Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

25 listopada 2014

W Fondettes

W Fondettes, małym miasteczku departamentu Indres, położonym wzdłuż środkowego biegu Loary, miasteczku pozbawionym architektonicznych cudów, ot, takim zwykłym, prowincjonalnym, podszedł do mnie pies i razem postanowiliśmy zwiedzić miasteczko, zwiedzić dla samych kamieniczek z kamienia, poszarzałej zieleni oraz brązów i żółci liści drzew.
Nie po raz pierwszy zauważyłem, że Francuzi ogromna wagę przywiązują do historii. I nie chodzi tu o tę średniowieczną czy renesansową (a mają się czym pochwalić), lecz tę współczesną lub niedawną, sięgającą I wojny światowej.
W Fondettes na sporej wielkości plakatach pojawiają się sylwetki dawnych mieszkańców miasteczka, którzy wsławili się tym, że byli uczestnikami I wojny światowej, której zakończenie jest we Francji uroczyście, acz nie z wielką pompą, świętowane. Podoba mi się ten sposób upamiętniania obywateli miasteczka, choć pewnie większość z prezentowanych na ulicach postaci nie doczekało się oficerskich i generalskich szkiców.



Podoba mi się również to, że w kościołach, architektonicznie przecudnych, w swoich wnętrzach - ubogich, przy samym głównym ołtarzu zawieszono kamienne tablice z listą nazwisk obywateli miast i okolicznych wiosek, którzy polegli za ojczyznę. U nas a kościołach dominują albo bardzo znani powszechnie ludzie, albo dostojnicy kościelni. Ot, subtelna różnica.
Mile zaskoczony jestem z tego powodu, że przejeżdżając przez północną Francję, będąc w Pikardii, Normandii, Alzacji, Lotaryngii i w departamencie północnym widziałem wiele cmentarzy, które są miejscem pochówku żołnierzy obu światowych wojen. Na tych cmentarzach zasnęli nie tylko Francuzi, ale i Brytyjczycy, Amerykanie, Nowozelandczycy, Australijczycy, słowem całkiem spora ilość ludzkich, bohaterskich, acz niepotrzebnych (bo każda wojna zdaje mi się być niepotrzebną) istnień. Dodam tylko, że cmentarze są świetnie utrzymane przez lokalne społeczności.
Jakoś nikt nie wpadł dotąd na pomysł, aby niszczyć groby, usuwać postumenty i pomniki. Żołnierz we Francji, nawet jeśli nie był Francuzem, traktowany jest tutaj z właściwym dla ofiary walk honorem, a jego śmierć na ziemi, gdzie poległ jest wspólna śmierci rodowitych żołnierzy francuskich. Nie będę rozwijał tego tematu, ufając, że ten, kto przeczytał powyższe zdania, wie do czego piję.
Beżowego, sędziwego labradora, który oprowadził mnie po miasteczku, ja z kolei odprowadziłem w miejsce, w którym go spotkałem. Domyśliłem się, że na mojego przewodnika ktoś tam czeka i może niepokoi się zbyt długą z nim rozłąką.
mój przewodnik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz