Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

02 lutego 2015

Chwila wyjątkowa

Dano więcej światła. Cały dzień jak długi i szeroki: szarość ponura, bezsennie, mglisto; niechże więc kawiarenka zapłonie, źrenice niech nie łakną jasności w usilnej walce z ciężarem mroku, co styczniowo gęstnieje.
Przy jedynym kaflowym piecu, od samego rana dobrym ciepłem nagrzanym pani Zofia, istota ciepłolubna, ze starym pisarzem przy jednym stoliku odpoczywa, drugą już sączy kawę z puszystym ptysiem do pary. Stary pisarz z przystrzyżoną brodą, w grubym wełnianym swetrze, ciepła może i nie potrzebuje, lecz towarzystwa pani Koteńkowej dotrzymuje, racząc się drożdżowym ciastem z kruszonką i ciepłym mlekiem, w półlitrowym kubku, który w kawiarence jedynie jemu jest przeznaczony.
Był to bowiem czas i była to chwila wyjątkowa, w której stary pisarz zapragnął się pani Zofii zwierzyć, w nastroju będąc szczególnym, rzec można, wyjątkowym.
- Zastanawiam się, droga pani Zosieńko, czy świat nasz opisując, nie czynie go nazbyt nieprawdziwym, nazbyt wymyślonym, aczkolwiek on przecież istnieje naprawdę, istnieje realnie we mnie, w pani, w nas, w całej tej gromadzie życzliwych sobie ludzi, którzy przywykli do siebie, a powiedziałbym rzecz wychodzącą w pole dalej – pokochali.
Stary pisarz niezwykle rzadko zapuszczał się w krainę słów wypowiadanych do przyjaciół; tym bardziej pani Koteńkowa wdzięczną była, że właśnie do niej je wypowiada.
- Mówi pan o tej naszej prześwietnej kawiarence, o naszych przyjaciołach serdecznych i kochanych.
- W rzeczy samej, pani Zosiu. Ja już przecież niemal zaniechałem poważnego pisania, a jeżeli, to szufladę nim uzupełniam. Wolę przychodzić tutaj, przysłuchiwać się i przypatrywać światu, który w tym miejscu stworzono.
- To pan go stworzył – w głosie pani Zofii te słowa zabrzmiały dosadnie i kategorycznie.
- Poniekąd ma pani rację.
- Ciekawam, czy wszyscy się domyślają, że kawiarenka podana jest światu przez pana.
- Nie całemu przecież światu. Ot, naszej grupie niewielkiej, która postanowiła i potrafiła być z sobą.
- To też ważne, pisarzu. A jakże ważne dla mnie, że zgodził się pan mnie umieścić w tym świecie.
- Całą swoją postacią pani na to zasługuje. Bo wie pani… ja życzyłbym sobie więcej takich ludzi także w innych światach.
- Szlachetnie powiedziane. Myśli pan, że jeśli kto uważniej przeczyta, jeśli się domyśli, o co tak naprawdę chodzi autorowi…
- Pani Zosiu, ja nie wiem, ja nie mogę być wieszczem w swojej własnej sprawie.
- … jeżeli odrzuci kwestie sentymentalne, jeśli obejdzie formę opowieści z drugiej strony – kontynuowała pani Zofia – to okazać się może, że daje pan ludziom do myślenia, ze tak naprawdę to niewiele ludziom do szczęścia potrzeba. Wystarczy tylko obudzić człowieka w człowieku.
- Pani Zosieńko, interpretuje pani, jak na humanistkę przystało.
- No cóż… całe lata w nauczycielskim, literaturoznawczym fachu wychodzą na wierzch spódnicy.
- Pozwoli więc pani, że jeszcze jeden podrzucę wątek poznawczy. Opisuje się, aby zakrzyczeć rzeczywistość – ponurą, wyobcowaną, odczłowieczoną, skomercjalizowaną, konsumpcyjną, słowem – nieludzką. To takie serum na cywilizacyjne choroby, które nas trawią i często nie jesteśmy ich świadomi.
- To jest równie ważna motywacja – skwitowała pani Koteńkowa.

Nie chcemy głębiej wwiercać się w tę rozmowę, bardzo osobistą, lecz jednocześnie w wielkie egzystencjalne problemy świata uwikłaną. Dość powiedzieć, że trwała ona w tej formie, aż do ostatniego gościa na sali, aż wreszcie światła przygaszono, a na pogodnej kawiarennika twarzy pojawił się ten szczególnie cenny uśmiech przedsennego znużenia.
Przed rozstaniem stary pisarz usłyszał z ust pani Zofii, że niebawem w życiu pana Adama szykują się piękne i istotne zmiany, o których z pewnych względów dziś jeszcze mówić nie może.
Stary pisarz podobnie nie wypowiedział się na temat wizyty tajemniczej Aleny… a zbliżała się ona… była… na wyciągnięcie dłoni.

3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. w imieniu kawiarennika, tudzież starego pisarza i, koniecznie, pani Koteńkowej, za dobre słowo dziękuję i pozdrawiam, przepijając koniakowym kieliszkiem :-)

      Usuń