Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

25 maja 2017

KAWIARENKA (88) POWRÓT STAREGO PISARZA

- A czy to tak ładnie, stary pisarzu, zapominać o przyjaciołach? Wszak miesiąc z odkładem minął i nic… cisza.
Pani Janeczka Szydełko ścisnęła mocno wychudłą, opaloną dłoń starego pisarza. Ten nieco się zmieszał i z tego zmieszania wydobyła go uśmiechem pani Zofia Koteńko.
- Przecież wiemy, wiemy doskonale, że przez te pięć tygodni nasz rekonwalescent kurował się w wodach - dodała pani Janeczka. - Zdrowie, mistrzu, najważniejsze.
- To prawda - odparł stary pisarz całkiem już uspokojony - i muszę paniom powiedzieć, że rzeczywiście oddech mi się poprawił, męczę się jakby mniej, a i serce rytmiczniej bije. Tyle, że to tak długo trwało, no i co tu gadać, stęskniłem się za wami.
- Prawdę powiedziawszy - wtrąciła pani Zosia - te dodatkowe dziesięć dni to sprawka mojego męża.
- Toż ja od samego początku wiedziałem o tym. Ten lekarz, który się mną zajmował w sanatorium już podczas pierwszego badania oznajmił, że pobyt mój się przedłuży. Początkowo nawet się przestraszyłem, bo jakże to, aż tak źle jest ze mną? No ale kiedy w końcu padło nazwisko pani męża, zrozumiałem, że to on przyczynił się do moich tortur, znaczy się do kąpieli błotnych, inhalacji, spacerów, masaży i zażywania słonych, smakujących wapnem i siarka płynów.
Mecenas Szydełko, który powrócił właśnie od barku wymieniwszy kilkanaście słów z kawiarennikiem, natrafiając na końcówkę rozmowy, pospiesznie dodał:
- Do końca tego roku a już najpewniej w przyszłym, stary pisarzu, pan doktor Koteńko nie będzie cię odsyłał do dalekich wód, a zapowie cię w naszym sanatorium, które buduje się w iście piorunującym tempie.
- Podejrzewałem, że tak się dzieje - odparł stary pisarz - ale od podejrzewać do zobaczyć daleka droga.
- O, tak - mój drogi - odezwała się pani Janeczka - wiele straciłeś przebywając na tym słusznym wygnaniu. Zaczęło się od naszego przeuroczego wojażu do Grodka na zaproszenie pań Popławskiej i Zgadkiewiczowej, gdzie uczyniono nam iście królewskie przyjęcie, częstując nas wyśmienitymi świątecznymi potrawami.
- To prawda, do dzisiaj czuję smak karpi w galarecie, chrzanu ze śmietaną, który można kroić nożem, makiełek i mazurków - wspominała pani Zofia.
- A te makowce, serniki, jaja pod każdą postacią - dodała zachwycona Janeczka.
- I, co najważniejsze, powymienialiśmy przepisy na okoliczność świąt, a nasza pani Rybotycka i ten młody kawiarenkowy kucharz też zaskoczyli grodkowe panie sałatkami i kaczką a’la zając - wtrąciła pani Zofia.
- I mnie przy tym nie było - westchnął stary pisarz.
- Bo ty, przyjacielu, wciąż przy garnuszku mleka przesiadujesz - roześmiał się pan mecenas. - Pewnie pogardziłbyś tymi frykasami.
- A nic podobnego. Dobrze zjeść lubię, tyle że w skąpych ilościach.
- A potem, drogi pisarzu, mieliśmy chrzciny kawiarenkowego Kubusia i ciżemkowskiej Leny, a zaraz potem wystartowało radio „Weronika” - kontynuowała pani Janeczka.
- Tego trzeba nam było - skwitował pan mecenas Szydełko. - Słyszysz przyjacielu tę muzykę? Pan Adam puszcza to radyjko, o ile w kawiarni nie ma jakiejś muzycznej imprezy albo pan doktor do pianina nie zasiada.
- Ponadto, mój drogi, w zeszła sobotę towarzystwo udało się pierwszy raz na rowerową majówkę nowym szlakiem pana leśniczego - poinformowała starego pisarza pani Zofia. - Ech, gdybyż wtedy pogoda nam dopisała… gdyby nie grochówka, którą w leśniczówce nas poczęstowano, pewnie byśmy się pochorowali, ale co dobrego, to jeszcze przed nami, więc zapowiedzieliśmy kolejną wyprawę za dwa tygodnie, dłuższą, bo pan Gajowniczek nie omieszkał przygotować jakąś edukacyjna niespodziankę związaną z florą i fauną okolicznych lasów.
- Widać, że dużo straciłem i trzeba by nadrobić zaległości. Przynajmniej na tę rowerowa wyprawę się zaproszę.
- A nade wszystko, powinien pan przyjacielu, częściej zachodzić do kawiarenki - poradził pan mecenas. - Tutaj zawsze dowiesz się czegoś ciekawego.
- Powiedział ten, który do kawiarenki chadza często - odezwała się do męża z nutką sarkazmu pani Janeczka.
- Kiedy wiesz, że ja mam mnóstwo spraw wyjazdowych.
- I do tego pracę w stowarzyszeniu, przez co podróżujesz po całym kraju i rzadko kiedy widuję cię w domu.
- Skoro tak trzeba…
- No, jeśli trzeba… nic nie mówię, ale mógłbyś może zachęcić kogoś do współpracy, kogoś, kto wyręczyłby cię w tym czy owym.
- Sama wiesz, jakie to trudne.
- No tak, przede wszystkim liczą się pieniądze, które w adwokackiej profesji nie są do pogardzenia, a pracować za psi grosz, albo żaden bronić klientów nie wypada.
- Otóż to, kochana. A bronić trzeba. Przede wszystkim bronić słabych.
- Idealista.
Rozmowa miłych gości kawiarenki pewnie stoczyłaby się głębiej w stronę zawiłości prawnych, gdyby kawiarennik nie podał do stolika zamówionego przez pana mecenasa koniaczku, któremu towarzyszyły słynne cynamonowe ciasteczka.
- Mam nadzieję, że nasz pisarz, zrobi wyjątek i napije się z nami, odstawiając na chwilę na bok kubek z mlekiem, wszak został był już sanatoryjnie zaleczony.
I stało się tak, jak przewidziała pani Zofia. Czworo przyjaciół na dwa razy opróżniło kieliszek francuskiego koniaczku, po wypiciu którego rozmowa potoczyła się dalej, a stary pisarz co i rusz dowiadywał się, co tam z tegoroczną maturą, jak mają się sprawy z ośrodkiem wypoczynkowym, jak funkcjonuje market, czy pan Pokorski nie narzeka na brak tematów do gazety, co słychać u państwa Gajowniczków, bo słyszał to i owo i jakichś ich osobistych planach, no i w końcu zapytał, dla jakiej to przyczyny nie zobaczył w kawiarence pana radcy Kracha, z którym miał wiele do pomówienia.

[15.05.2017, Dover, Kent w Anglii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz