Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

05 maja 2024

SŁOWNICZEK (401 - 415)

 

401) actori incumbit probatio

[czytaj: aktori inkumbit probatio] z łaciny: dowód obciąża powoda; obowiązkiem oskarżyciela jest dowieść słuszności skargi


401) actum est

[czytaj: aktum est] z łaciny: skończone, dokonało się


402) actus purus

[czytaj: aktus purus] z łaciny, w filozofii: czysty byt, Bóg jako czyste i niezależne od czegokolwiek istnienie


403) acydemia

zaburzenie równowagi kwasowo-zasadowej w organizmie człowieka, podwyższony poziom kwaśnych elementów przemiany materii lub zaniżony poziom zasad; kwasica, acydoza


404) acydofil

organizm znajdujący optymalne warunki rozwoju w wodach lub glebach kwaśnych; acidofil


405) acydofilia

dążenie organizmów do przebywania w miejscu, gdzie jest kwaśna gleba lub zakwaszona woda


406) acydofilny

1. o organizmach roślinnych lub zwierzęcych: żyjący i najlepiej rozwijający się w środowisku kwaśnym; acidofilny;

2. mleko acydofilne - fermentowany napój z mleka krowiego; mleko acidofilne


407) acydofit

roślina żyjąca tylko w środowisku kwaśnym; acidofit, kalcyfob


408) acydofobia

unikanie przez organizmy środowiska kwaśnego, zakwaszonej gleby lub wody


409) acydoza

zaburzenie równowagi kwasowo-zasadowej w organizmie człowieka, podwyższony poziom kwaśnych elementów przemiany materii lub zaniżony poziom zasad; kwasica, acydemia


410) acykliczność

brak okresowości, stałej powtarzalności wybranej cechy procesów, zjawisk itp.; niecykliczność


411) acyklowir

lek przeciwwirusowy, hamuje replikację wirusów opryszczki, słabiej wirusa ospy wietrznej i półpaśca, cytomegalii, a także wirusa Epstein-Barr


412) acylacja

chemiczna modyfikacja białek


413) acz

dawniej: aczkolwiek


414) aczaria

mistrz, nauczyciel w hinduizmie; aćarja


415) aczby

dawniej: spójnik "acz" wraz z cząstką trybu przypuszczającego; choćby, chociażby



[05.05.2024, Toruń]

TEATR [2] - JERZY SZANIAWSKI - ZEGAREK - JERZY ANTCZAK - 1961

 

Można obejrzeć tutaj:

https://teatrtv.vod.tvp.pl/591669/zegarek

W dramaturgii polskiej są wielkie przedstawienia, od „Odprawy posłów greckich” Kochanowskiego poprzez „Dziady” Mickiewicza i ”Kordiana” Słowackiego, a po Wyspiańskiego „Wesele”. Ale są takie sztuki jak „Zegarek” Jerzego Szaniawskiego, które wprawdzie nie posiadają znaczenia narodowego, lecz kto wie, czy istotniejsze bywają emocje i wysuwająca się w tym dramacie problematyka moralna, rozważania na temat uczciwości, honoru i godności człowieka.

Ta przedwojenna sztuka Szaniawskiego pomyślana była początkowo jako słuchowisko i znalazła uznanie wśród słuchaczy.

Wersja, do której obejrzenia zachęcam pochodzi z roku 1961 i została wyreżyserowana przez Jerzego Antczaka, a w głównych rolach obsadzeni zostali wybitni polscy aktorzy: Kazimierz Opaliński i Tadeusz Łomnicki.

Nie chcę do końca zdradzać fabuły; zasygnalizuję jednak, że pierwsza scena dzieje się w zakładzie rzemieślniczym, z którego ginie wartościowy zegarek. O kradzież podejrzany jest uczeń zegarmistrza i po stwierdzeniu tej kradzieży zostaje on (Tadeusz Łomnicki) wyrzucony z warsztatu przez właściciela zakładu (Kazimierz Opaliński). Po latach do schorowanego zegarmistrza przybywa jego dawny uczeń. Sprawa kradzieży zostaje wyjaśniona, ale czy stary zegarmistrz dowie się, kto naprawdę ukradł zegarek?

Realizatorzy:

  • Autor sztuki : Jerzy Szaniawski
  • Reżyseria: Jerzy Antczak
  • Scenografia: Wojciech Sieciński, 
  • Realizacja TV: Joanna Wiśniewska

Obsada: 

  • Kazimierz Opaliński (Zegarmistrz), 
  • Tadeusz Łomnicki (Jan), 
  • Konstanty Pągowski (Mecenas), 
  • Antonina Gordon-Górecka (Pani)


[05.05.2024, Toruń]

04 maja 2024

SOWIZRZAŁ KROTOCHWILNY I ŚMIESZNY (22)

 

22.

Historyja, jako Sowiźrzał u margrabie antaltskiego

trębaczem był, a gdy nieprzyjaciel ku miasteczku ciągnął,

tedy nie trąbił, a kiedy nic o nim nie słychano,

tedy potrębował

86. Ilustracja edycji strasburskiej

z 1539 r. do 22. historii

Niedługo potym Sowiźrzał ku margrabi antaltskiemu przyszedł, u którego się za trębacza ujednał. Margrabia, mając wiele na się nieprzyjaciół, miał natenczas na zamku rajtarów i drabów niemało, którym na każdy dzień obrok dawać musiano. A około tych mając pieczą,

Sowiźrzała zapamiętano a jemu jeść na wieżę nie posłano. Tegoż dnia się trafiło, że margrabi nieprzyjaciel ku miasteczku ciągnął, pobrawszy około dobytek. A Sowiźrzał, będąc na wieży, na to patrzał, panu swemu o nieprzyjacielu żadnego wiedzenia nie dał, nie trąbiąc ani na nię wołając. Panu powiedziano, aby co narychlej przeciw nieprzyjacielowi swemu wyjechał, a ten dobytek zajęty żeby im odbił. Przy tym uciążali sobie na Sowiźrzała, że w oknie leżąc, na nie patrzał, a z tego się śmiał. Margrabia kazał go do siebie zawołać, rzekąc:

Czemuś tak niedbały, zwłaszcza przy takowym niebeśpiecznym czasie – na wieży będąc, nie trąbisz?

Sowiźrzał, w oknie stojąc, odpowiedział:

Kiedy nic nie jem ani piję, tedy trąbienia i wołania namniej mi się nie chce.

Margrabia jemu rzekł:

Cóż, nie chcesz na nieprzyjaciela trąbić?

Sowiźrzał odpowiedział:

Nie trzeba mi na nie trąbić, bo ich w polu jest pełno, a niektórzy już z dobytkiem uszli. A gdybym teraz miał potrębować, tedy i o miasteczko by się pokusili.

Takową rzeczą Sowiźrzał u pana swego się wymówił. Tedy pan kwapił się za nieprzyjacielem szukać ich i tłukł się tędy i owędy, goniąc je. Zasię o Sowiźrzale zapamiętali, a obroku jemu nie posłali. Pan, ubeśpieczywszy się już po przyjechaniu, był do czasu w dobrym pokoju i w tym się spiżą opatrował, kazał bydło bić, a tegoż dnia piec i warzyć.

Sowiźrzał, będąc na wieży, myślił, jakoby też tej kołacyjej użyć mógł, mając wżdy cierpliwość aż do obiadu. Gdyż obaczył, że k stołu siadali, począł potrębować i niewymownie krzyczeć:

Oto, oto mamy nieprzyjaciele!

Margrabia z swymi pany od stołu się porwali, natychmiast się we zbroje ubierali. Ubrawszy się, przed miasteczko wyjechali, chcąc się z nieprzyjacielem potykać. A zatym, skoro jedno ujechali, Sowiźrzał wnet z wieże zbieżał i prosto ku pańskiemu stołu szedł, nabrawszy sobie pieczystego i warzystego, a natychmiast zasię bieżał na wieżę. I nie bacząc, konni i pieszy, swego nieprzyjaciela, ku domu się wracali, mówiąc tak ku sobie:

Zaprawdę ten trębacz nas zbłaźnił i na łotrostwo to uczynił.

I przyjechali do miasteczka. Margrabia, będąc już u brony, zawołał na Sowiźrzała:

Aboś ty chłopie oszalał?

Sowiźrzał odpowiedział:

Panie, nie uczyniłem tego z umysłu, ale głód i niecnota, która rozliczne kunszty wymyśla, mnie ku temu przywiodła.

Margrabia rzekł:

A dlaczego żeś wżdy ty wołał a na nieprzyjaciela trąbił, ano tam by jednego nie było widać?

Sowiźrzał odpowiedział:

Ponieważ tam żadnego nie było, tedym musiał sam którego przywabić.

Rzekł k niemu margrabia:

Baczę ja dobrze, że się paznokty łotrowskiemi drapiesz, dziwnemi kunszty obchodzisz: kiedy nieprzyjaciele tuż za płoty są, tedy taisz i milczysz, a kiedy o nich by namniej nie słychać, tedy potrzebujesz.

Boję się, że ty mnie zdradzić myślisz. – I dał mu odpuszczenie, a innego

na to miejsce wnet posadził. Potym Sowiźrzał z inszemi służebniki piechotą naprzeciw nieprzyjacielom ciągnąć musiał, a to mu barzo przeciwno było. Rad by był takowej służby próżen, by jedno był, jako, wiedział. Gdyż byli naprzeciwko nieprzyjacielowi wyciągnęli, Sowiźrzał się za nimi z daleka wlókł a na pośledź wolał być niż na przodku, aby o zdrowie swoje nie przyszedł. A gdy obaczył, że się ku domowi nawrócić mieli, wszytkie uprzedzał

a napierwszy był. Pan to obaczył, pytał go, jakoby to miał rozumieć:

Bo gdy ja z tobą na potykanie z nieprzyjacielem ciągnę, tedyś zawżdy napośledniejszy, a gdy się do domu wracamy, tedyś między wszytkiemi napierwszy.

Sowiźrzał panu swemu tak odpowiedział:

Nie dziwujcie się temu, panie miłościwy, ani się o to gniewajcie, bo kiedy wasza czeladź na dole używała, a ja, ubogi człowiek, tam na wieży głód marł i stądem jeszcze mdły, a gdybym miał na przodku stać, a wprzód się z nieprzyjacielem potkać, boję się, bym nie omdlał abo niemocy sobie więcej nie przyczynił. Przeto ja nad wszytkie do miasteczka pośpieszam, abym pierwszy był u stołu a ostatni od stołu, a to dlatego, abym zasię mocy nabył a k ciału przyszedł.

Rozumiem temu – rzekł margrabia – żebyś się ty tak obchodzić chciał, póki byś był u mnie.

Sowiźrzał odpowiedział:

K czemu jeden prawo ma, tedy go z tego zeprzeć myślą.

Margrabia powiedział:

Nie będziesz ty długo moim sługą.

I tak go od siebie zbył, a on temu barzo rad był, bo ku bitwie żadnej chuci nie miał.

87. Ilustracja edycji erfurckiej
z 1532 r. do 22. historii


  • Tytuł: u margrabie antaltskiego – margrabia anhalcki (Anhalt, kraj nad środkową Łabą z centrum w Dessau). Być może mowa tu o hrabim Bernhardzie II, od 1318 r. księciu, uwikłanym w wiele lokalnych konfliktów rodowych

2 - się za trębacza ujednał – najął się jako trębacz.

3 - rajtarów i drabów – żołnierzy konnych (z niem. Reiter) oraz piechurów.

4 około tych mając pieczą – dbając o tych.

5 - zapamiętano – zapomniano.

6 - margrabi<n> nieprzyjaciel – wróg margrabiego.

7 - będąc na wieży – ze względu na obecność wieży Lappenberg wiąże tę historię z Bernburgiem, posiadającym do dziś okazałą wczesnośredniowieczną wieżę

8 - żadnego wiedzenia nie dał – nie dał znać.

11 - uciążali – utyskiwali, narzekali.

25 - kwapił się – spieszył się.

27 - ubeśpieczywszy się – zaopatrzywszy się.

28 - w tym się spiżą opatrował – tj. zaopatrywał się w prowiant.

28–29 - warzyć – gotować.

30 - do obiadu – tj. do południa.

37 - pieczystego i warzystego – pieczonego i gotowanego (mięsa).

41 - u brony – pod bramą.

45 - z umysłu – z rozmysłu, rozmyślnie.

48–49 - ano [...] by jednego – a to ani jednego.

55 - tuż za płoty – tj. blisko.

56 - potrzebujesz – wzywasz.

57 - odpuszczenie – zwolnienie z posady.

62–63 - na pośledź [...] na przodku – na końcu, na początku.

63 - o zdrowie swoje nie przyszedł – tj. nie zapłacił tego zdrowiem.

67 - napośledniejszy – na samym końcu.

72 - głód marł – umierał z głodu.

73 - mdły – słaby.

74 - nad wszytkie – przed wszystkimi.

80 - K czemu jeden prawo ma, tedy go z tego zeprzeć myślą – kto posiada jakieś prawa, tego chcą ich pozbawić. Sowiźrzałowi chodzi o prawo trzymania się z dala od walki, a blisko stołu, ponieważ głodował na wieży.

83–84 - a on temu barzo rad był, bo ku bitwie żadnej chuci nie miał – mowa tylko o tym, że Sowiźrzał był zadowolony.


[04.05.2024, Toruń]

03 maja 2024

POEZJA (62) JULIAN TUWIM - DO PROSTEGO CZŁOWIEKA

 

Julian Tuwim - Do prostego człowieka


Gdy znów do murów klajstrem świeżym

Przylepiać zaczną obwieszczenia

Gdy „do ludności" „do żołnierzy"

Na alarm czarny druk uderzy

I byle drab i byle szczeniak

Wodwieczne kłamstwo ich uwierzy

Że trzeba iść i z armat walić

Mordować grabić truć i palić

Gdy zaczną na tysiączną modłę

Ojczyznę szarpać deklinacją

I łudzić kolorowym godłem

I judzić „historyczną racją"

O piędzi chwale i rubieży

Ojcach pradziadach i sztandarach

O bohaterach i ofiarach

Gdy wyjdzie biskup pastor rabin

Pobłogosławić twój karabin

Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba

Że za ojczyznę bić się trzeba

Kiedy rozścierwi się rozchami

Wrzask liter pierwszych stron dzienników

A stado dzikich bab kwiatami

Obrzucać zacznie „żołnierzyków"

O przyjacielu nieuczony

Mój bliźni z tej czy innej ziemi

Wiedz że na trwogę biją w dzwony

Króle z panami brzuchatemi

Wiedz że to bujda granda zwykła

Gdy ci wołają „Broń na ramię"

Że im gdzieś nafta z ziemi sikła

I obrodziła dolarami

Że coś im w bankach nie sztymuje

Że gdzieś zwęszyli kasy pełne

Lub upatrzyły tłuste szuje

Cło jakieś grubsze na bawełnę

Rżnij karabinem w bruk ulicy

Twoja jest krew a ich jest nafta

I od stolicy do stolicy

Zawołaj broniąc swej krwawicy

Bujać to my panowie szlachta"



[03.05.2024, Toruń]

02 maja 2024

KAWIARENKA - ROZDZIAŁ 108 EKONOMICZNY WYWÓD RADCY KRACHA

 ROZDZIAŁ 108 - EKONOMICZNY  WYWÓD  RADCY  KRACHA


  - Z tym budowanym domem-bliźniakiem naszych młodziutkich obywatelek Ciżemek, Beaty i Zuzanny, nie ma nic niezwykłego - zapewnił pan radca Krach siedzących z nim przy jednym stoliku panią Janeczkę Szydełkową i Starego Pisarza. - Otóż, jak państwo wiedzą doskonale, praca w starej, a przywróconej życiu cegielni panów Zdudowskich trwa w najlepsze i aby rozwinąć interes obaj panowie wstąpili na rynek z cegłą tyleż wyśmienitej jakości, co i z ceną obficie promocyjną, dzięki czemu skorzystała budowa naszego hotelu, a i remont zabytkowego dworku, zwłaszcza pomieszczenia gospodarskiego, gdzie brylują studenci wespół z fachową ekipą budowlańców może się toczyć przy względnie niskich kosztach. Tam również wykorzystano dachówkę z cegielni Zdunowskich. Panowie Zdunowscy - ciągnął pan radca - pragnąc pozyskać dla swojej cegły klientów, nie tylko w naszym powiecie, zdecydowali się na przedsięwzięcie kroków nadzwyczajnych, a świetnie reklamujących ich materiał. Okazało się, że ów młodzian pracujący w naszej rozgłośni radiowej, tudzież udzielający się w teatrze pani Majewskiej, ten co za Zuzanną pracującą przy koniach przepada, jest pociotkiem panów Zdunowskich. Przedsiębiorcy mając na względzie dobro swego krewnego, niemajętność obu pań, które zechciały się pobudować nieopodal młodych państwa Kosmowskich, doszli do wniosku, że dom-bliźniak postawiony zostanie z ich cegieł zupełnie za darmo z jedynym wszakże warunkiem, aby powstała siedziba oznaczała się urodą i stylem zagwarantowanym w planach przez architekta oraz wykonawstwem wzorowym, albowiem posłuży to obu panom Zdunowskim za reklamę produkowanych w ich zakładzie cegieł.

- Jednym słowem, panowie Zdunowscy pieką dwie pieczenie na jednej blasze - odezwał się Stary Pisarz.

- Albo mają wyjątkowo litościwe serca, co wcale nie musi skończyć się dobrze - wtrąciła pani Janeczka.

- Ja, moi państwo, nie podejrzewam panów Zdunowskich o graniczący z absurdem altruizm, wszak zatrudniają ludzi i muszą płacić słone podatki, ale wszedłszy na rynek tak bardzo nasycony materiałami budowlanymi, aby na nim pozostać, należy najpierw zainwestować, choć każda inwestycja wiąże się z podjęciem ryzyka.

- Ja tam na ekonomii nie znam się prawie wcale, panie radco kochany - rzekł Stary Pisarz - ale co nieco się orientuję. Nie dalej jak przed tygodniem powróciliśmy z panem redaktorem Pokorskim od pani Różańskiej: on, aby poczynić obfity reportaż do naszej gazety, ja z kolei, wiedzą państwo, z kronikarskich obowiązków. Chcieliśmy być świadkami wielkiej fuzji w naszym mieście…

- Chce pan powiedzieć, Pisarzu, o połączeniu firm pani Różańskiej i pana Iłowieckiego, czy tak? - zapytała pani Janeczka Szydełko.

- Owszem - przytaknął Stary Pisarz. - Chociaż nie jest to w naszym mieście tajemnicą, ale w reportażu pan Pokorski przedstawi wszystkie racje, które doprowadziły do złączenia obu firm. Będziemy mieli zatem naszą różanowską korporację, w której róże, inne kwiaty i krzewy ozdobne wystąpią obok sławnych iglaków pana Iłowieckiego na jednej scenie, co obu rodzinom przysporzy klienteli i pieniędzy, miastu zaś sławy, albowiem w powiecie, albo i województwie nie znajdziecie państwo tak dobrze prosperujących firm, które nie walczą pomiędzy sobą, a uzupełniają się.

- Pan Iłowiecki od dawna miał zbyt na swoje iglaki, także za granicą, zaś pani Różańska ledwie przed rokiem czy dłużej, rozwinęła współpracą z zagranicą - zauważyła pani mecenasowa. - Ale w jej wypadku dobrym klientem było też miasto i ostatnio pensjonat w Ciżemkach.

- Ma pani słuszność - potwierdził słowa pani Janeczki radca Krach - przy czym trzeba sprawiedliwie dodać, że uzyskując prawo do ozdoby naszego miasta swoimi roślinami, pani Różańska w cuglach wygrywała przetargi, a teraz, będąc w spółce z panem Iłowieckim, tym bardziej zwiększy swoje szanse na rynku.

- A od czego to zależy, panie radco kochany, że jedni upadają, inni zaś triumfują - zapytał Stary Pisarz, ale banalność, by nie powiedzieć infantylność jego pytania wcale pana Kracha nie zaskoczyła. Stary Pisarz był laikiem jeśli chodzi o ekonomię, do czego zresztą sam się przyznał; brylował zaś w innej dziedzinie. Jego dwie ostatnie książki, przynajmniej w Różanowie, rozsprzedano co do jednej, a kącik poezji jaki prowadził w „Naszym głosie”, wspomagany radiowymi audycjami, w jakich zabierał głos, cieszył się zdumiewającą popularnością.

Pan radca zanim ponownie zabrał głos, zamówił tymczasem lody dla ich trojga i po herbacie (dla Starego Pisarza oczywiście herbatkę z mlekiem) - wieczór był ciepły ale rześki, jak to zwykle po burzy.

- Przyjacielu, na początek odpowiem trywialnie: praca, ciężka praca. Ale również ci, co ciężko pracują miewają problemy z utrzymaniem się na rynku, czasami muszą wręcz zaprzestać działalności, aby nie popaść w długi. A co oprócz pracy? Dobry pomysł na biznes, dobry to taki, który nie opiera się na krótkotrwałej koniunkturze, ale wybiega znacznie dalej, perspektywicznie. Zarówno pani Różańska jak i pan Iłowiecki dobrze wiedzieli, że od pewnego czasu tak indywidualni obywatele, jak i też instytucje, firmy, ba, całe miasta będą chciały polepszyć swój wizerunek. Już nie wystarcza przystrzyżony trawnik przed domem, urzędem, instytucją, firmą czy w parkowej części miasta. Trzeba ubogacać tereny zielone nasadzeniami kwiatów, krzewów i drzew, które ucieszą oczy zarówno właścicieli posesji, jak i też tych, którzy wstępują na nie w charakterze gości czy klientów.

Kelnerka Edyta postawiła na stole lody. Pan radca przerwał swój wywód, aby on i jego przyjaciele mogli przynajmniej kilka razy dzióbnąć łyżeczkami mrożonych słodkości, po czym kontynuował swój wykład.

- Tak, mój drogi Pisarzu - pomysł to rzecz szczególnie istotna w biznesie. Żeby jednak nie skupiać się jedynie na tej fuzji ogrodniczej i cegielni panów Zdunowskich, posłużę się dwoma kolejnymi przykładami. Nie wiem, przyjaciele, czy znacie nazwisko Włodzimierz Grochocki. Nie bardzo? Rozumiem. Mieszka on na końcowych rogatkach Różanowa, przy drodze w stronę cukrowni. Ostatnio poznałem go osobiście w związku z całkiem inną sprawą. Otóż pan Grochocki wywiedział się przed rokiem, czy dwoma laty, że na Zachodzie, głównie w Niemczech, istnieje bardzo duże zapotrzebowanie na materiałowe i z gąbki wytwarzane budy, kojce, poduszki i materace dla zwierząt, głównie psów i kotów. Wziął spory kredyt, zakupił maszyny, zatrudnił ludzi - słowem - zaryzykował potężnie, ale mając pewność, że znajdzie zbyt na swoje towary, ryzyko się opłaciło. Zarabia na tym, jak na nasze polskie i różanowskie warunki krocie. Rozwój tej firmy ucieszył naszego różanowskiego przewoźnika, pana Kolińskiego, który rozwozi po Europie nie tylko kwiaty, sadzonki krzewów i drzew naszych ogrodników, lecz teraz także wysyła w świat produkty pana Grochockiego. Kolejny przykład: bielizna damska i nasza różanowska firma „Sabina”. Rozpoczynali od skarpetek, pończoch i, za przeproszeniem, zwykłych majtek, nie najlepszej jakości, ot takiej, jaka jest wymagana na byle bazarze. Ale pani Sabina Woroszylska to kobieta z piękną i mądrą głową. Objechała pół Polski, podpatrywała, bywała na targach, w lukratywnych sklepach, także na bazarach, a efekt tych wojaży był taki, że wpadła na przedni pomysł, aby wprowadzić na rynek towar zdecydowanie lepszej jakości, w szerszym, choć nie za bardzo szerokim asortymencie, skierowany na konkretnego konsumenta, takiego, który gotów jest zapłacić za produkt więcej, ale nie aż tak wiele, jak w przypadku zakupu towarów renomowanych firm zagranicznych. Między innymi bieliznę, dodatki oraz - nowy asortyment produkcji - stroje sportowe dla kobiet - kupują teatry, sklepy z markową odzieżą oraz ostatnio kluby sportowe, nie tylko krajowe. Owszem, firma wymagała poniesienia sporych kosztów. Na początku pracownice (firma pani Woroszylskiej zatrudnia głównie panie) dostawały przez ponad pół roku połowę pensji. Większość zatrudnionych kobiet przystała na te warunki, zaufała swej chlebodawczyni, i, moi drodzy, opłaciło się. Firma prosperuje świetnie, a wiem o tym, bo osobiście pomagałem pani Sabinie rozwikłać parę prawnych problemów.

- Zaiste, ciekawe i pouczające to przykłady - westchnął Stary Pisarz.

- Dobry pomysł to jednak nie wszystko - kontynuował pan radca. - Ażeby móc go zrealizować potrzebni są ludzie i to nie tylko autorzy pomysłu, ale ci, którzy będą przy nim pracowali. I tak, że przytoczę przykład kolejny, nie wypaliłaby słuszna skądinąd i oczekiwana przez ludzi, głównie pracujące matki idea społecznego przedszkola, gdyby nie to, że panie Bogucka, Jordańska i Maciakowa, które od pomysłu przeszły do czynu, a gdyby pracownice pani Woroszylskiej nie zadowolili się na postradanie połowy zarobków na przeciąg pół roku czy dłużej i odeszły z zakładu, czy „Sabina” byłaby dzisiaj w tym miejscu, co jest? A czy udałyby się konne jazdy i hipoterapia, gdyby w Ciżemkach u Kosmowskich nie pojawiła się Beata z Zuzanną? Ludzie, moi drodzy, są najważniejsi i czasami dziwię się bardzo, że nowobogaccy przedsiębiorcy traktują ich tak po macoszemu.

- O tak, panie radco. Ileż takich złych przykładów zna mój mąż - przerwała na chwilkę panu Krachowi pani mecenasowa.

- Ważne, moi drodzy jest również to, aby tych, którzy sypią pomysłami jak z rękawa, którzy nie boją się nowych wyzwań, którzy niejednokrotnie ryzykują całym swoim majątkiem otaczani byli z szacunkiem przez tworzone dla biznesu prawo, aby to prawo wspierało te firmy, które dają zatrudnienie na lokalnym rynku pracy, a w tej kwestii nasze prawo nie jest doskonałe. Nie może być przecież tak, że przetarg, dajmy na to - na budowę, wygrywa firma z dalekiego od miejsca budowy „zewnątrz”, wygrywa tylko dlatego, że jest silniejsza finansowo, a firma lokalna, która z powodzeniem ukończyłaby postawione przed nią zadanie, nadto zatrudniająca miejscowych - przegrywa. Porządek prawny, moi państwo, jest ważny i nie chodzi tu tylko o wysokość płaconych podatków, lecz o stworzenie przyjaznej atmosfery przedsiębiorstwom z pomysłami. Ten przedsiębiorca, który nie weźmie pod uwagę tego, że może go dotknąć niesprawiedliwie wprowadzanie przepisów prawnych, który napotka biurokratyczne przeszkody nie do przeskoczenia, może niestety ciężko doświadczyć upadku. I na koniec - głos pana radcy Kracha zmierzał wyczerpującą drogą do mety - nie wdając się w szczegółowe dywagacje na tematy ekonomiczne, choć o ekonomii i prawie mógłbym gadać całymi dniami, przedsiębiorca powinien mieć, jakże potrzebny w biznesie, łut szczęścia - bez niego wszystko, co powiedziane zostało poprzednio, może się nie udać.

Skończył pan radca. Konsumpcja lodów zmierzała w podobnym do wywodu pana Kracha kierunku, a stary pisarz pomyślał sobie, że nie ma żadnych przeciwskazań do zakładania biznesów w Różanowie i okolicach, skoro ciężka praca nie jest tutaj obca, są pomysły i ludzie do ich realizacji, w miarę skutecznie wspiera się ryzykantów i ma się szczęście do ludzi, którzy laikowi w ekonomii takiemu jak on, wyklarują jasno i przejrzyście, tak jak pan radca Krach, z czego wynika sukces w biznesie.

[pierwsze pisanie dnia 05.05.2018, Saint-Egreve pod Grenoble, Isere, we Francji]


[02.05.2024, Toruń]



01 maja 2024

STAROŻYTNOŚĆ - TYTANI [1]

 


TYTANI (Tytani) byli sześcioma starszymi bogami o imionach Kronos (Kronus) , Koios (Coeus) , Krios (Crius) , Iapetos (Iapetus) , Hyperion i Okeanos (Oceanus) , synowie Gai (Gaja, Ziemia) I Uranosa (Uran, Niebo), który rządził kosmosem, zanim olimpijczycy doszli do władzy.

Kiedy ich ojciec został królem, uwięził sześciu gigantycznych braci Tytanów – Kyklopów (Cyklopów) i Hekatonkheiresów (Hecatoncheires) – w brzuchu Ziemi. Gaia była wściekła i podburzyła swoich synów-tytanów do buntu. Pod wodzą Kronosa pięciu z sześciu braci przygotowało zasadzkę na swojego ojca i chwyciło go, gdy zstąpił, by spocząć na Ziemi. Czterech z nich – Hyperion, Krios, Koios i Iapetos – zostało wysłanych w czterech narożnikach ziemi, aby utrzymać Niebo, podczas gdy Kronos w środku wykastrował go adamantynowym sierpem. Po przejęciu kontroli nad kosmosem, Tytani wypuścili swoich braci-olbrzymów burzowych z brzucha Gai, by wkrótce potem zamknąć ich w otchłani Tartaros (Tartarus).


Uranos i Gaia przepowiedzieli, że syn Kronosa ostatecznie obali Tytanów, więc król Tytanów, w obawie o swój tron, zaczął pożerać każde ze swoich potomków zaraz po urodzeniu. Tylko Zeus uniknął tego losu dzięki interwencji swojej matki Rei , która umieściła go w jaskini na wyspie Kreta (Kreta) i nakarmiła Kronosa zastępczą skałą. Po osiągnięciu dorosłości Zeus zmusił Kronosa do wyrzucenia swojego rodzeństwa i wraz z armią boskich sojuszników wypowiedział wojnę Tytanom i wrzucił ich do otchłani Tartaros (Tartarus). Według niektórych (np. Pindara i Ajschylosa) Kronos i Tytani zostali później wypuszczeni z tego więzienia, a stary Tytan został królem Elysion (Elysium)


LISTA STARSZYCH TYTANÓW

ADANOS (Adanus) Alternatywna nazwa jednego z Tytanów.

ANDES Alternatywna nazwa jednego z Tytanów, być może Hyperiona.

HYPERION Tytanowy bóg światła i cykli dnia i nocy, słońca i księżyca. Został wrzucony do Tartaros przez bogów pod koniec Wojny z Tytanami.

IAPETOS (Iapetus) Tytanowy bóg śmiertelności i długości życia. Został wrzucony do Tartaros pod koniec Wojny z Tytanami wraz ze swoimi braćmi.

KOIOS (Coeus) Tytanowy bóg inteligencji i osi nieba. Znany był także jako Polos. Koios był jednym z Tytanów wrzuconych do Tartaros pod koniec Wojny z Tytanami. Czasami był opisywany jako przywódca Gigantów (Gigantów).

KRIOS (Crius) Tytanowy bóg niebiańskich konstelacji, znany również jako Megamedes. Został wrzucony do Tartaros pod koniec Wojny z Tytanami. Krios był czasami nazywany przywódcą Gigantów (Gigantów).

KRONOS (Kronos) Król Tytanów i bóg niszczycielskiego czasu. Poprowadził swoich braci do kastracji Uranosa (Uranosa), a sam został obalony przez Zeusa. Po swojej klęsce Kronos został wrzucony do otchłani Tartaros. Niektórzy mówią, że został później uwolniony przez Zeusa i mianowany królem Wysp Błogosławionych (domu błogosławionych zmarłych).

MYLINOS (Mylinus) Gigante (Olbrzym) lub Tytan z wyspy Kreta (Kreta), zniszczony przez Zeusa. Prawdopodobnie utożsamiano go z Olimpem lub Kronosem.

OKEANOS (Oceanus) Bóg Tytanów otaczającej ziemię rzeki Okeanos, miejsca wschodów i zachodów ciał niebieskich. Jako jedyny z Tytanów nie brał udziału w kastracji Uranosa (Uranosa) i w Wojnach Tytanów pozostał neutralny.

OLYMBROS (Olymbrus) Alternatywna nazwa jednego z Tytanów. Może być tym samym, co Olympos, kreteński (kreteński) mentor Zeusa.

OLYMPOS (Olympus) Tytan lub Gigante (Giant) mentor Zeusa. Później pobudził swoich krewnych do buntu przeciwko bogu i został zniszczony. Prawdopodobnie utożsamiano go z Kouretesem (Curetesem), Kronosem lub Olymbrosem.

OPHION Najstarszy z Tytanów, z którym Kronos (Kronos) walczył o tron ​​​​niebiański i wrzucony do Oceanicznego Strumienia. Utożsamiano go zarówno z Ouranosem (Uranem), jak i Okeanosem (Oceanusem).

OSTASOS (Ostasus) Alternatywna nazwa jednego z Tytanów.

POLOS (Polus) Tytanowy bóg osi nieba ( polos ). Zwykle nazywano go Koios (Coeus).

Cdn.


[01.05.2024, Toruń]

SZTUKA - MALARSTWO NIEPROFESJONALNE [NAIVE ART] TEOFIL OCIEPKA

 


[…] * Ociepka przyszedł na świat w Janowie Śląskim, który obecnie jest dzielnicą Katowic. Na chrzcie otrzymał imię Teofil, oznaczające dosłownie „przyjaciel Boga”. Jego matka Franciszka była gospodynią domową u burmistrza Szopienic, a ojciec Piotr – górnikiem w kopalni Kaiser (później nazwę zmieniono na Wieczorek) w Nikiszowcu. Teofil miał czternaście lat, kiedy w kopalni doszło do katastrofy górniczej, w której zginął ojciec. Jako najstarszy z rodzeństwa musiał zadbać o bliskich, zarobić na utrzymanie i spłacenie długów związanych z budową rodzinnego domu. Pracował jako kolejarz, goniec, urzędnik pocztowy, pomocnik w gospodzie. Nie bał się żadnej pracy. Wreszcie został maszynistą obsługującym turbinę w elektrowni kopalni, w której wcześniej pracował ojciec. Pozostał na tym stanowisku aż do emerytury.

Ociepka ukończył tylko szkołę podstawową. Później odbył służbę wojskową. W czasie I wojny światowej służył w armii niemieckiej, skąd przywiózł zainteresowanie literaturą okultystyczną. Wkrótce nawiązał korespondencję z Filipem Hohmannem z Wittenbergi. Samozwańczy filozof oraz mistyk stał się duchowym przywódcą i nauczycielem Ociepki. Listownie przekazywał uczniowi książki, a także konkretne zadania, które miały służyć rozwojowi duchowemu. Jednym z takich zadań miało być podjęcie pierwszych prób malarskich. To właśnie Hohmann zasugerował Ociepce, że powinien sięgnąć po farby, by wyrazić swoje emocje i utrwalić okultystyczne koncepty. Sztuka miała być jedną z dróg wiodących do wtajemniczenia i dotarcia do Absolutu. Tym sposobem powstał pierwszy obraz Ociepki – moralitet Droga człowiecza z 1927 roku. Drugim równie istotnym wyzwaniem było założenie stowarzyszenia w miejscu zamieszkania. Tak powstała Janowska Gmina Okultystyczna, do której wkrótce przystąpili inni malarze nieprofesjonalni. Adepci sztuk tajemnych co roku zdawali korespondencyjny egzamin i przechodzili kolejne stopnie wtajemniczenia. [...]

* Wybrany fragment biografii Teofila Ociepki ze strony...

https://niezlasztuka.net/o-sztuce/teofil-ociepka-uniwersum-malarstwo-okultyzm-podroze-kosmos/



1. Teofil Ociepka, (1891 - 1978)

Autoportret, 1960



2. Teofil Ociepka

Dżungla ze smokiem



3. Teofil Ociepka

Raj z ptakami



4. Teofil Ociepka

Strażnik ogrodu



5. Teofil Ociepka

Pustelnik



6. Teofil Ociepka

Górnik w lesie



7. Teofil Ociepka

Lwy



8. Teofil Ociepka

Fantastyczna scena ze zwierzętami




[01.05.2024, Toruń]

POLSKA KRONIKA FILMOWA 74/18B

 


https://35mm.online/vod/kroniki/polska-kronika-filmowa-74-18b?page=1&parentID.4=3443,3443&__productionYear.4=1940,2024


POLSKA KRONIKA FILMOWA 74/18B

  • Obchody Święta Pracy- pochód 1 majowy w Warszawie;
  • Przemówienie Edwarda Gierka („będziemy umacniać socjalizm”);



  • Maszerują w pochodzie m.in. uchodźcy z Chile, studenci, naukowcy, robotnicy i reprezentanci świata kultury ( m.in. Jerzy Hoffman, Jerzy Kawalerowicz,Lucyna Winnicka, Hanka Bielicka, Gustaw Holoubek, ł Mikulski, Tadeusz Łomnicki, Wojciech Siemion, Andrzej Szczepkowski ).



  • Pierwsze podziemne przejścia przy powstającej Trasie Łazienkowskiej w Warszawie gotowe wcześniej niż planowano, ale w Alejach Niepodległości do końca robót jeszcze daleko.

  • Modernizacja stuletniej kopalni „Wieczorek” w Katowicach: zainstalowano automatyczną izotopową ścianę;

  • Dobrze sprawdzają się kombajny górnicze polskiej produkcji.

  • Wspomnienie o Władysławie Broniewskim ( 1897-1962) – poecie miłości i walki.



Co by nie mówić o Pierwszym Maju, to celebrowano ten dzień uroczyście i radośnie. Sam pamiętam pochody, w których uczestniczyłem i niech kto mówi, co chce, nie byłem do defilowania zmuszany, a traktowałem te przemarsze jak urozmaicenie czasami nazbyt szarego życia. Polityka naprawdę stała na drugim miejscu, a kiedy na stołecznych ulicach widywano znanych aktorów, reżyserów, piosenkarzy i sportowców, to w rzeczy samej czuło się sympatyczniej, bez podziału na nas i ich, co w chwili obecnej jest niemożliwe. Czy należy się więc dziwić, że ludzie pamiętający i żyjący w PRL-u niejednokrotnie z rozrzewnieniem wspominają dawne czasy? Nie zgadzam się z opinią, że my, doświadczeni wiekiem, ciepło mówimy o niedawnej Polsce, bo wtedy byliśmy młodzi, a że człowiek woli być młodym, nie starym, więc przywiązuje się do młodości. To nie tak, choć i tęsknota za młodym wiekiem także ma znaczenie.

Myślę, że i pokolenie, które nie może pamiętać PRL-u wiele dałoby za to, aby móc widzieć nieskłóconych ludzi i wolnych od politycznych sporów rodzin. Sądzę też, że czasy były bez porównania sprawiedliwsze, nikt nie defraudował półtora miliarda złotych, za wschodnią granicą nie ginęli ludzie, żyło się nam może i nie luksusowo, ale każdego lub prawie każdego Polaka stać było zapłacić comiesięczne rachunki, a żywność była i tańsza, i jakościowo lepsza, zdrowsza.

Ech, wiele by na ten temat pisać.



[01.05.2024, Toruń]