Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

15 maja 2025

JULIUSZ SŁOWACKI - BENIOWSKI - PIEŚŃ III (15)

 

Pieśń III cd.

Leciała, hucząc głucho i czerwona

Kołysała się nad trupami dwoma,

Jak szatan, co chce duszę brać w ramiona,

Albo orlica z płomieni, łakoma

Ciała ludzkiego — więc — O! myśl szalona!

Beniowski, święcie wychowany doma,

Przeżegnał pełną robaczliwych strupów

Gałąź — i wiatr ją pochwycił znad trupów,


Roziskrzył, stargał, skręcił i zwinąwszy

W jeden kłąb, rzucił w ciemną jaru szyję.

Tu nawet zimny rozsądek najzdrowszy,

Słysząc, jak gałąź ta jęczy i wyje,

Zrobiłby utwór i poemat nowszy,

W którym gadają puhacze i żmije: —

Co do mnie, prawda mię epiczna więzi.

Więc nic nie tworząc z ognistej gałęzi,


Prosto ją gaszę w jarze jak rzecz suchą,

A sam do mego wracam wojownika;

Który z dwóch ludzi rzecz uczynił głuchą,

A z dębu, nie chciał uczynić świecznika

Owej dolinie strasznej, gdzie z ropuchą

Wąż między głazy³²⁹ kredowemi syka,

I pachnie gorzki piołun. — Więc mój rycerz

Stał — jakby z głazu go wyrąbał snycerz³³⁰;


I patrzał — owych zaś gołębi para,

Która go tańcem cudownym przywiodła;

Skoro dąb zagasł i ognista mara

Przed znakiem krzyża uleciała podła:

Owe gołębie, których ja z Antara³³¹

Pieśni pożyczam i biorę za godła

Miłości — nigdy za małżeński związek! —

Skoro dąb zagasł, zleciały z gałązek,


I okrążywszy go potrójnym lotem,

Skryły się w jego wnętrze wypróchniałe;

Tak był szeroki, że mogł być namiotem,

I zmieścić (nie wiem, czy mógł wojsko całe)

Lecz mógł pomieścić haftowany złotem

Ów sztab, co dzieli naszych wodzów chwałę,

I dzieli się tak cudownie i sztucznie

Jak ową siedmią ryb³³² Chrystusa ucznie³³³.

----------------------------------------------------------------------

³²⁹głazy — dziś popr. forma N. lm: głazami.

³³⁰snycerz — tu: rzeźbiarz.

³³¹Antar a. Antara ibn Szaddad (525 615) — poeta i wojownik arabski, bohater jednego z najbardziej znanych arabskich poematów rycerskich doby przedmuzułmańskiej. [

³³²ową siedmią ryb (daw.) — dziś popr.: owymi siedmioma rybami.

³³³I dzieli się… jak ową siedmią ryb Chrystusa ucznie — nawiązanie do opisanego w Biblii cudu rozmnożenia pięciu bochenków chleba i dwóch ryb przez Jezusa tak, że najadły się wielkie tłumy i jeszcze zebrano dwanaście koszy ułomków (ucznie — dziś popr. forma M. lm: uczniowie.

-----------------------------------------------------------------------------

Tak że zostanie i zbiorą z ostatka,

Siedem dla wojska koszów, napełnionych

Okruszynami sławy. Rzecz to rzadka

Tak zły apetyt! w ludziach tak czerwonych!

Ale że to jest cudowna zagadka,

O sławie onej i o rybach onych:

Nie mówię więcej… Na gryzącym zębie

Wolałbym niż tę sławę — te gołębie,


Które, dąb cały okrążywszy pilnie,

Do spróchniałego wleciały ośrodka;

Skrzydłami siekąc powietrze tak silnie,

Jak piskorz kraje wodę albo płotka.

Pomyślał wtenczas rycerz, że niemylnie

Awantura go jakaś w dębie spotka

I nie czekając, skoczywszy z rumaka,

Szedł ku dębowi temu z czasów Kraka.


Dochodząc wejścia, nasz młokosik rześki

Usłyszał w drzewie szmer i pocałunki…

Ciemny był wewnątrz dąb, ciemno niebieski³³⁴,

Bo próchno, niby brabanckie korunki³³⁵

Rozbłękitniło chropowate deski,

Jak dla rusałki kościół, lub bogunki³³⁶.

Było tam światło takie, jak w zawiei

Gdy księżyc świeci w mgle — światło nadziei! —


Ktokolwiek deptał ziemię starożytną,

I popiołami nakryte pokoje³³⁷,

Gdzie laury rosną, pomarańcze kwitną;

Ktokolwiek był tam z kochanką, we dwoje,

Ktokolwiek grotę odwiedzał błękitną

Kaprei³³⁸ — i tam ujrzał bóstwo swoje

Nagle, błękitnem powietrzem kościoła,


Zmienione w blade widmo i w anioła;

Ktokolwiek zważał te podmorskie świty

Oblewające ją od stóp do głowy,

I widział, jak się z różanej kobiéty

Czynił duch jasny lecz bezkolorowy,

Błyszczący, żywy posąg Amfitryty³³⁹,

W błękitnym ogniu mórz zniknąć gotowy;

Tak piękny! w skały ukryty i w morze,

Żywy — lecz w niebios pośmiertnym kolorze;


Ktokolwiek w grocie tej, na kruchej łodzi,

Zamknąwszy oczy, znowu je otwierał,

-------------------------------------------------------------------------

³³⁴niebieski — mocno spróchniałe drewno przybiera niekiedy ciemny, zielono-niebieski odcień.

³³⁵brabanckie korunki — koronki noszące nazwę od miejsca ich wyrobu, prowincji belgijskiej Brabancji.

³³⁶bogunki a. boginki (mit. słow.) — nimfy rzeczne.

³³⁷popiołami nakryte pokoje — nawiązanie do Pompei, miasta zasypanego pyłem wulkanicznym w czasie wybuchu Wezuwiusza w 79 r. n.e., a odkrywanego sukcesywnie w trakcie wykopalisk, prowadzonych od końca XVI w.

³³⁸Kaprea — własc. Capri, włoska wyspa na Morzu Tyrreńskim w Zatoce Neapolitańskiej; w skałach na jej wybrzeżu ukryta jest Lazurowa Grota, w której panuje błękitnawy półmrok, można tam wpłynąć łodzią przez wąskie wejście.

³³⁹Amfitryta (mit. gr.) — jedna z nereid, najpiękniejsza z córek Okeanosa, żona Posejdona.

--------------------------------------------------------------------------

Myśląc, że księżyc nowy z fal wychodzi

W kształcie kochanki; ktokolwiek nie sterał

Imaginacji i ta jemu płodzi

Kształty; ktokolwiek je w księżyc ubierał:

Niech popracuje, albo puści żagle

Myślom — a ujrzy tu znienacka, nagle…


Ujrzy, co pan Kazimierz. W owem drzewie

Od lat szesnastu zaledwie dziewczątko

W błękitne próchien³⁴⁰ rzucona zarzewie

W grocie z promieni… Nazwałbym ją prządką

Arachną³⁴¹ — Muza moja sama nie wie,

Jaką od innych odznaczyć pieczątką

Ów utwór nowy. — W błyskotnej sukience

Stała, na piersiach swych trzymając ręce.


Na skrzyżowanych rękach białe ptaszki,

Sięgały jej ust dziobki różanemi;

W oczach błękitnych przestrach wziął na ważki,

I dwie perłowych łez zrobił równemi;

Spadały obie. Szkła czeskie³⁴² i blaszki

Wydawały się gwiazdami złotemi,

I z włosów dziwne rzucały promienie;

Bielutką miała twarz — z tęczy odzienie.


Gdy wszedł do dębu rycerz, cała trwożna

Spłonęła, twarz jej spłonęła i szyja:

Wstyd pokazała w sobie nieostrożna,

I ten rumieniec, co w skażonych mija. —

Widzę, że dalej już pisać nie można,

Bo opisowość poetę zabija;

I Pegaz³⁴³ się mój homeryczny zdębi³⁴⁴.

Stwórzcie więc myślą, panią dwóch gołębi;


I niechaj się wam roją rzeczy cudne,

O czarodziejskim rusałek kościele;

Gdy wkoło jary dzikie i odludne,

I ogryzione przez wilków piszczele,

I trupy czarną krwią zastygłą brudne,

I innych czarnych okropności wiele —

A w głębi dębu gwar innego świata,

Szum liści, próchno się w gwiazdy rozlata;


Beniowski z ładną panienką. — Dziewico,

Która te wiersze czytasz, czytaj daléj.

Miłoście moje jako próchna świécą,

Lecz nigdy się krew w marach nie zapali;

Ledwo ustami płomienia zachwycą,

Wnet je strach księdza, albo los oddali,

Rozerwie ręce, strwoży niewymownie,

I dalszą miłość prowadzą — listownie.

--------------------------------------------------------------------------------

³⁴⁰próchien — dziś popr. forma D. lm: próchen.

³⁴¹Arachne (mit. gr.) — prządka, która wyzwała na pojedynek tkacki boginię Atenę, za swą pychę została zamieniona w pająka.

³⁴²szkło czeskie — półkryształ, szkiełka podobne do kryształu, z ich wyrobu słyną Czechy.

³⁴³Pegaz (mit. gr.) — skrzydlaty koń zrodzony z krwi Meduzy; symbol natchnienia poetyckiego i malarskiego.

³⁴⁴zdębić się — stanąć dęba.



[15.05.2025, Toruń]

14 maja 2025

ŁACIŃSKIE MĄDROŚCI

 

1. In Bellonae hortis nascuntur semina mortis.

W ogrodach Bellony (bogini wojny) rosną nasiona śmierci.


2. Initio caedis orto difficilis modus. [Tacyt]

Kiedy się zacznie karać śmiercią, trudno zachować miarę.


3. Ipsaque mors nihil. [Seneka]

Sama śmierć niczym.


4. Irremeabilis unda. [Wergiliusz]

Fala, która nie wraca – śmierć.


5. Memento mori!

Pamiętaj o śmierci!


6. Mors certa, hora incerta.

Śmierć pewna, ale jej godzina nieznana.


7. Mors est aeternum nihil sentiendi receptaculum. [Cyceron]

Śmierć jest wiecznym schroniskiem, w którym nic się nie odczuwa.


8. Mors et fugacem persequitur virum.

Śmierć i pierzchającego dościga męża.


9 Mors meta malorum.

Śmierć kresem cierpień.


10. Mors parcit nulli.

Śmierć nikogo nie oszczędza.


11. Mors tua vita mea.

Twoja śmierć jest moim życiem.


12. Mors ultima linea rerum. [Horacy]

Śmierć jest ostatnim kresem wszystkiego.


13. Mors ultima ratio.

Śmierć ostatnim argumentem.


14. Mortem effugere nemo potest.

Nikt nie może uniknąć śmierci.


15. Mortui non mordent.

Zmarli nie kąsają.


16. Nemo umquam sine magna spe immortalitatis se pro patria offeret ad mortem. [Cyceron]

Nikt nie odda się śmierci (nie umrze) za ojczyznę bez wielkiej nadziei nieśmiertelności.

17. Neque enim lex ulla aequior est necis artifices arte perire sua. [Owidiusz]

Nic sprawiedliwszego niż zagłada ich własną bronią tych, którzy wynaleźli sposób wysyłania na śmierć.


18. Ne timeamus mortem!

Nie bójmy się śmierci!


19. Neque turpis mors forti viro potest accidere... nec misera sapienti. [Cyceron]

Ani walecznego męża spotkać może śmierć haniebna, ani nędzna mędrca.


20. Neque ulla est aut magno aut parvo leti fuga. [Horacy]

Ani wielki, ani mały nie uniknie śmierci.



[14.05.2025, Toruń]

PROFESOR TUTKA (26) DRAŻNIENIE ZWIERZĄT

 

Rejent mówił, że odwiedza często ogród zoologiczny. Pomimo napisów: «Drażnienie zwierząt — to brak kultury», rejent zauważył, iż ludzie drażnią zwierzęta. Zwłaszcza lubi to robić młodzież. Czemu to przypisać? Rejent wywnioskował, że w człowieku drzemią jakieś instynkty sadysty: człowiek starszy poskramia je w sobie i maskuje — młodzież nie stara się tego nawet zamaskować.

Profesor Tutka:

Mieszkałem niegdyś w wielkim mieście, środowisku najrozmaitszych stowarzyszeń artystycznych, szkół i kierunków. Znalazłem się jednego wieczoru w klubie pod nazwą: «Utwór niedługi». Poetom tego stowarzyszenia nie wolno było napisać, czy to mową wiązaną, czy prozą, więcej niż dwadzieścia i jedną linijkę druku. Jeżeli dodamy, że i tytuł utworu i podpis autora liczono za wiersz drukarski, należy przyznać, że istotnie były to utwory niedługie.

Na estradę wyszedł poeta i zaczął czytać. Tytuł — Duchy. Tekst:

«Na niebie gwiazdy. W dole oziminy, przecięte jasną drogą. Cicho, bezszelestnie sunie drogą duch. Z ozimin wynurza się cień zająca zabitego przeszłego roku. W cichych susach cień przebiegł drogą. Duch zawraca. Bowiem byt duchem człowieka przesądnego. Cisza, noc, gwiazdy».

Drugi poemat...

Przepraszam — wtrącił doktor — czy ten pierwszy skończony?

Tak. Teraz drugi:

«Korytarz, szereg drzwi. Jedne z nich prowadzą do mego pokoju, drzwi naprzeciwko do pokoju kobiety, zawsze czarno ubranej a grającej na harfie. Dzwonek. Otwieram. Przede mną posłaniec z koszem czerwonych róż. Wskazuję: „naprzeciwko!”, i zamykam drzwi. Widzę w myśli pokój podobny do mojego, czarną plamę sukni, czerwone róże i harfę. Dzwonek: człowiek z koszem czerwonych róż wraca.

Mówi: „omyłka, mam adres księdza; szukam wszędzie księdza”. „A w takim razie — powiedziałem — drzwi obok”. I widzę znów to samo: dużo czerni i czerwieni. Tylko harfy.

Utwór trzeci:

«Księżyc, pełnia, łoże. Mąż się budzi: nie ma żony. „Gdzie moja żona? Gdzie moja żona?” Szuka. Podchodzi do okna. „Gdzie moja żona?!” — krzyczy z rozpaczą. Sąsiedzi w oknach kładą palec na ustach. „Tss... ciszej...” — i pokazują na dach. Po dachu idzie żona. A dlaczego, dlaczego po dachu? Bowiem była... bowiem była...»

«Lunatyczką!» — dokończył chór słuchaczów, ludzi widocznie niegłupich, pojętnych. I stała się — mówił dalej Profesor Tutka — rzecz niesłychana: jakiś starszy pan zerwał się z miejsca i krzyknął: «Wstyd! Hańba! W kraju, mającym tak wspaniałe tradycje literackie, młodzi poeci karmią naszego ducha taką bzdurą. Protestuję!» Po czym na znak protestu wyszedł z sali silnie wzburzony.

Proszę panów — mówił Profesor Tutka — dowiedziałem się wkrótce o pewnej tajemnicy: nie znany słuchaczom statut tego klubu przewidywał nagrodę, litr wina, dla tego poety, który najwięcej rozdrażni gościa na sali. Członkowie tego stowarzyszenia, ludzie o wyglądzie miłym, łagodnym, to sadyści: sprawiało im rozkosz drażnienie «poczciwego mieszczanina».

Odezwał się teraz zamyślony rejent:

Mówi pan, że to byli nawet ludzie, co mieli wygląd łagodnych i miłych… A przy tym poeci...

Jeżeli pana rzeczywiście tak bardzo interesują sadyści, to dodam jeszcze, że mogą być oni nie tylko poetami, ale ten i ów z nich może być jeszcze i dobrym kupcem, kalkulatorem, a nawet czasem szachrajem: otóż dowiedziałem się, że ów poeta, którego cytowałem, wynajął sobie za pół litra wina rodzonego wuja, który mu publicznie nawymyślał! Poeta miał przyjemność, a przy tym dostał nagrodę. Zarobił na tym pół litra.




[14.05.2025, Toruń]