Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

26 sierpnia 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXIII

 

(Krąg VIII. Tłumok VI. Obłudnicy: Kajfasz i inni.)


Szliśmy w milczeniu i bez towarzyszy,

Jeden za drugim, jak dwa mnichy z celi³⁵⁶;

Diabli mi swoją kłótnią przypomnieli

Bajkę Ezopa o żabie i myszy³⁵⁷.

Dwie części mowy, teraz i w tej chwili³⁵⁸,

Nie tyle z sobą podobne być mogą,

----------------------------------------------------------------------

³⁵⁶Szliśmy w milczeniu (…) jeden za drugim, jak dwa mnichy z celi — Obyczajem było w średnich wiekach wszystkich zakonników, a szczególnie franciszkanów, w znak głębokiej pokory iść jeden za drugim i z głową w dół spuszczoną; tak szli obaj poeci rozmyślający nad wypadkiem, jakiego naocznymi byli świadkami.

³⁵⁷Bajkę Ezopa o żabie i myszy — Żaba ofiarowała się na swoim grzbiecie mysz przez rów przesadzić, a rzeczywiście knuła w sobie zdradliwy zamysł, aby ją utopić; lecz ptak drapieżny spadł niespodzianie i połknął mysz zarazem z żabą. Żaba i mysz w tej bajce, są to oszukujące siebie nawzajem dwa diabły, tym ptakiem drapieżnym jest to smolne jezioro.

³⁵⁸Dwie części mowy, teraz i w tej chwili — W oryginale: mo ed issa, dwa słowa lombardzkie oznaczające rzecz jedną, synonimy, a które tu wytłumaczyliśmy przez: teraz i w tej chwili; słowa te po francusku tłumaczą się dosłownie à présent et maintenant.

----------------------------------------------------------------------

Jak z ową bajką diabla bijatyka,

Gdy zagajali bitwę i kończyli.

Jak z jednej myśli myśl druga wynika,

Strach pierwszy drugą przeraził mię trwogą;

Myślałem sobie, ci diabli, zwiedzeni

Z przyczyny naszej i okaleczeni

Wzajem ranami i smolnym gorącem,

Gdy ze złą chęcią ich gniew się ożeni,

Polecą w trop nasz jak chart za zającem.

Strach włos mój jeżył i ziębił mię mrowiem,

Patrzając za się rzekłem: «Ledwo dyszę,

I mnie, i siebie skryj, mistrzu, w zacisze,

Za ścianę skały, lękam się zawziętych

Szatanów na nas i ich szpon przeklętych:

Już, już za nami szum ich skrzydeł słyszę».

Mistrz: «Gdybym szkłem był podszytym ołowiem,

Prędzej bym twego nie odbił obrazu,

Jak w głąb twej duszy zajrzałem od razu:

W tej chwili myśli twoje nie spostrzegły,

Jak jednolice przez moje przebiegły,

Tak że z nas obu jedną wziąłem radę.

Jeśli ta skała tak na dół się kłoni,

Że po niej zstąpim na drugą arkadę,

Umkniem rojonej przez ciebie pogoni».

Ledwo swe zdanie wyrzekł mistrz kochany,

Biegły spragnione nas dognać szatany,

A grzmiał skrzydłami ich legijon czarny.

Mistrz mnie co prędzej w objęcia porywa;

Tak matka w nocy, kiedy blask pożarny

Zaświeci w okna, z pościeli się zrywa,

Chwyta swe dziecko i w jednej koszuli

Wychodząc bosa, w swój rąbek je tuli.

Mistrz w dół ze skały, jak stoczona wstęga,

Śliznął się grzbietem do drugiego kręgu³⁵⁹;

Nie jest tak szybki prąd wody u młyna,

Gdy ją na koło pędzi wąska rynna,

Jak on się stoczył, tuląc mnie jak syna.

Ledwo dotknąłem stopą dna otchłani,

Nad nami stali na skale szatani;

Lecz o nich mało dbała moja troska,

Bo dając w zarząd im Opatrzność boska

Krąg piąty, kres ich wskazała potęgi,

Aby nie śmieli w inne wkraczać kręgi.

Tam napotkałem nową trzodę ludu:

Duchy barwione szły leniwym krokiem,

Płakały, mdlały z boleści i trudu;

Głęboki kaptur zwisał nad ich okiem.

Na wzór kolońskich skrojony kapturów

Kapice zewnątrz lśnią od złotych sznurów

A poły ołów podszywa ciężący.

----------------------------------------------------------------------

³⁵⁹Śliznął się grzbietem do drugiego kręgu — Przypomnijmy, że poeci znalazłszy most złamany, który ich do szóstego Tłumoka, czyli jamy wąskiej miał przeprowadzić, zeszli w dół z tamy na upewnienie szatanów, że dalej most cały znajdą. Pochyłością tej tamy oddzielającek oddział piąty od szóstego i w głąb tegoż oddziału spuszcza się Wergiliusz z poetą; bo tam szatani już ich nie dościgną, którym nie wolno przekroczyć przeznaczonych miejsc dla ich straży. Dla obłudników stosowne zabarwienie, kaplice zewnątrz jak złoto lśniące, wewnątrz ołowiane.

-----------------------------------------------------------------------

Za Fryderyka kapica znajoma³⁶⁰

Przy tych byłaby tak lekka jak słoma.

O, zbyt na wieczność płaszczu mordujący

Na lewo szliśmy z takimi duchami,

Słuchając jęków, cierpiąc nad ich łzami.

Ci nieszczęśliwi ciężarem zgarbieni

Szli tak leniwo i ślimaczym ruchem,

Że wciąż się z nowym spotykałem duchem.

Rzekłem: «Mój wodzu, może wśród tych cieni

Są jacy sławni czynem lub imieniem?

Idąc, nawiasem wskaż ich mi spojrzeniem».

Jeden, toskańskiej słysząc mowy brzmienie,

Zakrzyknął za mną: «Wstrzymajcie swe kroki

Wy, co tak szybko idziecie w tym ciemnie;

Ty zaś, co pytasz, możesz sam ode mnie

Słyszeć odpowiedź». I wódz mój bez zwłoki

Stanął i mówił: «Zaczekajmy chwilę,

Krok z jego krokiem zgadzaj ile tyle».

Krok mój wstrzymałem i widzę dwa cienie,

Chęć ich być ze mną zdradzało spojrzenie;

Poszedłszy ciężkim od ciężaru krokiem

Patrzyły na mnie zezowatym okiem,

Milcząc, a potem tak mówiły z sobą:

«On jest, zaiste, żyjącą osobą,

O ile wnoszę z ruchów jego garła;

Gdyby szła tędy para cieniów zmarła,

Jakiż przywilej ich, w tym miejscu zwłaszcza,

Iść upoważnił bez ciężkiego płaszcza?»

A potem do mnie: «Ty, co z gór twych szczytów

Zstąpiłeś w zbór nasz, smutnych hipokrytów,

Kto jesteś? Nie gardź, odpowiedz mi, proszę».

A ja: «Gdzie płyną pięknej Arny wody,

Tam życie wziąłem, spędziłem wiek młody,

Z całych Włoch może w najpiękniejszym mieście³⁶¹.

Wchodzę tu z ciałem, jakie zawsze noszę.

Ale wy, którym odwilża jagody

Boleść tak wielka, mówcie, kto jesteście,

Skąd blask szat waszych, co tak lśni źrenice?»

Jeden z nich mówił: «Te żółte kapice

Są ołowiane, ołów nas przywala,

Skrzypimy pod nim, jako skrzypi szala

Pod swym ciężarem; powiem prawdę całą:

W Bolonii bracią wesołą nas zwano³⁶²,

On Loderyngo, jam jest Katalano.

Miasto nas twoje na urząd wezwało,

Abyśmy byli pokoju stróżami

Ileśmy dbali o ten pokój sami,

Świadczy Gardingo dymem i gruzami».

----------------------------------------------------------------------

³⁶⁰Za Fryderyka kapica znajoma — Opowiadano, że cesarz Fryderyk II przestępców politycznych, obwinionych o obrazę majestatu, kazał obwijać w opony ołowiane rozpalone żarem, w których ich ciała z wolna gorzały.

³⁶¹Z całych Włoch może w najpiękniejszym mieście — We Florencji.

³⁶²W Bolonii bracią wesołą nas zwano — Za papieża Urbana IV utworzony był zakon braci Świętej Maryi, zakon rycerski, który ślubował bić się z niewiernymi; gdy z czasem ten zakon nie dochowując przyjętych ślubów, rad żył w miękkim próżnowaniu i zatopił się w zbytkach, lud włoski ironicznie nazwał go: „bracią wesołą” (frati godenti). Katalano i Loderyngo, zakonnicy tego rycerskiego bractwa, wezwani byli na urząd podestów do

Florencji; po niedługim czasie czynnego zarządu uwiedzeni łakomstwem zaprzedali się gwelfom i wespół z nimi spalili pałace Ubertich, które stały przy ulicy zwanej Gardingo.

-----------------------------------------------------------------------

A ja mówiłem: «O bracia, zła wasza³⁶³…».

I zamilczałem, bom spostrzegł w tej skale,

Że człowiek leżał jak kloc suchej kłody,

Rozkrzyżowany pomiędzy trzy pale.

On gdy mnie zoczył³⁶⁴, z pala zwiesił głowę,

Silnym westchnieniem dmuchnął w miotłę brody,

A Katalano tak ciągnął rozmowę:

«Patrz, ten przybity, to duch Kaifasza³⁶⁵,

Nad którym cięży świętej krwi przekleństwo:

Faryzeuszom wmówił, że należy

Za lud człowieka skazać na męczeństwo.

On, jak tu widzisz, w poprzek drogi leży,

Aby czuł ciężar tych, co tędy idą:

Z nim teść Ananiasz, wszyscy co z tej rady

Dla żydów byli ich nieszczęść nasieniem,

Skarani jedną karą i ohydą,

W jamie, pod jednym tym łukiem arkady».

Wtenczas Wirgili spojrzał z zadumieniem,

Gdzie leżał człowiek sromotnie deptany,

Na całą wieczność tak ukrzyżowany!

Potem w te słowa rzekł do Katalana:

«Czy jaki otwór ma w prawo ta ściana,

Abyśmy mogli wyjść z tych ciemnych dołów,

Nie przyzywając tych czarnych aniołów?»

On odpowiedział: «Stąd jak na rzut oka,

Bliżej jak myślisz wznosi się opoka,

Co od wielkiego kręgu nieprzerwanie

Idąc, przerzyna te ciemne otchłanie;

Lecz tu strzaskana, chyba wyłom tamy

Obejdziesz gruzem kryjącym dno jamy».

Mój wódz przez chwilę stał z spuszczoną głową

I rzekł: «O, jakże zwiódł nas ten obrzydły,

Który grzeszników rad bierze na widły!»

«Często w Bolonii» mówił Katalano

«O figlach diabła wiele mi bajano,

Ojcem go kłamstwa i oszustem zwano».

Natenczas wódz mój odszedł wielkim krokiem,

Z twarzą jak gniewu zaćmioną obłokiem:

Rzuciłem duchy zgięte ciężarami,

Idąc drogimi stóp wodza śladami.

-----------------------------------------------------------------------

³⁶³O bracia, zła wasza — Uzupełnij np.: „dola jest zasłużoną”.

³⁶⁴zoczyć — zobaczyć.

³⁶⁵Patrz, ten przybity, to duch Kaifasza — Według poety Kajfasz, teść jego Ananiasz i wszyscy ci, którzy byli obecni na radzie, w której zawyrokowano śmierć Chrystusa Pana, ukrzyżowani są w piekle. Słowa te Kajfasza wzięte są z Ewangelii św. Jana rozdz. 11 w. 50: „Ani myślicie, iż wam jest pożyteczno, żeby jeden człowiek umarł za lud, a nie wszystek naród zginął”.




[26.08.2026, Toruń]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz