Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

21 listopada 2014

Spacer Wilhelminy


Wilhelmina z dzieckiem w wózku przechadza się parkową aleją. Przyjmuje uszanowania. Ach, jakie piękne! Czysta mama. Do mamy podobne. Wózek sprezentował stryj. Miękkie wyścielenie. Spore kółka. Pcha się lekko. Stryj zawsze był za. A do tego taka niewdzięczność spotkała Wilhelminę.
Na świeżym powietrzu pojawiła się po raz pierwszy od miesiąca. Połóg a potem ta choroba.
Myślę, że brwi i oczy ma po ojcu, mówi i kończy szybko, jakby ktoś położył otwarta dłoń na jej ustach. W parku nie wspomina się o ojcu.
Aleja parkowa, jedna z wielu, obsypana liśćmi. Ktoś w oddali je uprząta. Tworzy pryzmy. Przygotowuje do wywózki.
Doprawdy piękne dziecko.
Dziękuję, odpowiada, tak mówią, że ładne. Cztery miesiące prawie, a dzisiaj taki słoneczny dzień. Trzeba wykorzystać.
Słusznie, potwierdza pan w kapeluszu i dwoma palcami, wskazującym i kciukiem, uchyla ronda. Uszanowania dla pani rodziców.
Już dobrze, stryj do Wilhelminy, przede wszystkim postąpił niegodnie, jak niemężczyzna. Mówiłem to twojej matce. Biedaczka. Najpierw powie, potem pomyśli. Z każdą sprawą, z każda sprawą do mnie, pamiętaj Wilhelmino.
Na jednej z pryzm zawirowało. Wzleciały ku górze liście. To rude wiewióreczki wszczęły walkę lub bawią się. Pokazałabym ci te zabawne stworzenia, mówi Wilhelmina, a ty spisz, ech, a nocą będę kilka razy wstawała.
Późny październik a słońce praży lipcowe. Wilhelmina uśmiecha się, przechodząc zamiecioną aleją, która ponownie przysypywana jest klonowymi i grabowymi liśćmi. Sprzątający nie zwraca na to uwagi. Kontynuuje wygrabianie liści z pasa zgniłej zieleni przylegającego do alejki, operując najzwyklejszą miotłą.
Teodorze, nie powiedziałbym, że sprokurowała ujmę na twoim honorze. Ot, zapragnęła raz czułości, doznała olśnienia, zauroczenia. My sami w tym wieku nie byliśmy wolni od przygód, a wiesz, że nam było łatwiej. Przecież jej z domu nie wyrzucisz. Ach, ten stryj, dobry i wyrozumiały, przepił z ojcem Wilhelminy całą butelkę szkockiej jednorodnej whisky.
Usiadła na jednej z ławek, twarzą do słońca. Przymknęła oczy. Dziecko śpi. To z powodu zdrowego powietrza. Ono działa jak nasenny narkotyk. A jeden klonowy liść opadł na daszek wózka, opadł, pobył chwilę i zsunął się na chodnik.
Jest blada, zdenerwowana, pierwsza ciąża w wieku 25 lat. Wcale nie tak wcześnie. Zapewnimy jej jak najlepszą opiekę. Może być pani spokojna o córkę. To nawet lepiej, że zdecydowaliście państwo oddać  córkę na oddział na dwa tygodnie przed rozwiązaniem. Teraz córce potrzebny jest spokój. Matka przebolała to niesłychane w rodzinie wydarzenie. Przychodziła każdego dnia, obserwując powiększający się brzuch Wilhelminy.
Przysnęłam na chwilę, a ono wciąż śpi. Jak jej dać na imię? Serafina?, Weronika? Kordelia? Jak pięknie oddycha. A wiewiórek już nie ma. Pobiegły gdzieś. Ile ja jestem na dworze? Godzinę?
Stryj powiedział, że z ojcem sprawa załatwiona. Możesz sobie spokojnie leżeć. Czytasz coś? Słuchasz czegoś? Pielęgniarki, widzę, skaczą tu wokół ciebie. Poprosiłem jedną, że kiedy to nastąpi, mają do mnie koniecznie zadzwonić. Będę uciekał. Nie chcę się spotkać z twoja matką.
Kochanie ty moje. Odchyliła czapeczkę i ucałowała główkę dziewczynki. Ależ delikatną masz skórę. I te łapki. Kosteczki mięciuchne. Będziesz Weroniką, wiesz. Stryja dam ci na chrzestnego ojca. Posunięty w wieku, ale to nic. Weroniko, powiemy mu? Powiemy?
Ojciec, Wilhelmino, nie mógł przyjechać. Wiesz, prowadzi nader skomplikowaną sprawę, i, nie ukrywam, wielce intratną finansowo. A prestiż? Rozumiesz, córeczko? Ale ten bukiet kwiatów to od niego. Sam zamówił. Ja tylko odebrałam z kwiaciarni. Pojutrze masz termin, słyszałam.
I znowu ktoś w miejskim parku. Przechadza się. Starsi państwo.
Jakże miło panią spotkać. Zaglądają. jedno przez drugie. Śliczności! Ciszej, bo śpi, nie widzisz? A pani, Wilhelmino, jakże z pani zdrowiem? Kryzys minął. Wiemy, wiemy. Mąż telefonował do pani ojca. Prosimy przekazać ukłony od nas panu Teodorowi.
Widzisz, przyjechałem pierwszy. Tylko trzy minuty dano stryjowi, aby mógł się nacieszyć widokiem dziecka. Patrzył na nie. Leżało w łóżeczku obok. Spało. Wilhelmina była słaba. Poród nie bardzo ciężki, ale zawsze to wysiłek dla kobiety, zwłaszcza pierwszy. Stryj uśmiechnięty, spocony, nie pierwszego wieku i urody, siwiutki lecz sprężysty, nawet wysportowany, wystarczy zobaczyć jak prezentuje się podczas konnej przejażdżki.
Los poskąpił mi potomka, Wilhelmino, więc ja trochę tak sentymentalnie się odnoszę. Głos wyraźnie mu się załamywał, choć przez całe życie zachowywał męską twarz. Musisz mi pozwolić na to, aby twoja dziewczynka była moim oczkiem w głowie. Będę ją wspierał, pamiętaj.
Dosyć siedzenia. Jeszcze tylko tą alejką do końca a potem na skróty do domku. Mówiła to niby do siebie, a przecież do dziecka. Nie można kosztem spaceru zmieniać pory karmienia.
Podjechał traktor z przyczepą i pracownik służb porządkowych miasta zaczął od tej najodleglejszej pryzmy. Automatycznie i monotonnie wsuwał widły pod stertę liści, unosił je i napełniał nimi przyczepę. Wilhelmina przechodziła obok. Zrobił pauzę i przyglądał się jej nieskromnie. Figura Wilhelminy nie dawała po sobie poznać, że należy do młodej matki.
Wybrałam ciebie właśnie dlatego, że mieszkasz bardzo daleko stąd. Nawet nie skupiam się na twoim wyglądzie, nie oceniam, czy jesteś przystojny. Jesteś, więc tym lepiej. Tylko bez takich numerów, że będziesz mnie szukał, że przypomni ci się, że jesteś ojcem. Ach tak, więc jesteś żonaty. Tym lepiej. Nie chcesz komplikacji. Ja też nie chcę. Chce mieć po prostu dziecko. Tylko proszę cię, zachowujmy się tak, jakbyśmy się kochali. Bądź czuły. Dziecko powinno być poczęte z miłości. A teraz mnie rozbierz, kochany.
Wilhelmino, już się martwiłam. Dwie godziny spaceru wystarczy. Jeszcze się nie obudziła? Matka pomogła Wilhelminie wnieść wózek na taras, a potem przejechały nim przez hol i zatrzymały się dopiero w salonie. Wujostwo zapowiedzieli wizytę jak im powiedziałam, że czujesz się lepiej. A wiesz, że twój ojciec powoli oswaja się z myślą, że jest dziadkiem. Dzisiaj rano, kiedy spałaś, tak pięknie gaworzył ze ślicznotką. Wyobraź sobie, że kazał klientowi na siebie czekać. On, który zawsze jest taki punktualny. Jakie imię jej wybrałaś? Weronika? Piękne. Nie zmieniłaś zdania względem wyboru chrzestnego ojca? Upierasz się przy stryju. Wiekowy, lecz twój ojciec na pewno go zaakceptuje. Co byś powiedziała na to, aby matką chrzestną dziecinki była nasza kuzyneczka Florentyna?
Wilhelmina przy kolacji powiedziała rodzicom, że dnia następnego udaje się z wizyta do stryja, oznajmiając mu o swoim wyborze. Każdy by się domyślił, że chodziło jej też o coś innego. Chciała zdradzić stryjowi tajemnicę poczęcia Weroniki.
To była spokojna noc. Weronika nie zapłakała ani razu. Także z tego powodu spacer Wilhelminy okazał się niezwykle ważnym wydarzeniem.


2 komentarze:

  1. Ileż takich tajemnic poczęcia jest na tym świecie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że nie moim udziałem :-)

    OdpowiedzUsuń