Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

02 lutego 2015

Pieniądze

- My to właśnie do pani przyszłyśmy…
- Proszę usiąść. Ale mogę panie poczęstować jedynie herbatą.
Samodzielna księgowa i kierowniczka magazynu usiadły przy stole i rozglądały po pokoju. Koniecka przeszła do kuchni. Usłyszały rozmowę.
- Usiądź z paniami. Ja zrobię.
- Zobaczyłabyś, jak się czuje. Dzisiaj ćwiczył więcej niż zwykle.
- Sprawdziłam. Śpi. Idź do nich. Zostało trochę herbatników. Podam je.
- Mamo, to dla Jacka. On tak lubi te z cukrem.
- Dzisiaj jeszcze upiekę domowe. Idź już do nich. Nie zostawiaj gości samych. Podam.
Pokój był obszerny, mieszczący stare ale dobrze utrzymane meblościanki (późny Gierek) w kolorze jasnoorzechowym. Okrągły, rozkładany stół to pamiątka jeszcze z czasów ślubu matki; haftowany obrus na stole i podobnie serwetki to własnoręczna robota matki.
Samodzielna księgowa i kierowniczka magazynu czuły się tak, jakby je wpuszczono do muzealnej sali, w której panuje nieskazitelny porządek, a wszystkie przedmioty i bibeloty zostały umieszczone celowo, gdyż ich zbiór stanowił nierozerwalna całość i pasował do charakteru pomieszczenia. Kierowniczka magazynu skojarzyła widok zadbanego pokoju, w jakim się znalazła z jej pierwszą wizytą u przyszłej teściowej, tyle że wtedy mogła się domyśleć, że tamten porządek wymuszony był jej uroczystym przedstawieniem się w domu rodziców przyszłego męża. Ta wizyta obu kobiet była z kolei niezapowiedziana.
Anna wróciła z kuchni i przysiadła się do gości.
- Miło mi, że panie przyszły – powiedziała z ledwie zauważalną satysfakcją. Była zbyt zmęczona, aby pozwolić sobie na luksus spontanicznej radości.
- Lepiej późno niż wcale – odezwała się kierowniczka, po czym zamilkła jakby żałując wypowiedzianych słów.
- Męża nie ma? – zapytała księgowa.
- Za granicą. Trafiła mu się niezła praca na trzy miesiące. Za dwa tygodnie wraca.
- Cały czas te płytki kładzie? Synowa poszukuje dobrego majstra – księgowa lubiła być pomocna w wynajdywaniu fachowców, speców od rozlicznych robót domowych. – Źle tak samej – dodała spoglądając Annie w oczy, których blask zdawał się być poszarzały a wyraz twarzy obojętny.
- A moja znajoma to się cieszy, gdy jej mąż długo poza krajem przebywa. Wtedy dopiero może sobie pożyć. Nikt jej nad głową nie…- kierowniczka magazynu przerwała nagle, dostrzegając tę paraliżującą obojętność w oczach Anny.
- Co za atmosfera? Że też niczego nie można powiedzieć – pomyślała.
Pomilczały trochę, aż matka przyniosła herbatę i ciastka.
- My tu właściwie w pewnej bardzo ważnej sprawie do pani przyszłyśmy. Domyśla się pani? – zaczęła samodzielna księgowa.
- Prawdę mówiąc, nie bardzo – w oczach Anny, a także w jej głosie nie dało się zauważyć choćby iskierki zainteresowania.
- My wiemy, że duma pani nie pozwała być może… – wtrąciła kierowniczka magazynu, za co natychmiast została skarcona ostrym spojrzeniem ze strony księgowej.
- Miło mi, że panie przyszły mnie odwiedzić, ale naprawdę nie próbuje nawet odgadnąć przyczyn tej wizyty – powiedziała Anna i zachęciła obie panie do posmakowania ciasteczek i wypicia z nią herbaty.
Księgowa najwyraźniej stwierdziła, ze jeszcze nie nadszedł czas na poruszenie właściwego tematu rozmowy, więc jako pierwsza osłodziła herbatę i chwyciła w delikatne paluszki ciasteczko, potem, przegryzając kawałek, wydała z siebie odgłos akceptacji dla walorów smakowych ciasteczka i spróbowała herbaty. Kierowniczka magazynu poszła jej śladem. 
W kuchni matka zajmowała się już szykowaniem produktów do domowych ciasteczek.
- Pani Anno – zaczęła ponownie samodzielna księgowa – przejdźmy do sprawy najistotniejszej, do tej z która przyszłyśmy.
- Proszę bardzo. Przejdźmy – zgodziła się Anna.
- Chyba nie będzie to dla pani zaskoczeniem, że my w zakładzie doskonale znamy pani aktualna sytuację, że jest pani ciężko, syn po udarze wymaga rehabilitacji, drogich leków, być może również specjalnych turnusów rehabilitacyjnych, jak i też prywatnych konsultacji u profesorów.
- Nie myli się pani – odparła Anna – wprawdzie, jak mówią lekarze, najgorsze mamy za sobą, bo nie ma bezpośredniego zagrożenia dla życia syna, ale za to przywracanie go do normalnego stanu, w jakim był przed chorobą, o ile oczywiście można ten stan uzyskać, to proces długotrwały.
- Właśnie dlatego, pani Aniu, w tym przypadku każdego rodzaju pomoc, zwłaszcza finansowa,  jest, naszym zdaniem, niezbędna.
- No, wie pani. Mąż właśnie dlatego wyjechał za granicę, abyśmy nie byli w stu procentach zależni od pomocy innych ludzi.
- I nie jesteście? Doprawdy? Pani przecież nie pracuje – wtrąciła kierowniczka magazynu
I tym razem samodzielna księgowa rzuciła w stronę kompanki surowe spojrzenie.
- W zakładzie zrobiliśmy zbiórkę pieniędzy dla pani… dla pani syna. To taka spontaniczna akcja, a z inicjatywa wyszedł sam szef – powiedziała.
- To naprawdę bardzo miłe – uśmiechnęła się Anna – czy to ten sam szef, który wyrzucił mnie z pracy, kiedy musiała zostać w szpitalu przy dziecku o jeden dzień dłużej niż powinnam?
- Pani Anno – tym razem kierowniczka magazynu postanowiła zawalczyć o swoją wypowiedź i doprowadzić ją do założonego skutku – było nie było, nie ma co zachowywać urazu. Ludzie się zmieniają, także i nasz szef mógł zmienić poglądy. I zmienił. Zapewniam panią. A kiedy pieniądze dają, trzeba brać, zwłaszcza, że to dla dziecka.
- Pani kierowniczko, szef dobrze wiedział dlaczego wtedy nie było mnie w pracy, dlaczego nie miałam głowy do przedłużania urlopu, a wzięłabym nawet bezpłatny… lecz szef nie chciał o tym słyszeć.
- Pani Anno, szef tyle spraw ma wciąż na głowie, zapracowany bardzo… a do tego nikt nie jest ideałem.
- Pani Aniu, to pieniądze nie tylko od szefa – zauważyła samodzielna księgowa – wprawdzie dołożył całkiem pokaźną sumę, ale przecież niemal cała załoga złożyła się dla pani dziecka, proszę zrozumieć.
- Jak panie widzą, do tej pory obywaliśmy się bez pieniędzy składkowych pracowników, a mąż dostał pracę i dobrze zarabia, więc nie widzę potrzeby otrzymywania jałmużny po czasie. Wiedzą panie, ile to już czasu upłynęło?
- Mamy rozumieć, że nie przyjmie pani od nas tych pieniędzy? – spytała księgowa.
- Nie mam najmniejszego zamiaru – głos Anny był więcej niż zdecydowany i towarzyszyły mu te nieobecne dotąd błyski w oczach. Widać było, że odzyskuje siły.
Kobiety pośpiesznie dopijały herbatę, zbierały się do wyjścia.
- Za dwa tygodnie wróci mąż – przypomniała Anna – więc jeśli do tego czasu pani synowa nie znajdzie fachowca, z chęcią powiem mężowi, że szykuje się jakaś robota.
- Dopilnuje tego, aby przez te dwa tygodnie nie znalazła. Sama do pani zadzwonię.
Anna odprowadziła obie panie do drzwi. Z sąsiednim pokoju dobiegały odgłosy budzącego się syna Anny, który tego dnia wykonał u rehabilitantki znacznie większą pracę niż ostatnimi czasy.    

1 komentarz:

  1. To się nazywa duma. Albo godność.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń