Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

21 grudnia 2014

Bliski powrót

- Bo gdyby pan, panie radco, nie mógł, inżynier Bek oferował się swoim autem.
Kawiarennik korzystając z mniejszego niż zazwyczaj ruchu w interesie, przysiadł się do pana Kracha z własną kawą.
- Ta, zmiłuj się, panie Adamie, toż wdzięcznym będę, że pomóc mogę i mnie samemu przyjemnie będzie zobaczyć, jak wygląda. A nie myślałeś pan własną swoją osobą na dworzec się udać? - zapytał.
- Pewnie, że myślałem. I nawet nie w tym rzecz, że interesik musiałbym zamknąć na godzinkę, bo Rybotycka wyszłaby z kuchni i radę sobie beze mnie dała., lecz pomyślałem sobie, że może lepiej się stanie, gdy w progu powitam, a nie z całą delegacją się na dworzec udawać. Pan wie, że nie lubię tłumu.
- Chyba, że w kawiarni - zaśmiał się radca Krach.
- Chyba, że w kawiarni - powtórzył Adam, lecz zaraz dodał - o jakim, panie radco, mówisz tłumie? Toż przyjaciele sami.
- Ciesz się, panie Adamie, że przyjaciół pan masz, ot co, bo dzisiaj o nich trudno.
- A cieszę się, cieszę.
Popili kawę, a kawiarennik wciąż na zegar, co nad kredensowym regałem wisiał, spoglądał, patrzył jak gdyby wraz z nim czas odmierzał, jakby to dzisiaj miało się odbyć powitanie.
- A zaplanował pan detalicznie i w każdym szczególe  rozwiązanie tego miłego problemu?
- Nie całkiem - głos Adama, matowy, na przydechu, zdradzał nie jedną wątpliwość - lecz staram się rozpracować każdy detal.
- Zatem, po pierwsze, pana mieszkanko nieźle się zacieśni. Dobrze kombinuję? - rzucił Krach myśl niedostatecznie sprecyzowaną.
- Panie radco, wszak jej mieszkanko, jak pozostało, tak i jest nienaruszone, wyprzątnięte, na gospodynię czeka. Tyle że łóżeczko zakupiłem małe i trochę tych zabawek, o czym wie pan doskonale, gdyż pańska żona z panią Koteńkową doradzały mi w zakupach, na które wybraliśmy się w trójkę.
- Owszem, wiem o tej sprawie, lecz coś mi tutaj nie pasuje i przez wrodzoną moją delikatność przejść mi przez usta nie może.
"Wrodzona delikatność radcy Kracha" - pomyślał Adam i gotów był do swojej myśli uśmiechnąć się szczerze, gdyby bardziej od tej myśli uśmiechniętej nie oczekiwał od pana Kracha  wyjaśnień, w czym ów dostrzegał problem.
- Wrodzona delikatność przysługuje raczej doktorowi Koteńce - zauważył Adam - a pani Zofia na tym skorzystała, bo całkiem niedawno poślubionego doktora do reszty, do tchu ostatniego obezwładniła - dodał szybko, na co z kolei radca Krach zareagował przymrużeniem oczu, co w jego języku ciała oznaczało, że coś tu knuje..
- W czym tkwi niedogodność, panie radco?
Radca Krach, bardziej z bezpośredniości aniżeli z delikatności znany, postawił w konsekwencji całą sprawę na ostrzu noża.  
- Panie Adamie, nie tylko mniemam ale i wiem, że pana mieszkanko bez porównania większe, lecz pewnie, gdyby nasza Marysia, powrócić miała z wywczasów sama, to tę swoją klitkę, którą pan nazywasz mieszkaniem, mogłaby z powodzeniem ponownie zająć. Ale ona, łaskawy dobroczyńco, powraca z tułaczki nie sama, a obdarzona dziecięciem, które - uwierz, że wiem co mówię - przestrzeni potrzebuje. Jeśli nie dziś, to zapewne jutro, pojutrze tak będzie.
Kawiarennik, w słuch zamieniony, poczuł się jak z drogi płaskiej i bezpiecznej zawrócony. Słuchał jednak dalej.
- Czemu pan nie zgarniesz tej kobiety do siebie? Czyżbyś się pan obawiał nocnych śpiewów maluszki, jakich zapewne doświadczysz i usłyszysz przez ścianę?
- Ależ, panie radco, to pomysł szalony- żachnął się kawiarennik.
- Nie szalony, lecz realiom bliski. Toż nasza Marysia w panu mieć będzie oparcie wtedy, gdy jak najbliżej zasiędzie, gdy będzie wiedziała, że nie poprzez do drzwi pukanie, lecz poprzez zwrócenie do pana głowy może na dłoń pomocną liczyć, szybką i bliższą od każdej innej dłoni.
- Ależ panie radco, co ludzie powiedzą? Wreszcie: co ona powie?
- Wolałbym raczej usłyszeć: "co na to przyjaciele"? I gdyby takie pytanie doszło do moich uszu, tedy odrzekłbym, jako pana zawzięty przyjaciel i cokolwiek starsza od pana persona: weź ją pan do siebie, w swojej ulokuj kwaterze.
- A jeśli ona nie zechce?
- Jeśli postawisz pan sprawę jasno, poświęcisz parę godzin na przekonywanie, złamiesz pan bez trudu jej marne wątpliwości.
- A różnica wieku między nami? A dziecko, które prędzej czy później stanie się "moją sprawką"?
Radca Krach w tak zaciętym przekonywania był amoku, że każdą piętrzącą się wątpliwość gotów był zwalczyć siłą argumentacji, nawet tam, gdzie jej nie starczało.
- Miej pan te wszystkie wątpliwości w bardzo głębokim poważaniu i odetnij się od tego, co miasto życzyć sobie raczy. Spróbuj pan choć raz kota do góry dnem odwrócić. A może to ona zechce pana pierwsza, lecz za żadne skarby świata tego nie wypowie, bo właśnie za młoda, bo z dzieckiem, bo pana uprzednio za przyjaciela miała, ba, za pracodawcę, bo aż takiej wdzięczności nie potrzebuje. Rozumie pan teraz, że nasza Marysia do takich rozważań jest skłonna? A tu nie o wdzięczność chodzi, lecz o to, aby narodzone w przyszłości nie pytało, gdzie swego ojca ma szukać. Czy to nie jest ważniejsze nad ludzkie plotki? nad akademickie rozważania?
Ja, panie Adamie, choć wypijam u pana (i jeszcze nie raz wypiję) szklaneczkę ulubionej whisky albo żołądkóweczki stokanek, to po tej setce moje prastare oczy nie zawężają zmysłu obserwacji, a to co widzę, co widziałem, przybliża mnie do poglądu, że oboje, pomimo niewątpliwie występujących między wami różnic, dziwnie do siebie pasujecie z tą waszą romantyczna skłonnością do milczenia, z którego czasem więcej odczytać można aniżeli ze słów pospiesznie składanych obietnic. Niepotrzebna, panie Adamie, niepotrzebna ta obawa, którą pan w sobie kryje i która w niej też się zagubiła, kiedy doszła do wniosku (w co nie wątpię), że tylko w panu znajdzie właściwe oparcie.
Cisza nastała uporczywa, ciasna i w skutkach brzemienna.
- Wie pan, panie radco, z przyjemnością napiję się teraz z panem jednorodnej szkockiej whisky, której zdobycie zawdzięczam pomyślnemu przypadkowi, bo takiego trunku jeszcze w kawiarence nie serwowałem. Co pan na to?
Niech teraz kto zgadnie: co też mógł odrzec pan Krach, zawzięty przyjaciel kawiarennika? 

4 komentarze:

  1. "Cisza nastała uporczywa, ciasna i w skutkach brzemienna"

    Uwielbiam takie zdania...

    OdpowiedzUsuń
  2. smoothoperator22 grudnia 2014 02:03

    no cóż odpowiedzieć... czasami lubię tak pisać :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A Ty nie jesteś przypadkiem jakimś pisarzem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. smoothoperator23 grudnia 2014 20:35

      Jak Boga kocham, że nie :-)

      Usuń