Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

07 lutego 2014

Jako doszło do opowieści obłąkanych.

Chroboce coś, skrzeczy, jęczy nabożnie. Poduszka pod głową i druga na niej. Dech ciężki i pot ze skroni roni kroplę, a ta za kroplą goni po zmarszczce pod okiem rozpiętej, spływającej ku kącikowi warg jak pocisk rykoszetem zbity z tropu. Ciemność przed otwartymi już oczyma, a przez tę ciemność wydarta czerni woalka zjawy przysiada na loża piędzi. 
- A tu cię mam, cholero. Kędy wlazłaś, zabrawszy sen sprawiedliwy? - pytam w ukropie tropiku nocy.
Zaraz poduszka, ta co na głowie tłumiła dźwięki szeleszczących godzin, wystrzeliła w stronę zjawy. A ta nic. Przepuściła zbity puch przez transparentność bezciała swego. Zaśmiała się i poprawiła zad  aksamitny na łoża skraju. Zaraz też wypuściła z gardzieli swojej balon powietrza rozbryzgując po pokoju karty niedokończonej księgi.
- Szalona! A moich stron numery? - wrzasnąłem z całych sił - nie zapisałem. Popamiętasz ty mnie, oj popamiętasz!
A ta w śmiech.
- Głupcze - powiada - ja tu do ciebie z cyrografem do podpisania, a ty grozisz? 
Podła meduza macki swoje wielopalczaste wyciąga, za podbródek mnie chwyta, tarmosi. Jak mnie nie walnie potem, jak nie schłosta policzków moich. 
Błaganie snu daremne. Wołam, przywołuję, a ten podlec wlazł na parapet, zza pazuchy figę wyjmuje i mi tą figa przed oczami błyska.
Sen wrota okien otworzył, nie zamknął i prysnął bez pożegnania.
Pojaśniało.
Ta znów wierci się, przybliża, od ściany się kładzie, to za nos, a to za uszy ułapia bez szacunku dla dojrzałości ciała mego, po czym na piersiowej klacie rozwija pergamin, za łeb mnie chwyta i każe czytać, co na zwoju słowem stoi. Przymuszony czytam więc, że jeśli duszę oddam tej galaretowej masie, ostawi mnie przy życiu i nauczy pisarskiego fachu, aby żadna zaraza mądrości moich nie zjadła.
- Podpisuj tedy, pókim jeszcze na wywczasach w twoim łożu, jako ta w jasyr wzięta białogłowa. Pożyjesz sobie, a język do opowieści z mojej nieśmiertelności weźmiesz i po swojemu poukładasz, a ręka twoja łatwą będzie, a słowa ci spływać będą jako te lody w krę przemienione oddechem wiosny.
Wtem w palec mnie ugryzła, a tak boleśnie, żem syknął z bólu, jak odegnany ze stada jeleń po przegranej walce o pierwszeństwo, po czym jej macki pochwyciły moją dłoń, a krwawiący palec dokończył pieczęci.

A stało się to roku pańskiego, którego zabroniono mi wymawiać głośnym słowem. Po zawarciu przymierza, wszeteczna niewiasta, bez konsumpcji jej nader plastycznego ciała, rozpłynęła się w szarości mglistego brzasku. Sen powrócił z emigracji prędki i mocny, a ja..., cóż ja.
O mnie tyle, że przepowiedni widziadła poddawszy duszę swoją nieczystą, począłem szaleńcze słowa maczać w atramencie i na karty księgi odbijać je zuchwale. Stąd się wywodzą opowieści moje obłąkane. W nich to maczała swe macki zjawa, która onej nocy, nie wiedzieć jak, do chałupy wlazła, przysiadając na łoża mego piędzi.

2 komentarze:

  1. Interesujący aspekt blogopisarstwa! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. smoothoperator11.02.2014, 01:47

    Interesujący, aczkolwiek, stanowczo za dużo tych pomysłów.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń