Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

03 lutego 2015

Wizyta

[Stukanie do drzwi.]
A: Proszę do środka.
B: Nie pytasz się, kto zacz? Może rozbójnik jaki?
A: A czego szukałby u mnie rozbójnik? Już prędzej ja powinienem zbójować. Mam wszak tyle co on. Wchodź, wchodź. Poznałem cię.
[Wchodzi powoli, lekko kuśtykając. Laskę oddaje A; ten odstawia ją w róg pokoju]
B: Po czym?
A: Po krokach. Po pukaniu. Wraz z wiekiem poprawia mi się słuch.
B: Tak mówisz?
A: Nie inaczej.
B: Gdzie mogę usiąść?
A: Przy piecu, przy kominie. Widzisz te dwa fotele. Jeden z nich dla ciebie przeznaczony.
B: Nie dorobiłeś się zanadto. To stary piec.
A: Kiedy przyłożysz dłoń do kafla, zrozumiesz, że niewiele więcej mi potrzeba.
[Siadają]
B: Zrozumiałem. Masz mleko?
A: Jest tutaj. Przygotowałem dwa gliniane garnuszki. Dla ciebie i dla mnie.
[W kaflowym piecu nad paleniskiem znajduje się wnęka, zamykana posrebrzanymi drzwiczkami – doskonałe miejsce dla podgrzewania potraw.]
B: Nie gniewasz się, że przyszedłem do ciebie?
A: Bóg w dom.
B: Teraz często przede mną drzwi zamykają. Inni z kolei każą mi wchodzić na przygotowany postument, a na nim stawiają tron dla mnie. A ściany pokoju wyłożone są złotem, a wokół kosztowności. Stare moje oczy nie wytrzymują blasku.
A: jeśli mi powiesz, że wobec tego wolisz przychodzić do mnie, nie uwierzę.
B: Niewierny Tomaszu
[A podaje mleko. Obaj piją]
B: Dla tego mleka warto. To dla mnie największa zapłata. Przyznaj się, podejrzewałeś, że przyjdę do ciebie.
A: Niby skąd miałem wiedzieć, kiedy przyjdziesz? Wiem tylko to, że czasami składasz mi wizyty.
B: A te dwa dzbany mleka? Oczekiwałeś kogoś? 
A: Czasami jest to mleko, czasami żur; innym razem kawa albo kakao pachnące wanilią lub cynamonem. Zawsze coś mam dla kogoś, kto może mnie odwiedzić. Czasami dobrze jest nie być samym na świecie.
B: Tak tylko pytałem, choć wiedziałem, że w piecowym wykuszu trzymasz dwa dzbany mleka. Wiesz o tym, że ja wiedziałem.
A: Nie może być inaczej. Z nas dwóch ty wiesz więcej.
B: Z nas dwóch ja jestem stary. Być może zbyt stary. Nawet jak na mnie, wiek ma swoje znaczenie.
A: Nie udała ci się starość.
B: Nie udała. Nie tylko starość. Nie udały mi się choroby, tragedie, wypadki, wojny. Nie udali mi się niektórzy ludzie.
A: Nikt nie jest doskonały.
[u obu uśmiech na twarzach]
B: To błąd. To wielki błąd, że pozwoliłem się nazywać doskonałością.
A: Czy to rozsądne całą winę przypisywać sobie?
B: W końcu odpowiedzialny jestem także za zło. Mleko wyśmienite. 
A: Przesadzasz. Dałeś ludziom wolę. Dziękuję. Dla przyjaciół i dla siebie to samo. Z porannego udoju.
B: A tragedie? Powinienem był przewidzieć, że kara nie dla wszystkich ta sama. Wybacz.
A: Myślisz, że gdyby był ten drugi raz, inaczej byś świat urządził?
B: Tak właśnie myślę i z tą myślą po świecie chodzę, spowiadam się i nauczam i uczę się.
A: Spowiadasz się i uczysz? Czego ty się możesz nauczyć od człowieka?
B: Bardzo wielu rzeczy. Dobrych i złych. Uczę się od nich miłości, ale też poznaje pychę, gniew i nienawiść. 
[A. milczy dłuższa chwilę]
B: Twoje milczenie każe mi słuchać twoich myśli. „Czego uczysz się ode mnie”, prawda? O tym pomyślałeś?
A: I tak wiesz, a zadajesz to pytanie.
B: Do ciebie przychodzę, aby napić się mleka, kawy, czasami czegoś mocniejszego.
A: Tylko tyle?
B: To bardzo dużo. Przypominasz sobie, czego ludziom życzył Franciszek?
A: Dobrego obiadu.
B: Właśnie. On chciałby, aby wszyscy zjedli ten dobry obiad. U ciebie mam mleko. Dobre mleko.
A: Coś mi się wydaje, że wiele razy bywałeś u Franciszka.
B: Nie mylisz się. Widuję go często. Widzisz, jeśli człowiek jest syty, napojony, wtedy ma zdrowe ciało, zdrowego ducha. Wtedy może objąć spojrzeniem cały świat, przypatrzyć mu się, ukochać. Wtedy jego wiara jest silniejsza. Docenia to, co ma. Nie potrzebuje walczyć o każdą kromkę chleba, bo albo przygotowuje ja sam, albo też jest mu ofiarowana ze szczerego serca. Tą kromką chleba jest dla mnie twoje mleko z porannego udoju. Rozumiesz teraz, jak ważną pobieram od ciebie naukę?
A: Ale ja jestem grzesznikiem, być może większym, niż ci się wydaje.
B: Powiedziane było, kto jest bez grzechu, niech rzuci kamieniem.
[Wypili mleko z dzbanów. B. wstaje, kierując się do wyjścia. A podaje laskę]
B: Pokój z tobą.
A: Następnym razem będzie jajecznica. Przybywaj z pokojem.
[B. znika za drzwiami]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz