CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

18 lipca 2022

KAWIARENKA ROZDZIAŁ 55. CO WYCZYNIA PAN KORFANTY.

 


ROZDZIAŁ 55. CO WYCZYNIA PAN KORFANTY

(w którym poznamy plany pana Korfantego – nowego dyrektora Domu Kultury w Różanowie, plany, dodajmy, cieszące się wielkim zainteresowaniem i aprobatą ze strony kawiarenkowego obywatelstwa)


    W samym rogu sali, pod oknem, rozsiadł się pan redaktor Pokorski, będący w towarzystwie Starego Pisarza i inżyniera Beka. Później do stolika trzech przyjaciół podszedł też pan Adam Kawiarennik, korzystając z tej okazji, że kelnerka, panna Basia, zjawiła się w kawiarence na kwadrans przed wyznaczonym dla niej dyżurem.

    W sąsiedniej, letniej sali pokazywano akurat film pana Korfantego zrobiony podczas majówki. Ponieważ wśród kawiarnianych gości znajdowali się głównie ci, którzy w majówce uczestniczyli, z tym większym zaciekawieniem oglądali filmowy dokument dyrektora domu kultury. Co i rusz słychać było kąśliwe a dosadne oraz ucieszne i szczere okrzyki albo z powodu niedostatków aktorskich majówkowiczów, albo też wręcz przeciwnie - śmiano się z siebie nawzajem, ale też operatorskie umiejętności pana Korfantego nie na żarty podziwiano.

    Tam cieszono się filmem, a tu, w rogu tej bardziej dostojnej sali pan redaktor Pokorski porządkował swoje karteluszki - fiszki, i miał tego produktu sporo. A robił to na tyle zręcznie, aby przypadkiem nie naruszyć postawionych na stole szklanic z chłodnym piwem i kubkiem mleka Starego Pisarza, przy których beztrosko ucztowano.

- Nie ma to jak w kawiarence zajmować się takimi sprawami, prawda? - odezwał się pan inżynier. - Rozumiem, że wszystkie te notatki znajdą swoje miejsce w najnowszym numerze naszego pisma.

- Oczywiście, przyjacielu - potwierdził pan redaktor. - Następny numer poświęcony będzie w lwiej części majówce i planom pana Korfantego.

- Widać, że nasz nowy dyrektor domu kultury bardzo się rozochocił - wmieszał się w rozmowę Stary Pisarz. - I bardzo dobrze - skonkludował. - Ma ten człowiek głowę utkaną pomysłami.

- To trzeba mu przyznać - dodał inżynier Bek. - Małżonka opowiadała mi, że przyjął należycie nasze panie i, słowo do słowa, ich propozycje nie dość, że przyjął, ale je wzbogacił. Będzie o tym w gazetce?

    Pan redaktor raz jeszcze przewertował karki, po czym wymienił ciurkiem:

- Co my tu mamy? Zajęcia tańca towarzyskiego… odhaczone, wystawa fotograficzna z majówki - lada dzień, aerobik dla dzieciaków, szachy, koło brydżowe, w przyszłą niedzielę zespół brydżowy, spotkanie z aktorem z Krakowa, zapisy do kółka teatralnego - pani Zofia może wiedzieć coś więcej, stworzenie jakiejś grupy plastycznej - o tym później, w kolejnym numerze, bo to temat jeszcze nie dopracowany, czyli montowanie orkiestry dętej… a to jeszcze nie wszystko.

- A to mnie pan zaskoczył - wyrzekł Kawiarennik. - Co z ta orkiestra dętą?

- Już wyjaśniam, przyjacielu. Jak pan wie, działała kiedyś w naszym mieście orkiestra dęta przy straży. Dzisiaj jej nie ma, choć instrumenty zostały, a paru jeszcze strażaków i innych grać nie zapomniało i są oni w mieście. Pan Korfanty jakimś sposobem dowiedział się, ze w nieodległej cukrowni, która produkcją cukru się zajmuje, też taka orkiestra działała i również instrumenty w pakamerach niszczeją, a muzykantów ponoć nie brak. Umyślił sobie pan dyrektor, aby te dwie instytucje złączyć w jedną, dać jej miejsce do grania i niech pochwali się miastu.

- Ciekawe, bardzo ciekawe. Z rozrzewnieniem wspominam naszą strażacka orkiestrę - pochwalił Kawiarennik.

- A skoro jesteśmy przy muzyce, panowie - kontynuował pan redaktor - to muszę koniecznie dodać (szkoda, że pan doktor Koteńko jest nieobecny), że pan Korfanty wystąpił także z propozycją otwarcia chóru.

- Chóru? To być nie może i nie bywało w naszym mieście od przedwojnia - zapewnił pan inżynier.

- A któż taki chór poprowadzi? - zapytał skwapliwie stary pisarz.

    Pan redaktor Pokorski objął swoich rozmówców spojrzeniem tak dostojnym, tak szerokim, tak wielce znaczącym i władczym, jakby za chwilę miał wygłosić przez przyjaciółmi teorię nie mniej ważką, niż ta, którą sam Kopernik zaproponował światu.

- Nie uwierzą panowie, ale zaręczam uroczyście, że to, co powiem, nie jest przysłowiową dziennikarską kaczką, ani też chorym moim wymysłem…

- Na Boga, skracaj swoje myśli - upomniał przyjaciela Stary Pisarz.

Ten jednak, choć ponaglony, nie poddawał się tak łatwo.

- Muszę wam powiedzieć, przyjaciele, że propozycja utworzenia i objęcia chóru podjęta została w rozmowie, której się przysłuchiwałem. Prowadził ją pan dyrektor, nie uwierzą panowie, z jedną z rodzonych sióstr zakonnych, Rozalią.

- To interesujące - przyznał Kwiarennik - ale jaki był tej rozmowy finał?

- Otóż, przyjaciele, ta jedna z bliźniaczek, siostra Rozalia, ta starsza o kilkanaście minut, dysponuje rzadkim muzycznym talentem.

- Czyżby? - w pytaniu inżyniera Beka czuć było powątpiewanie. - Czemu nikt z nas o tym nie wiedział?

- Czemu? Czemu? Tego i ja nie wiem. A wyobraźcie sobie panowie, że jej niewiele młodsza siostra Gabriela, całkowicie tego daru jest pozbawiona.

- Znaczy się, jak rozumiem, to siostra Rozalia chór poprowadzi? - skonkludował Stary Pisarz.

- Nie inaczej. A sam pan Korfanty na fortepianie akompaniował chórowi będzie, aczkolwiek wśród młodzieży jest też niewiasta (znacie ją panowie, bo czasami grywa w kawiarence dżezowe kawałeczki), którą pan Korfanty zechce jako akompaniatorkę chóru wykorzystać.

    Tak oto z ust pana redaktora dowiedziano się o zacnych planach dyrektora Korfantego, planach, z którymi niebawem zapoznają się czytelnicy „Naszego Głosu”.

    I kiedy tak przyjaciele rozmawiali zawzięcie o coraz to bardziej okazale kwitnącej kulturze w miasteczku, o przedsięwzięciach, którym wypada przyklasnąć, do kawiarenki dziarskim krokiem wmaszerował pan radca Krach, jak zwykle w przednim humorze.

    Ledwie tylko rzucił okiem w stronę stolika zajmowanego przez przyjaciół, podszedł do nich, porywając z sobą najbliżej stojące krzesło, przysiadł się i po gorącym przywitaniu się zakomunikował znacząco:

- Panowie, mam dla was wielce interesującą wiadomość!

[pisane dnia 22.maja roku 2016. w Digne les Bains, we Francji]


[18.07.2022, Toruń]



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz