Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

29 grudnia 2014

Człowiek z tamtej strony [4/4]

[4]
Wstał tym razem z porannym słońcem i pierwsze jego spojrzenie dosięgnęło kurtki i spodni wiszących na oparciu krzesła. Jego spojrzenie miało charakter wyjątkowy, tak samo jak wyjątkowy był fakt starannego złożenia ubrań. Ubierał się powoli, przeżuwając ćwiartkę pomarańczy, którą pozostawił sobie na poranny posiłek. Odruchowo wsunął dłoń w wewnętrzną kieszeń kurtki. Wyczuł płaski papierowy przedmiot - kopertę, którą natychmiast wyjął, a z niej kartkę, w którą zawinięto banknot.
Odczytał to, co było napisane na kartce:
"Przepraszam, że w ten sposób. Obawiałam się, że nie przyjąłby pan pieniędzy".
Nie przyjąłby, ale też trudno mu było w tej chwili zdecydować się na powrót do domu, w którym był po pańsku ugoszczony. Wsunął banknot do kieszeni spodni, włożył kurtkę i wyszedł z domku.
Był chłodny majowy poranek i aby się rozgrzać chodził długo uliczkami miasteczka, przystając w tych wszystkich miejscach, w których zatrzymywał się choćby na kilka minut. Cały czas myślał o tym, że miał szczęście i dostał od losu tę chwilę niezasłużonego powodzenia, z którym nie wiedział co począć. Banknot ciążył mu bardzo, a nowe ubranie na tyle zmieniły jego obecne położenie, że nie krepowały go spojrzenia przechodniów, których spotykał. Myślał nawet, że wielu z nich nie rozpoznaje go, uznając że jest takim samym mieszkańcem miasteczka jak oni.
Postanowił zajść do kawiarni, gdzie chciał zamówić kawę i lody. Było jednak wciąż zbyt wcześnie. Musiał czekać przynajmniej do dziesiątej, wiec przeszedł się do parku, w którym przemierzył wszystkie alejki, aż w końcu usiadł na "swojej" ławce, która była szczęśliwie wolna i niezacieniona. Pierwszy raz od wielu dni odczuwał niepokój i zniecierpliwienie. Dotąd nie znane mu były tego rodzaju uczucia. Przyjmował istniejący bieg wydarzeń instynktownie, bez pretensji do świata, do kogokolwiek. Siedząc na ławce myślał o zbyt wielu rzeczach naraz i stracił poczucie czasu. Pachnący farbą drukarska banknot cały czas mu ciążył.
Z parku przeszedł na rynek, aby sprawdzić godzinę na wieży kościelnej, choć przecież zwykle z wysokości słońca potrafił niemal precyzyjnie określić właściwy czas. Uznając, że nadeszła już pora, skierował się do kawiarni, w której o tej porze, zwłaszcza w soboty, niewielu bywało gości, gdyż w soboty o tej porze najczęściej robi się zakupy, czasami na cały tydzień. W sobotnie przedpołudnia kawiarnia przeznaczona była dla przyjezdnych, którzy chcąc zrobić większe zakupy, przyjeżdżali do miasta wczesnym rankiem, a potem, przed powrotem do domu, wpadali zjeść coś słodkiego, i wypijali kawę czy herbatę, gdyż często przyjeżdżali do miasta bez śniadania.
Zajął jedno z miejsc przy oknie. Zamówił dużą kawę oraz spora porcję czekoladowo-owocowych lodów podawanych w pucharkach na smukłych karbowanych nóżkach.
Właśnie wtedy zobaczył ją, kiedy wchodziła do kawiarni, trzymając pod pachą torebkę, a raczej teczkę, podłużną, w której wiele rzeczy można było zmieścić prócz kosmetyków. Szybko podszedł do niej i niemal zmusił do podejścia do jego stolika.
- To pan? - usłyszał to pytanie po raz drugi w ciągu krótkiego czasu .
Usiadła naprzeciwko, ogarniając go przenikliwym spojrzeniem, jakby jedynym jej zamiarem było rozszyfrowanie całej o nim prawdy.
Zamówił dla niej dużą porcję lodów o smaku, który sama wybrała  i zabielaną kawę> Przez cały czas, kiedy siedzieli naprzeciwko siebie i wymieniali krótkie, zdawkowe słowne hasła dotyczące zamówienia, kobieta starała się panować na emocjami. Była zbyt ambitna, aby o tym nie pamiętać; także wtedy, gdy powoli nabierała mała łyżeczką lody, zbliżała je do ust, w których pozwoliła się im rozpuszczać. Starała się też patrzeć mu prosto w oczy i wytrzymywać jego spojrzenie skupione na jej oczach.
- Oszukał nas pan - powiedziała w pewnej chwili.
Rozluźnił się. Na jego twarzy pojawił się nawet uśmiech, niewielki, niezauważalny.
- Pani myśli, że wtedy udawałem... wtedy w gabinecie. Udawałem, że jestem inny i w znacznie gorszym położeniu?
Skinęła niewyraźnie głową, nie dając do końca poznać swoich myśli.
- A ja naprawdę chciałam panu pomóc - powiedziała z żalem, którego nie chciała ukryć.
- Czy pani naprawdę myśli, że można pomóc drugiemu człowiekowi, nie likwidując przyczyn jego niepowodzenia? Pani stara się wmówić zającowi, że poradzi sobie z wilkiem, gdy go spotka na drodze do wodopoju, tymczasem powinna pani raczej trenować jego szybkość, aby zdołał wilkowi uciec.
Zapłacił i wyszedł, nie kończąc swojej porcji lodów. Pomyślał, że nadszedł czas, aby wynieść się z miasteczka i znaleźć inne, w którym nie ma kolejowego dworca.

4 komentarze:

  1. Tylko że.... zająca nie da się tak wytrenować aby uciekł wilkowi. Zawsze będą silni i słabi.
    Tak jest świat urządzony.
    Nie było, nie ma i nie będzie równości, sprawiedliwości i wolności.
    Są tylko ich namiastki.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. smutne to i prawdziwe, lecz dopóki się żyje, warto czasami po śliskich kamieniach po prąd rzeki sobie pochodzić, aby na nagrobku nie napisano: "a ty żeś nie próbował..."

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    Bardzo dziękuję za pamięć i życzenia. Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęśliwego Nowego Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie i już noworoczne życzenia ślę siecią, z kawiarenkowej sali.

      Usuń