Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

ZE STACHURY

  • I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobie będę głupi.
  • Niech przeklęty będzie zegar, w którym czas nie może być cofniony.
  • Nie można zmartwychwstawać, nie doznawszy najwyższych upokorzeń, czyli w górę nie trzeba być ciśniętym, rzuconym, kopniętym na samo dno, żeby móc ulecieć w górę. Żeby zmartwychwstać.

07 kwietnia 2017

KAWIARENKA (86) TROCHĘ TOPOGRAFII

Dzień nad miasteczkiem wstał dzisiaj wcześniej niż zazwyczaj, jakby jaśniejszy i weselszy; wygrzebał się z wilgotnej pościeli przedświtu zgrabniej i powstał na równe nogi prędko i dynamicznie, a w ręku trzymał zapaloną już pomarańczowo-żółtą pochodnię słońca, którą wysoko wzniósł ponad swoją głowę, oświetlając jaskrawym ciepłem całe miasteczko i okolice, i budził, może przedwcześnie, obywateli łagodnym oddechem wiosny.
Chyba najwcześniej tego poranka otrzepał powieki ze snu ksiądz Kącki, który po krótkiej modlitwie i zjedzeniu byle czego na śniadanie dom swój rodzinny opuścił i udał się na plebanię, czekając aż ksiądz Andrzej zakończy pierwszą mszę, która w kościele miejskim zapraszała parafian na godziną szóstą rano.
Obaj ci duchowni zmówili się dzisiaj (oczywiście z inicjatywy księdza emeryta Kąckiego) na dosyć niezwykłe spotkanie, jakie zamierzali odbyć wspinając się na kościelną wieżę, na którą poza strażakami od dawna nie wchodzono, nie obserwowano stąd ni miasteczka, ni okolicznych wiosek, lasów, rzeczki płynącej w tym miejscu meandrami z zachodu na wschód, komina niedalekiej cukrowni, szos przecinających miasto, torowiska, które od cukrowni biegnąc, przecinało na wschodzie skraj miasteczka, ginęło w leśnych czeluściach, aby wychynąć znów za lasem w stronę płaskonizinnych pól, które szerokim kręgiem otaczały tę głównie rolniczą, a niedługo pewnie i turystyczną krainę.
Ksiądz Kącki złapawszy miarowy oddech po męczącej jak na jego wiek wspinaczce stał się teraz tam na górze mentorem i przewodnikiem młodszego kapłana. Oprowadzając go wokół wieży, której okna wysokie, solidnie trzymające się w ryzach ościeżnic z neogotyckimi łukami, na cztery strony świata wyglądały, zapoznawał młodszego z topografią krainy, będącej u ich stóp.
- Nasz kościół, jak widzisz, w centralnej części miasteczka się znajduje, na małym ryneczku, nie opodal poniższego parku, przez który przecieka nasza struga Mętnica. Popatrz dalej - tam rynek główny, nie opodal, kamieniczki starego miasta, pośród nich nasza kawiarenka, a jeszcze dalej miasto nowe, budynki dwu i czteropiętrowe, a po tamtej stronie (przechodzili z miejsca na miejsce) dom kultury, dalej stadion, szkoła średnia, obok gimnazjum… a dwie podstawowe po drugiej stronie miasta. Tu masz z kolei nasze największe zakłady: mięsny pana Laskowskiego, obok drobiarski pana Gnacika, dalej dziewiarski, metalowy, potem jest plac targowy, a za nim, już na skraju miasteczka cegielnia, podupadła, lecz ktoś zabiega o jej ponowne otwarcie. Przejdźmy do drugiego okna. W tej połaci zieleni, skryty za drzewami szpital pana doktora Koteńki, szpital i pogotowie; znów domy mieszkalne i bliżej centrum urząd miejski, dalej parę mniejszych zakładów, jedna z podstawówek i rzeczka, która nieopodal stacji benzynowej mocno na południe skręca. Idźmy dalej: po drugiej stronie najgłówniejsza ulica przemysłowo-handlowa naszego miasteczka, oprócz rynku najludniejsza; prowadzi aż po skraj miasta. Tam znów rzeczka zakręca, czyniąc spore rozlewisko, nie tak szerokie, jak w Ciżemkach, lecz równie urocze, bo na jednym z jej brzegów mury i ruiny dawnego pałacu i łąki, którymi ptactwo wszelakie gospodaruje. Ale przed tymi łąkami, bliżej kościoła nasz parafialny cmentarz. 
I wreszcie spójrzmy na północ. Tam las przeogromny, przylegający do miasteczka, po drugiej stronie Mętnicy, naprzeciwko Ciżemek; przy samym mieście wąski, lecz im dalej na północ szeroki i dziki. Spójrz bliżej, tu przy głównej szosie powstają teraz tereny rekreacyjne, a bliżej centrum, bliżej kościoła będzie hotel, większy od tego, który przy rynku głównym się znajduje. Otóż i miasteczko nasze całe - Różanów.
Ksiądz Andrzej z zainteresowaniem oddawał się przyjemności obserwacji miasteczka z wysokiej, kościelnej wieży; pełnił wszak w nim duchową posługę dopiero sześć miesięcy, a nigdy wcześniej w Różanowie nie bywał. Co innego ksiądz Kącki, który w ojczystym świecie w różnych parafiach przebywał, w tym mieście jednak miał z dawien dawna zapuszczone korzenie, tu jego dziadkowie i rodzice mieszkali, a na dzisiaj on sam pozostał się na stare lata w swoim rodzinnym gnieździe.
- Popatrz, a tam jest mój dom - oznajmił, wskazując kamieniczkę przy uliczce odchodzącej od rynku, lecz prawie już na samym skraju starej zabudowy - Ale ciebie, Andrzeju, powinna interesować ta kraina poza miastem - ta nasza parafia… spójrz…
I pokazał ksiądz Kącki Andrzejowi najpierw Ciżemki, gdzie często bywali, dalej, idąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara był las, leśniczówka pana Gajowniczka; dalej leśne, niezamieszkałe dziś sioło Wrzosy, kolej wąskotorowa przecinająca las i Podgrzybki, wioska podupadła, nieliczna, dymów chybna dwanaście nie więcej. Dalej wspomniana szosa, a przy niej, jakieś cztery kilometry od skraju miasteczka Rozgłosy - ta wieś z kolei majętna, tam pani Różańska i pan Iłowiecki gospodarzą. A za Rozgłosami niemal z nią połączone Dukaty - w tej wiosce z kolei głównie młodzi gospodarują, bo też i to wioska młoda i rozwijająca się dynamicznie tak jak nasze Ciżemki, tyle że głównie z rolnictwa czerpią tam dochody. Wreszcie idąc na wschód - Podlesie, tam szerokie tory i stacja kolejowa, miejska stacja, bo zwie się Różanów. Za Podlesiem, wioską rolniczą, cukrownicza osada - sławny Dobroń. Wokół Dobronia większego rolnictwa nie ma. Dobroń z jego niewielu, ale za to z ludnymi uliczkami, zazdrości miastu. Są w nim stuletnie kamieniczki i nowsze domy, pałacyk z biblioteką, podstawowa szkoła, park, stawy; obok wije się Mętnica, wysypisko śmieci i nieurodzajne raczej pola.
Następnie mamy Owieczki - wieś niewielka, choć gospodarna; od centrum miasta zaledwie o cztery kilometry oddalona. Sławna z tego, że sami gospodarze, nie czekając na pieniądze z zewnątrz, odremontowali dwukilometrowy odcinek drogi i po Owieczkach jeździ się teraz jak po mieście. 
Za Owieczkami Grodek, ostatnia z naszych parafialnych wiosek. A trzeba wiedzieć, że w tym Grodku, w którym ruiny pokaźnego onegdaj zamczyska się ostały i co jakiś czas na pobliskich dawnej budowli łąkach wykopuje się pradawne przedmioty, w tym Grodku kwitnie sztuka ludowa. Dzielnie działają tam wprzęgnięte do koła gospodyń wiejskich panie (podobne, choć mniej liczne istnieją w Dobroniu, Podlesiu i Dukatach), ochotnicza straż pożarna im towarzyszy, a lud w Gródku pracowity, ale też i obdarowany przez naturę najlepszą ziemią w okolicy.
Za Grodkiem usytuowały się Lipce. To gminna wioska i w niej mieszkańcy swój kościół i parafię mają. Do Lipiec z Grodka tyleż samo kilometrów (pięć bez mała), co i do Ciżemek, tyle że Ciżemki w miejsko-wiejskiej gminie Różanów egzystują i do tutejszej parafii przynależą.
Po takiej długiej topograficzno-krajoznawczej wędrówce nic tylko udać się do plebanii na pierwszorzędne śniadanie, na które księdza Kąckiego zaprosił ksiądz Andrzej. Śniadanie, ma się rozumieć, przygotowywała na plebanii dochodząca gosposia; obiady zaś nie codziennie, bo ksiądz Andrzej podążał od czasu do czasu szlakami swego starszego kolegi, który stołował się niemal każdego dnia w kawiarence, odpuszczając sobie kolacje, których albo nie spożywał wcale, albo też pitrasił sobie jakieś ciepłe, koniecznie z makaronem, który ubóstwiał, danie.
I przy smakowitej jajecznicy, z kiełbaską, boczkiem i cebulką, przygotowanej przez gosposię, tym śniadanku pachnącym zapijanym mleczną, zbożową kawą, ksiądz Kącki nagle przemówił tonem głosu wręcz nakazującym:
- Andrzeju, chciałbym cię widzieć jutro o czternastej na obiadku w kawiarence, albowiem rzeczy tak się mają, że nasza wspólna obecność na tym posiłku będzie jak najbardziej wskazana.
A kiedy ksiądz Andrzej próbował, bezskutecznie zresztą, wyciągnąć od księdza Kąckiego jakieś odkrywające tajemnicę, bardziej szczegółowe informacje, ten dodał jedynie to, że na tym uroczystym, jak podkreślił, obiedzie, obecne będą obie siostry zakonne oraz dwie przemiłe panie z Gródka.
I w taki to sposób miał ksiądz Andrzej przed sobą ponad dobę, aby wytrwać w cierpliwości, w którą wcisnął go jego starszy kolega duchowny.

[25.03.2017, Wymondham, Norfolk w Anglii] 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz