Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

03 maja 2022

KAWIARENKA. ROZDZIAŁ 46. UKŁADY.

 

Leonardo da Vinci (1452 - 1519)
"Dama z gronostrajem"



ROZDZIAŁ 46. UKŁADY

(w którym poznajemy pana Rafała Korfantego startującego w konkursie na dyrektora Miejskiego Domu Kultury w Różanowie. Towarzyszyć mu będzie pan profesor Akademii Sztuk Pięknych, gorliwy zwolennik kandydatury pana Rafała. Do rozmowy przyłącza się ksiądz Kącki, a jej przedmiotem będzie kwestia domniemanych układów w samorządzie miejskim, która, gdyby w rzeczywistości zadziałała, mogłoby to utrudnić starania pana Korfantego. W zakończeniu z pomyślną wieścią przychodzi do kawiarenki pan radca Krach.)

Przenikliwie chłodny i kapryśny był to dzień, kiedy pan profesor pojawił się w kawiarence razem z mężczyzną po czterdziestce, brodatym, nadto w czarnym kapeluszu i tegoż samego koloru płaszczu za kolana. Zaprawdę częstujący się ciepłą herbatką i kawą, jak i też procentowymi trunkami goście, chcąc nie chcąc, zwrócili na tajemniczego jegomościa uwagę. Zanim panowie zasiedli przy jednym z wolnych stolików, pan profesor artystycznie przywitał się z panem Adamem, tudzież Marią, która z miejsca zaproponowała strudzonym i zmokniętym coś do przekąszenia i nie były to ciasteczka z kawą, lecz najprawdziwszy obiad: pęczakowy krupniczek z wcale pokaźną mięsną wkładką; na drugie zaś placki ziemniaczane z surowych i gotowanych kartofli z cebulką lub na słodko, do wyboru. Pan profesor z kolei rzucił okiem na plenerowe obrazy swoich studentów, które prezentowały się całkiem nieźle, przypominając mu cieplejsze chwile minionego września.

Panowie zaledwie kilka słów z sobą zamienili, gdyż z pierwszym daniem (w sumie trzy talerze) na tacy pojawiła się Maria. Ten trzeci był dla księdza, który zajął był stolik obok, a teraz odpowiadał na ukłony pana profesora i mężczyzny w ciemnobrązowym surducie, który teraz zdobił jego szczupłą acz przystojną sylwetkę po zdjęciu czarnego wierzchniego odzienia. A kiedy przyszło do drugiego dania, pan profesor uprosił Marię, aby swego męża co rychlej do stolika sprowadziła, choć wcale niekonieczna to była fatyga, gdyż Kawiarennik na chwilkę dłuższą w kuchni przez panią kucharkę Rybotycką zatrzymany, wiedział, że przysiąść się do pana profesora powinien, co zresztą zrobił, gdy panowie placki połykali.

- Niech pan pozwoli, panie Adamie, że mu przedstawię mego przyjaciela, pana Rafała Korfantego - wyrzekł pan profesor na powitanie. - A to nasz gospodarz znamienity, pan Adam Karski - dodał wkrótce. - Prawda, panie Adamie, jak bardzo historycznie brzmi nazwisko mojego przyjaciela? Ale przecież nie dla samego nazwiska sprowadziłem go do pana.

Kawiarennik z panem Rafałem uścisnęli sobie dłonie i zaraz rozpoczęła się rozmowa. Akademik, choć artysta, lubował się w konkretnym i zwięzłym przedstawianiu sprawy i może z tego powodu wyśmienicie z panem Adamem się dogadywali, bo ten również do rzeczy gadał i pełen był zapału, gdy tylko temat dyskusji go zainteresował.

W rozmowie szło o to, że w miasteczku zwalniało się stanowisko dyrektora Miejskiego Domu Kultury i ogłoszono konkurs, do którego pan Korfanty zamierzał przystąpić. Znając powszechnie panujące na naszym, nie zawsze bożym świecie zwyczaje, pan profesor forsując kandydaturę przyjaciela, chciał dyskretnie wywiedzieć się, czy miasteczkowe układy pozwolą na to, aby nominację mógł otrzymać ktoś z zewnątrz.

- Otóż panie Adamie, ja oczywiście mogę ręczyć za fachowość i inteligencję mojego przyjaciela, lecz nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach merytoryczne względy nawet na konkursach ustępują znajomościom i w związku z tym moja prośba ogromna: czy mógłby pan z pomocą swoich przyjaciół dowiedzieć się, czy pan Rafał ma jakiekolwiek szanse na to, aby został potraktowany tak jak pozostali kandydaci? Broń Boże, nie chodzi mi o protekcję, jakiekolwiek sugestie skierowane do władz miejskich. Byłoby to sprzeczne z moimi poglądami, a jestem bogaty w takie niekoniecznie miłe doświadczenia. Jedyne o co proszę, to uzyskanie odpowiedzi na pytanie: czy miasto ma już upatrzonego kandydata i wspierać go będzie do krwi ostatniej, czy pozostawi komisji konkursowej niełatwy wybór?

- Ja, panie profesorze, nie jestem z tematem obeznany, ale, jak sądzę pani Zofia Koteńko, pani mecenasowa Szydełko a wreszcie pan radca Krach mógłby się podpytać kogoś z magistratu.

- A słyszałem, słyszałem wiele dobrego o panu radcy.

- Trudno o panu radcy nie słyszeć. Znany jest z tego, że zna wszystkich w miejskiej radzie i swego czasu w dobrej komitywie był z samym burmistrzem, ale muszę zaznaczyć, że pan Krach nie jest zaciekłym wielbicielem wszystkich pomysłów miejskich włodarzy. Potrafi mocno uszczypnąć lub pokąsać, gdy potrzeba, ale z pewnością i oczy i uszy ma otwarte, więc niechybnie się czegoś dowie.

Milczący dotąd pan Korfanty sprawiał wrażenie zafrasowanego i w końcu przyznał szczerze, że w takiej sytuacji znalazł się po raz pierwszy i nie chciałby, aby pomyślano, że choćby i po trupach na stanowisko się garnie.

- Ty mi tutaj nie odwracaj kota ogonem - skarcił go akademik. - Przecież wiem, że za żadne skarby nie wkroczyłbyś na kumoterską ścieżkę awansu, ale z drugiej strony przykro by było, gdyby ktoś z takimi pomysłami miał odpaść w przedbiegach tylko dlatego, że miasto, nie zważając na reguły konkursu, już zadecydowało. Ja, panie Adamie, przeczytałem jego koncepcję i wiem, że warto w człowieka zainwestować.

- Jeśli chodzi o pana plany - Kawiarennik zwrócił się do Korfantego - to może warto by z nimi zapoznać panią Zofię. Ta kobieta ma dar zjednywania sobie ludzi o, że tak się wyrażę, kulturowej proweniencji. Zresztą, śmiem twierdzić, że gdyby się panu udało, miałby pan w pani Koteńko silną sojuszniczkę.

- No cóż, chciałbym spróbować czegoś więcej w swoim życiu. Pracowałem dotąd w klubie studenckim, w szkole, w bibliotece i wydaje mi się, że przyszedł czas na coś więcej, na bardziej niezależną pracę. Ale te układy, o których słyszę… to mnie mierzi i zniechęca - westchnął Korfanty.

- Nie pana jednego - przyznał Kawiarennik. - Właściwie jedynym człowiekiem, który mógłby, gdyby chciał, rozbić te miejskie układy jest pan Krach… tyle że on do władzy się nie sposobi i nad wyraz ceni sobie niezależność.

Na te i wcześniejsze słowa zareagował siedzący przy stoliku obok ksiądz emeryt Kącki.

- Przepraszam panów, że nieskromnie przysłuchiwałem się prowadzonej przez was rozmowie, ale jakoś trudno mi uwierzyć i pogodzić się z tym, że w naszym publicznym życiu dominują układy. Żeby sprawdzać przed konkursem, czy ma się w nim szanse wygrać i czy przypadkiem stanowisko nie jest już z góry „zaklepane”? To niepodobna i nie po chrześcijańsku.

- Ani nie po chrześcijańsku, ani nie po bożemu, proszę księdza - odezwał się pan profesor - ale dzisiaj tak właśnie przedstawiają się sprawy. Czy ksiądz nie doświadczył podobnych sytuacji wśród osób duchownych i instytucji kościelnych?

- Miły panie, to prawda. Ale powiem panu, że kościół katolicki jest instytucją hierarchiczną z ograniczoną bardzo demokracją, więc w tym wypadku sugestie dotyczące obsady stanowisk mieszczą się w charakterze kościoła. Nie chcę przez to powiedzieć, że w pełni aprobuję ten stan rzeczy. Przeciwnie - zawsze opowiadałem się za większą czytelnością decyzji zwierzchników. Natomiast w przypadku rządu, samorządu, o ile mnie starcza pamięć nie zawodzi, mamy demokrację, a ta wymusza przejrzystość wyboru na poszczególne stanowiska.

- Procedury mamy piękne - przyznał z uśmiechem akademik - ale ksiądz pewnie potwierdzi, że diabeł tkwi w szczegółach.

- Zapewne… zapewne, ale diabeł sam z siebie nie zaszkodzi, jeśli nie ma pożywki, a tą są ludzkie słabości, te wielkie i te z pozoru niewinne.

- Jak się przed nimi uchronić? - zapytał Kawiarennik.

- Słabości wpisane są w naturę każdego człowieka. Nikt nie jest doskonały, bo gdyby nim był, to jaki sens miałoby istnienie Boga? Najważniejsze, moi panowie, to poznać swoje słabości, a jeżeli poznasz, jeżeli je porządnie ułapisz, to zwalczyć je łatwiej, nie dziś to jutro, ale trzeba się starać… i trzeba dawać przykład swoim życiem, bo na tym padole jedno życie mamy, a Pan Bóg to widzi i jeśli nawet w swoim miłosierdziu na tamtym jego świecie do raju nas zaprowadzi, to różnej trudności drogi do niego wskaże. Wybaczcie, panowie, że może w pierwszej chwili, kiedy się odezwałem, usłyszeliście moją naiwność, ale była to raczej moja niezgoda w tej konkretnej sytuacji, która jest przedmiotem panów rozmowy. Ja przecież wiem, że tak jest na tym świecie. Moje stare uszy słyszały o takich niesprawiedliwościach, że pewnie nikt z was… tak, tak… w konfesjonale… muszę milczeć, lecz to milczenie czasami nie pozwala mi zasnąć. Człowiek tworzy wiele dobrego, ulepsza świat, unowocześnia, ale czy staje się lepszy, sprawiedliwszy? No cóż, panie Korfanty, jeśli i ja mogę i chcę być pana sojusznikiem, to życząc panu sukcesu, spróbuję pomóc panu modlitwą, bo tylko to mnie, staremu księdzu zostało.

Zrobiło się po tym przemówieniu jakoś nostalgicznie i poważnie. Zatriumfowało złote milczenie i pewnie tak by zostało, gdyby w kawiarence nie pojawił się pan radca Krach z małżonką. Oboje dziwiąc się ciężkiej, zadumanej atmosferze, przysiedli się do stolika księdza Kąckiego.

- A cóż to panowie takie nietęgie miny mają? - napoczął rozmowę radca Krach, po czym znacząco chrząknął, zerkając w stronę księdza. - Niniejszym pragnę państwu zakomunikować, że zgodnie z projektem pana redaktora Pokorskiego składamy pojutrze wniosek o założenie fundacji kumulacyjnej łączącej złote pomysły na przyszłość w naszym Różanowie i okolicy. Pan redaktor i ja zaproponowaliśmy na prezesa pana Laskowskiego z branży mięsnej, zaangażowanego w budowę korporacyjnego marketu. Co państwo na to? Aha, zgodnie z deklaracją, panie Adamie, widzielibyśmy pana jako jednego z nadrzędnych założycieli. Ostrzegam, że odmowy nie zniosę - roześmiał się pan radca. - A ponieważ nasz wielebny ksiądz Kącki zapałał chęcią przyłączenia się do naszej gromady, to życzyłbym sobie, aby i on, jako duchowna osoba wszedł do naszej spółki, przez co mielibyśmy ułatwiony kontakt z Opatrznością… a (ci wciąż milczą)…. z szampanem zaczekajmy do rejestracji. Dzisiaj natomiast stawiam wszystkim po kieliszeczku koniaku. Co wy na to?

(pisano w Lille we Francji w dniu piątego marca 2016 roku)

[03.05.2022, Toruń]


FRAZEOLOGIA (171 - 200)

 

Pieter Breugel starszy - "Przysłowia niderlandzkie [fragment]
Świnia wyciąga szpunt - Zaniedbanie skończy się katastrofą


171. lecieć (komuś) przez ręce - tracić przytomność, będąc podtrzymywanym bądź trzymanym przez kogoś:

Wracaliśmy ze spaceru i tuż pod domem Malwinka zaczęła się krztusić. Pomyślałem, że zachłysnęła się śliną, więc wycisnąłem ja z wózka. Po chwili przeraziłem się, bo Malwinka leciała mi przez ręce i robiła się coraz bardzie sina”.


172. machnąć ręką na coś - przestać się czymś interesować, uznać coś za stracone:

Dawno już machnąłem ręka na zwrot kosztów za tę spartaczoną robotę ekipy budowlanej”.


173. machnąć ręką na kogoś/na coś 2. - uznać coś za niebyłe, zlekceważyć coś; stracić wiarę w kogoś, przestać pokładać w kimś nadzieję:

Panie Radosławie, proszę mnie nie przepraszać tak ciągle. Proszę mi wierzyć, machnąłem już na to ręką”.


173. maczać w czymś palce/ręce - brać w czymś udział, najczęściej w nieuczciwej, niegodziwej sprawie:

Wielu menadżerów maczało palce w aferze zachodnich banków”.


174. madejowe łoże - żartobliwie ‘niewygodne łóżko:

Trzeba wreszcie zmienić ten materac, bo mam dość spania na madejowym łożu”.

[Frazeologizm pochodzi z bajki o zbóju Macieju, dla którego za karę w piekle przygotowano łoże nabite gwoździami, kolcami]


175. mała czarna 1. - klasyczna czarna i krótka sukienka:

Znowu zastanawiasz się co założyć na spotkanie po negocjacjach, a i tak wiesz, że skończy się na małej czarnej bez dodatków”.


176. mała czarna 2. - filiżanka kawy podawanej bez dodatku mleka, śmietany, bitej śmietany, likierów, syropów itp.:

Dawno cię nie widziałem. Umówmy się na małą czarną po spektaklu, to porozmawiamy o starych dobrych czasach”.


177. mała stabilizacja - względny spokój; niewielki trwały aspekt życia, aktywności zawodowej:

Nie wiedziałem, czy zdecydować się na porzucenie pracy. Co prawda, czułem, że niszczy mnie psychicznie, ale jednak daje źródło utrzymania mojej rodzinie, taką małą stabilizację”.

[Frazeologizm pochodzi z twórczości Tadeusza Różewicza.]


178. małe piwo - błahostka, niewielka sprawa:

Wykucie rowków na przewody do wieży to małe piwo, ale gdzie ja znajdę teraz na tej wiosce takie przewody dla audiofilów”.


179. małpia złośliwość - zachowanie wyrachowane, podstępne mające na celu zaszkodzenie komuś, oczernienie kogoś itp.:

Na forach internetowych od początku pojawia się małpia złośliwość, ale obecna moda na frontalne bezpardonowe ataki werbalne powinny zająć psychologów społecznych”.


180. małpi gaj - park lub miejsce w parku gęsto porośnięte roślinnością: „Spotykaliśmy się kiedyś na ławce w małpim gaju i rozmawialiśmy tam, przesiadując tam do późna. Daszek ochraniał nas przed deszczem, a duże krzaki i drzewa nie dawały nam zmarznąć.


181. małpi móżdżek - o kimś nierozgarniętym, uznawanym przez innych za niemądrego, także ptasi móżdżek.


182. mały pikuś - to jeszcze nic; niewiele znaczące w obliczu całości lub kolejnych faktów, zdarzeń:

Spędziłem kiedyś zimowy miesiąc w Archangielsku. Tam to jest zima. Mróz w Polsce to mały pikuś przy tamtym na północy”.


183. mamrotać pod nosem - mówić cicho, niewyraźnie, także: bąknąć/bąkać pod nosem.


184. manna z nieba - coś otrzymane łatwo, bez wysiłku; niespodziewany dar od losu:

„– Weź się wreszcie do roboty. Jak będziesz tak siedział i czekał na mannę z nieba, to życie przejdzie gdzieś obok ciebie.


185. mapa drogowa - dokładny plan osiągnięcia jakiegoś celu, harmonogram czegoś:

Premier rządu zapowiedział niedawno, że przedstawi mapę drogową wchodzenia Polski do strefy euro”.


186. coś ma ręce i nogi - coś jest dobrze uporządkowane, dobrze zbudowane, spójne:

Ta praca napisana jest bez ładu i składu. Nie ma wyraźnie zarysowanego wstępu, brak podziału na rozdziały, zakończenie nie zawiera żadnych wniosków. Proszę poprawić tak, żeby to miało ręce i nogi i dopiero przynieść mi do sprawdzenia”.


187. marnieć w oczach - w szybkim tempie tracić siły, stawać się słabszym; także ginąć w oczach.


188. martwe dusze - zmyślone nazwiska osób figurujących w dokumentach:

Jestem ciekawy, w jaki sposób komisja sprawdzi autentyczność podpisów pod listami poparcia. Moim zdaniem kilka procent to zawsze martwe dusze.


189. martwy punkt 1. - przeszkoda nie do pokonania, zastój; także - coś utknęło w martwym punkcie.


190. martwy punkt 2. - obszar niewidoczny dla kierującego pojazdem w lusterkach: „W chwili gdy chciałem wyprzedzić jadący przed mną samochód przemknął tuż obok motor. Kiedy patrzyłem w lusterka, musiał być w martwym punkcie”.


191. marzenie/marzenia ściętej głowy - niemożliwe do zdobycia, o czymś nieosiągalnym z racji czyjegoś statusu społecznego, materialnego itp.; niemożliwe do zaistnienia w obecnych realiach:

Zapomnij w tym roku o podwyżkach. Marzenia ściętej głowy”.


192. masz babo placek – ekspresywnie: - wyrażenie ukazujące emocje związane z niekorzystnymi okolicznościami; zaskoczenie czymś nieoczekiwanym, niepożądanym: „Zostałem zaproszony do wygłoszenia wykładu na temat teorii ewolucji w kontekście najnowszych osiągnięć genetyki i neurobiologii. Przygotowywałem się cały tydzień, ponieważ bardzo zależało mi na zainteresowaniu słuchaczy. A tu masz babo placek! Kiedy przyjechałem na miejsce, okazało się, że nikt z organizatorów nie przewidział, iż może być mi potrzebny projektor multimedialny”.


193. masz ci los - wyrażenie ukazujące emocje związane z niekorzystnymi okolicznościami; zaskoczenie czymś nieoczekiwanym, niepożądanym.


194. matka Polka - kobieta, której rola społeczna pojmowana jest w sposób tradycyjny:

Jak każda matka Polka mam na głowie cały dom, wychowanie dzieci i tak dalej”. [Poprawny zapis małą literą w wyrazie „matka”].


195. matki boskiej pieniężnej – żartobliwe: - dzień wypłaty:

Jutro jest matki boskiej pieniężnej, więc wróć od razu po pracy do domu, żeby cię nie kusiło.” [Poprawny zapis małą literą w wyrazach „matka” i „boski”.


196. matuzalemowy wiek, matuzalemowe lata - o kimś bardzo starym:

Dożycie matuzalemowych lat przy dostatecznej sprawności umysłowej i fizycznej pozwala niektórym artystom wznieść się na wyżyny swojego talentu i tworzyć dzieła wielkie i mądre”.


197. mącić komuś w głowie - powodować czyjąś nieracjonalną, skrajną itp. ocenę sytuacji, faktów; manipulować kimś:

Nie możesz mu tak mącić w głowie, bo chłopak w końcu nie będzie wiedział, gdzie jest granica moralności”.


198. mąż opatrznościowy - człowiek nieprzeciętny, w którym pokładane są nadzieję na korzystny rozwój wypadków; bohater, przywódca obdarzany zaufaniem społecznym:

Wśród części opinii publicznej rodzi się przekonanie o potrzebie pojawienia się na rodzimej scenie politycznej męża opatrznościowego, który podołałby wyzwaniom współczesnego świata.


199. mąż stanu - ceniony powszechnie polityk, sprawny dyplomata:

Premierem rządu na te czasy powinien być prawdziwy mąż stanu, człowiek o nieskazitelnej przeszłości i zdolny negocjator”.


200. mecz o wszystko - mecz decydujący o powodzeniu lub niepowodzeniu drużyny w perspektywie zamierzonego celu:

Polacy nie są w dobrych nastrojach po ostatniej klęsce w meczu o wszystko”.


[03.05.2022, Toruń]



02 maja 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (691 – 693) FINAŁ. Z PRZYJEMNOŚCIĄ USUWAM. SZACUNEK DLA STARYCH KOBIET.

 

Mistrz świata 2022 w snookerze 
Ronnie O'Sullivan (z lewej) i jego rywal Judd Trump

691.

Dzień wyjątkowo przyjemny, bo i ciepły, i taki trochę wolniejszy. Nie da się ukryć, że obserwowałem zmagania O’Sullivana z Trumpem. Dzisiaj Trump stanął na wysokości zadania i nieco podgonił mistrza, lecz zbyt dużo punktów stracił poprzedniego dnia, aby wygrać. Finał świetny. Starszy z Anglików zmobilizowany i bardzo wzruszony po zdobyciu siódmego mistrzostwa. Szacunek dla Trumpa, że podniósł się po wczorajszej klęsce. Przyszłość przed nim. Wygrał świetny, ofensywny choć wyważony snooker, jakże różny od nudnego jak flaki z olejem snookera w wykonaniu Selby’ego.

692.

Potwierdzam dobre samopoczucie. Nie zdołała i nie zdoła mi go zepsuć psychopatka o nicku Kloszard, która systematycznie załatwia się u progu kawiarenki i jedyną trudnością jaką to mi sprawia jest fakt, że musiałem moderować komentarze, za co przepraszam gości tego miejsca. Kloszard jak każda osoba niezrównoważona psychicznie, która w hejtowaniu odkryła sposób na życie, wybrała sobie mnie jako ofiarę własnych frustracji i znajduje przyjemność w ubliżaniu mi na każdym kroku, a doskonale wie, że nie zamieszczę żadnego jej śmierdzącego komentarza, gdyż ani myślę zniżać się do jej chamstwa, braku wychowania na poziomie elementarnym i nieuctwa. Śmieję się z tych jej nienawistnych wpisów i z satysfakcją automatycznie usuwam, dając jej do zrozumienia, że nigdy na zabłyśnie w kawiarence z powodów, które wyłuszczyłem powyżej.

693.

Zostawmy to nieszczęście.

Z upodobaniem czytam sztuki i opowiadania Tadeusza Różewicz i myślę sobie jedno z nich zamieścić we fragmentach w kawiarence. Mam na myśli opowiadania „Ta stara cholera” bądź też „Na placówce dyplomatycznej” – jedne z najciekawszych w trzytomowym zbiorze. Podoba mi się narracja, w której autor „Kartoteki” posłużył się stylizacją prezentując mowę dwóch starych kobiet i jednocześnie z obu tekstów wynika jak wielkim szacunkiem traktował Różewicz stare kobiety, matki i babki, z jakim respektem pisał o ich życiu lekceważonym przez młodych – synów, córki, synowe; jak ciężko jest starym kobietom żyć w świecie pozbawionym empatii.


[02.05.2022, Toruń]


ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (689 - 690 ) TROCHĘ PRYWATY. FINAŁ SNOOKERA.

 

689.

Pozwalam sobie na odrobinę prywaty. Dwa pierwsze zdjęcia przedstawiają widok na skraj osiedla z okna mojego pokoju. Za tymi drzewami (listowie koloru młodej, jasnej zieleni znajduje się Biedronka, gdzie bywa najtaniej w te upiorne dni drożyzny. Na jednym ze zdjęć smukła brzoza z gniazdem moich przyjaciółek, srok.







Kolejne dwa zdjęcia to widoczki z okien usytuowanych z drugiej strony bloku, na kierunku mniej więcej południowy zachód w którym pomieszkuję. Osiedle, nie powiem, ładne i ciche. Większość samochodów zaparkowanych jest pod blokami. 





Ostatnie zdjęcie to moja uprawa – na razie są to sadzonki dyni, które zamierzam wyhodować na balkonie. Prócz tego będzie koperek, pietruszka, a może i parę pomidorów i ogórków.




690.

W chwili gdy piszę tego posta trwa mecz finałowy mistrzostw świata w snookerze. Po wczorajszych sesjach niespodziewanie wysoko prowadził Ronnie O’Sullivan 12-5 (gra się do 18 zwycięstw). Jego rywal Trump grał naprawdę słabo w przeciwieństwie do sześciokrotnego mistrza świata. Tramp wygrał pierwszego dzisiejszego frejma i ma szansę na zwycięstwo w drugiej partii. Mimo wszystko wątpliwe, aby odrobił wczorajsze straty, chociaż nigdy nic nie wiadomo. Obaj są moimi ulubieńcami, więc trudno mi obstawiać, kto wygra.


[02.05.2022, Toruń]

01 maja 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (687 - 688) POMOC DAJCIE MI RODACY. W JAKIM ŻYJĘ KRAJU?

 




687.

Zacznę od tego, że podczas obejrzenia jednego z odcinków „Lalki” usłyszałem taką oto pieśń anonimowego autora:

Pomoc dajcie mi rodacy


Pomoc dajcie mi rodacy,

Gdy okrutny los mię nęka;

Muszę żebrać bo do pracy,

Jedna mi została ręka.


Ziomek nędzarz, tułacz bliźni,

Głoś błagalny do was wznosi,

Żołnierz wierny dla Ojczyzny,

O jałmużnę ziomków prosi!


Porzuciłem ojca, matkę,

Porzuciłem żonę lubą,

Porzuciłem dzieci, chatkę,

Pogardziłem życia zgubą...


Biegłem kędy bój wrzał krwawy,

Walczyć pod Ojczyzny znakiem,

Krew przelałem w polu sławy,

A dziś muszę być żebrakiem!


Zabrał sąsiad zły dostatki,

Wiatry z ogniem dom rozwiały,

Nie mam żony, brata, matki,

W grób przed nędzą się schowały...


Mnie zawistny los tu gniecie,

Znoszę nędzę, urągania,

I nic nie mam na tym świecie,

Prócz tej ręki do żebrania.


Bez nadziei, bez pociechy,

Tak pędzę dni tułacze,

Wzdycham do rodzinnej strzechy,

Lecz jej pewnie nie zobaczę.


Za mną w rodzinnej ustroni,

Może kto tam tęskni przecie,

Może kto i łzę uroni,

Smutne myśli śląc po świecie.


Kiedy wrzała wojna mściwa,

Kiedym z wrogiem staczał boje,

Czemuż kula litościwa,

Nie trafiła w serce moje...


Byłbym zginął z bronią w dłoni,

Padł, jak wolnym paść przystoi

Dziś tułacza smutek goni...

Na ten ciężar nie mam zbroi!


Wykonuje ją jednoręki wojak stojący nieopodal jednej ze świątyń w centrum Warszawy. Obserwuje go wzruszony subiekt Ignacy Rzecki. Niewątpliwie jest to pieśń patriotyczna i chociaż w kawiarence unikam patosu, to właśnie w dzisiejszym dniu, co znajdzie swoje miejsce w dalszych słowach tego wpisu, postaram się udowodnić.

688.

W jakim żyję kraju? Dotąd uważałem, że w kraju rządzonym przez dyktatora. I to jest prawda. Ostatnio jednak ukazuje się, że każdego dnia budzę się w Ukrainie. Wiem, piszę o tym do znudzenia, no ale jak ocenić fakt, że podczas demonstracji pierwszomajowej naszej pseudolewicy na czele pochodu maszeruję fioletowi działacze dzierżący w rękach ukraińskie sztandary. O ile sobie przypominam (a pamięć przynajmniej pod tym względem mnie nie zawodzi) kolorem manifestacji pierwszomajowych za czasów PRL-u był kolor czerwony (bo to robotnicza krew) oraz flagi i chorągwie w barwach naszego kraju. Nie przypominam sobie też w pierwszomajowych demonstracjach powiewały flagi ZSRR, z którym to państwem wiązał nas sojusz, ani też flagi Stanów Zjednoczonych (tam przecież rozpoczęło się świętowanie Dnia Pracy). Tymczasem nasza pseudolewica, ta od biedronia, czarzastego i zandberga i niezbyt inteligentni jej zwolennicy włączają do obchodów pierwszomajowego święta flagi Ukrainy, wykluczając nasze narodowe, polskie barwy. Przypatrywałem się rozmowom na facebooku odnośnie braku polskich flag na pochodzie. Na pytanie, dlaczego ich zabrakło, jeden z ćwierćinteligentów pseudolewicy odrzekł, że to nie pochód narodowców, co należy jednoznacznie rozumieć, iż ów pseudolewicowiec ma polską flagę w głębokim poważaniu. Zastanawiam się nad tym, czy ten zalew niebieskożółtych flag na pochodzie, a także w całej Polsce (także na pomniku Kopernika w Toruniu) to schizofrenia, idiotyzm, brak poszanowania dla Polski, dla historii, czy po prostu najzwyklejsza głupota… a może to prowokacja... a może po prostu nie żyję już w Polsce…?

[01.05.2022, Toruń]