(...) "- Co jest dziwne - rzekła pani Knorring - że w mieście jest niepokój?
- Dziwne - wzruszył ramionami pan Smirsch i napił się herbaty - dziwne. Wszystko jest jakieś dziwne. No więc ten Oberon Felsach ma długie czarne włosy , czarne oczy, długie paznokcie, aż mu się zakręcają, nosi najchętniej czarny płaszcz i zajmuje się magicznymi naukami.
Głos pana Smirscha brzmiał wciąż bardzo dziwnie i wszyscy na niego patrzyli, także i pan Landl, tylko pani Mooshaber przy kredensie kładła na kołaczyki twaróg, rodzynki i migdały, a pani Faber siedziała wyprostowana, chłodna i patrzyła przed siebie.
- Dobra - ciagnął pan Smirsch i położył jeden palec przed sobą na stole - a teraz przypomnijmy sobie tego Eichenkranza z cmentarza i tego Linpecka z podziemnej stacji Cmentarz. Ten Eichenkranz, jeśli dobrze pamiętam, co pani Mooshaber o nim mówiła, strzelał na cmentarzu do wron, rozmawiał z wiewiórką, naśladował lot ptaka, a w pewnym miejscu w parku nagle zniknął, jakby się zapadł pod ziemię. Ten Linpeck, jeśli dobrze pamiętam, rozmawia sam ze sobą, jakby mówił z kimś innym, miewa sny, że lata, nade wszystko kocha ogień. A ten Felsach - pan Smirsch zaczął stukać palcem w stół - ma te długie paznokcie, nosi czarny płaszcz, jest genialny, jak pani powiada i zajmuje się magicznymi naukami. No więc to jest jakieś dziwne - powiedział głosem wciąż bardzo dziwnym i nagle rozejrzał sie po kuchni, wstał i rzekł:
- Jeden rozmawia ze zwierzętami, lata i potrafi zapaść sie pod ziemię. Drugi rozmawia sam ze sobą jak z kimś innym, lata we śnie, kocha nade wszystko ogień. A trzeci ma długie czarne włosy, czarne oczy, pazury, czarny płaszcz i uprawia magiczne nauki. Wszyscy maja po dwanaście, trzynaście i czternaście lat. Tak - powiedział pan Smirsch, wciąż stał i patrzył gdzieś w stronę kuchennej płyty - mnie sie to wszystko już wcześniej wydawało dziwne. Wydawało mi sie to dziwne od dawna. bardzo dziwne i od bardzo dawna. Już wtedy, gdy pani Mooshaber była w Opiece w sprawie Eichenkranza, gdy była tam w sprawie Linpecka, ale milczałem. Milczałem i nie powiedziałem nigdy ani słowa. Teraz jednak wydaje mi się - rzekł pan Smirsch i rozejrzał się po kuchni - że te trzy przypadki nie miały w ogóle nic wspólnego z Opieką nad Matką i Dzieckiem, ale z czymś innym. Z Trybunałem Państwowym.
I pan Smirsch spojrzał na podłogę, i rzekł:
- Powinni widocznie znaleźć się w spisie tych, którzy mają konszachty z diabłem. "(...)
Tak oto zanurzyliśmy się w tajemniczy świat genialnej, powtarzam, genialnej powieści Ladislava Fuksa - "Myszy Natalii Mooshaber". Fuks oprowadza nas po tym niezwykłym, niepięknym, urojonym świecie nieokreślonej przyszłości jak przebiegły przewodnik turystów, który w pewnym momencie zostawia ich w miejscu, do którego dotarli, każąc im domyślać się gdzie są, a ci, zbłąkani, zdani są na łaskę własnej wyobraźni.
Otóż w niepięknym tym świecie, państwie rządząnym przez tyrana - Albina Rappelschlunda, którego biografii uczą się na pamięć dzieci w szkole, w tym kraju, gdzie odbywają się regularne loty pomiędzy Ziemią a Kisiężycem, żyje sobie Natalia Mooshaber, dziarska staruszka, której marzeniem było mieć kiosk i sprzedawać w nim lemoniadę, sałatkę włoską i szynkę, która chciała być służącą, a od wielu, wielu lat zajmuje się porządkowaniem grobów, łapaniem myszy i pomaganiem Opiece w wychowaniu chłopców, którzy w tym strasznym, pozbawionym serca i współczucia świecie, zanadto "rozrabiają", przez co mogą skończyć w poprawczaku, a stamtąd niedaleka jest droga do kryminału. Pani Mooshaber wie, co to znaczy, jak dzieci "rozrabiają", bo sama ma córkę, która ją lekceważy i zmusza do wyjścia z przyjęcia weselnego; ma też syna, który trzy razy był już w więzieniu i wciąż kradnie, wciąż oszukuje. W tej niezwykłej, trudnej w odbiorze powieści, Natalia Mooshaber zdaje się być naiwną i szczerą reprezentantką świata umarłych już wartości. Sekunduje jej dozorczyni Kralc, będąca pod wrażeniem wszystkiego, co pani Mooshaber robi, utwierdzająca ją w przekonaniu, że to, co robi ma sens.
Lecz siła powieści nie zawiera się jedynie w fabule pełnej tajemnic, przypominającej atmosferę kryminału. Fuks tworzy osobliwy świat, w którym jest coś z ponurego klimatu utworów Kafki, jest ironia, szyderstwo, są dialogi - zabawne i tajemnicze; jest w tej narracji mnóstwo chwytów takich jak powtórzenia pewnych fraz, kluczowych słów; są ci dwaj, co i rusz zmieniający się policjanci, którzy odwiedzają główną bohaterkę, rozpytując się o jej życie, a tak naprawdę przychodzą do niej nie wiadomo w jakiej sprawie. Jest w tej powieści duszna atmosfera bezduszności, jakiegoś niepokoju; wnikamy w nią coraz głębiej, głębiej, a Fuks bawi się tym specyficznym językiem, drażni nas i zachwyca, i atmosferę tę zagęszcza aż do finału.
Przeczytać warto, po przebrnięciu przez labirynt pierwszego niezrozumienia.
