Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

08 lutego 2015

Malczewski - blask symbolizmu

Aby kawiarenkowicze nie twierdzili, że polska nacja w malarskim rzemiośle bierna i skąpo w artystów ubrana, dzisiaj przedstawiam postać jednego z najznamienitszych malarzy przełomu wieków XIX i XX, symbolistę z obszernym a zamaszystym pędzlem, niesłusznie tak niewiele przez świat znanym. Nie, nie jest to tym razem Stanisław Wyspiański, i malarz i dramaturg w Krakowie pod Wawelem, na Kanoniczej wychowany, skąd kolosalną bryłę królwskiego zamku oglądał, przez co, być może tak bardzo nasiąknął rodzimą historią i tradycją. Na niego przyjdzie jeszcze kolej. 
Dzisiaj spotkanie z Jackiem Malczewskim obdarzonym, nie dość że sprawnym rzemiosłem, lecz również wyobraźnią i fantazją wychodzącą śmiało ponad innych twórców młodopolskich wizje i podróże znaczone barwą, formą i kształtem. 
Wśród jemu współczesnych Malczewskiego opera omnia wyróżnia się owym symbolicznym ujęciem przedstawionego na płótnie świata, przy czym nie tylko obrazowany przez artystę świat sam w sobie zdaje się być osobliwą alegorią, lecz również poprzez obrazów nazywanie dąży malarz do postrzegania jego dzieł w sposób dwuznaczny. Odwołuje się w nich do baśni, poetyckiej puścizny romantyzmu; także do mitologii która współgra u niego całkiem gładko z realizmem. Nadto w twórczości Malczewskiego liczne są przypadki autoportretowania, w którym artysta bywa raz Chrystusem, a innym razem wkomponowaną w obraz postacią lub jej strzępem, ułamkiem, tak jakby będąc postacią na płótnie, uwikłany w kontekst malarskiej opowieści pilnował kompozycji dzieła.
Przedstawię dziś cykl trzech malowideł zwieńczonych wielce zachęcającym tytułem “Rusałki”, przy czym skupię się na jednym płótnie, aby dla niego swój zachwyt wyrazić; okaże się, czy słuszny.

Boginka w dziewannach (cykl Rusałki)

Mamy zatem najpierw obraz ”Bogini na dziewannach”, w którym na tle wiejskiego pejzażu, stogów siana pogrążonych w mglistej zamieci, podobnych do stożków gór wulkanicznych; na tle wieśniaczej młodzieży, podróżuje sobie na wysokich łodyżkach dziewanny baśniowa bogini.

Załaskotany (cykl Rusałki)

Drugi obraz nazwą swą więcej niż zaskakuje a przedstawia niemal iddylliczną scenę na łace, zapewne podmokłej, gdzie spoczywają niewiasty w bieli, umęczone zabawą nad młodzianen, który przez te właśnie białogłowy, do nieprzytomności został zagłaskany. Nie na tym koniec: oto nad “zagłaskanym” prężna dziewoja (jedyna niewiasta z chustą na głowie i czerwonej, podwiniętej sukience) dumna, swoją postawą wykazuje, że jeśli pozostałe panny pląsami zmęczone, ona, swojska dziewczyna, jakby z wiejskiej chaty przez artystę wykradziona, jako ten lew nad płową zdobyczą pastwi swój wzrok drapieżnego zwycięzcy.

Topielec w uściskach dziwożony (cykl Rusałki)

Trzeci w cyklu “Rusałek” obraz: “Topielec w objęciach dziwożony” przedstawia zadziwione przerażenie trzech wiejskich gracji przybyłych nad strumień do pobrania w konwie wody. W świetlistym blasku dnia, po prawej stronie płótna widać wyraźnie jak baśniowa dziwożona porywa topielca w chętne zemsty (?) ramiona, unosząc go z sobą, bóg wie, z jakiej przyczyny.
Proszę teraz spojrzeć na to osobliwe piękno obrazu zwane światłem. mają Niderlandy swoje mistrza światłocieni Rembrandta; ma nasza nacja Malczewskiego, który w tym obrazie sprawił, że srebrzysto-białe światło dnia rozjaśnia dziewczęce postaci aż oczy razi. Niezwykła to przemoc światła nad nadwodnym, sielskim pejzażem.
A teraz przymknijcie oczy i wyobraźcie sobie łąkę, staw lub jeziorko w porze nie porannej, bo wtedy panować może jeszcze krwisty płomień poranka lub co najwyżej pomarańczy owal słońca; nie w samo południe, bo wtedy życiodajna gwiazda w zenicie marny cień rzuca i wzrok nas mniej uraża. Wyobraźmy sobie ten czas zawarty pomiędzy chłodnym  jeszcze porankiem a słonecznym południem; schylmy się i spójrzmy ponad spokojne fale, ponad bujność traw, ponad najwyższe nad wodą sitowie… zobaczycie wtedy ów blask kolący oczy, zobaczycie srebrną jasność, aż przymusicie wzrok swój do zaprzestania obserwacji. Tak właśnie jest w tym obrazie. Taka w nim przeraźliwa jasność światłem upalnego dnia się mieni.
A widział to mistrz Jacek Malczewski z prześwietnego grodu Kraka, widział i godnie barwami opisał. 
  
[aby ujrzeć obrazy w powiększeniu, najlepiej odszukać je po lewej stronie tekstu w zakładce OBRAZY PIN, gdzie razem z innymi przesiadują] 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz