Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

19 kwietnia 2017

ZJAZD

1.
Późnym popołudniem w drugi dzień świąt dowiaduję się od swojego szefa, Marcina, który przyjechał na Wielkanoc do „domu”, abym szykował się do wyjazdu do kraju. Spod Rouen podjeżdża właśnie autko do Polski, „na pusto”, bo ukraiński kierowca, Roman, ale nie ten, z którym wyjeżdżałem z Polski, lecz dwudziestojednoletni chłopak, bokser i kombajnista w swym kraju, a obecnie student musi wrócić na sesje egzaminacyjną. Dostał zezwolenie powrotu, a więc aby upiec dwie pieczenie na raz, zabieramy się obaj, czyli miałem farta.
Prysznic, golenie się, szybki obiadek na sucho i jestem gotów. Szef, który ma internet w swoim laptopie i komórce zgłasza mój zjazd i po trzydziestu minutach pakuję swoje rzeczy do „kurnika”.
Widząc, że Roman - bokser tęgo ziewa, przejmuję od niego kierownicę i jedziemy przez Lens, Lille, Antwerpię, Venlo, a potem Niemcy - Duisburg w stronę Kassel. Pod Kassel na rasthofie (zajazd ze stacją paliw, zwykle nie bezpośrednio przy autostradzie) czeka kolejny Ukrainiec (zapomniałem jego imienia), pochodzący z tej samej wioski, co Roman - bokser. Obaj przyjechali z Ukrainy do Polski i obaj odjeżdżają z powrotem. Później na jakieś 400 kilometrów oddaję Romanowi kierownicę, a sam zasypiam na jakieś półtorej godziny - wystarczy, a potem jadę sam; Roman wsiada do autka swego kolegi - niech sobie pogadają.
Przed Kassel w Niemczech zima: pada śnieg i zalega na poboczu autostrady przy niewielkim mrozie; później mgła, deszcz, a po przekroczeniu granicy z Polską znów mgła i zimny północno-wschodni wiatr. I tak dojeżdżamy do bazy, skąd do domu mam już mniej niż godzinę jazdy.
 2.
I w ten sposób zakończyła się moja kolejna trasa, w nowej firmie (szóstej w przeciągu trzech lat; krnąbrny charakter, czy jak?). Podsumowanie wychodzi jednak na korzyść tego ostatniego kursu, chociaż przebywałem poza krajem dwa tygodnie ponad ustalony na początku termin. Minusem, o czym już pisałem, był brak dostępu do internetu, skutkiem czego pozbawiony byłem lirycznych informacji z ubóstwianej przeze mnie sceny politycznej.
Muszę przyznać szczerze (proszę nie rozpowiadać o tym), że nie przemęczyłem się zbytnio podczas niedawno skończonej podróży, na co niebagatelny wpływ miał pobyt w „domu”, gdzie na warunki transportowego życia nie narzekałem, a wręcz przeciwnie. 
Istotną odmianą na plus było również to, że nareszcie jestem w pełni usatysfakcjonowany finansowym podsumowaniem tej ostatniej podróży i to do tego stopnia, że w mojej wymagającej ostrzyżenia głowie pojawiła się myśl taka, iż na tę kasę nie zasłużyłem sobie (ha, wychodzi na to, że ja to chyba muszę być z czegoś tam niezadowolony).
3.
Podczas kursu popisałem sobie, oj popisałem. Zostały mi do upublicznienia trzy teksty i dwa niedokończone, do których może i wrócę. Popchnąłem też naprzód moje „Peryferie” (już chyba nie zmienię tytułu tej swojej, powiedzmy, powieści). Skończyłem już dwanaście rozdziałów (o tyle łatwiej i szybciej to szło, gdyż wcześniej zamieszczałem na blogu obszerne fragmenty ówczesnej „Prowincji” i należało tu coś dodać, tam ująć, gdzie indziej przeredagować), trzynasty jest pisany, chociaż znajduję się tak mniej więcej w jednej trzeciej całości i wcześniej niż do końca czerwca nie spodziewam się ukończyć tej książeczki. A później… się zobaczy: przeredaguję cały tekst, posprawdzam, przeczytam ze dwa, trzy razy na spokojnie i jak się nie spodoba, powędruje do tak zwanej pamięci bezpowrotnej, sąsiadując z kilkoma wcześniejszymi próbkami; jeśli natomiast po najdokładniejszym z do dokładnych przeczytaniu nie rozboli mnie głowa, to wtedy… to wtedy nie wiem jeszcze, co zrobię.
Zastanawiałem się nad tym, czy „Peryferie” wklejać bezpośrednio do kawiarenki, ale w porę zrezygnowałem z tego zamiaru, albowiem taka obfitość tekstu, nawet z podziałem na rozdziały, byłaby nie do wytrzymania, nawet dla mnie. Dlatego też pierwsze dwanaście rozdziałów umieściłem wprawdzie w kawiarence, ale w zakładce „Peryferie”, co ma tę zaletę, że mój laptopek jest już wiekowy, i, odpukać, mógłby razu pewnego zaginąć zwalczony jakimś wirusem, czy też inna paskudną awarią, a tak, będę posiadał w wirtualnej przestrzeni na razie tych dwanaście rozdziałów plus kolejne, jakie będę dopisywał.

4. 
Na zakończenie pozostawiam sobie prawdziwą rewelację ostatniej podróży i, co może dla niektórych wydawać się dziwne, że tą rewelacją nie jest Stonehenge (taka grupa całkiem sporych kamieni, ustawionych obok siebie i na sobie dawno, dawno temu, jakieś 3100 lat przed naszą erą), koło którego o rzut beretem (dosłownie) przejeżdżałem, a będzie nią oczywiście powieść Ladislava Fuksa „Wariacje na najniższej strunie”, powieść w rzeczy samej genialna.
… i już…

[19.04.2017, Dobrzelin]

3 komentarze:

  1. Satysfakcja materialna cieszy. To nie jest lekki kawałek chleba, choćby z racji stresu i braku snu.
    Zachęcam do wydania "Peryferii" dla potomnych jako dokument i dla przypomnienia, ponieważ niewiele tu fikcji, głównie dotyczy stosunków ludzkich. Tu człowiek zawsze jest mądry i dobry. Gdzie takich w naszej rzeczywistości znaleźć? Prawdę powiedziawszy ludzie mają zbyt dobre mniemanie o sobie, a w rzeczywistości miernota wysuwa się na pierwszy plan. Taki piękny świat, jak w "Prowincji", marzy mi się w przyszłości.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... zdaje się, że maleńka omyłka... piszesz chyba o tym kawiarenkowym serialu, a w "Peryferiach" współczesność miesza się z przeszłością, choć również w tym przypadku wielka jest przewaga pierwiastków i postaci pozytywnych... "kawiarenka" jest raczej nie do publikacji, ot taka pozytywnie zakręcona opowieść z założenia kontrastująca z niepiekną rzeczywistością, natomiast "Peryferie"... kto wie.... serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  2. Również zachęcam do oswojenia się z myślą o wydaniu "Peryferii". Nie za bardzo rozumiem-z jednej strony twierdzisz, że na zarobione pieniądze nie zasłużyłeś, a z drugiej martwisz się stanem laptopa. Czy nie możesz dla dobra swojego i czytających Cię, za te duże pieniądze zafundować sobie nowego, dobrego laptopa? Ja tak bym zrobiła.

    OdpowiedzUsuń