Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

20 grudnia 2014

Siostra Dziuńki

Bo tobie, siostro, tak tylko się wydaje. Jak nie pomóc? Dwóch ich mam. Jak Olgierd żył, mogliśmy sobie pozwolić może nie na wszystko, ale jednak... Był, bądź co bądź, kapitanem. Potem powiedzieli mu, że w niesłusznym wojsku służył. Ideowy był, a tak. Dla idei do wojska poszedł, ale nie powiesz mi kochana, że wojsko uratowało mu życie. Co to, to nie. Z ojcem najlepsze lody w mieście robili. Pamiętasz? Mój mąż był zdolny. Co tak patrzysz, Dziuńka? Bo już myślałam... Ja przyszedł się oświadczyć, młoda byłam. Siedemnaście wiosen. A co? Miałam nie iść za niego? Zakochana byłam. A jak w mundurze przyjechał, to aż serce mi urosło, bo przedtem był zwykłym chłopakiem z ulicy. Z wódką i kwiatami przyszedł, o rękę poprosił i kiedy rodzice się zgodzili, to on, żeby ślub był teraz, natychmiast. Co miałam powiedzieć? Mieszkanie miał z przydziału, służbowe. Cóż z tego, że w lesie gdzieś na zachodzie kraju, przy poligonie. Ty, Dziuńka, nie zdecydowałabyś się? Trzy lata tam spędziłam pośród innych takich jak ja, co to wyrwały się z rodzinnego domu, zakochały, a może i nie tak bardzo, ale chciały być na swoim. 
Mówisz, siostrzyczko, że idealnym nie był mężem. Sama wiesz. Różnie bywało. Raz był taki, że na ranę przyłóż; innym razem... co tu gadać - tacy są mężczyźni. Tylko mi nie mów, że twój był idealny. Może i nieroztropnie postąpiłam, dając się ponieść uczuciom, które jak ten słomiany ogień zapłonęły nagle i równie szybko mogły się skończyć. Nawet jeśli spaliły się, to to wyłącznie moja sprawa.
A tak, siostrzyczko, bo ja zawsze kierowała się w życiu uczuciem i emocjami. Zawsze byłam ta gorsza, nierozsądna, taki trzpiot z sercem na dłoni. A ty zawsze opanowana, zrównoważona, wiedząca czego chce od życia. Nie bierz sobie tego do serca. Nie chcę przez to powiedzieć, że ty w odróżnieniu ode mnie, jesteś uczuć pozbawiona. Chcę tylko przez to powiedzieć, że w każdej rodzinie jest podział na tych pokornych i odpowiedzialnych i na takich jak ja, roztrzepanych i buntowniczych.
Olgierd wojskowy reżim w domu wprowadził zanim jeszcze urodzili się chłopcy. A ze młoda i głupia byłam, pomyślałam sobie, że może tak być powinno, że bez tego podporządkowania się woli męża nie poradzę sobie w życiu. Ja, po prostu, Dziuńka, znałam swoje miejsce i kiedy mężczyzna mnie potrzebował, oddawałam mu wszystko. No nie, ty pewnie myślisz, że byłam niewolnicą, że się nie sprzeciwiałam. Nic podobnego. Na swój sposób próbowałam coś zmienić między nami, inaczej niż myślisz. Weź taki przykład. Przychodzi twój chłop późna nocą wypity, źle mu z oczu patrzy, można podejrzewać, że skacowany nie tylko po alkoholu. Co robisz ty? Od samo progu go witasz, jak na żonę przystało: - gdzie się łajdaczyłeś? - pytasz albo nawet w twarz dajesz z tych twoich nerwów i upokorzenia. A ja: - Olo, łóżeczko ci przygotowałam, zaczekaj, pomogę ci się rozebrać. Chcesz wody z syfonu? Nic nie mów. Później mi opowiesz. A teraz do łóżka. Dobrej nocy, kochanie.
Dopiero na drugi dzień, kiedy wytrzeźwiał, mówię do niego, jaką mi zrobił przykrość tym, że się napił i nie powiedział, ze tak późno wróci, że może i na dziwkach był, kto go tam wie. Ale dobrze. No, może miał taką potrzebę, a jednak wrócił do mnie, bo mnie kocha, a te inne, jeśli były, to tylko dlatego, że poczuł pożądanie. Śmiejesz się? Bo ja każdego potrafię rozgrzeszyć. Taka jestem. Chciałabym w każdym zobaczyć trochę dobra, nawet jeśli to pijus i raptus. Tak, ja wszystko potrafię sobie wytłumaczyć.
I, popatrz, Dziuńka, ci moi chłopcy, Paweł i Michał, to trochę tak jak ty i ja. Paweł powolny, roztropny, zanim coś powie, zawsze się zastanowi, a Michał, ziółko z niego, porywczy, wszędzie go pełno, pomocny i oddany. Byle cię krzywda jaka spotkała, on pierwszy pomoże, tyle że, ma to po Olgierdzie, do kieliszka za często zaglądał. W dodatku uczyć się nie chciał, a Olgierd, wiadomo, dryl oficerski wprowadził i o byle co pas ze spodni ściągał (potem to już taka "dyscyplina" w kuchni koło kalendarza wisiała) i przykładał mu na gołą pupę. Przeważnie było za co, a Michał zdążył się już przyzwyczaić i sam się nadstawiał, kiedy coś zbroił.
A ja, siostrzyczko, przytulałam po takim laniu chłopca i tłumaczyłam mu, żeby ojcu w drogę nie wchodził, bo Olgierd uszanowanie miał w jednostce nawet wtedy, gdy był w stopniu podporucznika. Nie powiem, Michałek poprawiał się na jakiś czas, ale wiedziałam, że w swoim sercu jest zacięty, że bunt w nim narasta i tylko o ukończeniu szkoły myśli, aby móc pójść precz z domu.
A Paweł - charakter przeciwny, niby powinien być oczkiem w głowie Olgierda, bo posłuszny, a przez sam fakt, że starszy, to mądrzejszy, w technikum sobie radził, tylko że on jakiś taki niezguła był i nawet przy samochodzie ojcu nie pomógł. 
Pamiętasz, Dziuńka, takiego starego opla kupiliśmy, znaczy się Olgierd kupił. Trochę dla szpanu, ale to tego powodu, że Olo lubił grzebać się w maszynach, więc jeśli coś trzeba było  przy samochodzie zrobić, a zawsze było, to raczej z Michałem dłubali, bo Michał, tak, tak, nieposłuszny, za to majsterkowicz pierwszej wody. Ja w tym czasie, Dziuńka, pracę w rozgłośni radiowej podłapałam jako maszynistka i tak już do emerytury.
Olgierd awansował wkrótce potem na kapitana. W gorącej wodzie kąpana jesteś, siostro. Ty wiesz, że w całej rodzinie ja do gadania pierwsza jestem i nic tego nie zmieni. Dzieciaki mi porosły, pożeniły się i parę lat potem Olgierd paraliżu dostał. Lekarz, że to także od picia, że się nie szanował, a ja do niego, doktorze, on w życiu papierosa jednego nie wypalił, a przecież wiadomo, że to od papierosów się zaczyna.
Zostałam więc sama z Olgierdem. Chłopcy swoje rodziny mieli. Czasami przyjeżdżali z żonami (potem z dziećmi). Michał brał ojca na spacer. Obwoził go wózkiem po osiedlu. Raz, po takiej obwózce mówi do mnie, mamo, kiedy tak jechałem z nim na Brzozowej, a wiesz, że tam górka stroma,.to sobie myślałem, jakby go tak puścić z tym wózkiem, niech by sobie na sam dół zjechał i roztrzaskał przy moście. To ja mu w pysk na te słowa, jeszcze raz i jeszcze. Potem przytuliłam go do siebie, choć to już mężczyzna i wymusiłam na nim obietnicę, że nigdy w ten sposób o ojcu nie będzie już myślał.
Zmierzam do końca, siostrzyczko, wytrwaj, tak mało się widzimy.
Olgierd w końcu zmarł. Nie wytrzymało serce. Sama zostałam, a w kraju się pozmieniało. Większość znajomych wojskowych przeszło na emeryturę, nastali nowi, po nich jeszcze nowsi, wygadane żółtodzioby. Kiedyś mnie jeszcze, wdowę, zaprosili na jakąś garnizonową uroczystość, czy jakieś tam święto. Wtedy właśnie usłyszałam, że teraz dopiero mamy wojsko porządne, nie to co dawniej i może należałoby sfolgować z tymi uroczystościami, co to złe czasy przypominają. Tak między sobą mówili ci młodzi, nie oficjalnie, ale to wystarczyło, abym już więcej z zaproszenia nie skorzystała i w jednostce się nie pojawiła.
Dziuńka, ty wiesz, że ja na tę swoją pensję nigdy nie narzekałam, więcej, to ty, z prowincji,zazdrościłaś mi zarobków. Ale ci powiem, że jak te lepsze czasy nastały i w końcu sama zostałam emerytką, to okazało się, że ta wojskowa, po mężu, i ta moja, nie różnią się zbytnio. A tu drożyzna nastała. Wojsko wyprzedaje bloki. A kogo nie stać, to musi płacić jak za nie byle jakie salony i wtedy - sama mi radziłaś - zamieniłam mieszkanie na mniejsze. A tu, jak raz... poczekaj, Dziuńka, już kończę, moje chłopaki wnukami mnie obdarowali a potem jeszcze jedna przyszła parka, a z pracą krucho się zrobiło, potracili, albo za marny, niepewny grosz na czarno lub na parę miesięcy, póki firma nie splajtuje. Więc gdzie mieli pomocy szukać, jak nie u mnie? dawałam, póki miałam. Opróżniłam konto, co to na wykup mieszkania było. Miałam nie pomóc?
Dziuńka, ja przecież skromnie żyłam, tego nie powiesz, wiele sobie odmawiałam, do grosza składałam, ciułałam miesiąc po miesiącu, spisywałam na karteczce, na co za każdym razem będzie mnie stać. A chłopcy z żonami, z dziećmi przychodzili. Co miałam, to dawałam. Ale już swoich nie miałam, więc pożyczkę wzięłam, jedną, potem drugą, zadłużałam sie na kartach.
Siostrzyczko, przecież ja pamiętam, za co ci dziękuję, że zawsze jak tylko mogłaś, to mi jakiś grosz wysyłałaś, a przez telefon upominałaś mnie, że mam przeznaczyć na własne potrzeby. Ale ja nie miałam wielu własnych potrzeb. Nie umiałam, tak, Dziuńka, nie umiałam nie pomóc. Chłopcy jacy byli to byli, ale to moje własne dzieci, a potem wnuki...
W pewnym momencie to wszystko mnie przerosło. Dzwonią do ciebie, listowne powiadomienia ślą, że trzeba płacić, że odsetki, że komornik weźmie wszystko, a kiedy zaczęli grozić, pomyślałam, że na poważnie i wtedy wzięłam te tabletki, które miałam przepisane jedna przed snem; zdążyłam jeszcze napisać list, żeby mi wybaczyli wszyscy i odpłynęłam.
Dziuńka, jak sąsiadka, ta z którą zamieniłam się na mieszkania, wyłamała drzwi i zaczęła mnie cucić, to podobno miałam powiedzieć, żeby mnie nie ratowali.
I zła byłam, że z tego wyszłam. Może rozum mi odjęło, a może za wiele go w swoim życiu nie miałam, ale Bóg, który przecież znał moje życie, powiedz Dziuńka, czy nie mógł mi pomóc?
Siostrzyczko, ja i teraz mam myśli samobójcze, lecz obiecałam sąsiadce nie robić tego więcej... i nie zrobię, zaczekam na swoją kolej. 

4 komentarze:

  1. Przerażliwie smutne.
    Przerażająco prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. smoothoperator22 grudnia 2014 02:08

    najgorsze to, że poza fikcyjno-literacką otoczką i formą wypowiedzi, opowieść ma wiele wspólnego z rzeczywistością

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego pewna, dlatego tak napisałam.

      Usuń