Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

18 czerwca 2017

NA „NAGROBEK Z LASTRYKO” KRZYSZTOFA VARGI

Zabrałem się za „Nagrobek z lastryko” Krzysztofa Vargi, powieść jak najbardziej współczesnego autora. Zaryzykuję wypowiedzieć się na jej temat, chociaż jestem jeszcze w fazie czytania, i to na początku.
Wiem, że nie należy tak czynić, tak jak dnia nie chwali się przed zachodem, ale czasami wystarczy przekartkowanie tekstu, aby domyśleć się, w jaki rodzaj literackiego klimatu wprowadza nas autor.
Po przeczytaniu kilkunastu stron rozpoznaję i doceniam sprawność językową Vargi, jednakowoż odkrywam to, co podane jest na tacy: społeczno-obyczajowo-polityczna publicystyka, nasączona refleksją, szczerą, lecz jednostajną, wrażliwą i krytyczną wobec rzeczywistości, ale pozbawioną idei, opisującą świat jakim jest, ale jest to opis gazet, jałowych dyskusji, w których z jednej strony rozmówca, słuchacz i obserwator odrzuca to, co go razi i odpycha, a mimo wszystko poddaje się temu współczesnemu światu konsumpcji, globalizacji i wolnorynkowej konkurencji…
… Minęło kilka dni i „Nagrobek” w dalszym ciągu nie zachwyca, nadal narracja jałowa, przegadana; monologi Hanki Bielickiej przy tym, co ma do powiedzenia Varga to drobniutka pestka cytryny, z tym że tamte estradowe wystąpienia pani Hanki o czymś jednak były, a ta powieść tak naprawdę jest o niczym, o wszystkim i o niczym, beznamiętna, w rzeczy samej o „pierdołach”, naturalistycznie pikantna, bez wyobraźni, a przede wszystkim razi w niej nadmiar słów, tak jakby autor dogadał się z wydawcą, że wysokość jego tantiem zależeć będzie od obfitości wyrazów zamieszczonych na kartach książki. 
Powiedzmy, że nawet zaakceptowałem pomysł pisarza na umieszczenie narratora w przyszłości (urodził się w roku 2038), który snuje dziwaczną opowieść o swoim dziadku i babce, także o matce w sposób tyleż bezwzględnie naturalistyczno-erotyczny, cyniczny, co i sarkastyczny. Żadnej koncepcji, żadnej idei nie dostrzegam w tym „ble, ble” pisaniu, ot Varga postanowił wygadać się do woli, pośmiać z konsumpcjonistycznego świata przełomu wieków, wydrwić przyzwyczajenia bohaterów, opisać baśń, w której nie ma miejsca już nawet nie na szlachetne uczucia, ale nawet na zwykłą ludzką przyzwoitość. Nadto autor kreśli przed czytelnikiem jakowąś wojnę, która niszczy cały kraj, a znaczne obszary stolicy zrównuje z ziemią; opowiada o wybuchłym w Warszawie powstaniu (skojarzenia i z ostatnią światową wojną i Powstaniem Warszawskim jak najbardziej na miejscu), które trwało 63 godzin (sic!), bo „z powodu głębokiej konspiracji nie wiadomo było, kto dowodzi. Prowadzony od dłuższego czasu otwarty konkurs na dowódcę powstania nie przyniósł wyników ze względu na skomplikowaną procedurę biurokratyczną i masowe odwołania od nieogłoszonego jeszcze wyniku składane przez potencjalnych przegranych. Nie przyniósł też rozstrzygnięcia nieograniczony przetarg na walki w poszczególnych dzielnicach, bo wszyscy chcieli walczyć na Starówce i w Śródmieściu…” i tak dalej i dalej… prawda, że wybitnym poczuciem humoru dysponuje autor książki?
W „Nagrobku z lastryko” pojawiają się też inaczej pachnące słowne kwiatki, jak choćby ten:
„Nikt z przyjaciół Kretyna [Kretyn to postać trzecioplanowa, brat pierwszoplanowej babki] nie przyszedł na pogrzeb [tegoż], nie było nawet jego domniemanej narzeczonej Angeliki, bo domniemana narzeczona i tak komu innemu obciągała, co Kretynowi nigdy do głowy nie przyszło…”
Albo taki kwiatek:
„Kiedy wreszcie umarł [pierwszoplanowy dziadek, mąż babki], po prostu zadzwoniła po firmę pogrzebową, żeby go zabrali jak najprędzej, jakby chciała zamówić pizzę… nie modliła się, bo nie umiała, nie zamknęła mu oczu, niech z obaczy, co narobił… bo dość miała tego zajmowania się nim, tego pielęgniarstwa, kucharstwa, samarytaństwa…”. Śmieszne, prawda?
Albo taki żart:
„Idź w cholerę do lekarza i nie wracaj bez wyroku śmierci, mówiła babcia przewracając się na brzuch i przykrywając głowę poduszką…”.
Tego rodzaju poetyka aż w nadmiarze obecna jest w powieści i pewnie autor w chwili twórczego aktu pomyślał sobie, że czytelnika, w tym mnie, zaciekawi, by nie rzec - zachwyci swoją prozodią. Mnie nie zachwycił, a rozwijając myśl dalej, powiedziałbym, że świat czytelniczy doskonale poradziłby sobie bez „Nagrobka z lastryko”, który tyle wnosi wiedzy i wyobraźni do szarych komórek mózgu czytelnika, ile złodziej złotego kruszcu do sklepu jubilera.
Nie dobrnąłem jeszcze do końca ostatniego rozdziału i zapewne postawiwszy czujnym wzrokiem ostatnią kropkę po zakończeniu finałowego akapitu, nie doczekam się rzucającej na kolana rewelacji. 
Prawdopodobnie zaczytuję się w „dziele” Vargi w myśl zasady, że aby ostatecznie złamać wroga, należy dobrze poznać, kto zacz jest tym pisarzem, którego piśmideł nie warto czytać.

[14.06.2017, Campigneulles Les Grandes we Francji


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz