Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

20 marca 2020

NO, DOBRZE

No, dobrze, cztery obrazki.

Obrazek 1. Masza w swoim domku. Właściwie jest to domek przechodni, bo korzysta z niego również Adelka. A jeszcze bardziej właściwie to domki są dwa i stworzenia na przemian zajmują jeden lub drugi. Rzadko się zdarza, aby oba domki równocześnie były zajęte. Jeśli są wolne, to oba zwierzaki wskakują na moją wersalkę; Masza kładzie się "w głowach", Adelka "w nogach". 

Obrazek 2. Adelka w pozycji "na sfinksa", którą szczególnie lubię. Spojrzenie, jak widać, jeszcze nietęgie, bo zdjęcie zrobione rankiem i jeszcze przed śniadaniem, co ma ogromny wpływ na energię suczek - dopiero najedzone wpadają w szał zabawy.



Obrazek 3. Pyszczek Adelki w znacznym przybliżeniu. Ciężko jej zrobić takie zdjęcie en face, albowiem podczas fotografowania Adelka znajduje setki powodów do wykonywania nieskoordynowanych ruchów. Interesują ją głównie zapachy dobywające się z kuchni i lodówki.


Obrazek 4. Uwielbiana przeze mnie scena z Maszą. Odległość pomiędzy ławą a tapczanem, na którym siedzi suczka jest na tyle duża, że psina nie jest w stanie przeskoczyć ze swego miejsca na ławę. I teraz istotna rzecz: na pudełku po moich lekarstwach położyłem, o zgrozo pierniczek w kształcie rogalika. Masza przepada za pierniczkami i wszelkimi innymi ciastkami. Nie mogąc pochwycić ciastka zębami czy pazurami, obszczekuje mnie, abym przybliżył psince rogalika. Nic z tego. Pieski nie powinny jeść słodyczy.
Żona mówi, że jestem sadysta.



[20.03.2020, T.]


19 marca 2020

W CZASIE ZARAZY

1.
Nie jest łatwo, to się wie, aczkolwiek powinienem być do obecnego stanu przyzwyczajony. Od 25 października zeszłego roku moim nieodłącznym przedmiotem, który się ze mną nie rozstaje jest łóżko. Łóżko było w Norwegii, potem u siebie, teraz tutaj. Prawdę powiedziawszy miałem w planach pojeździć sobie trochę na wózku - w końcu mamy kapryśny bo kapryśny, ale początek wiosny. Przez tego wirusa nie mogę.
Wirus przykuwa mnie do mieszkania, nie mnie jednego. Pewne ale niewielkie w sumie trudności z zaopatrzeniem; gorzej z lekami, które się kończą, w tej chwili nie moje, natomiast, aby ustrzec się przed niespodziankami ograniczam częstotliwość zażywania zaordynowanych leków. Z nogą jest tak samo jak przed dwoma czy trzema miesiącami. Poprawy nie widać, choć oczywiście przyzwyczaiłem się do skakania na kulach, bo bez nich kompletna klapa. Nie oczekuję zmian na lepsze do chwili, kiedy kości się pozrastają, a kiedy to nastąpi - nie wiem. W Norwegii mówiono mi, że taki "błogostan" będzie ciągnął się przez cały rok, a tu dobiega końca piąty miesiąc.
2.
Adela z Maszą mają tu więcej miejsca do zabawy i może dlatego urwisują na potęgę. Masza, która śpi ze mną (wsuwa się najczęściej pod moje prawe ramię albo lokuje się na mojej głowie) jest psem - strażnikiem i z tego drugiego piętra obszczekuje kogo się da, także w nocy. Wkurza się na każdego osobnika, który znajdzie się w jej polu widzenia. Adelka jest z kolei zaopatrzeniowcem, psem tropiącym, szukającym pożywienia. Nie ujdzie jej uwadze żaden odgłos otwieranej szafki z żywnością czy lodówki - potrafi obudzić się w środku nocy i penetrować nosem zapachy, których ja sobie nawet nie uświadamiam.  A jak zbiorą się do tej penetracji obie suczki, to wyglądają tak, jakby nie jadły od tygodnia albo i dłużej. Jednym słowem urwisują. Wczoraj chyba przestrzegłem je, że jak nie przestaną, to zrobię im takie straszne zdjęcie i umieszczę je na fejsbuku, i nikt nie da im lajka tylko takie "wrrr".
3.
Koronawirus szaleje w całej Europie. Rząd początkowo bagatelizował skutki epidemii, nie przygotował wystarczającej ilości testów i punktów, w których bada się próbki na obecność koronowirusa. Dzisiaj zawodowy kłamca, premier chwali się, że przodujemy jeśli chodzi procedury zapewniające bezpieczeństwo Polakom. Nie będę się rozwodził na temat nikczemnej propagandy jaka sączy się z ust kłamców i hipokrytów, wydaje się jednak, że nieudolność ekipy rządzącej zostanie doceniona w wyborach... nie, nie tych prezydenckich, ale tych za cztery lata, parlamentarnych. Napiszę teraz coś bardzo niepopularnego... uważam, że jedynym sposobem na odsunięcie przez społeczeństwo PIS-u od władzy jest potężne tąpnięcie w gospodarce. Dopiero wtedy, gdy nie starczy rządowi pieniędzy na te wszystkie programy z plusem, dopiero wtedy, gdy znajdziemy się jako państwo na krawędzi bankructwa, dopiero wtedy ludzie mający dotąd oczy szeroko zamknięte na pisowskie szkodnictwo i populizm zobaczą, że tą elitę należy przegonić. Epidemia koronawirusa jest zatem, co stwierdzam z przykrością, jedyną szansą na pozbycie się pisowskich pseudoelit. Nie nastąpi to oczywiście za miesiąc, dwa czy rok. Staranny przekaz propagandowy na dzisiaj nie zmusza jeszcze pisowskiego elektoratu do myślenia. Dzisiaj plastelinowy prezydent i nieobeznany z prawdą premier wciskają żałosny kit o wirtualnych pieniądzach dla przedsiębiorców i pracowników i otumanieni wyborcy PIS-u łykną te baśnie jak foka świeżego śledzia; dopiero wtedy, gdy zaczną padać firmy jedna po drugiej, gdy rozleje się po kraju fala bezrobocia, gdy pieniądz straci wartość i nastąpi drożyzna, dopiero wtedy dotrze do tych ludzi, że ani Matka Boska, ani sam Pan Bóg nie pomoże nam, gdy splądrowana przez PIS gospodarka sięgnie dna.

[19.03.2020, T.] 

15 marca 2020

GŁÓWNIE OBRAZ

W tym czasie przymusowej kwarantanny koniecznym się wydaje zbliżenie do kultury: słowa, muzycznej i obrazkowej. Jeśli chodzi o tę pierwszą, posilam się Marquezem i jego przecudownie baśniową książką "Sto lat samotności".
Muzycznie powróciłem ostatnio do swojej dawnej pasji, a mianowicie muzyki country, a obrazkowo... przechodzę do ulubionego postimpresjonizmu.
Na początek "Niedzielne popołudnie na wyspie" Georgesa Seurata. Osobliwość tego obrazu polega na widocznym oddzieleniu barw z zaznaczeniem ich konturów, ale nade wszystko Seurat wypełnia płótno tysiącem plam, których nasycenie sprawia wrażenie obecności płaszczyzny o jednolitej barwie.



Najznakomitszym przedstawicielem postimpresjonizmu jest niewątpliwie Paul Gauguin.Jako jeden z pierwszych Gauguin stosował w swych pracach technikę polegającą na nakładaniu na płótno jednobarwnych plam otoczonych konturem, przy czym w odróżnieniu od Seurata plamy te nie są wielokrotnością upuszczania drobniutkich "kleksów" (typowa technika impresjonistów), lecz są one zaznaczone śmiałymi pociągnięciami pędzla.
Poniżej namalowany tą techniką (cloisonizm lub klauzonizm)  "Żółty Chrystus"



A oto kolejny przykład klauzonizmu - obraz szwedzkiego malarza Johna Stena "Krajobraz jesienny"


Wiele wspólnego z techniką malarską jaką posługiwał się Paul Gauguin ma obraz "Kąpiące się" autorstwa Paula Serusiera. Wykazuje on  spore podobieństwo do późniejszych prac Gauguina, choć kolorystyka "Kąpiących się" jest bardziej przycieniona.



Jakże typowy dla cloisonizmu jest obraz "Żniwa" kolejnego postimpresjonisty, przedstawiciela szkoły z Pont-Aven, Emile Bernarda. Wydaje się, że twórczość Bernarda miała spory wpływ na malarstwo meksykańskiego mistrza, Diego Rivery.




I jeszcze raz Paul Gauguin. "Sjesta" to jeden z tych niezwykle kolorystycznych i tchnących życiem obrazów, jakie artysta namalował w końcowym okresie swojej twórczości urzeczony naturą Polinezji. Nawiasem mówiąc Gauguin jest dla mnie malarzem numer jeden i cokolwiek bym o nim nie napisał, będzie obarczone błędem subiektywizmu.



Rzadko dzieje się tak, że po zakończeniu się jakiejś epoki w malarstwie, techniki, czy mody, kolejne pokolenia artystów negują w całości założenia twórcze poprzedników. Otóż przytoczony przeze mnie powyżej cloisonizm / klauzonizm przyjął się w jakże odmiennym od postimpresjonizmu obrazowaniu, a mianowicie w kubizmie. Przykładem niech będzie "Kobieta na motocyklu" Thomasa Lange.



Na zakończenie, dla miłośników literatury fantasy, pierwsze cztery rozdziały świetnej książki młodego, obiecującego autora:

https://www.wattpad.com/846164794-fangria-dziedzictwo-itharis

[15.03.2020, T.]

13 marca 2020

MOTYWATOR

Czasami wpadasz w dół bezsilności... że nie potrafisz zrobić tego, co dawniej, że jesteś najmniej potrzebnym człowiekiem na planecie, że potwornie od kogoś zależysz, że ten wirus hasa obok ciebie i nic nie możesz z tym zrobić, że nie można być niewidzialną ręką, aby zrobić zakupy dla sąsiada, który lepiej, aby nie wychodził na nieświeże powietrze... i nic się z tym nie poradzi.
Wybrałem wszakże dawniejszą swoją pasję - muzykę country. Słucham Casha, Casha w czerni... kto zna tego świetnego piosenkarza, ten wie, że rzeczywiście występował przeważnie w ubraniach koloru czarnego... i nie był to przypadek, o czym można przekonać się wsłuchując się w słowa piosenki: "Man in black". Zaznaczam, że autorem tekstu i muzyki jest Johnny Cash.
Poniższe tłumaczenie nie jest doskonałe. Nie podoba mi się sformułowanie "na moich plecach" w pierwszej strofce, a wątek "Noszę czerń w żałobie dla żywotów, które mogły być" wydaje mi się cokolwiek śmieszny, ale że nie nie mam czasu (raczej chęci) na tłumaczenie, pozostawiam słowa piosenki w niezmienionym przeze mnie kształcie, gdyż mimo wszystko, oddają one poruszony przez autora problem.
Oto ten tekst, a poniżej sama piosenka.

Tak więc, zastanawiasz się dlaczego zawsze ubieram się na czarno,
Dlaczego nigdy nie widzisz jasnych kolorów na moich plecach
I dlaczego mój wygląd ma ponury ton,
No cóż, jest powód dla którego tak się noszę.

Noszę czerń dla biednych i pokrzywdzonych,
Mieszkających po beznadziejnej i głodnej stronie miasta,
Noszę ją dla więźnia, który już dawno odsiedział swoją karę,
Lecz wciąż płaci, ponieważ jest ofiarą swoich czasów.

Noszę czerń dla tych, którzy nigdy nie czytali,
Lub nie usłyszeli tego, co mówił Jezus,
O drodze do szczęścia poprzez miłość i dobroczynność,
Dlaczego, mógłbyś pomyśleć, On mówi prosto do Ciebie i mnie?

Cóż, wiedzie nam się wyjątkowo dobrze, wydaje mi się,
W naszych szybkich samochodach i ekstrawaganckich ubraniach,
Jednak by pamiętać o tych którzy pozostają z tyłu
Na przedzie powinien stać Mężczyzna w Czerni.

Noszę ją dla chorych i osamotnionych staruszków,
Dla nierozważnych, których błędna droga pozostawiła zmarzniętymi,
Noszę czerń w żałobie dla żywotów, które mogły być,
Każdego tygodnia tracimy setkę młodych, dobrych mężczyzn.

I noszę ją dla tysięcy którzy zginęli,
Wierząc, ze Pan był po ich stronie,
I noszę ją dla kolejnych stu tysięcy którzy pomarli,
Wierząc, że my wszyscy byliśmy po ich stronie.

Cóż, są sprawy, które nigdy nie będą poprawne, wiem,
I rzeczy potrzebują zmian gdziekolwiek pójdziesz,
Ale dopóki nie zaczniemy czegoś robić by kilka spraw polepszyć,
Nigdy nie zobaczysz mnie w białym garniturze.

Ach, chciałbym nosić kolory tęczy każdego dnia,
I powiedzieć światu, ze wszystko jest OK
Póki co postaram się zebrać część ciemności na moich plecach,

Do czasu aż sprawy nie ulegną poprawie, jestem Człowiekiem w Czerni.


Skoro jestem już przy moim motywatorze - Cashu - pozwolę sobie zaprezentować jeszcze jeden jego utwór "Don't take your guns to town" . Tekst jest stosunkowo prosty, ale zwykle tak bywa, że prostota jest oznaką wielkości i mądrości. Znający język angielski z łatwością się o tym przekonają.


[13.03.2020, T.]

12 marca 2020

PRZEPLATANKA

1.
Bardzo nieciekawie w tych ostatnich dniach kłamstwa i żenady. Najpierw te dwa miliardy na pisowską, telewizyjną szczujnię, niby odwołanie Kurskiego, co skończyło się zasłużoną klęską Dudy, bo przecież jeśli jest się pacynką, to nie wiem ile należałoby wykonać fikołków, a i tak jak krew w piach, aktorem się nie będzie, i wstyd, że takiego prezydenta mamy, znaczy się mają, bo nie jest to mój prezydent; przestał nim być już w chwili, gdy ułaskawił kumpli kryminalistów. 
A teraz znowu wirus. Raz, że pisowska ministerka od rozwoju obwieściła, że na koronawirusie to Polska zarobi; patrzcie, na całym świecie ci z prawa, z lewa, z centrum i ci normalni powiadają, że taka epidemia to raczej przywali gospodarce jak oprych z gazrurką przechodniowi z pozłacanym zegarkiem na ręku, a ta Emiliańska czy jak jej tam niepoważnie na nazwisko powiedziała, że zarobimy na tej pandemii, no i że wyprzedzamy czołowe państwa świata o dwa tygodnie. A się okazało, że przodujemy w niezakupieniu testów na koronawirusa i testujemy podejrzanych chorych ze stu do dwustu mniejszą częstotliwością aniżeli w państwach Unii, no i wychodzi na to, że gdybyśmy w ogóle nie wykonywali testów to epidemii u nas by nie było. Do tego dochodzą z prawej strony takie głosy i uśmieszki, że lepiej ich nie przytaczać, a ostatnio rada mędrców z episkopatu zamiast nawoływać do przestrzegania zasad obowiązujących na terenach objętych epidemią, zachęcają do publicznych zgromadzeń w kościołach. Jako pragmatyk wypowiem się w ten sposób: jeśli czarna arystokracja uważa, że modlitwa zwalczy wirusa lepiej niż wiedza medyczna, proszę bardzo, zachodźcie gromadnie do świątyń, tyle że nie pałętajcie mi się potem po klatkach schodowych, nie pukajcie do moich drzwi prosząc o szklankę cukru.
2.
Noga kiepskawo mi się zrasta, ale to nic, prędzej czy później się zrośnie, albo i nie zrośnie, nieważne. Trochę to mi przeszkadza, bo nie mogę dzielnie stąpać, a rehabilituję się raczej psychicznie i nie ma się czemu dziwić, bo cieplej się robi na świecie, a najważniejsze, że dnia przybywa.
Jak by się moja noga nie miała, to przecież trzeba w chałupie posprzątać, statki pozmywać, rozweselić mopem podłogę. Zaprawdę o kulach nie robi się tego superowo, ale już zamiatanie czy mopowanie podłogi z krzesła (przesuw krzesła i tak dalej) to prawie przyjemność; byłaby ta przyjemność pełna, gdyby Masza z Adelką co pomogły - niedoczekanie z ich strony.

3. I na koniec taki obrazek pogodnej starości. Tekst liczy sobie trzy a może cztery jesienie.

Starość
- A jak nie przyjdzie?
 I patrzy w to okno, i odkłania się sąsiadkom. Czasami nawet uchyli lufcik, aby zamienić kilka słów. Wyszłaby przed dom. Stoi ławka. Ławka jest zielona, niedawno odmalowana i bardzo ważna. Siadają na niej te z pierwszego i drugiego piętra, ona i ta z przeciwka. Ale teraz każda przy swoim rosole, przy ziemniakach, schabowym lub mielonym. Kiedy upichcą, zejdą się i będą rozmawiać.
- Przyjdzie, obiecał, że przyjdzie – odpowiada on. Rozkłada szachownicę warcabów. Bierze ściereczkę i starannie czyści każdy plastykowy pionek.
- A dałbyś z tym spokój. Nie ma co robić, tylko będzie grał.
Ona jak tylko obiad zje, gazetę z kiosku przyniesie. Poczytają. A może Jadźka kazała coś kupić, przypomni sobie, to zaraz poleci.
On bierze teraz czarne półbuty, pastę, bawełniane czyścidło i szczotkę. Siedzi na krześle. Kładzie na kolana ścierkę i zaczyna glansować buty.
- Wszystko jedno, ale trzy razy na dzień czyścić buty, w których chodzisz raz na tydzień do kościoła? Mówię ci, że nie przyjdzie. My stare. Po co mu takie towarzystwo?
- Może mu co wypadło – mówi on - Taki zalatany. Swoje sprawy przecie ma.
- Wakacje ma. Jakie tam może mieć sprawy? Za dziewuchami się nie ugania, a dzisiaj za zimno na kąpanie. Zapomniał. Władek, tyle ci powiem, że my są niepotrzebne. Za stare. Popatrz, dzieci nasze w pracy, synowa z zięciem też, a chłopak się między swymi obraca. Taka prawda. A ty to z tych półbutów lakierki zrobisz i ksiądz będzie ci ich zazdrościł. A golisz się z godzinę. Do czego to podobne!
- A co mam robić z czasem, Helciu? Ty pójdziesz w kolejkę, na ławce usiądziesz i ci czas mija. Albo na chór idziesz… a ja?
- Władek, bo ja przywykłam do ludzi i nie dam się starości. Włącz telewizor. Może jaki film idzie.
- Teraz to tylko powtórki puszczają. Jak tylko znudzi nam się gra, pooglądam z nim telewizję.
- I ty wierzysz, że przyjdzie?

Spóźnił się, bo był na ryneczku. Jagód kupił. Tak go naszło, aby kupić. A dla dziadka wybrał największego kalafiora. Lubi przecież. Babcia ugotuje, przysmażką poleje. Zje z kartofelkami, z zsiadłym mlekiem.
- To jak? Będą pierogi?
- Mój Boże, i to jakie będą! – odpowiada. - Ale to na drugie. Najpierw zjemy rosołku. Widzisz, Władek, a mówiłam ci, że o starych pamięta… i przyszedł.
Spojrzał na nią zdumiony.
- Zaleję rosołku… ale w pokoju zjemy, bo kuchnia potrzebna mi będzie do robienia pierogów.
- Może pomóc? - zapytał wnuk.
- E tam… raz dwa zrobię. Władkowi aż ręce się trzęsą, abyś tylko zagrał z nim w warcaby.
Zagrał. A potem obejrzeli sobie film, jedząc pierogi z jagodami polane gęstą śmietaną.
Jeden talerz wyniosła przed dom, aby poczęstować te z pierwszego i drugiego piętra oraz tę z przeciwka. Chwaliły.
A ona chwaliła się, że na starość ma jej kto herbatę zrobić i już dawno przestała się jej bać… znaczy się - starości.

[12.03.2029, T.]

11 marca 2020

WSPOMNIENIA MUZYCZNE


"On the road again" - Willie Nelson

Łezka wspomnień szkli się w oku, gdy słucham Willego Nelsona. Specyficzny głos, oryginalny wygląd, a piosenka jakże pasująca do mojego ostatniego zajęcie. Dzisiaj już nie pasuje. Nie wybieram się w drogę. Nigdzie się nie wybieram.



"Me and Bobby McGee" - Kris Kristofferson

W tym wydaniu muzycznych wspomnień przygotowałem same przeboje. Słynna piosenka Krisa Kristoffersona, piosenkarza country i aktora, śpiewana także przez bardzo wielu wykonawców. Przywiązałem się do tego wykonania.



"San Quentin" - Johnny Cash

Głos Johnnego Casha jest niepowtarzalny. Niezwykła też była jego kariera i życie. Stał zawsze po stronie słabszych i uciśnionych. Ewenementem w jego muzycznych podróżach były koncerty dla wyjętych spod prawa więźniów San Quentin i Folsom



"Mammas don't let your babies grow up to be cowboys" - Wailon Jennings

Jeden z najświetniejszych piosenkarzy country i jego sławna, obecna już w kawiarence piosenka, w której Wailon przestrzega matki przed tym, aby nie wychowywali swoich dzieci na kowbojów, a ja ostatnimi czasy zabawiam się aranżacją tytułu tej piosenki do dzisiejszych potrzeb. Mój tytuł brzmi: "Mamuśki, nie wychowujcie swoich dzieciaków na pisiaków".




"Take me home country roads" - John Denver

John Denver nie jest nazbyt znanym pieśniarzem country, natomiast jego piosenka, w której opowiada o wiejskiej drodze prowadzącej go do ukochanego (nie tylko dla niego) domu, zdobyła wielką popularność.




"Hurt" - Johnny Cash

Przepiękne wykonanie rockowej piosenki, z której Johnny Cash uczynił prawdziwą wzruszającą perełkę muzyki country. To jego ostatni przebój - ostatnia pieśń starego, zmęczonego życiem, dumnego piosenkarza.


[11.03.2019]

09 marca 2020

DZIWNE


Odrobina optymizmu wyszukana w archiwum. Tekst sprzed półtora roku, a więc nie bardzo stary, pisany gdzieś w okolicach Cannes czy Saint- Tropez. Czy jednak optymizm pozostał do dziś? Faktycznie, jestem coraz wolniej stąpającym starcem.

Dziwne

Wspinamy się na palce
ponad dniem i nocą
barwimy splecionymi ramionami tęczę
przekazuję ci wczorajszą młodość
dajesz mi siłę jutra

ja też byłem skowronkiem
dzwoneczkiem
zawieszonym wysoko pod chmurami
miałem w sobie radość zmęczonych rąk
księgę za pazuchą
dobre słowo
wiarę
mój nocny sen był twardy
uspokajał drżenie mięśni
kołatanie serca

byłem taki jak ty teraz
w te dni kiedy czuję w garści twoją dłoń
widocznie jestem ci potrzebny
skoro nie wyrywasz się spłoszoną kuropatwą
nie razi cię szorstka skóra
przykrótki oddech
stąpającego coraz wolniej starca.

[09.03.2020]

ZMIANA KRAJOBRAZU

Krajobraz wygląda inaczej, gdy doświadczasz go z z miejsca obok kierowcy.
Jest ładnie, by nie powiedzieć pięknie. Początek marca, wigilia Dnia Kobiet, droga prowadząca do..., gdzie czekają na mnie dwie suczki.
Przyzwyczajony byłem do tego, że sam prowadzę, a tu masz, jestem, co najwyżej, miernym pilotem.
W każdym bądź razie pozmieniało się i jestem z tych zmian zadowolony, oczywiście z wyjątkiem tej, co nie pozwala mi normalnie chodzić.
Pieski nie zawiodły. Znów było serdeczne powitanie przez podskakiwanie i całowanie, i ta uniesiona mordka Adeli, z wyrazu której wyczytuję dumę z tego, że to ona sprowadziła mnie w to nowe miejsce.
A potem był późny wieczór i noc, przepięknie przespana, wygodna, choć w towarzystwie leżącej w poprzek łoża Maszy.
I w końcu pogodny poranek 8 marca, i taka jakaś błogość, i świadomość tego, że trzeba wytrwać, bo inaczej... .

[09.03.2020]

06 marca 2020

PODNOSZENIE I UPADANIE (się)

Podnosiłem się i upadałem, i o ile wcześniej upadałem rzadziej, a podnosiłem się częściej, dzisiaj, nie wiedzieć czemu moje upadki stały się liczniejsze od podniesień. Wydawałoby się, że upadków i podniesień powinno być tyle samo, gdy tymczasem ostatnimi czasy częściej jednak upadam, a do tego ze znacznie wyższej wysokości. Może z powodu tej wysokości nie chce mi się wspinać, aby się podnieść, natomiast spaść mogę zawsze.





28 lutego 2020

RADOŚĆ


Trzy i pół roku temu przydarzył mi się króciutki tekst pod optymistycznym tytułem "Radość", czyli uczucie, które obecnie jest mi obce.

Wtedy ci ona jest, kiedy wstajesz raniuteńko z ptakiem, co uwił gniazdo pod belką podtrzymującą krawędź dachu.
Zobacz: zasiadł tenże na gałązce przyokiennego bzu, albo na tamtym drucie, co to szły po nim słowa i mogłeś się z nich dowiedzieć, co się dzieje w dalekim świecie, o czym nie wiesz.
Kląska do ciebie i szczebioce. Pewnie to szpak. Mówisz: - a cóż to takiego szpak? Ptak zwyczajny. Ani w piękne piórka przystrojony, ani pieśniarz z niego operowy. Ale gdybyś tak zobaczył, jak toto swoje pisklaki karmi, jak niestrudzenie wybiera się na łowy po jakiego robaka i upuszcza do rozwartego dzióbka maleństwa, przekonałbyś się, że to zuch nad zuchy.
Mówi ci on, abyś otworzył okno i jeszcze przed słonkiem wpuścił do izby dżdżu. Nabierzesz go w płuca i przekonasz się, że warto żyć. Choćby czekając na ten pierwszy promyk dnia, ale nawet kiedy wiatr chmury przyniesie i wyciśnie z nich okrągłe krople deszczu, to też warto.
Zbudźże kobietę, syna, teściową, kogo tam masz w chałupie. Niech i oni radują się nowym dniem, niech patrzą.
Radość jest tym większa, gdy odbija się w wielu oczach. 

[28.02.2020]