Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

24 kwietnia 2017

PERYFERIE (fragment 13 rozdziału)

W pewnej chwili zauważalny jest brak i zaczyna doskwierać samotność. 
Katarzyna i ja błąkamy się po pustych pomieszczeniach naszego mieszkania, kładziemy się spać o dziwnych porach, raz wcześniej, innym razem zarywając pół nocy, zagłębiamy się w świeżą, wykrochmaloną pościel wspólnego, zbyt wielkiego dla nas dwojga łoża, odbywamy w nim rytualny taniec godowy przebrzmiałej młodości, zaspokojeni choć strudzeni bardziej niż dawnymi czasy podróżą do, na szczęście, nieutraconego raju, leżymy długo obok siebie w ręcznikach kąpielowych narzuconych na biodra przy otwartych oknach nocy, nie dosypiamy do świtu, losując na kogo tym razem przypada kolej w zrobieniu herbaty, a może i przyniesieniu ciasteczek, mimo tego iż wiemy, że o tej porze objadanie się słodyczami nie jest zdrowe ani dla niej, ani dla mnie, ale cudownie straconą energię należy odbudować przy okazji uzupełniania płynów, a ja czasami decyduję się zajrzeć do lodówki, aby wyciągnąć z niej byle jaki kawałek wędliny, co jest już niemal przestępstwem i tak mija nam czas na tej niezapowiedzianej uczcie, potem kąpiel, ale nie wspólna tak jak dawniej; właściwie to nie wiem, dlaczego kąpiemy się oddzielnie, a po prysznicu kiedy za oknem pierwszy haust przedświtu budzi słowiki w pobliskim parku nareszcie nasze oczy układają się do snu, ale jeszcze przedtem żegnają się z sobą wargi, tylko one, bo nasze ciała w dalszym ciągu dostosowują kształty ud, bioder, pleców i torsu, domagając się dla siebie dotyku ciepła i miękkości, bo nie ma nic gorszego nad przebudzenie się w dreszczach gęsiej skórki, a ciała nas, małżonków przecież nagie z powodu braku córki, cholernego braku córki… o której zadzwoni?
Katarzyna przypomniała sobie, że Agnieszka przedwczoraj zadzwoniła jeszcze z drogi, a potem dwa razy, ostatni przed dwudziestą drugą; wczoraj dwa razy, choć po raz pierwszy dopiero w samo południe; jak będzie dzisiaj? Nie domaga się wprawdzie częstych telefonów, ale w końcu jest matką i powinna wiedzieć, co porabia córka, czy przypadkiem coś jej się nie stało; musi to wiedzieć, pomimo tego, że Jarek oficjalnie zapraszając Agnieszkę na wyprawę w góry solennie obiecywał, że córeczka będzie pod więcej niż doskonałą opieką i absolutnie nie trzeba się o nią martwić, a Katarzyna ponieważ jest matką i tak się martwi, a ja, no co ja mogę zrobić w takim przypadku, ja uspokajam, a potem, po telefonie od córki mówię: widzisz, a nie mówiłem, co wcale nie zamyka tematu troski mojej żony o Agnieszkę.
Katarzyna w biznesie, jaki prowadzi, nie stroni od ryzykownych posunięć, natomiast wobec córki postępuje w sposób bardziej zachowawczy i nie sądzę, aby miało to się zmienić kiedykolwiek, nawet jeśli Agnieszka zdecyduje się na poważnie związać z Jarkiem, który naprawdę, jak się nam obojgu wydaje, ma dobrze poukładane w głowie.
Nie nastawiałem się na wizytę chłopaka Agniechy, nic podobnego nie miało miejsca; byłem wprawdzie ciekaw, co takiego drzemie w młodzieńcu, który spodobał się mojej córce, ale nie miałem zamiaru oceniać go przy pierwszym spotkaniu. To, że wręczył Katarzynie bukiet ślicznych pąsowych róż, a mnie buteleczkę wody po goleniu o zapachu whisky, której zwykle używam (teraz wiem, dlaczego dzień wcześniej Agnieszka zwróciła mi uwagę, że kończy mi się woda po goleniu) bardzo dobrze o nim świadczy, choć podejrzewam, że Agnieszka maczała w tym palce, ale i podczas całego spotkania z nami zachowywał się poprawnie, z lekką dozą skrępowania, co przyjęliśmy ze zrozumieniem, a nawet z niejaką satysfakcją, bo taka lekka nutka nieśmiałości u młodego mężczyzny nie oznacza słabości, jest raczej symptomem dobrego wychowania. No i w końcu rozmowa z nim przebiegała w tonie zachęcającym; nie było w niej śladu zażenowania z jego strony, to raczej my, ja i Katarzyna staraliśmy się wyeliminować sztuczność w pytaniach, na które odpowiadał spontanicznie, nierzadko z humorem i dystansem wobec siebie.
(...)

[16. 04.2017, Campigneulles Les Grandes we Francji] 

9 komentarzy:

  1. Każde słowo, każde zachowanie się, każdy gest, myśl.... wszystko jest PRAWDĄ.
    Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... no cóż, Stokrotko, ta prawda wynika tyleż z doświadczenia, ile z obserwacji... wystarczy tylko połączyć jedno z drugim...

      Usuń
  2. Samo życie, a trudne rozmowy będą jeszcze nie ten jeden raz stresowały i młodych, i tych, co w życiu sporo przeszli.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...to prawda... oby tylko "starzy" potrafili zrozumieć "młodych" i na odwrót.

      Usuń
  3. Pięknie opisana bliskość dwojga dojrzałych ludzi, tylko Ty tak potrafisz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... jest w tym, co napisałaś, tak piękna przesada, że tylko podziękować... :-)

      Usuń
  4. Przeczytałam z zapartym tchem i prawdziwym zachwytem. Chciałabym przeczytać całość, bo po tym fragmencie czuję niedosyt. Ukłony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... w zakładce "Peryferie" po lewej stronie zamieszczam poszczególne rozdziały...

      Usuń
  5. Nieustająco czekam na "Peryferie" w wersji papierowej.
    :-)

    OdpowiedzUsuń