Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

26 grudnia 2014

Człowiek z tamtej strony [1/4]

[1]
- Niech pan wypełni tę ankietę. Może jeszcze kawy?
Nie chciał kawy. Zbliżała się jego godzina snu. Było tuż przed południem, czas, kiedy słońce, jeśli jest, zaczyna grzać mocniej, oddając mu ciepło, które wystarczy nakryć kocem, czasami płatami znalezionej gdzieś plandeki. Jeśli natomiast ma się to szczęście i znajdzie jakiś opuszczony domek, drewutnię, szopę lub kontener, należy mościć sobie legowisko pod oknem, aby pochwycić tych kilka godzin słońca. Nocą z kolei należy rozgrzewać się spacerem, własnie wtedy poszukać coś do jedzenia, zrobić skręty, zapalić. W każdym bądź razie trzeba utrzymywać ciało w dobrej kondycji i chronić je przed zaśnięciem.
Kobieta wertowała skoroszyt i, jak się zorientował, przepisywała dane do komputera. Potem zadzwonił telefon.
Na ścianach wisiały tablice z uciesznymi ilustracjami z instrukcjami pod każdą z nich. Na innych kłuły oczy sentencje tłumaczące jak wielką rolę ma do wypełnienia człowiek, który jest prawdziwym skarbem. Czytał, że należy podchodzić do życia z optymizmem, znajdować szczęście i sens w każdej chwili nam przeznaczonej. Trzeba też być aktywnym i wiedzieć, że wszystko od nas zależy.
Pomylił się i wpisał swoje imię i nazwisko pod tekstem zapraszającym do anonimowego wypełnienia ankiety. Starannie zamazał czarnym tuszem długopisu swoje dane.
Kobieta rozmawiała przez telefon o podziale ról w nadchodzącym szkoleniu. Mówiła też o zaległościach jakie ma w pracy, co nieco komplikowało stojące przed nią zadania. Ucieszyła się na wieść o tym, że jej grupa będzie mniej liczna i z tego powodu istnieje większa szansa, "że się wyrobi".
Przymknął oczy i spod opadłych powiek śledził punkt po punkcie ankiety zawierającej sześć kart formatu wystarczająco wielkiego, aby pomieścić na nich zdania ciągnące się całkiem sporymi rzędami wytłuszczonych znaków graficznych. Odczytał jedno z pytań, na które miał aż osiem możliwych do wyboru odpowiedzi.. Nie wybrałby żadnej z nich, a w pozostawionej na końcu linijce w rubryce "inne", nie zmieściłby tego, co ewentualnie mógłby napisać. Wygodnie wtłoczony plecami w oparcie wyściełanego krzesła próbował zasnąć bezgłośnie, martwiąc się jedynie o to, czy nie zachrapie. Zawsze cieszył się z nadejścia snu. nauczył się prowokować senne wizje. Wystarczało dyskretnie o czymś pomyśleć, a sen o tym zjawiał się jak na zawołanie. Cóż z tego, że później ulatywał z pamięci? Zawsze pozostawiał coś po sobie.
- Proszę pana, proszę pana...
Usłyszał kobiecy głos, lecz dopiera za którymś zawołaniem otworzył oczy. Wydawało mu się, że ten kobiecy głos pochodzi z jego snu.
- Nic pan nie wypełnił. Tak nie można - głos kobiety stawał się coraz bardziej realny i do tego karcący.
- Nie rozumiem, co tu jest napisane - odpowiedział oschle.
- Pan spał. Jest pan zmęczony?
Odparł, że nadeszła pora jego snu, więc nie ma się czemu dziwić, że zasnął. W dodatku to ciepło w gabinecie zrobiło swoje.
- A możemy się umówić, że wypełni pan ankietę a potem skierujemy pana do miejsca, gdzie można się porządnie wyspać?
Zupełnie zignorowała jego twierdzenie o niezrozumiałej ankiecie.
- Nie wiem, jak odpowiedzieć na pytania - upierał się - nie rozumiem ich.
Trzymała nerwy na wodzy, stojąc obok i zerkając na stronę nad którą on medytował niezmiennie.
- Czego pan nie rozumie? Mogę pomóc. Od tego jestem.
- Niczego nie rozumiem - odparł.
Przysunęła do niego krzesełko stojące niedaleko, przy stoliku obok, usiadła na nim i spróbowała kontynuować rozmowę. Starała się przy tym zadbać o to, aby nie spostrzegł jej zakłopotania czy zniecierpliwienia. A że była zaniepokojona takim rozwojem wypadków to pewne. Mówiła przecież, że jest zawalona pracą, gdy tymczasem on dodawał jej czas, którego nie miała zbyt wiele.
- Pytanie są proste - zaczęła dydaktycznie - weźmy na przykład to, pierwsze z brzegu.
Pierwsze z brzegu pytanie było pytaniem dziewiątym. Czytała:
"Proszę o ułożenie w kolejności od 1 do 10 podanych poniżej cech osobowych, jakie rozpoznaje Pan/Pani w sobie. [1 oznacza cechę, którą najbardziej u Pana/Pani dominuje]"
- Myśli pan, że to trudne?
- Nie wiem, czy trudne - odparł - przestałem się sobą zajmować i nie interesuję się własnym charakterem.
- To bardzo ważne poznać samego siebie, nie sądzi pan?
- Czyżby? Tak pani myśli?
- Oczywiście. Jeśli pozna pan samego siebie, łatwiej panu przyjdzie zorganizować swoje życie, znaleźć pracę, uaktywnić zainteresowania, a nawet poszukać wokół siebie osób, które zechcą dzielić z panem swoje pasje.
- O, a tam jest o mocnych stronach - zwrócił uwagę na zagadnienie, jakiemu przypisano numer dwanaście.
- Widzi pan. Sam pan doszedł do tego.
Nie zauważyła w jego oczach szyderczego blasku.
- A w jakim celu mam się zastanawiać nad swoimi mocnymi stronami - zapytał miarkując, że tym bezsensownym, w gruncie rzeczy, pytaniem przetestuje cierpliwość przydzielonego mu psychologa.
- A może w tym celu?  - wskazał na napis na jednej z tablic: "Wszystko w twoich rękach. Trzeba chcieć."
Gotowa była podjąć temat, nie zważając na nadmiar obowiązków jakimi ją obarczono. Los dołożył jej klienta, który zdawał się być szczególnie odporny na jakiekolwiek sugestie, choć nie wydawało jej się, że czynił to bezwiednie, przytłoczony cała sytuacją, bądź też naprawdę nierozumiejący sensu wypełnienie całkiem niezłej, merytorycznej, wystandaryzowanej ankiety. Jej klient z nieznanych powodów a'priori odrzucał współpracę z nią, co jednak na tym etapie rutynowego postępowania wcale jej nie zniechęcało. Była ambitna i chociaż w prywatnych rozmowach często narzekała sobie na nadmiar obowiązków, to była jednak na tyle pełna zapału do pracy, że przypadek siedzącego obok niej mężczyzny zamierzała potraktować poważnie jako nowe wyzwanie i kiedy przygotowała się do odpowiedzi na bezsensowne pytanie, kiedy już sądziła że wpadła na właściwy trop argumentacji, mężczyzna nagle wstał i zapytał:
- To gdzie jest to miejsce, w którym mógłbym się przespać?
Wybita z konceptu, nie dawała tego po sobie poznać.
- Proszę zaczekać na mnie na korytarzu - powiedziała - może rzeczywiście lepiej będzie na inny czas odłożyć naszą rozmowę.
Podziękował i wyszedł.
Kiedy po niespełna pięciu minutach opuściła swój gabinet, korytarz był pusty. Poczuła się nieswojo.
(...)

2 komentarze:

  1. Wcale nie dziwię się bezdomnemu, że nie chciał wypełnić ankiety. Ja też mam problemy ze zrozumieniem, co autor miał na myśli;)
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ... ankieta jako niewłaściwy sposób pomocy drugiemu człowiekowi... w ostatniej części będzie dopełnienie... pozdrawiam już noworocznie, z pięknymi zyczeniami

    OdpowiedzUsuń