Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

05 czerwca 2017

KAWIARENKA (90) WĄSKOTORÓWKA

Tak i dyrektor cukrowni Gaworzewski oraz trzech jego fabrycznych kompanów dopięli swego dzieła - wąskotorowa kolejka ruszyła, w piękna sobotę, tuż po Dniu Dziecka, co o tyle istotne, że w pierwszą podróż, prócz mocodawców imprezy zabrano dzieciarnię, a że i doroślejsi obywatele miasteczka i okolic chcieli również spróbować prześwietnego wojażu, toteż puszczono ciuchcię tego dnia po raz drugi, aby uczynić zadość pragnieniom chętnej nowych wrażeń gawiedzi. 
O dziwo, pośród pasażerów nie zabrakło obywatelek i obywateli w bardzo słusznym wieku (pomiędzy nimi byli słuchacze uniwersytetu trzeciego wieku), którzy bardzo dawne czasy pamiętali, kiedy to tą nieszeroką koleją podróżowano regularnie między Różanowem a powiatowym miastem, a kolejka aż czterokrotnie przystawała, zanim dobyła celu w znaczącym podówczas i dzisiaj mieście.
Tym razem aż tak długa podróż kolejce pana Gaworzewskiego nie była sądzona, ale i tak cieszono się niekrótką a powolną jazdą przy koniecznych wyciach syren ciuchci przed każdym skrzyżowaniem z drogą, albo z ludźmi, których mijała po drodze - uciechy było co niemiara. 
Początek podróży następował na cukrowniczym dworcu w Dobroniu (tam zagrała orkiestra dęta z Różanowa), następnie odbyto trzykilometrową drogę do Podlesia (tam kilka osób, zwłaszcza dzieci wsiadło do wagonów), dalej ciuchcia po dwukilometrowym sapaniu osiągnęła nasze miasteczko - Różanów, połykając we wnętrzu obu pasażerskich wagonów dzieciarnię w liczbach hurtowych. Kolejny przystanek, po pięciokilometrowej podróży miał miejsce w lesie niedaleko leśniczówki, gdzie na prowizorycznym jeszcze peronie kawiarenkowe towarzystwo zorganizowało bufet, tak że nie sposób było go przegapić i w końcu przecinając od północy las, i pokonując na szczęście w pełni sprawny most na rzeczce Mętnicy, ciuchcia stanęła na dawnej rozjezdni w Lipcach, gdzie ukończono tę piętnastokilometrową przejażdżkę. Tutaj, u celu podróży, w Lipcach, tamtejsi parafianie, nie chcąc być gorszymi od kawiarenkowego bractwa, poczęstowali dzieciska smakołykami, ale nade wszystko zorganizowali najmłodszym rozmaite gry i zabawy, aby niedorostki mogły swoje mikre kostki i mięśnie rozprostować. Tymczasem ciuchcia prowadzona przez fachowego kolejarza została wraz z wagonikiem węglowym przestawiona na koniec składu, aby móc ciągnąć dwuwagonowy skład z powrotem.
Kawiarenkowi biesiadnicy użyli podróży ciuchcią za następnym razem, a pan radca Krach, który oprócz redaktora Pokorskiego najlepiej był poinformowany (jak zwykle zresztą w wielu pozostałych materiach) o wąskotorowym przedsięwzięciu pana dyrektora Gaworzewskiego, nie potrafił wyjść z zachwytu już to nad samą podróżą, którą odbył w towarzystwie żony Jadzi, córki Anny z mężem Wołodią oraz z matką Wołodii, pozostającej wciąż (i oby na stałe) w Ciżemkach, już to z uwagi na fakt, iż zarówno sama ciuchcia, jak i też pasażerskie wagony przedstawiały sobą wrażenie, jakby dopiero co wyszły z fabrycznych hal; do takiej to postaci doprowadziły te komunikacyjne perełki wrażliwe robotnicze dłonie. Pan radca Krach przemyśliwał przy tej okazji nad tym, czy nie udałoby się przy pomocy pana burmistrza właścicielom tych zdolnych robociarskich dłoni wręczyć jakowejś społecznej, finansowej nagrody za ich przemieniony z pasji trud, za te miesiące i lata pracy włożonej w przedsięwzięcie nie tak znowu pospolite w dzisiejszych czasach.
A pan dyrektor Gaworzewski, bez którego dowództwa plan kolejowej trasy nie mógłby się powieść, kiedy ów przysiadł się podczas jazdy do rodziny Krachów, roztoczył przed panem radcą przemiłe perspektywy wykorzystania wąskotorówki także do transportu buraków oraz innych towarów, jakie można by przewozić pomiędzy miasteczkiem a wsiami i fabryką, a jeśli dałoby się w to przedsięwzięcie wciągnąć samego pana starostę, to byłaby szansa na pociągnięcie kolejowej trasy dalej (istnieje wciąż jeszcze torowisko), aż do powiatu, jak niegdyś. I w ten sposób wąskotorowa kolejka, umiejętnie zarządzana, stałaby się na powrót ważnym dla miasteczka i całkiem dalekich okolic elementem komunikacyjno-transportowego organizmu, który odciążyłby lokalne drogi, przewoziłby ludzi do pracy, uczniów do szkół, a wakacyjną porą uatrakcyjniłby całą okolicę przybyszom szukającym niepospolitych wrażeń.
Pan radca Krach, czemu dziwić się nie wypada, przyklasnął zamiarom pana dyrektora, a nawet obiecał, że szepnie kilka słów komu potrzeba, aby ów szczytny zamiar na panewce się nie przypalił.

[04.06.2017, Woking, Surrey w Anglii]

2 komentarze:

  1. Ciuchcia ruszyła. Wreszcie mieszkańcy będą mogli nie tylko przybliżyć się do miast i wielkiego świata, ale i zachęcić, by turyści przybywali oglądać piękno natury i wspaniale życzliwych mieszkańców.
    Serdeczne pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Wąskotorówki mają swój urok, zwłaszcza latem, gdy z wagoników bez szyb podziwiać można widoki...

    OdpowiedzUsuń