Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

27 listopada 2014

Wieczorek tańcujący

Kiedy przed dwunastą w samo południe słyszy się pukanie do drzwi, a głowa wciąż ciąży po nieprzespanej nocy, to jak się czuć o tej porze; jak, kiedy połowa dnia zdaje się być brzaskiem bez obiecanego słońca, gdyż tym zajęła się mgła bezustanna, późnojesienna.
Wynalazek internetu ma tę słabą stronę, że raz w pajęczynę wpadając, tak dokumentnie czujesz się w niej zaplątany, że noc nie przestaje istnieć, a ty gadasz (jeśli masz kim) i gadasz, a głowa twoja rześką jestwtedy, jakby kąpała się we włoskiej kawie.
Adam przez taką właśnie noc przebrnął do czatowej rozmównicy przywiązany, a jego partnerką po tamtej stronie świata była Maria; nie kto inny jak ona, kelnerka zwabiona na miłość przez studenta, który po daniu dowodu wielkiego uczucia, na wieść o dziecięciu uczelnię zamienił na inną, zagłuszając wszelki ślad po sobie. Na taką losu hardego sprawkę Maria zesłała się do dziadków w białowieskie ostępy, gdzie córkę urodziła i wychowała, aż dziecię biega teraz jak sarenka, celnie zdania składa, przyśpiewuje a i w tańcu jest najpierwsza. Babcia z dziadkiem starusieńcy, w dziecku zakochani, lecz w rzeczy samej to im opieka by się zdała, nie młodej matce, która w pielęgnacji córki przebija wszystkie pozostałe matki świata. 
Adam przez noc całą toczył więc rozmowę z Marią, skłaniając ją ku powrotowi na kawiarenki łono, bo przecież mieszkanie na górze czeka, przyjaciół ma, i to jakich, a i o opiekę nad dzieckiem może być spokojna, bo on pomoże, on znajdzie kogoś, a i dla niego taka śliczna buzia (zdjęcia małej oglądał) to rozkosz do przytulania. W każdym bądź razie kawiarennik byłby w stanie poddać się nowemu wyzwaniu. Z niechęcią więc przed południem wstał, towar jakiś przyjął, salę sprzątnął, lecz z niewyspaniem wciąż walczył, daremnie, gdy naraz to do drzwi kołatanie.
- Kogóż diabli zesłali o tej porze – więcej pomyślał, aniżeli rzekł, lecz zamek odemknął, klamka zaś z tamtej strony drzwi dokończyła dzieło otwarcia sezamu.
- Nareszcie, panie Adamie – głos kobiecy, znajomy, przez szklistą mgłę się przedostał, za czym dwie kobiety do wnętrza wdarły się, jedna przed drugą, rumiane, acz zziębnięte – my tu się do pana dobijamy, a pan…
Któż by nie rozpoznał głosu pani Zofii, nauczycielki, od niedawna doktora Koteńki nosząca nazwisko przeurocze, któremu to w miasteczku żarcików nie szczędzono. Druga dama, w biały, artystyczny szal owinięta, to pani radcy Kracha małżonka, w całej swej dojrzałej, niewieściej krasie.
Zatem spowolniony w ruchach kawiarennik nie mając większego wyboru, obie panie do sali zaprosił, do stoliczka na zapiecku, gdzie już kafelki ciepło rozdawały szczodrze, mocną herbatę zaparzył z dwiema łyżeczkami rumu (ku zdrowotności, rzecz jasna) i usiadł między jedną panią a drugą, oczami zasypanymi jeszcze piaskiem snu, zwilżonymi ciekawością, całą swą marną dzisiaj postać w słuch przemieniając.
- Panie Adamie, toż trzydziesty się zbliża i my do pana w tej sprawie – zaczęła pani Koteńko.
- Niech nie zostawi nas pan na lodzie – rzuciła pana radcy połowica – i niech pan niech mówi, że jakieś andrzejkowe plany już podjęte.
Kawiarennik, aczkolwiek z wyglądu bystrością się dzisiaj nie oznaczał, to prawidłowo skojarzył uwerturę, jaką obie panie zagrały.
- Możecie być panie pewne, że tym razem odstąpiłem od czynienia planów, zdając się ślepemu losowi na bieg czasu – odpowiedział grzecznie.
- Zatem, gospodarzu, umyśliłyśmy sobie tańcujący wieczorek sprawić – rzekła pani Koteńko, a pani Krach z aplauzem dodała:
- Dla naszych mężów, to po pierwsze, ale, jak myślę, młodzieży się zejdzie, jeśli na rynku zawiesimy plakat, który mam już na ukończeniu.
- A jeden chłopiec z gitarą już się zaoferował…
- Płyty z nagraniami gotowe.
- Mistrza ceremonii mamy.
- Inżynier Bek zamówiony, zakład przegrał, więc odrobić honorowo musi.
- Wróżby, panie Adamie, gotowe.
- Wosk się poleje strumieniami.
- Pantofelki czas wystawiać na próg.
Dobrze, że, mimo wszystko, obie panie ograniczały się w wypowiedziach swoich do zdań pojedynczych i równoważników. Rozpasanej rozwlekłości kawiarennik by nie zdzierżył przecie. Głową zatoczył krąg podziwu nad pomysłami niewiast i wtem, nie wiedzieć czemu zapytał, jakby nie był jeszcze dość poinformowany:
- Wróżby będą, drogie panie?
- A widział pan andrzejkową zabawę bez wróżenia? – zaśmiała się pani Koteńko – obowiązkowo będą.
Nie wiedzieć czemu kawiarennik wrócił prędko do nocnych rozmów z Marią. Czyżby wieczorek tańcujący miał być ich uzupełnieniem?

2 komentarze:

  1. Bo to już dzisiaj te pantofelki trzeba wystawiać i ten wosk lać... Dobrze że zdążyłam z lekturą:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Owszem, ta noc z 29-go na 30-ty wypada. Mniemam, że Ty, Stokrotko, z tymi pantofelkami za próg, to nie za zamążpójsciem wróżysz sobie, bo aż się boję męża Twojego reakcji na ten pomysł, a pragniesz raczej dla się pomyślności i zdrowia, co również wpisane jest w andrzejkowe wróżenie :-)

    OdpowiedzUsuń