Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

01 grudnia 2014

Biesiady w kawiarence ciąg dalszy, żal, że zakończony.

A w kawiarence zarumieniło się od szeptów gorących młodzieży, która już po konsumpcji wróżb i łakoci, po przytulanych tańcach na trzy czwarte (zatem walc, nie nowoczesne kroki, lecz czyż walc nie pasuje najlepiej do tych umizgów nieśmiałych, spowolnionych przez mgłę zaokienną?). Nie wiedzieć skąd młodzież przywiodła koce i na nich w kręgu ognistym siadła, uprzednio wyczyściwszy stoły, pozwalając starszym zając przy nich miejsca zgodne.
A któż mógł się w kawiarence przy stolikach uwolnionych znaleźć jeśli nie radca Krach z małżonką, inżynier Bek z połowicą, mecenas Szydełko z żoną, a Koteńkowie, a redaktor dawno nie widziany, a dwie zakonne siostry, pan profesor i przygodni goście oraz stary pisarz, który zajął miejsce przy bufecie, z kawiarennikiem tocząc rozmowę zaciętą.
Puszczono zatem muzykę, najpierw nieśmiało przyciszoną, muzykę z obrazem na zainstalowanym na cześć zabawy ekranie.
Następnie kawę podały panie, także, kto zechciał, młodzieży. Zapachniało aromatem, także tych ciasteczek waniliowych, przez zakonne siostry upieczonych. Zaczarowała się kawiarenka cała. A kiedy w ekranowej muzyce cisza niegłośna zapadła, któraś z panienek, czy z przymuszenia, czy z własnej woli, pewną piosenkę zaśpiewała.
Po jej wykonaniu, Radca Krach, na małżonkę nie zważając, do młodej dziewczyny podszedł, śmiało dłoń jej podjął i wnet ucałował. Spłoniła się niewiasta, a radca odwróciwszy ku żonie nad wyraz retoryczne powtórzył w jej kierunku onej pieśni pytanie:
- Pamiętasz?
Śmiałaby nie pamiętać, skoro przy tej pieśni się poznali i uwiedli pospołu.
- A czy ty tę pamiętasz? - zagasiła tym pytaniem nieszczęśnika i w dwójnasób go gasząc, ku zaskoczeniu biesiadników zaśpiewała:

 Młodzież, nie na żarty zachwycona, w prawice klaszcząc, pieśni tej w refleksyjnej rytmu dodawała, a po jej zakończeniu, młódź bez wyjątku wstała, aplauzem pożegnawszy pieśniarkę, co swój talent niesłusznie dotąd skrywała.
Zatem jedna z nastoletnich rodziców swoich pociech, nie ta od pokoiku numer osiem, lecz inna, powstała... a piękne, kasztanowe włosy zdobiły jej urodziwą postać. Zatem nie mogła inaczej, jak:
W tym miejscu mecenas Szydełko z małżonką podali sobie wzrokiem ręce, ręce swe, ba ramiona, tak zmyślnie złączyli, tak ku środkowej części sali we dwoje wystąpili, w tak zachwycający taniec się przemienili, że aż siostry zakonne z zydelków swych wstały i całkiem wprawnym ruchem ciał popielatym habitem zasłonionych, tańcowi państwa Szydełków wtórowały.
Następnie chór niewiast młodszych, tudzież młodzian z gitarą zaśpiewali:
Wkrótce też cała sala, bez względu na wiek i muzyczne nadzolności śpiewała w jednym chórze, refren po wielokroć powtarzając.
Następnie inżynier Bek, kucharz niezawodny wstał, do kuchennych pomieszczeń się przedostał, powrócił po chwili dłuższej z ogromną tacą, na której drobniutkie kieliszeczki jakowymś tajemnym trunkiem były wypełnione.
- Drodzy państwo, a teraz, bez wyjątku i z dyspensą dla tych, co w zażyłych stosunkach z alkoholem nie są, zapraszam do konsumpcji śmiałej "kukułczanki", której słodkość poznacie dzięki pewnej damie, która mi na ten anielski likier przepis zapodała.
Rozczęstował więc wszystkich i wszyscy likierówki w górę wznieśli i toastem pomyślność swą pochwalili.
Tak goście kawiarenki bawili się do mglistego poranka, śpiewy uprawiając, tańcem członkom nie dając zasnąć, rumową herbatkę sącząc, aby do kolejnych pieśni gardła przygotować.
I tak dalej i dalej.
I stało się coś równie, albo bardziej dziwnego, bo podczas tych swawoli, kawiarennik wybiegł z sali z telefonem w dłoni. Wybiegł na mroźny rynek przed kawiarnię i coś tam słuchał, coś tam gadał, a uśmiechały się jego oczy od tego słuchania i gadania, i kiedy do kawiarenki wpadł, to wyglądać zaczął jako ten byczek, czerwonym płótnem podrażniony, jako ta lwica młode broniąca przed hien zgrają, jako ten Emrod, co przekroczył zapory, wstąpił między potwory i rzuconą przez Martę rękawiczkę podjął śmiało, lecz co usłyszał i co odpowiedział telefonowi, ostało się tajemnicą, choć ten i ów zgadywał, lecz rozwiązaniem zagadki nie dzielił się z nikim.

4 komentarze:

  1. Mam nadzieję, iż dobre to były wieści telefoniczne? A uwieńczenie zabawy tak piękne, żem łzę z oka puściła. I aż żal, że nie dane było współuczestniczyć...

    OdpowiedzUsuń
  2. smoothoperator2 grudnia 2014 01:04

    "( I )ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, A com widział i słyszał, w (księgi) kajecie swym umieściłem.
    Podejrzewam, że niezgorsze :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja lubięTAKIE kawiarenki.
    I jak bardzo mi smutno że już ich nie ma.
    Dziękuję Ci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż trudno uwierzyć, że można się tak spokojnie bawić na andrzejkach.
    Piosenki Sławy Przybylskiej to istne mistrzostwo. Czy ktoś teraz potrafi tak śpiewać?
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń