ostateczne nazwisko poety – Jewtuszenko.

    W Moskwie Eugeniusz studiował w pracowni poetyckiej Domu Pionierów Okręgu Dzierżyńskiego, gdzie studiował twórczość literacką. Uczęszczał też na wieczory Anny Achmatowej, Borysa Pasternaka, Aleksandra Twardowskiego z ojcem. Mimo tego miał słabe oceny w szkole, a w 1948 roku został wydalony z powodu fałszywego oskarżenia o podpalanie czasopism. Później ojciec wysłał go z listem polecającym na geologiczną ekspedycję eksploracyjną do Kazachstanu.

    Atmosfera kulturalna, w której dorastał chłopiec, przyczyniła się do rozwoju poetyckiego daru Jewtuszenki. W 1949 roku w gazecie „Soviet Sport” ukazał się jego pierwszy wiersz. Następnie prace Jewtuszenki zaczęły być regularnie publikowane. Pisał wiersze o sporcie, a także utwory poświęcone różnym świętom. W tym czasie ten rodzaj poezji gazetowej był dość popularny.

    Już w 1952 roku ukazał się pierwszy tom wierszy „Skauci przyszłości”. W sierpniu tego samego roku poeta został przyjęty do Instytutu Literackiego im. A. M. Gorkiego, a nieco później do Związku Pisarzy ZSRR, stając się jego najmłodszym członkiem. W tym okresie wydaje trzy kolekcje – „Trzeci śnieg”, „Autostradę entuzjastów” i „Obietnicę”, a jako student ostatniego roku zostaje wydalony z instytutu za „sankcje dyscyplinarne”. Prawdziwym powodem jest jednak wypowiedź Jewtuszenki na poparcie powieści Władimira Dudincewa „Nie tylko chlebem”, w której autor skrytykował mechanizm rządzenia krajem i oskarżył urzędników o biurokrację. Uważa się, że Jewtuszenko był jedynym, który na plenum Moskiewskiej Organizacji Pisarzy 8 marca 1957 r. stanął w obronie tej książki, którą osobiście skrytykował Nikita Chruszczow.

    Jewgienij Jewtuszenko należał do tych, których później nazwano poetami „lat sześćdziesiątych”. Wraz ze swoimi kolegami Robertem Rożdiestwienskmi, Bulatem Okudżawą i Bellą Achmaduliną, Jewtuszenko zyskał ogólnozwiązkową sławę. Ich występy na wieczorach poetyckich w Muzeum Politechnicznym w Moskwie niezmiennie przyciągały wielu widzów.

    W 1961 r. w Literaturnej Gazecie ukazał się wiersz „Babi Jar”, poświęcony masowym egzekucjom Żydów podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. O tych wydarzeniach nie dyskutowano publicznie, a nawet zostały one zagłuszane przez władze państwowe.

    W przyszłości Jewtuszenko nadal pisał na drażliwe tematy. W 1962 r. gazeta „Prawda” opublikowała wiersz „Spadkobiercy Stalina” o tym, jak represje dotknęły kraj. Poeta występował w obronie pisarzy „dysydentów” – Andrieja Siniawskiego, Julii Daniela, Aleksandra Sołżenicyna, Józefa Brodskiego i innych.

    W drugiej połowie lat 80. Jewtuszenko łączył działalność twórczą z działalnością społeczną i polityczną. W tym samym okresie ukazała się jego pierwsza powieść „Berry Places” – dość ostra jak na owe czasy, poruszająca temat nierówności społecznych w społeczeństwie radzieckim.

    W 1991 roku Jewtuszenko podpisał kontrakt z Uniwersytetem Amerykańskim w Tulsie (Oklahoma) i wraz z rodziną przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych. Prowadził tam zajęcia z poezji rosyjskiej, ale poeta nie zrezygnował również z działalności twórczej. Na początku lat 90. Jewtuszenko pracował nad jednym z głównych dzieł prozy w swojej twórczości - powieścią polityczną „Nie umieraj później niż śmierć”, która została opublikowana w 1993 roku.

    Jewgienij Jewtuszenko często przyjeżdżał do Rosji, aby przemawiać na wieczorach poetyckich i innych wydarzeniach. Tak więc w 2010 roku otworzył muzeum-galerię w Peredelkino pod Moskwą, zbiegając się z tym wydarzeniem w jego urodziny. W muzeum znajduje się osobista kolekcja obrazów podarowanych mu przez znanych artystów.

    1 kwietnia 2017 r. Jewgienij Jewtuszenko zmarł w wieku 85 lat. Zgodnie z jego wolą został pochowany na cmentarzu Peredelkino obok grobu Borysa Pasternaka.

    Jewgienij Jewtuszenko zasłużenie uważany jest za jednego z największych poetów XX wieku. Jego najlepsze prace zostały docenione za życia autora, ale nawet teraz nie tracą na aktualności. Bardzo ważne jest również to, że pod koniec życia Jewgienij Aleksandrowicz skompilował duży zbiór wierszy „Strofy stulecia: antologia poezji rosyjskiej”, w którym zawarł teksty 875 rosyjskich poetów. Po raz pierwszy bez podziału na „przedrewolucyjnych”, „sowieckich”, „emigrantów” iz rozbudowanym aparatem odniesienia. W ten sposób zachował dla historii nie tylko swoje nazwisko, ale także imiona tych, którzy za życia mieli mniej „szczęścia” z rozgłosem, fanami i publikacjami.

Jewgienij Jewtuszenko przemawia w Muzeum Politechnicznym w 1996 roku. 
Zdjęcie: © Boris Kavashkin/TASS

[06.08.2022, Toruń]

03 czerwca 2022

POEZJA (18) LEOPOLD STAFF – DZIECIŃSTWO – POKÓJ WSI

 



    Wybrane przeze mnie wiersze poety trzech epok Leopolda Staffa pochodzą z trzeciego tomiku jego poezji wydanego w roku 1905 - „Ptakom niebieskim”.

    W zbiorze tym pojawiają się pojawiają się zapowiedzi poezji wiejskiej, choć poeta mocno obstaje przy klasycznym wymiarze własnej twórczości. „Dzieciństwo” jest sonetem o bardzo czystym i delikatnym rysunku, pełnym drobnych realiów, które od tej pory znajdą swoje miejsce w liryce Staffa. W tomiku pojawia się dążenie podmiotu lirycznego do harmonii ze światem, w pozostawieniu za sobą wszelkich ambicji wielkomiejskich i odnalezieniu sensu egzystencji ludzkiej w prostocie codziennych zajęć. Tematykę tę porusza wiersz „Pokój wsi” . W całym tym tomie poeta zrywa z programową młodopolską melancholią, a zwraca się w stronę chrześcijaństwa i filozofii świętego z Asyżu, skąd czerpie dla siebie pogodne rozwiązanie dręczącej go we wcześniejszych utworach zagadki ludzkiego bytu.

DZIECIŃSTWO

Poezja starych studni, zepsutych zegarów,

Strychu i niemych skrzypiec pękniętych bez grajka,

Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka

Drzemie - były dzieciństwu memu lasem czarów...


Zbierałem zardzewiałe, stare klucze... Bajka

Szeptała mi, że klucz jest dziwnym darem darów,

Ze otworzy mi zamki skryte w tajny parów,

Gdzie wejdę - blady książę z obrazu Van Dycka.


Motyle-m potem zbierał, magicznej latarki

Cuda wywoływałem na ściennej tapecie

I gromadziłem długi czas pocztowe marki...


Bo było to jak podróż szalona po świecie,

Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście...

Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście... jak szczęście…



POKÓJ WSI

Pochwalona wieś dobra, wóz, konie i grabie,

Gumna, cepy i kosy ostrzone u bruska,

Wszystkie narzędzia, których chwałą zbiór i zwózka,

Rola, miedza, ściernisko, późne lato babie;


Wiatrak, co w modłach wznosi swe ramiona rabie:

"O, przyjdź, wietrze, przyjdź, zboże! Odpadnie twa łuska!"

Ręce chłopa i dziewki i jej chusta ruska,

Śpiewanki, dymy perzów i rechoty żabie;


I żmudna młóćba, zimy zasobnej znachorka,

I woły, jarzma, pługi i brony, i orka,

I jesień, i pogoda piękna jak niedziela,


I chaty kurne, pełne święconego ziela,

I ten zmierzch rozczulony, gdy wozy w spichrz zwożą

Ziarno, a ludzie w serca swe spokojność bożą…


[wiersze ze zbioru „Ptakom niebieskim” (1905)


[03.06.2022, Toruń]


01 czerwca 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (709 – 713) ROZMAITOŚCI. ZIMNO W MIESZKANIACH. KOSZTY OGRZEWANIA. WIECZÓR AUTORSKI. HOMER.

 






709.

Jakoś nie może się porządnie wypogodzić i czuć w domu wilgoć… nie tylko w domu. Wilgoć przy stosunkowo ciepłej temperaturze otoczenia dobrze robi moim roślinkom, co mnie cieszy. Stojące w dużym pokoju pomidory mają już owoce, koperek rośnie, podobnie fasolka i ogórki, a wczoraj posiałem nowe ogórki, które trzeba będzie pod koniec czerwca przesadzić. Z kolei na moim zaokiennym karmniku urzędują nie tylko gołębie i sroki, lecz także kawki. Nie ma się czemu dziwić – karma jest za friko, i codziennie świeża – w końcu nie marnuje się chleb, ziemniaki, ryż i kasza, a nawet plasterki starej kiełbasy to także przysmak dla ptactwa.

710.

Inflacja zabiera ludziom kasę. Wszystko przez Tuska i Putina – teraz PIS przez cały rok do wyborów będzie karmił tępy lud, że ze wzrostem cen rządzący nic a nic wspólnego mają, a jak dostaną w końcu tę unijną kasę (tak przewiduję), to pan prezes z panem premierem będą ją dzielić, aby zyskać sympatie wyborców. Dowiedziałem się też, że ponoć nasz Orlen zaopatrywał przez parę miesięcy stacje benzynowe w Ukrainie darmowym paliwem, czyli robił to, co ja robię w stosunku do zaokiennych ptaków :-)

Ciekawe jak tam będzie z zimą, a konkretnie – jaka będzie temperatura w naszych mieszkaniach pod koniec roku i na początku następnego. Wydaje mi się, że rząd nie zdaje sobie sprawy z tego, iż nagłe odcięcie kraju od rosyjskiego surowca obniży temperaturę w naszych mieszkaniach. Wydaje się też, że naczelną zasadą rządu jest: „jakoś to będzie”, przy czym opozycja uważa podobnie. No cóż, parlamentarzyści, członkowie partii i ich rodziny, wyżywią się i nie zmarzną przyszłej zimy – jestem o was spokojny!

711.

Przy okazji kosztów utrzymania wspomnę o ogrzewaniu „mojej” dawnej szkoły. Kiedy jeszcze organem prowadzącym „mojego” zespołu szkół zwracano mi uwagę na konieczność obniżenia kosztów ogrzewania szkoły i internatu. Początkowo chciałem posłużyć się zainstalowaniem pieców na energię odnawialną, lecz gdy nie udało mi się pozyskać dofinansowania ze starostwa, postanowiłem odtworzyć wykorzystanie uprzednio działających pieców na węgiel i szkoła wraz z internatem ogrzewana była przez firmę zewnętrzną. Koszty ogrzewania i wytwarzania ciepłej wody spadły kilkukrotnie, gdyż akurat koszty paliwa płynnego rosły. Parę lat temu moja następczyni powróciła do paliwa płynnego, co ponownie podniosło koszty ogrzewania, a teraz… wolę już o tym nie myśleć… nie moje małpy.

712.

Czytając „Przygotowanie do wieczoru autorskiego” Różewicza, doceniam z jakim szacunkiem odnosi się do poezji Józefa Czechowicza i Staffa, jak ciepło wspomina niegdysiejszego naczelnego „Odrodzenia” Kuryluka czy też Przybosia. Wykazuje się przy tym mocną znajomością poezji. Z przyjemnością czyta się tę wspomnieniową prozę mieszczącą się na pograniczu recenzji, eseju i literatury pamiętnikarskiej.

713.


Od czasu do czasu sięgam po otwarte kursy w „Open University” i uniwersytetu z San Francisco, skupiając się głównie na projektach dotyczących sztuki i literatury starożytnej Grecji i Rzymu. Ostatnio wszedłem na stronę kursu on-line uniwersytetu w Petersburgu. Wybrałem projekt „Гомер глазами филолога” czyli „Homer oczami filologa”. Jak dotąd jestem zadowolony, a przy okazji przypominam sobie rosyjski.


[01.06.2022, Toruń]


31 maja 2022

KUBA (1)

 

Dzisiaj pierwsze spotkanie z Kubą, specyficzną atmosferą kubańskich ulic, portrety ludzi młodych, starych i dzieci; zdjęcia pozbawionych turystycznych atrakcji, raczej mówiących o codziennym życiu na tej gorącej wyspie.


1. Taka oto malarska impresja jednej z ulic Hawany




2. Słoneczna ulica, a na niej autko z lat pięćdziesiątych.



3. Człowiek w kapeluszu na opustoszałej ulicy.




4. Ojczyzna



5. Stara Kubanka z cygarem.




6. Muzyka, śpiew, taniec.




7. I znów staromodne auto w starej części Hawany.




8. Maluch na bakonie




9. Ruch w mieście.

[wykorzystano zdjęcia głównie z "Havana Times" i z zaprzyjaźnionych blogów.]



[31.05.2022, Toruń]

31 grudnia 2021

POEZJA (10) KAZIMIERZ PRZERWA-TETMAJER - DEKADENTYZM.

 

Léon Spilliaert (1881- 1946)
"Pijący Absynent"

    Kończy się rok bezwzględnie nieporadny i przykry, przynajmniej dla mnie, z momentami szczęścia, które nie zdołały jednak wybawić plam tego chyba najbardziej przykrego okresu w moim życiu. Jakże nie odnieść atmosfery dzisiejszych dni do końca XIX stulecia, czasów, w których w Europie i na ziemiach polskich panował dekadentyzm.

    Dekadentyzm jest swoistą postawą filozoficzno-artystyczną przypadającą na II połowę XIX i na przełomie XIX i XX wieku.

    Cechami dekadentyzmu są:

- pesymistyczne nastawienie człowieka do życia i świata;

- zauważalna niechęć do mieszczańskiego życia;

- przeświadczenie o nieuchronnym upadku cywilizacji;

- rozpatrywany w kategoriach metafizycznych  lęk przed światem;

- zainteresowanie spirytyzmem;

- postawa odrzucenia dotychczasowych wartości - nihilizm

- zniechęcenie i rozczarowanie życiem i narastające znudzenie, apatia i      niemoc twórcza.

    Najznaczniejszymi przedstawicielami polskiego dekadentyzmu byli: Stanisław Przybyszewski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Wacław Berent, Tadeusz Niciński, Bronisława Ostrowska, jak i tez w niektórych utworach Leopold Staff i Jan Kasprowicz.

    Poniżej przedstawiam dwa wiersze Kazimierza Przerwy-Tetmajera, które ilustrują pesymistyczny pogląd poety na życie, kulturę i świat jakiego doświadcza. 

    W "Końcu XIX wieku" ani rozpacz, ani wzgarda, przyszłość, zajęcie się sprawami codziennymi, czy też i ironia, jaką można by zastosować wobec pełnego rozczarowań i przygnębienia życia nie są w stanie zahamować procesu niezgody na świat, w którym legły w gruzach wartości pozytywistyczne, którymi kierowało się uprzednie pokolenie.

    W "Konaj me serce" pragnienie śmierci staje się wykładnią życia pozbawionego sensu - poeta oczekuje końca cywilizacji.


                     KONIEC XIX WIEKU

 

Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy,

złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze.

Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może

równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?

 

Wzgarda... lecz tylko głupiec gardzi tym ciężarem,

którego wziąć na słabe nie zdoła ramiona.

Rozpacz?... Więc za przykładem trzeba iść skorpiona,

co się zabija, kiedy otoczą go żarem?

 

Walka?... Ale czyż mrówka rzucona na szyny

może walczyć z pociągiem nadchodzącym w pędzie?

Rezygnacja?... Czyż przez to mniej się cierpieć będzie,

gdy się z poddaniem schyli pod nóż gilotyny?

 

Byt przyszły?... Gwiazd tajniki któż z ludzi ogląda,

kto zliczy zgasłe słońca i kres światu zgadnie?

Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie.

co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda.

 

Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy,

dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza?

Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza,

człowiecze z końca wieku?... Głowę zwiesił niemy.


 

                KONAJ, ME SERCE...

 

Konaj, me serce - - po co żyć ci dalej?

Żadne z twych pragnień nigdy się nie ziści - -

wrzej, aż cię ogień wewnętrzny przepali,

i uschnij, na kształt oderwanych liści.

 

Milcz i umieraj. Ileżeś to razy

zadrgało próżno; klątwy ileżkrotne

na twe szalone rzucałeś ekstazy,

i znów milczało - - dumne i samotne.

 

Ale tej nocy posępnej i sennej

nie zdołasz milczeć, szał buntu cię zrywa,

z milczenia twego powstajesz Gehenny,

na ustach twoich drga klątwa straszliwa...

 

Gdyby ta klątwa zmieniła się w gromy,

skały się skruszą i spłomieni morze,

zadrży sklep niebios wiecznie nieruchomy,

gwiazdy zeń runą w przepaść...


[31.12.2021, Toruń]