Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

23 sierpnia 2014

Wzdłuż Izery

Izera w okolicach Grenoble jest srebrzyście-biała, matowo-biała. To efekt wypłukiwanego z górskich strumieni wapnia.
Gieres jest niewielką, licząca poniżej stu kominów wioska położoną w odległości nie większej niż 8 kilometrów od centrum Grenoble. Nie ma chyba bardziej dogodnego miejsca na postój niż ta wioska, a konkretnie parking usytuowany pomiędzy ośrodkiem sportowym a tramwajową zajezdnią, tak cichą, że niemal niezauważalną.
Podchodzę do Izery, białej Izery, której źródła sączą wody z francusko-włoskich szczytów Alp Graickich.
Wzdłuż Izery ciągnie się wąska asfaltowa droga, na której spotykam rowerzystów-kolarzy, biegaczy i spacerowiczów. Jest ciepły, sierpniowy wieczór i temperatura, ku mojemu zdziwieniu, przekracza 26 stopni. A oni - mam na myśli tych sportowo uduchowionych młodych, starych i w średnim wieku ludzi, biegających i jeżdżących z prądem i pod prąd rzeki. Podziwiam, podziwiam.
Ścieżka wzdłuż Izery jest idealnym miejscem do rekreacji ale też do profesjonalnych treningów. Widząc lekkim truchtem biegnącego murzyna, myślę sobie, że może spotkałem jednego z Kenijczyków, o którym bedzie głosno na którymś z mitingów grand prix. 
Wokół otaczają mnie potężne, zalesione, wapienne wzniesienia, a dalej, w kierunku wschodnim, ponad nimi alpejskie wierzchołki drapią niebo ostrymi krawędziami szczytów. Mnie jednak kusi widok niezwykłego masywu skalnego zajmującego północny zakątek świata. Skalisty ten szczyt wydaje się być zwieńczony foremnym, przechylonym prostopadłościanem, który, nie wiedzieć czemu, został postawiony na względnie symetrycznym wzniesieniu. Wierzchołek szczytu, nazwany przeze mnie "Górą Czarownic" przypomina twierdzę kapiącą się w wilgoci białych chmur, które pojawiają się w tym miejscu nawet wtedy, gdy reszta nieboskłonu błyszczy lazurowym błękitem. 
Przemierzam pieszo-rowerowy szlak wolnym, spokojnym krokiem, zapatrzony to w przestrzenną dolinę sięgającą podnóża zalesionego masywu, to znów  obserwuję ławice niedużych ryb, na tyle silnych, aby mogły stawić czoła wartkiemu prądowi Izery.
Sen po takim pięciokilometrowym spacerze przychodzi łatwo, bez oporów.


2 komentarze:

  1. a wiesz, uprzytomniłaś mi, że to zdjęcie oddaje klimat i krajobraz...

    OdpowiedzUsuń