Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

09 sierpnia 2026

PROFESOR TUTKA (33) NOWE OPOWIADANIA

 

Profesor Tutka nie jest pesymistą doskonałym

Sędzia twierdził, że pesymiści myślący mają pewien mocny argument: dowodzą mianowicie, iż rzecz przykra, bolesna, chociaż uważana za małą czy błahą, jest odczuwana przez człowieka silniej niż rzecz niekiedy wielka, piękna czy wzniosła. Takich rzeczy przykrych, bolesnych ma człowiek w swoim życiu dużo; tę przykrość, ten ból człowiek odczuwa jako coś konkretnego, coś, co istnieje naprawdę: jest — bo to boli; reszta — nawet rzeczy piękne i wzniosłe, tu już można mówić i o względności, o nieuchwytności, o fikcji. Ból przeważa, ma swój ciężar zdecydowany, jak kamień. A chociaż dzieciom zadają podstępne pytania: «co jest cięższe, czy funtowy kamień, czy funt łabędziego puchu?» — my dorośli, którym nieraz kamień leżał na sercu, możemy odpowiedzieć śmiało, że jednak cięższy jest kamień.

— Tak! — odezwał się doktor. — Przypomniał mi się dzień wczorajszy. Siadłem do fortepianu i zacząłem grać jedną z ulubionych sonat Beethovena. Zapomniałem o domu, o pacjentach, o świecie. Weszła żona, położyła mi na fortepianie kartkę i powiedziała: «zobacz, co ci przysłali». Był to podatek, zwany — domiarem. Suma ogromna! Panowie. Zapewniam was, że nie istniał w owej chwili «Beethoven», istniał «domiar».

— I ja zgadzam się z panami — powiedział Profesor Tutka — zgadzam się, ale niecałkowicie. Szedłem w nocy drogą śród pól. Noc ciepła, sierpniowa, na niebie mnóstwo

gwiazd. Podniosłem głowę i zapatrzony w gwiazdy, odczułem silnie wielkość wszechświata. Dusza moja śpiewała bez słów, może deklamowała bez słów, nie wiem już, jak to nazwać, jedno jest pewne, że był to jakiś hymn na cześć ogromu wszechświata. I nagle nastąpiłem na coś miękkiego. Uczucie tak przykre, tak niespodziewane, że hymn został przerwany, a ja — zakląłem. Nic zresztą osobliwego śród czarów naszych pól: przedtem szła tędy krowa. Zacząłem iść dalej, podniosłem głowę ku gwiazdom, dusza moja znów śpiewała przerwany hymn czy poemat.

— Panie doktorze! — mówił po chwili dalej Profesor Tutka. — Rozumiem wielkość rzeczy przykrych czy bolesnych, rozumiem ich wagę, ich siłę. Rozumiem i wielkość owego domiaru. Ale są to wielkości przemijające. Trzeba było zapłacić albo napisać odwołanie i podejść znów do fortepianu. Beethoven to wielkość już na miarę wieków. Ta wielkość pochłonęłaby w sobie nawet taką potęgę, jak «urząd podatkowy».



[09.08.2026, Toruń]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz