Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

18 czerwca 2017

PRZYDROŻNE MONOLOGI (18) ZJAZDY, ROCZNICOWO


*
Wczoraj wyjechali do kraju Jurek i „mały” Jacek, spóźnieni o dwa dni, ale jednak im się udało. Zabrali się z Olegiem z Połtawy (ten z komicznym śmiechem podczas oglądania filmów), który poprosił o wcześniejszy zjazd, bo żona mu zachorowała (musi opłacić lekarzy) i jego studiujący informatykę syn dostał kartę powołania do wojska. Oleg obawia się, że wyślą syna na wschód na wojnę, więc musi wracać, aby i tę sprawę załatwić (pieniędzmi, rzecz jasna), a do Połtawy z Polski trzeba jechać prawie dwie doby.
Teraz, po wyjeździe „dużego” Jacka do Irlandii w domu pozostało nas dwóch: ja i Sebastian. Obaj czekamy na zjazd. Sebastian musi do Polski zdążyć na swój ślub (z Ukrainką) i najpóźniej we wtorek powinien wyruszyć spod Calais. Mnie z kolei termin zjazdu wypada na poniedziałek lub wtorek; raz, że 21 czerwca, czyli w środę muszę zwrócić do biblioteki książki (w tym nieszczęsnego Vargę), a dwa, że mamy zaplanowane króciutkie wczasy w górach od 23-go (taki niby „prezent” na niedawną „osiemnastkę” córki). A tu tymczasem dostaję kurs do Birmingham z rozładunkiem na wtorek rano i przy bardzo dobrym układzie wystartuję z „domu” pod Calais w nocy z wtorku na środę, albo w środę rano. Warunkiem jest kurs z ładunkiem do kraju, a to nie jest takie pewne.
Istnieje nadzieja, że zabiorę się z Ukraińcem Romanem, z którym w marcu wyruszyliśmy wspólnie w trasę w naszej obecnej firmie, ale pierwszeństwo zjazdu, co zrozumiałe, będzie miał Sebastian.
Inna możliwość to zjazd Citroenem Berlingo, w którym należy wymienić filtr paliwa, a może i przeczyścić zbiornik, bo strasznie nam to autko „przerywa”, i, odpukać, może w pewnej chwili odmówić posłuszeństwa.
A zatem, „na los szczęścia Baltazarze”, należy czekać i liczyć na pomyślny splot okoliczności. O ile na „wczasy” jest szansa zdążyć, to książek z biblioteki nie zwrócę na czas.
Zadzwoniłem więc do znajomego Andrzeja - bibliotekarza, z którym pracowaliśmy jeszcze w szkole, aby wstawił się, za tą moją niezależną ode mnie zwłoką - nienawidzę wprost spóźniania się w sprawach objętych wyznaczonym terminem.

**
Z garści informacji z kraju, o jakie się upominam dominują te najbanalniejsze: o pogodzie, o zdrowiu członkiń i członków rodziny, o perypetiach szkolno- (córka) -zawodowych, jak i też o tym, co w kraju nad Wisłą się najnowszego dzieje i czy jest szansa, że nasza piękna ojczyzna istnieje.
Spośród tychże wieści wybrałem do opowiedzenia taką, która dotyczy „mojej” szkoły, w której „przenauczycielowałem” i przedyrektorowałem parę ładnych lat.
Szkółka ta w bieżącym roku obchodzi 105-tą rocznicę istnienia, z której to okazji zorganizowano uroczysty zjazd. Za „moich” niesłusznych czasów rozsyłano zaproszenia dla nauczycieli - emerytów, także tych, którzy pracowali w szkole przez jakiś czas, dla dawnych dyrektorów, kierowników, których zawodowa kariera otarła się w sposób znaczący o mury naszej sędziwej uczelni. Przypominam sobie ileż to razy dokonywaliśmy operacji polegającej na ustalaniu aktualnych adresów, pod którymi żyły niektóre owoce pedagogicznego grona, boć przecież toć nie honor pamiętać o Iksie, zapominając Igreka. Fakt faktem, że nie każdy z tych „namierzonych” decydował się na odwiedzenie szkoły, w której przepędził szmat swojego żywota, a swój podpis pozostawił czy to w dzienniku lekcyjnym, czy też w protokolarnej księdze zebrań pedagogicznej rady, ale w końcu chodziło nam wszystkim o to, aby dać świadectwo temu, że chociaż żyjemy w jak najbardziej bieżącym zespole powołanym do realizacji szczytnego celu powszechnej edukacji, to jednak pamiętamy o tych, co przed nami trudzili się niemało.
Przypominam sobie, że na okrągłą, setną rocznicę narodzin naszej szkoły, kiedym już nie był pedagogicznym członkiem jej społeczności, napotkałem z żoną (też pedagog) zaproszenia dla nas na rocznicową celebrację na wycieraczce przed naszym mieszkaniem, a przecież na klatce schodowej; otworzysz blokowe wrota i masz zaraz po lewej zestaw skrzyneczek na listy z takim poprzecznym otworkiem na koperty, więc nic trudnego wsunąć weń zgięty na pół kartonik o powierzchni jednej drugiej typowej listownej koperty.
Tym razem władczyni szkoły uznała, że na sto piątą rocznicę nie uchodzi zarzucać wycieraczkę zaproszeniami, skoro znacznie lepiej w ogóle ich nie wypisywać.

[16.06.2017, Campigneulles Les Grandes we Francji] 

1 komentarz:

  1. Cieszę się, że wreszcie krótki wypoczynek z rodziną w górach.
    Ale dyrekcja szkoły nie umie się właściwie zachować. Jak to wszystko zależy od właściwych ludzi na właściwym miejscu.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń