Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

27 czerwca 2017

„ARCYDZIEŁO BOGA”

Na forum internetowym portalu You Tube odczytałem taki komentarz: „Ballady: pierwsza, druga i trzecia to arcydzieła, natomiast ballada czwarta jest arcydziełem Boga”.
W taki właśnie krótki, lecz jakże sugestywny sposób wyraził swoją opinię komentator po wysłuchaniu ballady nr 4 f-moll z opusu 52 Fryderyka Chopina [tempo andante con moto - umiarkowanie z ożywieniem].
Nie sądzę, aby internetowy słuchacz ballady nr 4 w interpretacji Krystiana Zimermana mylił się w swojej opinii. To muzyczne dzieło dojrzałego już Fryderyka jest chyba jednym z najdoskonalszych utworów muzycznych, jakie przydarzyły się najdoskonalszym kompozytorom wszechczasów. Chopin zadziwia zarówno ogromnym rozmachem swego dzieła wykraczającego poza strukturę ballady, melodyjnością (zwłaszcza głównego motywu), niebywałą  ekspresją i dramaturgią w kulminacyjnych partiach utworu. Jest też przy okazji ballada nr 4 niebywałą okazją do wirtuozowskiego popisu dla pianistów, gdyż w rzeczy samej obfituje ona we fragmenty wymagające od wykonawców prawdziwej maestrii.
Utwór rozpoczyna się około 35-sekundowym wstępem, w tempie dostojnym i umiarkowanym, zapraszającym do opowieści muzycznej, której treści jeszcze nie zdradza, po czym następuje wprowadzenie głównego tematu muzycznego, tajemniczego, niezwykle lirycznego. Kompozytor prowadzi ten zasadniczy wątek, rozwijając go, wciąż jednak przy zachowaniu wyznaczonego tempa, aż do około 2.25 minuty trwania utworu, kiedy to następuje wyciszenie, po którym główny temat muzyczny podlega romantycznym wariacjom; czujemy brzmienie walca, a granie: ciszej - głośniej, szybciej - wolniej wzmaga dynamizm opowieści i towarzyszy jej jakże charakterystyczne dla Chopina wirtuozyjne rozwinięcie tematu. W pewnej chwili dostrzegamy, że główny motyw muzyczny ustępuje miejsca kolejnemu, który będąc bardziej refleksyjny niż liryczny jest opowieścią skonstruowaną jakby przez innego narratora. Powoli następuje jego wyciszenie i można się poczuć w tej scenerii, jakby wiatr tracił na sile, a woda w kamienistym strumieniu płynęła ciszej i spokojniej.
Po siódmej minucie Chopin powraca do podstawowego wątku muzycznego, najpierw andante, potem in poco, by przejść do moto, aż po crescendo. Jakże melodyjny motyw, który pojawił się niemal na samym początku utworu jest teraz poddany rozmaitym wariacjom, modyfikowany i ożywiany coraz to bardziej dynamicznym brzmieniem, po czym, około 10 minuty trwania utworu następuje uśpienie tego motywu.
I wreszcie pojawia się pełne ekspresji i dynamizmu zakończenie. Kołyszące się pasaże, wymagające niebywałej sprawności technicznej i umiejętności odczytania partytury kończą opowieść, choć jej brzmienie wciąż pozostaje w naszych zmysłach jako dzieło wręcz nie człowieka a Boga.
Zamieszczam pod niniejszym tekstem dwa wykonania ballady nr 4 Fryderyka Chopina:
- Krystiana Zimermana, który potraktował balladę w sposób oddający wręcz idealnie partyturę, zachowując specyfikę romantycznej, lirycznej, acz nie pozbawionej dynamiki faktury dzieła i
- Yulianny Avdeevej, która stosując ową zmienność tempa muzycznego - rubato (za co bywa ganiona) dostosowała dzieło Chopina niejako do wymagań i charakterystyki swojej osobowości.
Nie jest moim zamiarem dokonanie wartościujących obie interpretacje porównań i wskazanie, które z wykonań jest lepsze; wykonawstwo na tak wysokim poziomie, według mnie, nie może podlegać sportowej rywalizacji.
Ważne jest, że i u Zimermana i u Avdeejevej rozpoznaję mistrzostwo muzyki Chopina.



[27.06.2017, Murzasichle]

6 komentarzy:

  1. Po pierwsze, zawstydzasz mnie znajomością rzeczy, ja po prostu słucham.
    Po drugie, najlepiej słucha sie takiej muzyki na żywo, na sali koncertowej zawsze mam ciarki.
    Po trzecie, utwór piękny, ale czy aż dzieło Boga? Ale się nie znam, tylko słucham...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam... moja znajomość nie jest większa niż u przeciętnego słuchacza. Filharmonia... jak najbardziej, ale zapewniam Cię, że fantastycznie słucha się takiej muzyki w samotności, podczas podróży autem, zwłaszcza nocą... pozdrawiam

      Usuń
  2. Jeżeli przyjąć, że człowiek jest najwspanialszym dziełem Boga, to idąc dalej tym tropem, stworzone przez istotę ludzką dzieło też przez Boga jest natchnione. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no proszę, bardzo logiczne rozumowanie ... popieram i pozdrawiam

      Usuń
  3. Przypomniałeś, że już dawno nie byłam w Filharmonii. Czas zaplanować ucztę duchową.
    Ballady można słuchać bez końca.
    Zasyłam pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... to prawda, ochota na słuchanie Chopina, zwłaszcza tej ballady wcale nie ustaje. Zapomniałem jeszcze napisać w tekście o tym, że jest to niezwykły utwór również z powodu technicznych trudności jego wykonania, w tym obszarze Chopin nie ma sobie równych... pozdrawiam

      Usuń