ROZDZIAŁ 108 - EKONOMICZNY WYWÓD RADCY KRACHA
- Z tym budowanym domem-bliźniakiem
naszych młodziutkich obywatelek Ciżemek, Beaty i Zuzanny, nie ma
nic niezwykłego - zapewnił pan radca Krach siedzących z nim przy
jednym stoliku panią Janeczkę Szydełkową i Starego Pisarza. - Otóż,
jak państwo wiedzą doskonale, praca w starej, a przywróconej życiu
cegielni panów Zdudowskich trwa w najlepsze i aby rozwinąć interes
obaj panowie wstąpili na rynek z cegłą tyleż wyśmienitej
jakości, co i z ceną obficie promocyjną, dzięki czemu skorzystała
budowa naszego hotelu, a i remont zabytkowego dworku, zwłaszcza
pomieszczenia gospodarskiego, gdzie brylują studenci wespół z
fachową ekipą budowlańców może się toczyć przy względnie
niskich kosztach. Tam również wykorzystano dachówkę z cegielni
Zdunowskich. Panowie Zdunowscy - ciągnął pan radca - pragnąc
pozyskać dla swojej cegły klientów, nie tylko w naszym powiecie,
zdecydowali się na przedsięwzięcie kroków nadzwyczajnych, a
świetnie reklamujących ich materiał. Okazało się, że ów
młodzian pracujący w naszej rozgłośni radiowej, tudzież
udzielający się w teatrze pani Majewskiej, ten co za Zuzanną
pracującą przy koniach przepada, jest pociotkiem panów
Zdunowskich. Przedsiębiorcy mając na względzie dobro swego
krewnego, niemajętność obu pań, które zechciały się pobudować
nieopodal młodych państwa Kosmowskich, doszli do wniosku, że
dom-bliźniak postawiony zostanie z ich cegieł zupełnie za darmo z
jedynym wszakże warunkiem, aby powstała siedziba oznaczała się
urodą i stylem zagwarantowanym w planach przez architekta oraz
wykonawstwem wzorowym, albowiem posłuży to obu panom Zdunowskim za
reklamę produkowanych w ich zakładzie cegieł.
- Jednym słowem, panowie Zdunowscy
pieką dwie pieczenie na jednej blasze - odezwał się Stary Pisarz.
- Albo mają wyjątkowo litościwe
serca, co wcale nie musi skończyć się dobrze - wtrąciła pani
Janeczka.
- Ja, moi państwo, nie podejrzewam
panów Zdunowskich o graniczący z absurdem altruizm, wszak
zatrudniają ludzi i muszą płacić słone podatki, ale wszedłszy
na rynek tak bardzo nasycony materiałami budowlanymi, aby na nim pozostać,
należy najpierw zainwestować, choć każda inwestycja wiąże się
z podjęciem ryzyka.
- Ja tam na ekonomii nie znam się
prawie wcale, panie radco kochany - rzekł Stary Pisarz - ale co
nieco się orientuję. Nie dalej jak przed tygodniem powróciliśmy z
panem redaktorem Pokorskim od pani Różańskiej: on, aby poczynić
obfity reportaż do naszej gazety, ja z kolei, wiedzą państwo, z
kronikarskich obowiązków. Chcieliśmy być świadkami wielkiej
fuzji w naszym mieście…
- Chce pan powiedzieć, Pisarzu, o
połączeniu firm pani Różańskiej i pana Iłowieckiego, czy tak? -
zapytała pani Janeczka Szydełko.
- Owszem - przytaknął Stary Pisarz.
- Chociaż nie jest to w naszym mieście tajemnicą, ale w reportażu
pan Pokorski przedstawi wszystkie racje, które doprowadziły do
złączenia obu firm. Będziemy mieli zatem naszą różanowską
korporację, w której róże, inne kwiaty i krzewy ozdobne wystąpią
obok sławnych iglaków pana Iłowieckiego na jednej scenie, co obu
rodzinom przysporzy klienteli i pieniędzy, miastu zaś sławy,
albowiem w powiecie, albo i województwie nie znajdziecie państwo
tak dobrze prosperujących firm, które nie walczą pomiędzy sobą,
a uzupełniają się.
- Pan Iłowiecki od dawna miał zbyt
na swoje iglaki, także za granicą, zaś pani Różańska ledwie
przed rokiem czy dłużej, rozwinęła współpracą z zagranicą -
zauważyła pani mecenasowa. - Ale w jej wypadku dobrym klientem było
też miasto i ostatnio pensjonat w Ciżemkach.
- Ma pani słuszność - potwierdził
słowa pani Janeczki radca Krach - przy czym trzeba sprawiedliwie
dodać, że uzyskując prawo do ozdoby naszego miasta swoimi
roślinami, pani Różańska w cuglach wygrywała przetargi, a teraz,
będąc w spółce z panem Iłowieckim, tym bardziej zwiększy swoje
szanse na rynku.
- A od czego to zależy, panie radco
kochany, że jedni upadają, inni zaś triumfują - zapytał Stary Pisarz, ale banalność, by nie powiedzieć infantylność jego pytania wcale pana Kracha nie
zaskoczyła. Stary Pisarz był laikiem jeśli chodzi o ekonomię, do
czego zresztą sam się przyznał; brylował zaś w innej dziedzinie.
Jego dwie ostatnie książki, przynajmniej w Różanowie,
rozsprzedano co do jednej, a kącik poezji jaki prowadził w „Naszym
głosie”, wspomagany radiowymi audycjami, w jakich zabierał głos,
cieszył się zdumiewającą popularnością.
Pan radca zanim ponownie zabrał głos,
zamówił tymczasem lody dla ich trojga i po herbacie (dla Starego Pisarza oczywiście herbatkę z mlekiem) - wieczór był ciepły ale
rześki, jak to zwykle po burzy.
- Przyjacielu, na początek odpowiem
trywialnie: praca, ciężka praca. Ale również ci, co ciężko
pracują miewają problemy z utrzymaniem się na rynku, czasami muszą
wręcz zaprzestać działalności, aby nie popaść w długi. A co
oprócz pracy? Dobry pomysł na biznes, dobry to taki, który nie
opiera się na krótkotrwałej koniunkturze, ale wybiega znacznie
dalej, perspektywicznie. Zarówno pani Różańska jak i pan
Iłowiecki dobrze wiedzieli, że od pewnego czasu tak indywidualni
obywatele, jak i też instytucje, firmy, ba, całe miasta będą
chciały polepszyć swój wizerunek. Już nie wystarcza przystrzyżony
trawnik przed domem, urzędem, instytucją, firmą czy w parkowej
części miasta. Trzeba ubogacać tereny zielone nasadzeniami
kwiatów, krzewów i drzew, które ucieszą oczy zarówno właścicieli
posesji, jak i też tych, którzy wstępują na nie w charakterze
gości czy klientów.
Kelnerka Edyta postawiła na stole
lody. Pan radca przerwał swój wywód, aby on i jego przyjaciele
mogli przynajmniej kilka razy dzióbnąć łyżeczkami mrożonych
słodkości, po czym kontynuował swój wykład.
- Tak, mój drogi Pisarzu - pomysł to
rzecz szczególnie istotna w biznesie. Żeby jednak nie skupiać się
jedynie na tej fuzji ogrodniczej i cegielni panów Zdunowskich,
posłużę się dwoma kolejnymi przykładami. Nie wiem, przyjaciele,
czy znacie nazwisko Włodzimierz Grochocki. Nie bardzo? Rozumiem.
Mieszka on na końcowych rogatkach Różanowa, przy drodze w stronę
cukrowni. Ostatnio poznałem go osobiście w związku z całkiem inną
sprawą. Otóż pan Grochocki wywiedział się przed rokiem, czy
dwoma laty, że na Zachodzie, głównie w Niemczech, istnieje bardzo
duże zapotrzebowanie na materiałowe i z gąbki wytwarzane budy,
kojce, poduszki i materace dla zwierząt, głównie psów i kotów.
Wziął spory kredyt, zakupił maszyny, zatrudnił ludzi - słowem -
zaryzykował potężnie, ale mając pewność, że znajdzie zbyt na
swoje towary, ryzyko się opłaciło. Zarabia na tym, jak na nasze
polskie i różanowskie warunki krocie. Rozwój tej firmy ucieszył
naszego różanowskiego przewoźnika, pana Kolińskiego, który
rozwozi po Europie nie tylko kwiaty, sadzonki krzewów i drzew
naszych ogrodników, lecz teraz także wysyła w świat produkty pana
Grochockiego. Kolejny przykład: bielizna damska i nasza różanowska
firma „Sabina”. Rozpoczynali od skarpetek, pończoch i, za
przeproszeniem, zwykłych majtek, nie najlepszej jakości, ot takiej,
jaka jest wymagana na byle bazarze. Ale pani Sabina Woroszylska to
kobieta z piękną i mądrą głową. Objechała pół Polski,
podpatrywała, bywała na targach, w lukratywnych sklepach, także na
bazarach, a efekt tych wojaży był taki, że wpadła na przedni
pomysł, aby wprowadzić na rynek towar zdecydowanie lepszej jakości,
w szerszym, choć nie za bardzo szerokim asortymencie, skierowany na
konkretnego konsumenta, takiego, który gotów jest zapłacić za
produkt więcej, ale nie aż tak wiele, jak w przypadku zakupu
towarów renomowanych firm zagranicznych. Między innymi bieliznę,
dodatki oraz - nowy asortyment produkcji - stroje sportowe dla kobiet
- kupują teatry, sklepy z markową odzieżą oraz ostatnio kluby
sportowe, nie tylko krajowe. Owszem, firma wymagała poniesienia
sporych kosztów. Na początku pracownice (firma pani Woroszylskiej
zatrudnia głównie panie) dostawały przez ponad pół roku połowę
pensji. Większość zatrudnionych kobiet przystała na te warunki,
zaufała swej chlebodawczyni, i, moi drodzy, opłaciło się. Firma
prosperuje świetnie, a wiem o tym, bo osobiście pomagałem pani
Sabinie rozwikłać parę prawnych problemów.
- Zaiste, ciekawe i pouczające to
przykłady - westchnął Stary Pisarz.
- Dobry pomysł to jednak nie wszystko
- kontynuował pan radca. - Ażeby móc go zrealizować potrzebni są
ludzie i to nie tylko autorzy pomysłu, ale ci, którzy będą przy
nim pracowali. I tak, że przytoczę przykład kolejny, nie wypaliłaby słuszna skądinąd i
oczekiwana przez ludzi, głównie pracujące matki idea społecznego
przedszkola, gdyby nie to, że panie Bogucka, Jordańska i Maciakowa,
które od pomysłu przeszły do czynu, a gdyby pracownice pani
Woroszylskiej nie zadowolili się na postradanie połowy zarobków na
przeciąg pół roku czy dłużej i odeszły z zakładu, czy „Sabina”
byłaby dzisiaj w tym miejscu, co jest? A czy udałyby się konne
jazdy i hipoterapia, gdyby w Ciżemkach u Kosmowskich nie pojawiła
się Beata z Zuzanną? Ludzie, moi drodzy, są najważniejsi i
czasami dziwię się bardzo, że nowobogaccy przedsiębiorcy traktują
ich tak po macoszemu.
- O tak, panie radco. Ileż takich
złych przykładów zna mój mąż - przerwała na chwilkę panu
Krachowi pani mecenasowa.
- Ważne, moi drodzy jest również
to, aby tych, którzy sypią pomysłami jak z rękawa, którzy nie
boją się nowych wyzwań, którzy niejednokrotnie ryzykują całym
swoim majątkiem otaczani byli z szacunkiem przez tworzone dla
biznesu prawo, aby to prawo wspierało te firmy, które dają
zatrudnienie na lokalnym rynku pracy, a w tej kwestii nasze prawo nie
jest doskonałe. Nie może być przecież tak, że przetarg, dajmy na
to - na budowę, wygrywa firma z dalekiego od miejsca budowy
„zewnątrz”, wygrywa tylko dlatego, że jest silniejsza
finansowo, a firma lokalna, która z powodzeniem ukończyłaby
postawione przed nią zadanie, nadto zatrudniająca miejscowych -
przegrywa. Porządek prawny, moi państwo, jest ważny i nie chodzi
tu tylko o wysokość płaconych podatków, lecz o stworzenie
przyjaznej atmosfery przedsiębiorstwom z pomysłami. Ten
przedsiębiorca, który nie weźmie pod uwagę tego, że może go
dotknąć niesprawiedliwie wprowadzanie przepisów prawnych, który
napotka biurokratyczne przeszkody nie do przeskoczenia, może
niestety ciężko doświadczyć upadku. I na koniec - głos pana
radcy Kracha zmierzał wyczerpującą drogą do mety - nie wdając
się w szczegółowe dywagacje na tematy ekonomiczne, choć o
ekonomii i prawie mógłbym gadać całymi dniami, przedsiębiorca
powinien mieć, jakże potrzebny w biznesie, łut szczęścia - bez
niego wszystko, co powiedziane zostało poprzednio, może się nie
udać.
Skończył pan radca. Konsumpcja lodów
zmierzała w podobnym do wywodu pana Kracha kierunku, a stary pisarz
pomyślał sobie, że nie ma żadnych przeciwskazań do zakładania
biznesów w Różanowie i okolicach, skoro ciężka praca nie jest
tutaj obca, są pomysły i ludzie do ich realizacji, w miarę
skutecznie wspiera się ryzykantów i ma się szczęście do ludzi,
którzy laikowi w ekonomii takiemu jak on, wyklarują jasno i
przejrzyście, tak jak pan radca Krach, z czego wynika sukces w
biznesie.
[pierwsze pisanie dnia 05.05.2018, Saint-Egreve pod
Grenoble, Isere, we Francji]
[02.05.2024, Toruń]