Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

06 lutego 2025

JULIUSZ SŁOWACKI - BENIOWSKI - PIEŚŃ 2 - (10)

 

Była to owa raca, nakazana

Przez księdza Marka na znak panu Sawie…

Pod biedną panną zadrżały kolana

Z trwogi — wąż leciał, paląc się jaskrawie,

I syczał, i tak jak oko szatana

Spojrzał z błękitu: i tak jako pawie

Piór płomienistych zaokrąglił końce,

I zatrzymany w niebie, trwał jak słońce.


Anieli zdało się, że już odkryta,

Że już ją widzi ojciec, jej dugena²²⁶,

Niebo, ta raca na gwiazdach rozbita,

I każda róża w ogniu, i falena²²⁷;

Już zdało się jej, że świat cały pyta

I pokazuje ją palcem. — Ta scena

Byłaby bardzo przykra dla tej panny,

Gdyby to zamiast racy był świt ranny.


Lecz raca zgasła i swe włosy złote

W ciemnym powietrzu cicho osypała.

Kilka z tych włosów przez grubą ciemnotę²²⁸

Upadło właśnie z nieba tam, gdzie stała

Panna Aniela, myśląc, jak tę psotę

I te wycieczki będzie ubierała

W wymówki; i pod ulewą ognistą

Przybrała na się postać dziwnie czystą.


Różane usta przygryzła zdradliwie,

Z oczu spuszczonych w bok miotała błyski;

Trochę się patrząc smutnie i fałszywie

Przygotowała dla ojca uściski,

Dla guwernantki podobne pokrzywie

Pocałowanie; jeden ukłon niski

Dla pretendenta do obrączki ślubnej,

I z tym ukłonem uśmiech — treści zgubnej.


Mimo to wszystko serce biło szybko,

Coś do tej główki wpadło i pobiegła

Biegnąc, jak gdyby była złotą rybką,

Która od wędki z dala plusk spostrzegła;

I coraz prędzej leciała i gibko

Chwiała się, ogniem twarzyczkę zażegła²²⁹,

Zadyszała się — różowa wpadła

W bramę i wkoło spojrzała, i zbladła.


Przy bramie stali obcy ludzie, mnodzy,

Różnego stroju, wąsaci i zbrojni. —

Widać, że byli trzymani na wodzy,

Bo ujrzeli ją i stali spokojni.

Byli to wszystko szlachcice ubodzy,

Patriotyczni bardzo, bogobojni,

Na pierwszy ogień szli, stali przy bramach,

Choć zimno, rzadko który w lisich błamach²³⁰.

______________________________________

²²⁶dugena (z hiszp. dueña) — ochmistrzyni, dama do towarzystwa panny a. młodej mężatki; guwernantka.

²²⁷falena (wł.) — ćma.

²²⁸ciemnota — tu: ciemność.

²²⁹zażegać — zapalać, tu: zaczerwienić się.

²³⁰błam — skóra, futro.

_______________________________________________

Nie zapytała ich o nic, nie śmiała

O nic zapytać panna starościanka,

Ale spojrzawszy na nich już nie drżała,

Już wyglądając dumnie jak Rzymianka

Wyprostowana, sroga, trochę biała,

A okiem paląc jak Transteweranka²³¹,

Biegła, jak wicher szła przez korytarze,

O swego ojca twarz patrząca w twarze.


Jako Elektra²³² weszła; elektrycznie

Cała się wstrzęsła²³³, widząc ojca w tłumie,

Który dowodził wtenczas retorycznie,

Że schylić głowy przed nikim nie umie:

Że rad by się był rozsądzić granicznie

Z konfederacją itd. — W szumie

Tych słów nic więcej nie pojęła córa,

Tylko, że ojcu grozi jakaś chmura.


Blady był bowiem starzec, jego ręce

Drżały. — Tu powiem, że Dzieduszyckiemu

Pożyczył niegdyś proszony, naprędce,

Kozaków przeciw panu Pułaskiemu²³⁴.

Słusznie więc teraz zbladł jako jarzęce²³⁵

Świece, trupowi podobien białemu.

I ów pan, cały purpurowy wczora,

Wyglądał jako statua Komandora²³⁶.


Ujrzawszy córka to, nie mówiąc słowa,

Pewnymi kroki do stołu się zbliża,

Widzi, że sterczy w nim sztyletu głowa

W papier utkwiona, więc jak piorun chyża

Wyrywa ów nóż i za gorset chowa.

Wtenczas, by²³⁷ ręce Boże zdjęte z krzyża,

Rąk dwoje wyszło spod papieru, obie

Te ręce zdrajca położył na sobie.


I oblały go krwią jasną dziurawe

Dłonie, i włos mu okrwawiły siwy.

Potem ku piersiom poniósł ręce krwawe,

I na żupanie białym, znak straszliwy

Został jak owe ordery plugawe,

Które dziś każdy kat i człowiek krzywy²³⁸

Wiesza na piersiach. — Potem się posunął,

Dał krok, zawrzeszczał jak szatan — i runął.

___________________________________________________

²³⁰błam — skóra, futro.

²³¹transteweranka — mieszkanka dzielnicy Rzymu położonej za Tybrem.

²³²Elektra (mit. gr.) — córka Agamemnona i Klitajmestry, władców Argolidy, zemściła się na matce za śmierć ojca.

²³³wstrzęsła — dziś popr. forma - wstrząsnęła.

²³⁴Pułaski, Józef (1704 - 1769) — wódz konfederacji barskiej.

²³⁵jarzęce — dziś popr.: jarzące; świece jarzące — zrobione z bielonego wosku; jarzyć się — świecić się, lśnić.

²³⁶statua Komandora — chodzi o postać z opery Don Giovanni Mozarta; Komandor zstępuje z pomnika grobowego, zaproszony przez Don Giovanniego (Don Juana) na ucztę, i porywa go do piekła.

²³⁷by — tu: niby, tak jak.

____________________________________________________


Serce w nim chore biło coraz prędzéj,

Czekając tylko na noża wyjęcie,

I pękło. — Siwy ten sęp z okiem jędzy

Utonął teraz już w dziejów odmęcie;

Ale są życia, co z tej samej przędzy

Winą się²³⁹, dla nich ten rym i przeklęcie!

Niech swoją przyszłość w tej pieśni odkryją!

Niech jak psy patrzą na trupa i wyją!


Gdy padł rąk własnych zczerwieniony łzami,

Ksiądz Marek z krzyżem do niego przyskoczył:

Lecz zdrajca za krzyż ukąsił zębami,

A potem ręką odepchnął i zbroczył.

Szmer zgrozy zachwiał w pokoju światłami.

Ksiądz wyjął brewiarz²⁴⁰, ustami namoczył

Palec i karty przewracał z pokorą,

Wiedząc, że duszę tę — już diabli biorą.


Wtenczas Starosta rzucił się do stołu,

Kułakiem stuknął, krzycząc: „rozbójnicy!”

Przemierzył księdza od góry do dołu:

„Waszeć byś lepiej modlił się w kaplicy

Niż — z mojego cię wyklnę Kapitołu²⁴¹!

Córko, podaj mi papier — kozak²⁴², świécy!

Siadaj tu Panna, et pagina fracta²⁴³,

Pisz protestacją, która pójdzie w akta.” —


Posłuszna panna Aniela usiadła,

Chwyciła w rękę pióreczko łabędzie:

A starzec do niej: „ta krew czarna, zsiadła,

Ta krew na stole atramentem będzie.

Umocz tu pióro.” Aniela pobladła:

Krwią był zalany stół aż po krawędzie,

Krwią, co wyciekła z rąk regimentarskich,

Gdy mu przybito do rąk wyrok Barskich²⁴⁴.


Ale posłuszna w krwi zmoczyła pióro.

Potem spojrzała i dreszcz ją przeniknął. —

„Wezwawszy bogów na świadki — pisz córo! —

Których bogdajby wzroku nie uniknął

Ów czyn nieszczęsny i haniebny… iuro²⁴⁵!…”

Tu karmelita ksiądz powstawszy krzyknął:

„Ja egzorcyzmem te szatany zwalczę…

Co ty krwią każesz pisać, bałwochwalcze?

_______________________________________________

²³⁸krzywy — tu: nieprawy, niemoralny, zdrajca narodu; Słowacki nawiązue tu do orderów rosyjskich, przyznawanych zdrajcom narodu po powstaniu listopadowym.

²³⁹z tej samej przędzy winą się — są z tej samej przędzy uwite (skręcone, utkane); przen. podobne, o podobnej strukturze.

²⁴⁰brewiarz — książka modlitw dla księży.

²⁴¹Kapitoł, własc. Kapitol — wzgórze w Rzymie, dawniej świątynia najwyższych bóstw rzymskich.

²⁴²kozak — tu: zbrojny służący.

²⁴³et pagina fracta (łac.) — i na kartce papieru złożonej na pół.

²⁴⁴Barskich — konfederatów barskich.

²⁴⁵iuro (łac.) — przysięgam.


[06.02.2025, Toruń]

KARTKA Z KALENDARZA - 06.02.2025

 

Kartka z kalendarza na dzień 6 lutego 2025 roku

Czwartek


Imieniny dzisiaj obchodzą: Amanda, Dorota oraz Amand, Antoni, Bogdan, Bogdana, Bohdan, Bohdana, Gaston, Joachim, Leon, Leona, Paweł, Szymon, Tytus, Wedast


Przysłowia na dziś:

„Na dzień świętej Doroty, ma być śniegu nad płoty”

„Po świętej Dorocie wioska cała w błocie”

„Św. Dorota zapowiada śnieg i błota”

„Po Św. Dorocie wyschną chusty na płocie, a jak nie wyschną,

to człeka mrozy do chałupy wepchną”

Słońce

Świt: 06:29

Wsch. Sł.: 07:05

Zenit: 11:50

Zach. Sł.: 16:34

Zmierzch: 17:10


Cytat dnia:

„Ko­biety dzielą się na ta­kie, przez które ma się sa­me zmar­twienia, i na ta­kie, które nas przed ty­mi zmar­twieniami bronią.” - Stanisława Fleszarowa-Muskat


6 lutego 1902 roku w Kłobucku urodził się Władysław Sebyła - poeta, podporucznik Wojska Polskiego. [zm. tragicznie 1 kwietnia 1940 roku w Charkowie]



Poniżej wiersz poety „Młyny” (1)


1

O, nocy, daj mi sen i wyzwól mnie od snów,

którymi jawa darzy.

Niech ciemny wiatr, wiejący od samotnych gwiazd,

maskę mi zetrze z twarzy,

niech chłodny mrok okryje moje oczy,

zmętniałe od patrzenia,

a uszom krwi pozostaw szum

podobny

do morskich w muszli fal szumienia.


I zdejmij ucisk z sztywnych rąk i nóg,

z uwiędłej skóry,

i oczyść język mój z gorzkiego kurzu dróg,

wiodących w martwe góry.


O, nocy, wyzwól mnie od złych,

warczących w wietrze skrzydeł,

od młyńskich kół, i od krwawiących szprych

i od szatańskich sideł.


A pozwól szumieć płowym morzom zbóż,

dymiącym pyłem,


i mrocznym wałom przewalać się wzdłuż

piaszczystych łach przez wodorosty zgniłe,

i patynować wierzchy fal rudością zorzy,

póki błękitna przepaść twa się nie otworzy

nad światem... i nad snem...

nade mną…



[06.02.2025, Toruń]

03 lutego 2025

STRUMIEŃ 1.


1.

Maurycy zapadał szybko w sen, chyba że padał śnieg i cieszyły go te śnieżne płatki przelatujące wokół latarni ustawionej na środku podwórka. Wtedy nie mógł i nie chciał zasnąć.

Jeszcze kieliszek koniaku, zaproponował Maurycy Leopoldowi, który miał słabą głowę, ale jeszcze tym razem zgodził się wypić nie więcej niż pięćdziesiątkę. Siedzieli tak przy stole jak aktorzy podczas próby, umęczeni powtarzaniem swoich kwestii. Nagle przypomniał sobie Maurycy księdza, który przyszedł do dziadka, aby ten pożyczył mu sto złotych, chyba sto złotych. Proboszcz grał w pokera i zadłużył się, ale był przekonany, że w najbliższą sobotę wygra i wtedy zwróci pożyczkę. Ciekawe, wspomina Maurycy, że proboszcz zwrócił się o finansowa pomoc do dziadka, który był zaciekłym antyklerykałem, lecz aby udobruchać Józefa, przyniósł litrową butelkę mszalnego; było to słodkie, ciężkie i mocne gruzińskie wino, po którym sen przychodził nagle i gwałtownie.

Poldek, ty śpisz, na boga, ten ostatni kieliszek zniósł cię z tego świata. Maurycy zawołał żonę, aby pościeliła mu na kanapie. Ech, wy pijaki, rzekła, ale w try miga posłała mu, rozebraliśmy Leopolda z wierzchniego ubrania i raz, dwa, trzy podnieśliśmy go i rzucili na kanapę. Śnij, niech ci się śpi wesoło, rzekł Maurycy i wrócił do swego dziadka, który nalał mu naparsteczek na zdrowie, wszak to wino mszalne, więc niejako błogosławione. Obaj sprzeczali się o ten kościół, rzucali słowami jak rzeźnik mięsem w jatce, a babcia była przerażona, bo była wierną kościołowi katoliczką, a tu masz, ten antychryst upija księdza proboszcza. Ale jak wspomina Maurycy, lubili się ci dwaj – ksiądz hazardzista i antychryst dziadek.


[03.02.2025, Toruń]