Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

31 sierpnia 2014

Na wewnętrznej emigracji

Właśnie mijają dwa lata od czasu, kiedy bezpowrotnie pożegnałem się z nauczycielskim stanem, odbierając wypowiedzenie umowy o pracę niezgodne z Kartą Nauczyciela, którego nie zaskarżyłem.
Przez osiem lat dyrektorowania nie zdarzyło mi się zredagować i  podpisać dokumentu naruszającego prawo oświatowe, ale co się odwlecze, to nie uciecze; jeśli nie ty, to ciebie to dotknie i dotknęło, trochę zabolało ale nie mogłem postąpić inaczej, gdyż moją obecność w szkole prowadzonej przez niedouczoną i wrogo nastawioną wobec mnie dyrektorką, doprowadziłaby do niekończących się sporów, w czasie których na każdym kroku podważałbym jej kompetencje i zaprowadzał w róg, gdzie kozy zimują. Lepiej więc nie wkładać łapy do gniazda szerszeni.
Zbliża się pierwszy września i nieuchronnie wspominam takie czasy w których,o zgrozo, nie mogłem doczekać się rozpoczęcia nowego roku szkolnego. To było bardzo dawno temu, kiedy w edukacji zaczynałem i kiedy dopiero uczyłem się fachu. Nie, to nie nostalgia przeze mnie przemawia, lecz jak najbardziej zobiektywizowane wspomnienie. Zaręczam, że było normalniej, a skoro normalniej, to i łatwiej, i sympatyczniej, i bardziej się chciało, i z ochotą przypatrywało się pracy starszych ode mnie belfrów.
Potem już było tylko gorzej, pomimo mniejszych lub większych sukcesów. Biurokracja, obecna w oświacie od jej zarania, zrobiła tak ogromny postęp, że w końcu każdy w miarę normalny nauczyciel musiał polec. Jeśli czyta to ktoś z branży, to wie, o czym mówię - nigdy nie kończąca się reforma, reformująca poprzednie reformy, dostarczała niezapomnianych wrażeń, wywołując czasami śmiech, czasem łzy, innym razem machnięcie ręką.
Na dyrektorskim, chwiejnym, bo nienaprawianym przez lata fotelu, próbowałem nieco odbiec od sztampowej rutyny, angażując się w sprawy, projekty w które inni dyrektorzy nie wchodzili tak bardzo, zlecając je podwładnym. Ale co miałem robić, skoro szybko nauczyłem się "przemówionek", prowadzenia rad, zebrań, przyjmowania uroczystych gości, podejmowania kontrolujących, pisania bzdurnych opracowań, sprawozdań i referatów. To cholernie nudna robota, w pewnym sensie uwsteczniająca intelektualny rozwój, z czym pogodzić się nie chciałem. 
Nie piszę tego wszystkiego, aby w jakikolwiek sposób dokładać "wartość dodaną" do swojej roboty. Ani wtedy, ani teraz nie dbałem o honory, bo jak tu promować coś, co z egoistycznych pobudek się lubi. Reszta, ta rutynowa praca, właściwa większości nauczycieli i dyrektorów, to dzień powszedni, raz świeży chleb z masłem, raz czerstwy - nic szczególnego.
Ale przecież nawet najdłuższa żmija przemija, więc i moje minęło, raz i ostatecznie.
Faktem jest, że wielki i decydujący udział miał mój sąsiad, z zawodu poseł dwu partii - PIS-u i Solidarnej. Umyślił sobie, że mu wywalę z roboty żonę, poszedł do kogo trzeba i razem wykombinowali sobie, jak tu gościa uwalić, jak doprowadzić konkurs do remisu, kogo posadzić na rok na stolcu, dać mu państwowa kasę, aby się wykształcił do bycia dyrektorem. No i udało się. W państwie Tuska jak najbardziej możliwe jest załatwianie takich spraw przez posłów opozycji, choć w gruncie rzeczy Ministerstwo Rolnictwa, któremu podlegałem to działka PSL-u. Gwoli sprawiedliwości, muszę dodać, że w podobny sposób stanowisko straciło 7 na 10 dyrektorów (identyczny scenariusz: zremisowany konkurs - powierzenie fotela swojemu na rok - kolejny wyreżyserowany konkurs). W ten sposób straciła posadę dyrektorka najlepszej pod względem wyników kształcenia szkoły rolniczej w Polsce. Czyli jestem w elitarnym (sic.) gronie.
Ktoś się zapyta: skoro wiesz o tym, skoro znasz nazwiska, motywy, świadków, to czegoś się ośle nie odwoływał czemuś nie poszedł won do sądu? Więcej, jak radziła sekretarka: czemuś znając byłego premiera Pawlaka, któremuś dzieci uczył czas jakiś temu, czemuś u niego wsparcia nie poszukiwał?
Fe, nawet myśl o tym, wrednie brzmi i obrzydliwie cuchnie. To moje cholerne wychowanie i jakiś wewnętrzny imperatyw kategorycznie mi zabraniały korzystania z tej brzytwy. A że inni tak mogą i wykorzystują, pal diabli to plemię - przynajmniej tam, w górze, kurcze blade, przypomnę Temu, żeby zlitował się nade mną i nie posłał do tego drugiego z ogonem , co to kociołek ze smołą zawsze na palenisku trzyma dla zuchwalców.
A na administracyjną ścieżkę wchodzić nie miałem zamiaru, bo tam procedura taka istnieje, że jeśli zapodam sprawę wyżej, to ona i tak zejdzie niżej, do tych samych, co decyzje w mojej sprawie już podjęli, więc wyszłoby na to, że się wygłupiłem. A sąd: cóż, na bank straciłem trzymiesięczne pobory, bo choć to polski sąd, a sędziowie różni bywają, to prawo (bez karabinu) po mojej było stronie. Ale nie mogłem sobie wyobrazić konieczności konfrontacji z niedouczoną babą i, jak znam siebie, mógłbym na jakąś porządkową karę się narazić, gdybym na tej sprawie miał rzec to, co miałbym do powiedzenia w tej sprawie.
Tak, że zrezygnowałem z knowań, co oczywiście pociągnęło za sobą także przykre finansowe konsekwencje... ale to moje cholerne wychowanie....
Wątpliwą dla mnie satysfakcją jest to, że moje niedawna szkoła pada na łeb na szyję, że nabór się kończy i pewnie za parę lat zostanie zamknięta, a później sprzedana. Ale to już nie moja sprawa.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mocno znielubiłem uprawiany przez siebie zawód i raz na zawsze zatrzasnąłem drzwi przed publiczno-państwowym biznesem, nie tylko edukacyjnym, co na "państwowca" za jakiego się uważałem, jest trudne do przełknięcia. 
Ale widocznie państwo polskie woli dzisiaj funkcjonować w oparciu o kreatury podobne do tego mojego sąsiada-posła, który mszy za ojczyznę nie odpuści, wyuczone farmazony klepie o patriotyzmie i etyce, a w spodniach łgarstwo nosi, nie warte kopnięcia w przyrodzenie. 
I dopóki tacy ludzie rządzą nami i wpływ na nasze życie mają, dopóty tkwił będę na tej mojej wewnętrznej emigracji... te moje cholerne wychowanie...

3 komentarze:

  1. Ech... W każdym innym fachu mogło się to zdarzyć, szkoda jednak, że nauczycielski stan generalnie w kiepskiej kondycji! I morale cosik marne... Patrzę na moją szkołę, jak upada z roku na rok i nie ma komu powalczyć o poprawę status quo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem z branży, ale dobrze znam zawód nauczycielski a także wiem co działo się i dzieje w szkolnictwie.
    Jestem córką nauczycielki, żoną nauczyciela i matką /młodszy syn/ nauczyciela.
    Pozdrawiam Cię serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odbiornika nie reguluję, ale okrutnie tęsknię:-)))

    OdpowiedzUsuń