Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

31 sierpnia 2014

O muzułmanach inaczej

Boimy się islamu jak ognia. Ale niektórzy z tych, co się boją, nie biorą pod uwagę faktu, że choć w nocy wszystkie koty bywają czarne, to w rzeczywistości nimi nie są. Banałem będzie więc stwierdzenie, że bycie muzułmaninem koniecznie musi oznaczać zamiłowanie do terroryzmu i podłe traktowanie żony, czy w ogóle kobiet. 
Josif, dla mnie Józef, jest Kurdem i prowadzi kebabowy interes. Jest zaprzeczeniem fanatyka i, prawdę mówiąc, wolałbym z nim zgubić, jak z niejednym Polakiem-katolikiem znaleźć. Miły, serdeczny, obowiązkowy, a jeśli chodzi o biznes to problemy ma podobne do tych, którzy prowadzą własne biznesy w okolicy. Czasami też spotyka się z niechęcią jako obcy, choć trochę mnie to dziwi, bo nie daje podstaw, aby traktować go jako niechcianego obcokrajowca. Ma o tyle przewagę nad polskimi restauratorami, że Kurdowie trzymają się razem i kiedy mają rodzinę pracującą w podobnym biznesie albo znajomych, to prędzej pomogą sobie nawzajem, aniżeli cieszyć się będą z kłopotów finansowych kogoś z branży. Józef dobrze mówi po polsku, więc jest mu łatwiej, choć nie rozumie dlaczego płacąc składki na ubezpieczenie zdrowotne trzeba opłacać lekarza i kupno leków. A Turcja, skąd się wywodzi to taki na wpół cywilizowany kraj.
Ramier jest dwudziestojednoletnim młodzieńcem z Bagdadu. Tam studiuje, lecz obecnie w Polsce jako gość, przyjaciel Józefa. W Iraku zostawił większość członków rodziny i tęskni za nimi, lecz obecnie przedłużył wizę i, nie ma co mówić, boi się trochę powrotu do kraju, gdzie do władzy dochodzą ci nieoświeceni, dla których islam to walka na śmierć i życie z każdym niewiernym. 
Pewnie dla Ramiera najlepszym wyjściem byłoby ożenić się tutaj w Polsce, z czym teoretycznie nie miałby problemu, bo jest młodzieńcem więcej niż urodziwym. Przeszkadza mu tylko to, że młode Polki piją, co już nie bardzo mu się podoba, no i ta tęsknota za krajem. Ramier mieszkał jakiś czas w Sztokholmie, lecz jakoś się tam nie zadomowił. Łamana polszczyzną mówi, że ze Szwedem tak nie pogadasz jak z Polakiem i w ogóle Irakijczykom z charakteru i otwartości bliżej do Polaków niż do ludu zamieszkującego tereny na północ od Bałtyku.
Ruzgar, ojciec Ramiera, pomaga Józefowi przy kebabie. Ma problemy z polskim, lecz nadrabia uśmiechem i serdecznością, choć czasami ma smutne, nieodgadnięte oczy. Myślę, że w związku z wojną w Iraku.
Józef traktuje tych dwóch jak rodzinę. Aż nie wytrzymałem i zapytałem się, czy przypadkiem rodzina nie są.
- Przecież my pochodzimy z dwóch różnych państw - odparł.
Pomyślałem, czy łączy ich wspólna religia? A może to coś innego? Coś więcej? Wspólny lub podobny los? Oczywiście od razu nasunęło mi się pytanie, czy my, Polacy, żyjący i pracujący na Zachodzie, jesteśmy w stanie sobie pomagać, wspierać? Czy bylibyśmy gotowi pomagać rzuconemu w nieznane Rosjaninowi, Bułgarowi, Rumunowi?
Na koniec niech mi będzie dane powiedzieć, krajanie, którego los przypadkiem skieruje do Kutna, że kebab Józefa z Warszawskiego Przedmieścia jest świetny i, tak czy owak, spróbować warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz