CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

26 lipca 2022

MINIATURY (3) TYLE ZOSTAŁO CO NIC

 



TYLE ZOSTAŁO CO NIC

- Pewnie pił dużo i to z tego powodu… - przerwał Matlak doskonale wiedząc, że prowokuje Grzybową, lecz czynił to po to, aby rozsupłała swój język, a on dowiedział się czegoś więcej o niedoszłym samobójcy.

- Wcale nie. Nie więcej niż inni. Do obory nigdy nie szedł pijany. Nawet, proszę pana, mówiono o nim, że był obowiązkowy. Pił? O, tak, w soboty i niedziele, kiedy nie miał dyżuru przy krowach. Rozpił się później.

Słuchał ją, notował i nie przerywał. Od czasu do czasu zerkał na nią sugestywnym, proszącym wzrokiem. - Dalej – mówił ten wzrok – nie kończ teraz, kiedy jesteśmy w najciekawszym momencie.

- Nie tylko on się rozpił. Wszyscy pili. Nawet kobiety. Dojarki i te, które pół życia spędziły przy pielonce na buraczanym polu. Pan przecież wie, dlaczego. Z dnia na dzień taka rewolucja. Balcerek położył się spać jako dyrektor tego kołchozu, a zbudził się właścicielem, wielkim panem dziedzicem. To miało być tak, że kupił ten cały PGR, ale panie, za co? Skąd miał tyla kasy? Z dnia na dzień stał się burżujem. Mówią, że dzisiaj to by nie przeszło, bo powymyślali przetargi, ale wtedy? Kto to słyszał o przetargach? Trzymał z nową władzą i tyle. Powiedzieli pewnie, że jak co odpali po sprzedaży tych krów no i te całkiem nowe oprzyrządowanie do dojenia, to zrobią z nim taką umowę, że do końca życia nie tylko chleba mu wystarczy, ale i czegoś do tego chleba, bo panie, nastawił się trzodę – opłacalniejsza. Więc sprzedał i krowy, a oborę przeznaczył dla prosiąt – przebudować musiał, bo to gadzina insza, a pieniądze no przebudowę mu dali, tylko musiał napisać i zawieść papier do Warszawy; potem w tej Warszawie często bywał. Połowa, a gdzie tam, dwie trzecie poszło ludzisków na zieloną łączkę. Wziął najlepszych, tak mówił, ale gdzie tam, pozostawił tych z którymi jako dyrektor trzymał, krewniaków zostawił, takich co muy zawsze donosili, nawet taką najpodlejszą pracownicę, co z nią od lat urzędował, skaranie boskie, aż chłop tamtej najpierw wyciepnął ją, a potem sam do Niemiec wyjechał i słuch o nim zaginął. Panie, jak miał mój nie pić! Kiedy dziś na to wszystko patrzę, to go rozgrzeszam, choć wtedy zatłukłabym go, bo żyliśmy z dzieciakami w biedzie, ja nie pracowałam, on dorywczo najmował się do murarki, ale że pił, niewiele do domu przynosił. A najgorzej było wtedy, kiedyśmy oboje na bezrobociu byli i bez kuroniówki, a toten dziedzic to co rok innym samochodem jeździł i jakowyś posłów sobie sprowadzał do tej willi, którą sobie w rok pobudował. My się trzymali z innymi, co wyrok na bezrobocie dostali. Nie powiem w tej biedzie to zawsze lepiej w kupie siedzieć, nawet przed spółdzielnią, co to ją o siódmej otwierają i na kreskę Antczakowie dają i chleb, i owocowe wino. A było tak, że ktoś tam pokradł to i owo, nawet świnię rąbnął dziedzicowi, toć ja wiem, że to źle, ale co było robić, a żyć trzeba. To wtedy tych kilka naszych rodzin używiło się przy tej cudzej świni, albo ogrzało się przy kradzionym węglu. Mój nie kradł. Pewnie by to robił z innymi, ale poczuł się taki jakiś słaby i siły nie miał, i coś na umysł mu poszło, bo ani się słowem nie odezwał, a wtedy to właśnie pić przestał, prawie w ogóle nie pił, tylko tak się zamyślał, zobojętniał na wszystko. Co mu powiedziałam, o co go poprosiłam, robił to jak te za przeproszeniem mechaniczne roboty, ale żeby zapytał się o co, po co i dlaczego, milczał, aż najmłodsza Elunia się ojca bała. No i tak, panie dziennikarzu, wywieźli go do tego Gostynina. Odwiedzałam go, a pewnie, wiele razy. Nic to, że wstyd we wsi, najgorzej dzieci to odczuły w szkole, chodzić nie chciały, ale w końcu przez te dwa lata, gdy był u czubków, zrozumiały, że to choroba jak każda inna. Napisze pan? Staszek jutro wychodzi.

- Po to jestem, aby napisać – wyjaśnił Matlak. - Nie mówił pani, że już z nim rozmawiałem tak, w zakładzie.

- Rozmawiał pan? - kobieta rzeczywiście nie wiedziała. - Tylko czy to coś da, jak pan napisze? Jak udowodnić, że ta choroba to przez tego cholerę Balcerka? A inni, panie? Też przez niego.

- Cholerne czasy nastały, pani Grzybowa. Nie wiem, czy cokolwiek da się odkręcić, ale spróbujemy.

Rozstali się. Kobieta wsiadła na rower i pojechała do swoich nowoczesnych czworaków, a redaktor Matlak zaszedł do swojego numeru motelowego, w którym miał spędzić dzisiejszą noc, aby jutro około południa odebrać ze szpitala męża Grzybowej.


[26.07.2022, Toruń]


2 komentarze:

  1. Znane klimaty, bo moja mama pracowała w spółdzielni na wsi, a kuzyn w PGRze, pił tam każdy, nawet kierowcy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... i tak, niestety zostało już po transformacji...

      Usuń