Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

26 sierpnia 2014

Kasztanowa aleja albo dytyramb prozą

Biegniemy tą drogą, a liście kasztanowca szeleszczą pod podeszwami; czasami jakiś rozpołowiony owoc wystrzeli spod nóg brązowym pociskiem, śliskim, błyszczącym, że przejrzeć się w nim można. Gdybyż to były jadalne kasztany, ale nie, te, jeśli je zmielisz na proch, będą zaczątkiem kleju. Pamiętam w dolnej szufladzie szafy tę torbę z kasztanową mączką; posmakowałem gorycz, potem zmieszałem ze śliną i przeniosłem tę niesmaczną maź na ruchomą kartę książki, rozprowadziłem kleistą esencję, docisnąłem, odczekałem chwilę, aż powiąże kartę książki z okładką. Udało się.
Zatrzymujemy się w połowie kasztanowej alei. Jakaż to aleja! Prowadzi prostym ściegiem wzdłuż rzeczki, której wody niezmącone, stojące i przezroczyste. Kobierzec opadłych liści pod nogami. Rzucamy się na nie, tarzamy się jak dzieci, choć w rzeczy samej byliśmy wtedy dziećmi świata.
Koniec września, a słońce lipcowe, choć niskie, to wciąż jeszcze gorące i można by tak leżeć i wdychać złocistą jesień pomarszczonych liści, przymknąć oczy i czuć to szczęście istnienia. Zazdrośćcie nam wszyscy ci, co nie macie takiej kasztanowej alei i nie potraficie cieszyć się jesiennym popołudniem, krwistym słońcem, wiatrem tak delikatnym jak muśnięcie pajęczyn babiego lata.
Kim jesteśmy? Gromadką młodzieńców upuszczonych na ziemię przez Dobrego, co pragnął odegnać szarość z dni naszych cierpkich, niebogatych, lecz chętnych poznania. My, chłopcy i dziewczęta, w kasztanowych barwach jesieni, z książką, zeszytem, kocem, którym w końcu okrywamy miękką, chrupiącą masę opadłych liści; my przytuleni do siebie, skupieni, dzielący się swoim niedouczeniem, choć pragnący zachłannie wiedzy. Czasami jakieś spojrzenie, dotyk nieopatrzny lub celowo skrywany, przerywa konwersację, a oczy zaczynają błyszczeń błękitem popołudnia, a blask włosów jest kasztanowy, a dotyk policzków, ust, dłoni – ciepły, choć wzniecający drżenie naskórka.
A potem, nasyciwszy się księgi słowami, kiedy pierwszy podmuch wiatru niesie z sobą chłód przedwieczoru, wstajemy i powracamy jak znużeni wędrowcy, wolnym krokiem, połączeni w uścisku przyjacielskim i takim, co poza przyjaźń wykracza. Rumiany krąg słońca już kapie się w rzece, a z każdą chwilą chłód po piętach naszych stąpa i gdyby nie to przytulenie…
Rozstania są już wieczorne a policzki zwilgotniałe, lecz oczy szczęśliwe, bo to nie koniec jesieni, a tylko jej letni początek.

2 komentarze:

  1. Żebys wiedział jak bardzo lubię tu do Ciebie zaglądać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj... miałaś szczęście trafiając akurat na sympatyczny i, przyznaję, nieco sentymentalny obrazek, który, jeśli się udał, może wzbudzać pozytywne emocje. Szkoda, że nie zawsze tak można pisać...

    OdpowiedzUsuń