Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

18 czerwca 2017

PRZYDROŻNE MONOLOGI (19) OPOWIEŚCI ROMANA

*
Mnie to się wydaje, że dziecko i osoba starsza, bardzo stara, są do siebie podobni. Na starość człowiek staje się dzieckiem, dziecinnieje. Zauważyłem, że małe dziecko często opowiada o tym, kim było, tak jakby rzeczywiście przed swoim narodzeniem było kimś innym. Myślę, że kiedy człowiek umiera, umiera jego ciało, a dusza… ona przechodzi w momencie narodzin na kogoś innego, na narodzone dziecko. Nie wiem, czy potrafię to inaczej wyrazić.
**
Wiesz, ja jestem chłopak ze wsi, a charakter mam taki, że zawsze z każdym rozmawiałem, czy to z chłopakami, czy z dziewczynami. A tak w ogóle to miałem wiele dziewczyn, najdłużej chodziłem z nimi dwa miesiące. W naszej wiosce była taka sala, do której przychodziliśmy po robocie w polu porozmawiać, potańczyć, wypić sobie. Nigdy nie odmawiałem. Aż pewnego razu coś takiego mnie tknęło, żeby nie pić. Chodziłem od jednej grupy chłopaków do drugiej, namawiali mnie, wypij i wypij. A ja nic. Coś mi mówiło, nie pij, choć byłem zdrowy i nigdy nie odmawiałem. Koledzy patrzyli na mnie dziwnie, dziewczyny też. Dochodziła północ, kiedy wracałem do domu. Na progu przywitała mnie mama. Powiedziała, że na babcię nadszedł czas. Umarła. Nic nie wskazywało na to, że umrze tej nocy. Nie wiedząc o tym, że umrze, czułem podświadomie, że nie mogę tego wieczora pić. Rozumiesz coś z tego?
***
Jak ją zapoznałem? Zacznę od tego, że miałem pierwszy we wsi samochód. Umiałem jeździć. Orałem pola traktorem, obsiewałem, a samochód był trochę na pokaz. Zabierałem nim na przejażdżkę kolegów. Nie powiem, czasami się wypiło, ale kto tam wtedy o to dbał. Niedługi czas po mnie niektórzy kumple też mieli swoje auta. Jeździliśmy z wioski do wioski popisać się przed dziewczynami. Czasem zabieraliśmy je z sobą, ale najczęściej odmawiały, bo jeździliśmy na gazie.
Ona mieszkała na drugim krańcu wsi i miała parę kilometrów do szkoły, w której uczyła. Pewnego razu mieli w szkole zebranie, które przeciągnęło się dłużej niż zwykle, a ja beztrosko uganiałem się za dziewczynami swoim autkiem i traf chciał, że przejeżdżałem obok szkoły, kiedy z niej wychodziła. Zaproponowałem jej podwózkę do domu. Pamiętam, że wtedy nie piłem, chociaż ona sądziła, że nie jestem trzeźwy, bo wiele razy widziała mnie podchmielonego. Wahała się: wsiąść do samochodu czy nie. W końcu wsiadła, a kiedy dojechaliśmy do jej domu, zaprosiła mnie do środka. Byłem nieco speszony, bo to nie ubrałem się należycie, a ona… ona nauczycielka, więc co sobie pomyślą jej rodzice, kiedy mnie zobaczą. A ona, kiedy zaparzyła nam herbatę i podała jakieś ciasto, wtedy powiedziała, że jest zaskoczona, bo myślała, że jestem takim lumpem - łazikiem, a tymczasem okazałem się grzecznym chłopakiem. Nigdy już więcej nie piłem prowadząc samochód. Odwoziłem ją czasami ze szkoły do domu i przyszedł czas, kiedy wybieraliśmy się samochodem do okolicznych wiosek na tańce. Tak to się zaczęło.
****
Ja też nie wierzyłem, ale stało się tak, że sąsiad, który kolegował się z moim ojcem, starszy od niego, przeszedł parę operacji w miejskim szpitalu. Było z nim coraz gorzej i odwieźli go do domu, aby sobie spokojnie zmarł w swojej chałupie. Działo to się akurat w czasie, gdy przyjechałem do wioski na urlop, a byłem wtedy w wojsku. Widziałem, jak sanitariusze wynosili go z karetki na noszach. Nikt mu nie dawał szans, że przeżyje miesiąc.
Po roku skończyłem służbę i wróciłem do wioski. Patrzę, a ten sąsiad porusza się na silnych nogach, dogląda krów, chodzi z nimi na popas, ba, wódkę pije jak młody. A uleczyła go jedna starucha ziołami. Cały czas go leczyła. i, popatrz, mojemu ojcu, młodszemu od niego zmarło się, a jego sąsiad przeżył go o dwanaście lat.
*****
Mnie się przez te cztery lata pracy w Anglii naprawdę podobało. Człowiek potrafi przywyknąć do wszystkiego. Pracę też wspominam jak najlepiej. Było ciężko, ale na budowie można było dobrze zarobić. W takim Woking przynajmniej dwa razy w tygodniu chodziliśmy do aquaparku. Były tam trzy różnej wielkości baseny, cztery zjeżdżalnie, jacuzzi, prysznice, kafejka, bar. Za trzy funty można było balować tam cały dzień, a co to było trzy funty, kiedy zarabiałem wtedy sto funtów dziennie.
Za te zarobione w Anglii pieniądze kupiliśmy mieszkanie w mieście i wyprowadziliśmy się z wioski. To takie ciche miasteczko, chyba jedno z najspokojniejszych w całej Ukrainie. Podoba mi się. Ale kiedy w pierwszych latach mojej pracy w Anglii wracałem na urlop z zagranicy, jeździłem do swojej wioski. Pozostała w niej mama i brat. Byłem w szoku, bo zdążyłem się już przyzwyczaić do wygód na Wyspach, a we wsi, nie ma przeproś, budzisz się o piątej rano, a to żniwa, to znów sianokosy, zbieranie kartofli. Ani się spostrzeżesz, jak dopada cię noc. Boli cię w krzyżu, ale jesteś tak zmęczony, że szybko zasypiasz. I całe szczęście, bo o piątej znów pobudka.
Po takiej robocie wracałem do nowego mieszkania w mieście. Tam spokój i cisza, ale tak sobie pomyślałem, że najbardziej to lubię wieś, moją wioskę. Nieważne, że się narobię, ale czuję się w niej najlepiej. Teraz też, kiedy przyjeżdżam, rozumiesz, cześć i cześć, przyjaciele, ludzie, których dobrze znam. Uwielbiam swoją wieś.
******
Żona i córka uważają, że nie ma sensu resztę życia spędzić na Ukrainie. Żona chciałaby osiedlić się w Niemczech, a córka w Anglii. Ale na dziś podjęliśmy już z żoną decyzję odnośnie edukacji córki. Znalazłem dla niej szkołę w Warszawie. Jak tylko skończy te dziewięć klas, pójdzie na studia. Wiem, że ta uczelnia wysyła na praktyki do Stanów. Córka już teraz mówi perfekcyjnie po angielsku (uczy się cały czas polskiego), więc jak się będzie dobrze uczyła, ma szansę dostać się na te praktyki. Ona rozumie, że chcemy dla niej jak najlepiej. Przekonała ją o tym także historia dwóch kuzynów, którzy skończyli studia na Ukrainie i teraz nie mogą znaleźć pracy w swoim fachu. Oczywiście, że i na Ukrainie można znaleźć dobrą pracę, ale żeby ją dostać, trzeba mieć plecy i większe pieniądze od tych, jakie mamy. Zanim jednak córka zrealizuje nasze wspólne plany, osiedlimy się w Polsce. Mam Kartę Polaka, więc będzie nam łatwiej. Chciałbym jeszcze dostać kartę stałego pobytu, a potem uzyskać polskie obywatelstwo. Nie, podwójne obywatelstwo mnie nie interesuje. Tak mi się wydaje, że obecnie w Ukrainie władzom jest na rękę, że ludzie wyjeżdżają za granicę. Zostajesz w kraju - przysparzasz państwu niepotrzebnych kłopotów, bo to trzeba cię rejestrować w biurze bezrobotnych, trzeba ci jakieś pieniądze dawać, abyś mógł przeżyć, jak zachorujesz to kolejny problem… a tak, wyjedziesz sobie, to ci pięknie pomachają ręką na pożegnanie i w duchu pomyślą: „obyś już nie powrócił”.
A ja i tak wciąż będę tęsknił za rodzinną wioską. 

[17.06.2017, Campigneulles Les Grandes we Francji] 


1 komentarz:

  1. Te obrazki z życia urzekają gorzką prawdą. A ostatnie zdanie tak wiele mówi o człowieku.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń