Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

31 grudnia 2014

Dzień ostatni

Najwierniejsze sikorki przylatywały wcześniej, zanim nastała zima prawdziwa, a teraz to już codziennymi są gośćmi, z wróblową bracią żywią się zaokiennym ziarnem słonecznika. Jedyna szkoda, że to jedyny w całym domu publicznym parapet, gdzie żywić się mogą, bo ponoć nieestetycznie jedzą.
Otóż i ostatni dzień roku nadchodzi, choć dla mnie ten przełom nic a nic nie znaczy. Zaprawdę większy zamęt czyni zmiana czasu ze słonecznego na zimowy, i na odwrót, bo ową zmianę widać aż nadto przy porannym wstawaniu lub popołudniami, i człowiek rad byłby, gdyby tego słońca więcej i więcej przybywało, bo słońce, jak by nie patrzeć, to zawołany człowieka i wszelkiej natury przyjaciel.
Tak też się składa, że z roczną zmianą daty życzenia się piękne składa, do siego roku, oby się w nim wiodło niezgorzej, a najlepiej lepiej, niż w minionym. Przyłączyć się zatem wypada, choć wiara, że lepszym ten rok będzie płonną jest, lecz czego to dla społeczności się nie robi i dla przyjaciół, rodzinki całej, niewielkiej wprawdzie, ale jednak. 
Skoro więc tradycja taka, świecka, choć starożytna, tedy i ja składam pomyślne życzenia, oby rok nowy lepszym był od poprzedniego, lecz ciuteńkę choć gorszy od tego, co po nowym nastanie. W takim przypadku będziemy mieć postęp z roku na rok i oby ten postęp zawsze inflację niepowodzeń przewyższał, żeby żyć się chciało i miało z czego.
A czasami z czego nie bardzo jest żyć, bo pomimo szumiących jak jodły na gór szczycie zapowiedzi, jak kto biednym był, tak i biednym pozostanie, a bogaty, bogatszym będzie; jak były śmieciowe umowy, tak i zostaną; jak się zarabiało 3-4 złote za godzinę ochroniarskiej pracy, tak też i zostanie, o czym rządowe i parlamentarne gremia wolą nie myśleć, bo i po co. Zawsze wyjechać można z pięknego kraju i nająć się do roboty jakiej, aby nie popaść na zdrowiu i umyśle. W tym miejscu niech zadam głupawe pytanie, czy taki jeden z drugim posłem senatorem czy ministrem zadał sobie pytanie, dlaczego w Polszcze, aby wyrobić się na najniższą pensję ogólnokrajową, to za te 4 złote na godzinę, trzeba w miesiącu przepracować godzin trzysta i to na śmietnikowej umowie. Się pytam, gdzie są PIP-y i NIK-i. Żartowałem... nie pytam się, bo i po co. Kolejne głupie pytanie, które zadawałem już sobie a muzom dotyczy się tego, czemu to w Polszcze, kraju tego obywatele, zarabiają mniej niż w prozachodniej Europie, a tyle co kot napłakał. A wytłumaczenie od lat jest proste. Stanowczo zbyt mała wydajność pracy - tak prawił niedawno Mordasewicz Jeremi z Lewiatana i Enei doradca w jednym (zresztą to nie jedna uczona głowa tak prawi).
Gdybym więc tak chciałbym być złośliwym, jako jestem, to zapytałbym Jeremiego M (ądrali), czy zatem takie ochroniarskie ciało gdyby zechciało zarabiać trzy razy więcej, jak na zachodzie, musiałoby swą  pracę uwydajnić, pracując miesięcznie godzin dziewięćset? Czy niżej podpisany, jako kierowniczy auta rozwożący po świecie towary ma trzykrotnie szybciej jeździć, trzykrotnie mniej paliwa kupować, trzykrotnie cięższe towary wozić? Oczywiście, że pan Mordasewicz, jak i wielu innych speców od ekonomii, kolokwialnym językiem mówiąc, "głupa pali" i całkiem do twarzy mu z tym nałogiem, bo to wcale nie o wydajność idzie, lecz o to, że tak ma być i kwita, bo tenże pan nigdy nie wczuje się w potrzeby pracownika opłacanego jak za słynnych, niewolniczych czasów, bo jemu starczy na wszystko. Tak to już we wszechświecie się porobiło, że zdrowy chorego nie zrozumie, bo jego nie boli.
Weźmy teraz inny przykład, jakże wyraźnie znaczący, choć z innej beczki piwa. Owóż w kulturalnym, telewizyjnym programie, szedł był wieczór z panem reżyserem Wajdą (w tym miejscu rzecz chciałbym wyrzec taką, że pana Wajdy, zwłaszcza wcześniejszą twórczość cenię bardzo i nie jest moim zamiarem w jakikolwiek sposób przystawiać mu rogów; chodzi mi jeno o pewien przykład demaskujący jedną z moich teorii). W tymże wieczorze, filmy różne wspominano, a wśród nich ten o człowieku z marmuru, z żelaza i o panu elektryku Wałęsie. Raptownie pani wieczorek wspomnień prowadząca ośmieliła się zauważyć (co niemal krytyką zabrzmiało), że pan reżyser jakoś tak urywa polityczną swą filmową opowieść w momencie wielkiego sukcesu - rzecz odnosiła się do filmu o panu Wałęsie. Czyżby to oznaczało - och, jakaż odważna ta pani - że po onym sukcesie głównego bohatera, trudniej opowiadać o świecie Rzeczpospolitej, z czego to pan reżyser zrezygnował?
Odezwał się pan Wajda na te słowa, udowadniając, że jakie tam trudniej teraz, gdy jest łatwiej, że w studio siedzieć teraz możemy (znaczy się on z przyjaciółmi aktory i panią prowadzącą) i nikt im rozmowy nie wytnie, scenariusza nie podrze na kawałki, nie powie, jaki film na robić, a jaki politycznie nie uchodzi.
Otóż i do sedna dochodzimy tarczy. Odpowiadam za pana reżysera nie pytany. A juści, prawda panie reżyserze. Któż tam pochwalałby dzisiaj scenariuszy obcinanie, wkładanie do szuflad filmów niesłusznie zrobionych, kto byłby przeciw wolności słowa, kto godziłby się dzisiaj robić film pod dyktando. Pan Wajda inteligentnym człekiem jest, więc wie doskonale, że te piękne wolności udały się po przełamaniu zaprzeszłej władzy, a on sam przepięknie skorzystał na tej zmianie, lecz w tej swojej radości do ojczyzny powróconej, zapomniał był o tym, że nie dla wszystkich Rzeczpospolita numer rzymski trzeci jest tak łaskawa. Albowiem nie dla każdego obywatela priorytetem jest scenariusza obcinanie przez złych ludzi. Dla co niektórych większym problemem jest zdobywanie z miesiąca na miesiąc czegoś więcej niż kromki chleba posmarowanej margaryną albo ten hamletowski wybór pomiędzy opłatą za mieszkanie a lekarstwem. Są tacy, co aby żyć godnie, zbiesili się chyba i za granicę pouciekali, ale też są tacy, co swoje żywoty samobójczą śmiercią zakończyli, wpadłszy uprzednio w zastawione nań bankowe sidła. Czy kontynuować? Mógłbym, lecz nie widzę powodu, gdyż, jako się rzekło wyżej, zdrowy nie pojmie chorego obaw o zdrowie.
Punkty widzenia są różne, bo z różnej perspektywy dostrzegane.
Nie czynię panu Wajdzie jako obywatelowi zarzutu z tego, że świat z innego miejsca postrzega, lecz jako artyście nie byle jakiemu zarzucam wąską perspektywę obserwacji świata, bo człek wrażliwością obdarzony, nie może ot tak sobie, na swoich laurach zasiąść i nie popatrzeć, co się wokół niego dzieje.
A dzieje się sporo i w nowym roku też będzie się działo, bo to wybory cenne się odbędą, więc pora kulturalnie pałkami po łbach sobie dawać.
Kto by tam myślał teraz o tym, że chyba najważniejszą sprawą jest, żeby ludzie mogli sobie względnie udanie pożyć i mieć pożyć za co, bo z samej wyborczej kampanii człowiek nie przeżyje... a u nas trzeba.
I wreszcie tak na samym skraju marginesu... wyczytałem, że od nowego roku niemiecka minimalna płaca za godzinę roboty osiem i pół euro wyniesie, co daje w przeliczeniu na polskie złote pieniądze jakieś 35 złotych, co oznacza z kolei, że za dzień pracy można zarobić 280 PLN-ów. Marzenie u nas samolotu bez głowy, a pamiętajmy, że wciąż mówimy o uposażeniu minimalnym.
Nie wiem, jak ja to robię, ale przez miesiąc wojaży jestem w stanie przeżyć za jeden dzień pracy "minimalnego Niemca". Czy zechciałby kto z zaodrzańskich braci zamienić się ze mną i przystać na ojczyzny mojej ukochanej warunki?

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam uważnie dwa razy. Zgadzam się z każdym słowem.
    Serdeczności przed-noworoczne:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Stokrotko i odwzajemniam sylwestrowo, podwajając niedawne świąteczne życzenia pomyslności

      Usuń
  2. Ja tak na marginesie - dzięki Wielkiemu Bratu nie załapaliśmy się po wojnie na pomoc amerykańską. Całymi latami odrabiamy zaległości i jeszcze długo będziemy je odrabiać. Może powinieneś porozmawiać z dzisiejszymi 7o-latkami niemieckimi o tym, jak było u nich przez wiele lat po wojnie. To pouczająca wiedza.
    Państwo tworzą ludzie i trzeba sobie zdać sprawę, że śledząc dokładnie historię Polski trudno wpaść w zachwyt nad mentalnością naszego narodu.Ciągle bliżej nam do Wschodu niż do Zachodu. Ot i cała tajemnica niskich zarobków i nieuczciwych pracodawców i tego, że wciąż jesteśmy jednak biednym krajem.
    Życzę Ci, by mimo wszystko Nowy Rok przełamał Twą złą passę, byś za rok mógł powiedzieć: "to był naprawdę niezły rok".
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Anabell,
    starałem się podać tak oczywiste przykłady "nierówności", że czytelniejszych trudno szukać. W mojej obecnej branży akurat nie istnieje powiązanie, nie występuje żaden związek pomiędzy amerykańską powojenną pomocą czy też zapóźnieniem w stosunku do zachodu. Start jest wspólny, te same koszty, bo działamy w Europie Zachodniej, te same (jeśli nie gorsze) warunki pracy, a zarobki, pomimo tej równości daleko odmienne. Jest to po prostu konsekwencja pewnego układu, który gwarantuje nam udział w zachodnich zyskach kosztem wyprzedaży majątku, kosztem zaplanowanej nierówności w zarobkach; to taka kość rzucona psu z pańskiego stołu. Prawda jest taka, że ci, którzy w niedawnej przeszłości przy korytku zasiadali (choć podówczas nie było one tak po brzegi wypełnione jak obecnie) przy tym samym korytku siedzą. Dołączyli doń styropianowi, którzy o żadną tam Polskę nie walczyli, o żadne dla pracy uszanowanie, o żadne publiczne dobro, jeno o własne brzuchy dziś tak pieknie i słynnie wypasione. To, że naród mamy ciekawy z całą paletą wad oczywistych i przywar, to pewne, lecz nie jest to coś tak niezwykłego w Europie i na świecie, gdyż jak świat długi a szeroki, nie ma społeczeństwa bez wad, choć może i rozkład nie jest wszędzie jednaki. Z całą pewnością stwierdzić muszę, że pośród tych polskich ułomności dostrzegam te, które wrzodzieją najbardziej. Jest tym owo nasze poddawanie się mimowolne lub bezmyślne ogłupianiu, z ochotą połykana budyniowa legumina przez polityków przyprawiana, ta słynna wiara w bezalternatowność rozwiązązań, ta tolerancja dla korupcji, kumoterstwa, złodziejstwa, dziejąca się na władz szczytach, bo ryba od głowy butwieje, ta niepojęta dla mnie wiara w polityczne słowa, które, zanim powiedziane, już w zamyśle były kłamstwem i rechotem z głupiego narodu, co wszystko kupi.... a za co? za co to wszystko? Za umożliwienie modłów w marketach, za te wszystkie promocje, zniżki i przeceny, za ten konsumpcjonizm boski, za to, że cieszysz się z utraty pracy współpracownika, bo jeśli nie on, to ty na zieloną trawkę pójdziesz, za tych obyczajów zejście do rynsztoka, za to, że jest wolność i masz niezaprzeczalne prawo do wyrażania niezgody, które samo w sobie jest wołaniem na puszczy, bo w każdym momencie na miejsce twojej wrzeszczącej słusznie gęby znajdą inną, pokorną i cichą. Podsumowując... źle się dzieje w państwie duńskim, choć panu Wajdzie nie cenzurują już filmów - ot wielka tajemnica, tajemnica spoglądania na świat, z różnych, często wykluczających się perspektyw.
    Ciepło, sylwestrowo-nowrorocznie pozdrawiam - Do Siego Roku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Więcej optymizmu na Nowy Rok życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. serdecznie dziękuję, odwzajemniając życzenia zdrowia i sławetnej w życiu pomyślności

      Usuń