Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

01 grudnia 2014

Przed odjazdem

A to już grudzień nastał i mróz za oknem się wałkoni, mróz, przyjaciel świeżego powietrza i oddechu i mróz - krawiec, przeszywający na wskroś, a jeśli ze wschodnim wiatrem w parze, to wymagający szalu i ciepłych butów w z cholewami.
Niebawem ten mróz ponownie w świat daleki mnie wygoni i znów zatęsknię podczas jazdy, i cały ten chłód zabiorę w sobą, chłód i konieczność, i spiżarnię, co będzie trzymać mnie na dystans od głodu. 
A przed wyjazdem wspomnieniom się pokłonię, usiądę, pomyślę sobie tak cicho, jak tylko można być milczącym przed podróżą.
Aliści sam nie jadę, bo ktoś tam będzie ze mną i porozmawiam z nim czasami, bo rozmowa z samym sobą nie wystarcza. 
I przyjaciółki - książki wezmę z sobą i zamęczę nimi oczy, bo wtedy sen przychodzi szybciej, a i dzień szybciej piasek w klepsydrze przesiewa.
I będzie ze mną zeszyt taki, którego kartki wykorzystam do robienia skrętów z życia siedzącego w głowie, wylewającego się z głowy; tej lawy, która pod ciśnieniem wytryska, tworząc zamęt przy spontanicznym tworzeniu słów, z nich zdań, słowem - kompletna paranoja, która pozwala przeżyć nawet temu, kto dał się kiedyś skopać i nie wrzeszczał "pomocy".
Będzie ze mną muzyka i poranek; będzie też smutny pożar dnia, zbyt wczesny wieczór; będzie zmęczenie i odpoczynek z głową okrytą pledem.
Tam sobie na parkingach piją, a ja czytam; tam rozbestwiają się rozmową, a ja słucham muzyki, tam wspólnie biesiadują, a ja piszę.
A kiedy wrócę, opowiem sobie co i jak było, co i jak się zdarzyło i odpocznę, a to już świątecznie będzie, i może zabieli się dokoła, więc jaśniej, choćby i o północy, i wrócę do innego stanu świadomości.
Wtedy znów wyciągnę z rękawa słowa, wyciągnę zdania całe i, nie wiedzieć czemu, do kawiarenki przyjadę z dostawą nowych wieści. Czego więcej do szczęścia potrzeba? By się znalazło, wiem, lecz kto życiem utrudzony, to jeśli w kąciku przy piecu zasiądzie, strawę mu dadzą byle ciepłą jaką, napoją, dobrym słowem pozdrowią i pozwolą noc przeżyć jeszcze jedną, to czy nie jest to nie lada szczęście?
A wiecie jakie to szczęście panować nad światem całym? Dostrzegam zdumienie na twarzy... tak, nad całym światem; światem własnych myśli, własnych słów i zdań po sobie pozostawionych... a jeśli kto, zmyliwszy kierunki, w ten świat wpadnie na chwilkę niewielką, to czemuż nie uszykować dlań najprzedniejszego stolika, pod oknem, nie w kąciku, a z widokiem na rynek, na las, morze, pole, łąkę, na co zechce. Niech i ten wędrowiec, co pomylił drogi, ma też to coś z mojego świata, nad którym panuję i zmieniam wedle kaprysu, wedle tego, co mam do powiedzenia głupiego albo mądrego. 
Nie powiem, ostatnio zbyt intensywnie operuję słowem, a i tak nie nadążam za myślami, i to mnie czasami przeraża, bo wygląda to tak, jakbym szybciutko chciał z tym światem załatwić swoje sprawy i nie mieć już więcej nic do powiedzenia. I tak stać się może, bo człowiek rzadko swoja godzinę zna, ale kiedy piszę, to z kolei nie myślę o wieczności, o przemijaniu i jak młokos zdaję się czuć nieśmiertelnym.
Ciekawe, co w tym wdzięcznym temacie miałby mi do powiedzenia Edek Stachura, który sobie urządził pokoje na górze i z tej góry spogląda, i pewnie pisze, tak jak ja, a może inaczej, zapewne piękniej i do porodowych boleści szczerze. 
Ja Edka Stachurę, to cały czas na podorędziu mam i sobie czytam ja jego, i coraz bardziej rozumiem, i nawet staram się zrozumieć jego śmierć, którą sam zaprosił, aż w końcu przyszła ona do niego i zabrała w siną dal.
I, myślę ja sobie, że coraz bardziej staję się jego przyrodnim bratem. Oj, my byśmy z sobą pogadali, oj pogadali.
A teraz chciałbym o tym, że jeśli ktoś drogę zmyli, drzwi otworzy i, ciepło poczuwszy, przy tym stoliku pięknie przygotowanym, tym, co to przy oknem z widokiem, jaki to chce, jeśli przy tym stoliku usiądzie, przy herbacie, także przy herbacie z rumem, to ogrzawszy dłonie, się mnie zapyta, o czym to ja piszę, nad czym pastwię własne słowa i ku czemu zmierzam.
A ja, zdumiony, sam nie wiem, co rzec, poza tym, że skoro piszę, to jestem, a skoro być chcę, to piszę.
Wiem i sobie to przypominam, że przyjaciele moi, ci co przy tym stoliku, co czasami wejdą, zajrzą i posiedzą, choć krzesła nie wyścielone aksamitem albo pluszem; niewielu ich, więc miejsca starczy dla niewielu... ci moi przyjaciele pewnie woleliby poznać, cóż tam więcej w tę noc wróżebną się zadziało i lepiej w nie trzymać tego w tajemnicy.
I słusznie wolą, i słusznie proszą, i się doczekają, bo zanim jeszcze poczyniono andrzejkowe plany, znałem już zakończenie, którego przyjaciele moi jeszcze nie znają. W tym właśnie przejawia się moje nad światem panowanie, światem tak malutkim i wielkim zarazem, i własnym.

2 komentarze:

  1. Cóż mam napisać?
    Może to, że pięknie panujesz słowem nad tym światem:-)
    Nie zostawiaj nas za długo samych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. smoothoperator1 grudnia 2014 23:45

      Dziękuję.... przed świętami wrócę pobałaganić :-)

      Usuń